piątek, 19 sierpnia 2016

Socjologiczno-dydaktyczny kicz

Dzisiaj napiszę o książce, której lektura okazała się stratą czasu.

Wakacyjnie sięgnąłem po publikację pod red. Krzysztofa T. Koneckiego, (cenionego przeze mnie profesora socjologii w UŁ), bowiem skusił mnie jej tytuł – „Emocje i polityka. Sceny z życia polskiego parlamentu” (UŁ 2016) oraz nazwisko redaktora. Byłem przekonany, że nareszcie polscy socjolodzy zainteresowali się emocjami posłów (polityków) i potrafią je analizować metodami oraz narzędziami współczesnej nauki w paradygmacie jakościowym. Podtytuł sugerował, że będą to badania sytuacyjnych wycinków z życia Sejmu, które – jak wyjaśnia redaktor – zostały pozyskane nie z pełnego materiału filmowego (pełnej rejestracji obrad sejmu), ale z zamieszczonych na YouTube klipów.

Poszukiwano w sieci fragmentów filmów, które pasowałyby nie tyle do socjologicznej teorii emocji czy do sformułowanego problemu badawczego w sposób ewidentnie intuicyjny. Jak podaje szef projektu: wyławiano z sieci takie, (…) które zawierały ładunek emocjonalny możliwy do zdefiniowania ze względu na pewne wskaźniki emocji (…) oraz w oparciu o definicje i opisy stanów uczuciowych, z których mogliśmy wywnioskować występowanie określonych emocji (s. 11).

Celem tego projektu było ćwiczenie w grupach na zaliczenie przedmiotu, a nie doświadczenie wiarygodnego socjologicznie badania naukowego. Nie znajdziemy tu zatem ani problemu badawczego, ani wskaźników zmiennej globalnej, ani też opracowanych kryteriów do analizy jakościowej obrazów filmowych, a sposoby rzekomego badania są pozbawione metodologicznej kultury i kanonu w badaniach jakościowych.

Nic dziwnego, że K. Konecki pisze we wprowadzeniu: W trakcie analiz, które wywoływały również wiele emocji, generalnie pozytywnych, okazało się, że powstaje większa całość, która być może nadaje się do opublikowania w postaci książki. Ostatecznie autorzy artykułów i prowadzący te zajęcia zdecydowali się wspólnie ma opracowanie danych podzielonych tematycznie na rozdziały i wydanie książki. Książka obrazuje zatem także pewien efekt pracy dydaktycznej oraz pokazuje, co można osiągnąć w grupie analizując dane jakościowe” (s. 10)

Rzeczywiście. Nic wartościowego. Szkoda papieru i uwodzenia potencjalnych badaczy czymś, co ma charakter notatek z prób uczenia się, które niewiele są warte dla nauki, ale i dla doktorantów. Gdyby doszukiwać się zrealizowanych efektów kształcenia na studiach III stopnia, to jedynymi - jakie można jeszcze uznać - byłaby zdobyta wiedza na temat przestrzeni społecznej, emocji, grzeczności, kultury wysokiej, wprawdzie też powierzchowna. Dobrze, że w dużej mierze została oparta na źródłach zagranicznych. Źle, że doktoranci chwalą cudze, a swego nie znają, gdyż na powyższe tematy mamy w kraju znacznie lepsze źródła.


Poczekam zatem na coś wartościowego naukowo, bo z zawartości treści jednoznacznie wynika popełnienie klasycznego błędu samosprawdzających się hipotez. Analizy są powierzchowne, pełne banałów, a nawet w takim zakresie, jak proksemika, pokazują zupełny brak zrozumienia zjawisk społeczno-emocjonalnych. Warto, by profesor zwrócił swoim doktorantom uwagę na literaturę z metodologii badań filmów i socjologii wizualnej, to może wówczas przestaliby nazywać analizą coś, co nie ma z nią nic wspólnego. Takie opisy klipów mogą wykonać - bez teoretycznego zaplecza - maturzyści.

No cóż, nie wszystko warto wydawać z publicznych, uniwersyteckich środków, gdyż być może lepiej byłyby one wykorzystane na rozprawy zdolniejszych doktorantów. Adnotacja o książce jednej z księgarń internetowych jest już zupełnie bezzasadna potwierdzając obiegową tezę, że "reklamy kłamią":

Książka poświęcona jest analizie i badaniu emocji w życiu publicznym i polityce. Pokazano w niej, jak zachowania polityków oraz emocjonalne i wizualne czynniki obecne w relacjach medialnych na ich temat wpływają na sposób przedstawiania dyskursu politycznego. Otóż, książka ta nie jest poświęcona żadnemu wpływowi, chyba że wydawcy chodzi o wpływy na konto.

2 komentarze:

  1. Wpływ to ulubione słowo "klucz" - zwłaszcza księżyca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za ten opis. też ogromnie cenię Profesora Koneckiego za kilka książek, za popularyzację badań jakościowych. Niestety ogromnym rozczarowaniem był dla mnie referat wygłoszony przez Profesora w tym roku na konferencji w Ustce, która była poświęcona badaniom jakościowym. Banalne, powierzchowne a czasami wręcz " do bólu" uproszczone zachwyty nad buddyzmem jako drogą do poznawanie siebie i świata , niechęć do polemiki z zadającymi pytania adiunktami, zwykła nonszalancja wobec tzw" młodych" to przyczyny mojego rozczarowania. Jako badaczka jakościowa bardzo chciałabym dbać o poziom, epistemologiczny kontekst tych badań. Nie wolno ich banalizować, upraszczać i opowiadać pod ich szyldem " co komu w duszy gra". Dlatego dziękuję , dlatego ten osobisty komentarz. Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń