sobota, 18 czerwca 2016

Minister edukacji o innowacjach


Minister edukacji Anna Zalewska, podczas Ogólnopolskiej Samorządowej Debaty Oświatowej wypowiedziała się na temat potrzeby wprowadzenia przedostatniego, najwyższego stopnia awansu zawodowego nauczycieli. Poruszałem już tę kwestię wcześniej, bowiem pojawiła się sugestia, by o nowy stopień awansu mogli ubiegać się nauczyciele prowadzący w swoich placówkach badania diagnostyczne (metodami naukowymi), w wyniku których uzyskają stopień doktora. Współbrzmi to z sugestiami ministra nauki i szkolnictwa wyższego dra Jarosława Gowina, który jest za tym, by wprowadzić dwa rodzaje doktoratów - zawodowy, a więc m.in. dla takich osób, jak nauczyciele oraz akademicki - dla młodych uczonych, którzy chcą rozwijać się naukowo.

Pozostawiam tę kwestię na boku, bo wywołała niepotrzebne zdenerwowanie w nauczycielskim środowisku. Diabeł tkwi w szczegółach, a tych nikt nie zna, bowiem jeszcze nie powstały. Po co więc dyskutować o mglistych zamiarach. Natomiast warto odnieść się do wypowiedzi minister A. Zalewskiej, która w czasie powyższej debaty zdradziła propozycję wprowadzenia jeszcze jednego stopnia awansu zawodowego po nauczycielu dyplomowanym:

"My póki, co mamy jeden - mówiący o stopniu doktora w zawodzie lub innowacji. Będziemy chcieli razem ze związkami ustalić, co to jest innowacja, bo to jest najbardziej zbanalizowane słowo w przestrzeni".

Jeżeli o tym, czym jest innowacja ma rozstrzygać przewodniczący związku zawodowego, to lepiej, żeby pani minister nie opowiadała takich rzeczy, bo tylko naraża własny urząd na niepotrzebną krytykę, a zarazem osłabia szanse na zwiększanie wymagań wobec nauczycielskiego środowiska. Zrozumiałe jest, że ze związkami należy uzgodnić wszystkie sprawy dotyczące warunków pracy i płacy, ale nie to, co rozumieją pod pojęciem INNOWACJA. Jest przecież rozporządzenie MEN w sprawie warunków prowadzenia działalności innowacyjnej i eksperymentalnej przez publiczne szkoły i placówki, które krótko określa, czym jest innowacja pedagogiczna. W ministerstwie został powołany Departament Podręczników, Programów i Innowacji, do którego zadań należą m.in. zagadnienia i sprawy dotyczące działalności innowacyjnej i eksperymentalnej.

Jeśli edukacja ma przygotowywać młode pokolenia do innowacyjności, to sama musi być w swoich rozwiązaniach ustrojowych, organizacyjnych, kadrowych i programowych innowacyjna. Dopiero co miał miejsce Europejski Kongres Finansowy w Sopocie, w czasie którego eksperci i przedsiębiorcy, ale także politycy i przedstawiciele rządu dyskutowali o tym, co zmienić w polskim prawie, w formowaniu przyszłych kreatorów polskiej gospodarki, by talenty zostały pomnożone, a nie roztrwonione.

To prawda, że w publicznych debatach coraz częściej jest używane pojęcie "innowacji", ale to dlatego, że wicepremier Morawiecki chce odejść od skolonizowanej przedsiębiorczości i potencjału produkcyjnego oraz kadrowego na rzecz uzyskania szybszego wzrostu gospodarczego Polski oraz tworzenia dobrego gruntu dla rodzimej innowatyki. Nawet powiązani zawodowo z Międzynarodowym Funduszem Walutowym ekonomiści - Jonathan D. Ostry, Prakash Loungani i David Furcerie - raczyli wreszcie przyznać, że dogmaty neoliberalnej gospodarki nie przyniosły społeczeństwom spodziewanych korzyści.

Komitet Nauk Pedagogicznych zaprosił na swoje posiedzenie w dn. 20 czerwca 2016 r. panią minister Annę Zalewską, by wspólnie omówić i przedyskutować najważniejsze kwestie polityki zmian oświatowych. Wśród jego członków jest wielu profesorów zajmujących się innowacjami i eksperymentami pedagogicznymi w polskiej i zagranicznej edukacji. Będziemy ciekawi, jak ministerstwo zamierza z powagą i merytorycznie podejść do innowacji edukacyjnych, by to pojęcie nie było dla władzy banałem (jeśli w ogóle jest), a szkolnictwo odeszło od rozwiązań, które cofają nas w rozwoju o kilkadziesiąt lat.

