piątek, 10 czerwca 2016

Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej w trosce o uniwersytecką szkółkę


LIST OTWARTY, który skierował Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej do władz III RP jest datowany na dzień 6.06.2016, a więc wydawałoby się, że będzie na "szóstkę". Tymczasem - chyba tym razem - tak nie jest. Odnoszę wrażenie, że młodzi naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego lepiej sprawdzali się w okresie zasadnej krytyki neoliberalnej władzy MNiSW w minionych dwóch kadencjach rządów PO i PSL, aniżeli obecnie. Chyba zaczynają się gubić, gdyż ich postulaty świadczą o zaskakującym niezrozumieniu uniwersyteckiej rzeczywistości i braku dobrej diagnozy środowiska studenckiego.

Jak piszą KKHP-owcy:

Universitas semper reformanda. Uniwersytet wciąż się redefiniuje, reformuje i szuka swojej tożsamości w zmieniającym się świecie. Na możliwość i granice reformy wpływa nie tylko wola społeczności akademickiej, ale także, a może przede wszystkim, stwarzane przez państwo ramy prawne funkcjonowania uczelni. Ramy te, a w szczególności przepisy o finansowaniu sektora szkolnictwa wyższego, uniemożliwiają uczelniom przeprowadzenie wielu oddolnych reform.

Jednocześnie polityka państwa, w tym propozycje strategii rozwoju publicznych szkół wyższych, koncentruje się niemal wyłącznie na sprawach nauki i osiągnięciu wysokiej pozycji w światowych rankingach. Założenia te pomijają zupełnie kwestie dydaktyki, a zwłaszcza jakości kształcenia na studiach I i II stopnia oraz jednolitych magisterskich. Tymczasem zarówno dla rozwoju polskich uczelni, jak i dla rozwoju gospodarczego i pomyślności Rzeczpospolitej kwestia ta ma pierwszorzędne znaczenie.

Nieznaczny odsetek absolwentów podejmuje studia III stopnia i angażuje się w ogólnie rozumianą działalność akademicką. Większość zasila rynek pracy, stanowiąc zaplecze kadrowe dla sektora przedsiębiorstw i administracji. Z perspektywy przedstawicieli tych sektorów istotne jest nie to, czy absolwenci kończą szkołę, której profesorowie prowadzą światowej klasy badania, ale to, czy sprawnie posługują się rozumem i umieją rozwiązywać postawione przed nimi zadania. Zapewnienie wykształcenia na wysokim poziomie wymaga indywidualnej pracy ze studentem i małych grup ćwiczeniowych. Dotyczy to w równym stopniu absolwentów studiów ogólnoakademickich, jak i praktycznych.

Tymczasem przepisy o finansowaniu szkolnictwa wyższego zawierają rozwiązania antyjakościowe, zachęcające do tworzenia dużych grup studenckich i do masowego kształcenia, w ramach którego dyplom oznacza uzyskanie kolejnej kwalifikacji formalnej, a nie rzeczywistego wykształcenia akademickiego lub profesjonalnego. Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej stoi na stanowisku, że zadaniem państwa jest zapewnienie uczelniom możliwości rzetelnego realizowania ich misji.

Jako członkowie społeczności akademickiej mamy zobowiązania wobec studentów – powinniśmy kształcić ich na najwyższym możliwym poziomie. Wymaga to racjonalnego podziału środków finansowych, w tym odpowiedniego ukształtowania algorytmu dotacji podstawowej. Dlatego występujemy o wprowadzenie trzech następujących postulatów:

1. Dotacja podstawowa musi być dotacją naukowo-dydaktyczną. Prawidłowe funkcjonowanie uczelni akademickich wymaga, aby ich finansowanie uwzględniało zarówno prowadzenie badań, jak i kształcenie studentów, zatem dotacja podstawowa powinna być dotacją naukowo-dydaktyczną.

2. Algorytm musi w istotny sposób uwzględniać dostępność kadry. Wysoką jakość kształcenia zapewnia dostępność kadry, a bardziej dostępną kadrą są pracownicy, dla których uczelnia jest jedynym miejscem pracy. Najważniejszą miarą dostępności kadry jest liczba studentów przypadających na jednego pracownika. Uczelnie powinny być finansowo premiowane za zapewnianie odpowiednio dużej liczby dydaktyków. Dotychczasowa proporcja studentów przypadających na jednego pracownika skazuje nas na niechlujne i tanie kształcenie.

