niedziela, 5 czerwca 2016

Władza nad uczniem


Władza wychowawcza wymieniana jest w „Słowniku Języka Polskiego” jako jeden z rodzajów władztwa po władzy absolutnej, despotycznej, ludowej, rewolucyjnej i władzy króla, jako: prawo rządzenia, panowania, oddziaływanie na kogoś, wpływ, moc czy siła. Władza zatem to prawo rządzenia, panowanie, rządzenie, możność wpływania na zachowania innych i możność narzucania im swojego poglądu na świat.

Władza wychowawcza zatem to możność wpływania na zachowania czy postawy dzieci i młodzieży za pomocą pozytywnych i negatywnych sankcji, zapewniających kontrolę realizacji i interioryzacji pożądanych celów. Ma ona wymiar negatywny ("władza zła"), kiedy cechuje ją jednostronny wpływ, przewaga, nacisk, dominacja czy kontrola lub pozytywny („władza dobra") w sytuacji duchowego przywództwa, przewodzenia czy autorytetu.

Szkoła jest instytucją, w której zgodnie z jej strukturą organizacyjną można wyróżnić osoby posiadające władzę (dyrekcja, nauczyciel, administracja) oraz osoby jej podlegające (niektórzy nauczyciele, uczniowie, rodzice, niektórzy pracownicy administracji). Nieodłącznie z kategorią władzy wiąże się zjawisko posłuszeństwa, bowiem władza zakłada istnienie strony podległej zgodnie z zasadą, że nie ma pana bez niewolnika.

Wychowanie staje się więc przekształcaniem "materiału wychowawczego" w kierunku wytyczonego ideału wychowawczego, jakim jest posłuszeństwo. Zachodzi tu zjawisko totalizmu wychowawczego, bowiem pedagog świadomie lub nieświadomie, wyraźnie lub w zamaskowany sposób dąży do tego, by dać sobie wyłączne prawo do uczynienia z siebie wzoru dla wychowanka lub też przystosować go do pożądanego wzoru wychowawczego.

Taki wychowawca nie wierzy ani w wolność młodego człowieka, ani w istnienie wartości etycznych, ani w ich atrakcyjny charakter. Nie one są bowiem istotne, ale to wszystko, co pozwala na zawładnięcie jego rozwojem psychofizycznym z zewnątrz (z perspektywy ideologii, polityki, modeli czy teorii). Pozostaje mu do dyspozycji możliwość stosowania tresury i urabiania wychowanków pod różną postacią.

W wielu szkołach – szczególnie w gimnazjach i liceach - nadal panuje skryte założenie, że nauczyciel jest zawsze podmiotem w stosunku do wychowanka a ten przedmiotem jego oddziaływań. Pociąga to za sobą dość przykre konsekwencje w postaci m.in. stosowania wobec uczniów różnych, często subtelnych form przemocy czy przywłaszczania sobie przez dorosłych prawa do decydowania o losie wychowanków i oferowania im jedynie słusznych interpretacji świata. W ten sposób doprowadzają do efektu adiaforyzacji, czyli ustawiania pewnych typów działań lub pewnych obiektów, na jakie działania się kierują, jako moralnie neutralnych i nie podlegających ocenie w kategoriach moralnych.

To, co jest zabronione dla jednych, dozwolone jest dla drugich zgodnie z porzekadłem ” Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Środowisko nauczycieli broni się przed zrównaniem ocen moralnych własnych czynów z czynami swoich uczniów przez wyniesienie dyscypliny proceduralnej w stosunku do uczniów i koleżeńskiej lojalności we własnym gronie do rangi nadrzędnych lub wręcz samowystarczalnych mierników moralnego postępowania.

Niektórzy nauczyciele wchodzą w role projektantów i rozkazodawców, łamiąc opór wychowanków, a zarazem znieczulając się na cierpienia ofiar swojej przemocy. Zatykają uszy i zamykają oczy na ból fizyczny czy psychiczne (duchowe) upokorzenia uczniów, będąc spokojnymi, że nie spotka ich kara za to, co uczynią, i że nikt nie poda w wątpliwość ich prawa do zrobienia tego, co uczynili. Pomaga im w tym zadomowienie się w instytucjach edukacyjnych kategorii władzy pedagogicznej.

Oto charakterystyczny przykład wypowiedzi jednej z uczennic na temat tak rozumianego władztwa w jednym z liceów ogólnokształcących: Nie wiem, jaka jest przyczyna wytworzenia się w moim liceum terroru niektórych nauczycieli wobec uczniów? Pedagog, który zwraca się do nas słowami: "Twój talent pisarski jest ‘g....’ warty, i tak nie pomoże ci zdać matury, kretynko”, pozostaje bezkarny. Cynizm, ironia i triumf przebija przez wypowiedzi w stylu: Aaaa, tu cię mam gagatku, tym razem mi się nie wymkniesz! [...] Z przyjemnością postawię komuś jedynkę, gdyż na ostatnich lekcjach czuliście się zbyt bezpiecznie! [...] Co tam kolego Iksiński? Do tablicy! Co z tego, ,że umiesz, skoro i tak nie zdasz matury! Siadaj, pała!! "Cóż to za profesor, który po wejściu do klasy zaczyna od słów: "Trzeba dziś kogoś przyprawić o napad padaczki – Iksińska!!! Do odpowiedzi!"

Pewnie i jego jakiś nauczyciel gnębił w szkole, dzięki czemu koło władztwa toczy się swoją utartą drogą przemocy.