10 komentarzy:

  1. >Wśród jego członków jest wielu profesorów zajmujących się innowacjami i eksperymentami pedagogicznymi w polskiej i zagranicznej edukacji.<
    Panie Profesorze! To są zainteresowania czysto lekturowe i teoretyczne, często doktrynerskie, z praktyką i RZECZYWISTOŚCIĄ (jak Pan słusznie zauważył "Diabeł tkwi w szczegółach"!) w jakich je przeprowadzono. Tacy "naukowcy" jak Czapiński, Niemierko, Konarzewski, Dolata, Szkudlarek, Białecki, Marciniak czy Jakubowski wykazali W PRAKTYCE, że ich oderwanie od rzeczywistości i wpływ na edukacyjne decyzje są wyjątkowo szkodliwe!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam wyników badań na ten temat. Natomiast nie rozumiem, dlaczego jest tu wymieniony prof. Szkudlarek, który zajmuje się filozofią kształcenia i nigdy nie podejmował żadnych działań na rzecz innowacji pedagogicznych czy reform oświatowych. Krytyka zatem jest nietrafiona. Pozostali brali udział w badaniach albo związanych z diagnostyką, ocenianiem, ewaluacją, albo pomiarem jakości kształcenia w skali makro, więc nie ma to żadnego związku z tym, o czym pisze w swoim komentarzu anonimowy ich "wielbiciel".

      Usuń
    2. Oczywiście "z praktyką i rzeczywistością nie mają związku" ...

      Usuń
    3. Anonimowy musiałby wyjaśnić, co rozumie przez związek, który by go satysfakcjonował.

      Usuń
  2. Innowacja, innowacji nierówna.Przyglądając się im w mojej szkole mam mieszane uczucia co nią jest, a co nie, jakie kryteria przyjąć.Liczę na głos Pana w tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. To może jednak posłać pani minister spis lektur jakichś? Może encyklopedię w prezencie? Bo to, co mówi, jest groźne. Nieuctwo pouczające...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tle wielopartyjnej dziennikareczki Kluzik(vel Drożdżówka), gminnej urzędniczki Szumilas czy żonie własnego męża (skoncentrowanej na WŁASNYM biznesie!) Hall min. Zalewska to Himalaje zawodowej kompetencji i doświadczenia, podobnie z zastępcami ... ;-)

      Usuń
  4. Ja trochę w bok od głównego wątku postu i komentarzy, a mianowicie o pomyśle wprowadzenia jeszcze jednego stopnia awansu zawodowego nauczycieli. Spytam prowokacyjnie, dlaczego jednego? Przy karierze zawodowej nauczyciela trwającej, np. 35 lat, i możliwości osiągnięcia stopnia nauczyciela dyplomowanego w ciągu lat 10-12, zostaje nadal "nieobstawione" awansem prawie ćwierćwiecze. Jeden dodatkowy stopień wiele nie zmieni. A może dla nauczycieli dyplomowanych należałoby wrócić do czegoś na kształt stopni specjalizacji? Znam wiele osób, które twierdzą, że zdobyty przez nie kiedyś stopień specjalizacji zawodowej był dużo więcej wart, niż stopień nauczyciela dyplomowanego, bo wymagał więcej rzetelnego wysiłku.
    To, co proponuję nie jest chyba bardziej skomplikowane niż opieranie dalszego awansu zawodowego nauczycieli na doktoracie, czy innowacji.
    Jarosław Pytlak

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tym wiążą się kwestie możliwego różnicowania poziomu profesjonalizmu oraz coraz większego usztywniania tzw.siatki płac. Można zatem iść w tym kierunku i do poziomu mianowanego i dyplomowanego dorzucić I i II stopień. Wówcza nie będzie potrzebny dodatkowy stopień.
    Dla mnie kluczowe jest to, czemu w ogóle ma to służyć, skoro są nauczyciele kontraktowi lepsi od niektórych dyplomowanych? Ta hierarchia służy nadzorowi ale nie uczniom i nie większości nauczycieli. Jeślu chcemy mieć świetnie umotywowanych i samokształcących się nauczycieli , to trzeba zlikwidować ten socjalistyczny regulator, a wprowadzić jak w innych krajch -b.wysokie płace, autonomię szkół i dyrektorów,kontrolę społeczną i regulowane przez państwo płatne urlopy na doskonalenie zawodowe.
    Tymczasem utrwalamy PRL.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tym wiążą się kwestie możliwego różnicowania poziomu profesjonalizmu oraz coraz większego usztywniania tzw.siatki płac. Można zatem iść w tym kierunku i do poziomu mianowanego i dyplomowanego dorzucić I i II stopień. Wówczas nie będzie potrzebny dodatkowy stopień.
    Dla mnie kluczowe jest to, czemu w ogóle ma to służyć, skoro są nauczyciele kontraktowi lepsi od niektórych dyplomowanych? Ta hierarchia służy nadzorowi, ale nie uczniom i nie większości nauczycieli. Jeśli chcemy mieć świetnie umotywowanych i samokształcących się nauczycieli, to trzeba zlikwidować ten socjalistyczny regulator, a wprowadzić -jak w innych krajch - b.wysokie płace i związane z tym wysokie wymagania, autonomię szkół i dyrektorów,kontrolę społeczną i regulowane przez państwo płatne urlopy na doskonalenie zawodowe. Niestety, w RP ważniejsze są MEN, związki zawodowe i urzędnicy. Utrwalamy zatem PRL.

    OdpowiedzUsuń