7 komentarzy:

  1. Potrzeba panowania nad rzeczywistością jest wprost proporcjonalna do kompleksów, które trawią jednostkę. Opisane przykłady tylko potwierdzają stan w jaki został wciśnięty polski nauczyciel. Oczywiście mogą tu odgrywać pewną rolę zaszłości ukorzenione w szkolnej "kulturze", ale na nie nakładają się kolejne fakty "czarnej propagandy" wycelowanej w nauczycieli a nie w system. Nie bronię opisanej nauczycielki (tu jest zwyczajny brak kultury, by nie powiedzieć zwyczajne chamstwo i prymitywizm toksyczny wobec uczniów ale i nauczyciela), raczej próbuję zrozumieć ogólną sytuację.System dopuszcza takich nauczycieli, system nie eliminuje ich, system tworzy ramy ich funkcjonowania poczynając od programów, przez bazę po metody pracy. W tym systemie dobrzy się duszą, wielu po czasie autentycznego zaangażowania wypala się, bo system premiuje formatowanie uczniów, przez sformatowanych nauczycieli. Nie wspomnę o jakości ich przygotowania do zawodu, bo to kolejny temat. Tu tylko wspomnę, a jak się na studiach kwalifikacyjnych (dla nauczycieli przedmiotowych) przygotowuje do bycia wychowawcą? A jak się selekcjonuje nauczycieli mających być wychowawcami (nie specjalistami z fizyki czy historii?

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze!
    Zejdźmy na ziemię! W skrajnie centralistycznej, zbiurokratyzowanej i sformalizowanej polskiej oświacie uczeń, rodzic i nauczyciel oraz dyrektor mają b.niewiele do powiedzenia w kwestii wychowawczych i edukacyjnych celów do osiągnięcia. Wyznacza je oraz egzekwuje MEN i jego urzędasy. To co sądzi nauczyciel czy dyrektor nikogo nie obchodzi - oni mają osiągnąć CELE, a są pracownikami. Najwyżej mogą się zwolnić i zostać zastąpieni posłuszniejszymi ... ;-) Brak nam na dodatek takiej kultury jak choćby w II RP, gdzie w warszawskim Batorym endecki dyrektor (również w pewnym momencie minister oświaty) miał za geografa uczestnika Rewolucji Październikowej i ... nikomu to nie przeszkadzało .... ;-)
    Więc może więcej o mechanizmach biurokratycznych, a mniej o sumieniu, etyce, świadomości nauczycieli ...

    OdpowiedzUsuń
  3. P.S. Skądinąd w Polsce przy obecnym poziomie CKE/OKE można umieć i rzeczywiście akurat z polskiego nie zdać matury. Bo trzeba opanować "właściwe" podejście do klucza ... ;-) Więc może, choć po chamsku, nauczycielka troszczyła się o losy ucznia jednak ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. 1/ "można umieć i rzeczywiście akurat z polskiego nie zdać matury.'
    Bardzo wątpię. Tzw. "odsetek sukcesów" na poziomie podstawowym matury z polskiego od wielu lat utrzymuje się na poziomie 95% (i powyżsej). Zatem 30-procentową maturę zdaje w Najjaśniejszej Pszenno-Buraczanej prawie każdy. Ten stan rzeczy jest oczywiście rezultatem takiej a nie innej kalibracji, a ta z kolei jest decyzją polityczną.
    *
    2/ Dziwi mnie tolerowanie toksycznych wypowiedzi nauczycieli, szczególnie przez uczniów. W epoce youtube? Ileż to roboty regularnie nagrywać takiego nauczyciela i upublicznić jego "myśli"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla niektórych nie zdać oznacza słaby wynik "kładący" plany związane z wybranymi studiami!!! Więc jest to pewien skrót myślowy ... ;-)

      Usuń
    2. "słaby wynik "kładący" plany"
      Tutaj też kochana waaadza przychodzi maturzystom z pomocą. Proszę spojrzeć na załączoną kolekcję histogramów wyników z języka polskiego. Po pierwsze widać jak sprawdzający - mimo tego, iż sprawdzali prace uczniów im nieznanych - z podziwu godną konsekwencją "przeciągali za uszy" wszystkich delikwentów z ocenami niebezpiecznie blisko punktu odcięcia, a więz owych 30%.
      *
      W przypadku uczniów zdolniejszych/mądrzejszych najnowszy histogram, czyli za 2015 rok, wprawdzie jako pierwszy nie posiada już anomalii spowodowanej przepychaniem (a przynajmniej jest ona innej natury) ale "w zamian" dokumentuje znacząco miększe serduszka egzaminatorów. Całość populacji, cała krzywa dzwonowa, została bowiem przesunięta w stronę lepszych ocen/większej liczby punktów.
      Ma pan/pani zatem te tak pożądane "niekładące" wyniki. Musi nasza młodzież coraz mądrzejsza!
      *
      Link do obrazka, obrazek powiększa się po kliknięciu w niego.
      **http://tinypic.com/view.php?pic=24p9iwz&s=9

      Usuń
    3. Tu nie chodzi o średnią - można umieć i "polec" i można, znając sposoby pracy egzaminatorów i własności klucza, uzyskać niezły wynik przy słabej wiedzy. Przynajmniej 2 razy dano do analizy teksty ŻYJĄCYCH autorów - oboje stwierdzili po zapoznaniu z kluczem, że jest absurdalny i "nie to mieli na myśli" ... ;-)

      Usuń