3. Wysokość dotacji naukowo-dydaktycznej powinna zależeć od oferowanej jakości kształcenia. Obecny sposób finansowania skłania uczelnie do ciągłego obniżania kosztów kształcenia studentów. Duże grupy, w niektórych przypadkach kilkudziesięcioosobowe, opieka jednego pracownika nad kilkunastoma pracami licencjackimi i magisterskimi,
realizowanie zadań dydaktycznych w formie umów zlecenia lub umów o dzieło, a także „oszczędnościowe” programy studiów przewidujące jedynie kształcenie w sali seminaryjnej – to wszystko sprawia, że uczelnie, mimo niżu demograficznego, kształcą na sposób tani i masowy. Uczelnie nie powinny być ekonomicznie zachęcane do podejmowania takich działań.

Chcemy, by normą stało się kształcenie na poziomie licencjackim w grupach liczących najwyżej 10 osób, magisterskim–6, doktoranckim- od 3 do 5. Uczelnie, które realizują ten model, powinny być premiowane w odpowiednio zmodyfikowanym algorytmie. Zwracamy się do wszystkich adresatów listu o poparcie tych rozwiązań i działania na rzecz ich realizacji.

Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej


Tym razem jestem mocno zdumiony treścią takiego apelu, gdyż zdecydowanie rozmija się z realiami aspiracji, oczekiwań i potrzeb samych studentów i doktorantów. Nie wiem zatem, kogo KKHP tym razem chce reprezentować - studentów, doktorantów czy może starszych (strasznych?) wykładowców? Nie przypuszczałem, że na Uniwersytecie Warszawskim studenci i doktoranci chcą szkółki podstawowej zamiast uczelni wyższej? Sądziłem, że studiowanie w świecie zupełnie nowych technologii i możliwości komunikacyjnych z perspektywy indywidualnej każdego studenta jest niezależne od tego, ile osób liczy grupa wykładowa czy seminaryjna.

Jeśli bowiem studiowanie ma polegać na podawaniu i dyktowaniu komuś wiedzy, to cofamy uniwersytety do lat 60.XX w. kiedy to była cenzura polityczna, blokada dostępu do literatury zagranicznej i możliwości kontaktowania się z młodzieżą i kadrą akademicką państw burżuazyjnych. Chyba koleżanki i koledzy z KKHP nie dostrzegają zmian, jakie mają miejsce w globalnym świecie i zglobalizowanej nauce.

Dostępności do kadry i wysokiej jakości kształcenia nie zapewnią mniej liczne grupy, tylko wysokie płace kadry naukowej, by mogła w pełni korzystać z najnowszych technologii i nie musiała szukać dodatkowego zatrudnienia. Niech KKHP zacznie przyglądać się wreszcie temu, jak finansowana jest kadra naukowa w uczelniach w świecie, a przynajmniej w krajach UE tzw. I sortu, bo formułowanie wniosku o zatrudnienie tylko w jednym miejscu pracy musiałoby spowodować odejście z Uniwersytetu Warszawskiego wielu wybitnych prawników (teraz prowadzą kancelarie adwokackie, notarialne itp., gdzie zarabiają na życie, a w UW realizują niemalże charytatywnie swoje pasje poznawcze), lekarzy, filologów, ekonomistów, a nawet psychologów.

Pracy licencjackiej, magisterskiej, a już tym bardziej doktorskiej żaden pracownik naukowy nie napisze za studiującego czy doktoranta. Ich wartość zatem nie zależy od liczby osób w grupie seminaryjnej, tylko od tego, ile czasu poświęca własnym studiom i badaniom jej autor. Nie mam nic przeciwko temu, by np. ograniczyć naukowcom liczbę licencjuszy, magistrantów czy doktorantów, chociaż tych ostatnich nikt nie jest w stanie narzucić profesorom. Może KKHP powalczy o to, by wśród ich wykładowców nie było miernot z dyplomami świadczącymi rzekomo o ich kwalifikacjach.

Moi studenci i doktoranci mają mnie w zasięgu swojego PC lub smartfona niemalże codziennie, także w okresie wakacyjnym czy przerw międzysemestralnych i zimowych, bez potrzeby odsiadywania w uniwersytecie godzin dydaktycznych w sali seminaryjnej, bo w niej nie powstanie żadna rozprawa - ani licencjacka, ani magisterska, ani doktorska. Świat się zmienia, technologie komunikacyjne są coraz lepsze, dostęp do źródeł wiedzy i wymiany międzynarodowej w ramach Erasmus+ znakomity, a KKHP chce, by studenci odsiadywali godziny w małolicznych grupach? To jeszcze nie wiedzą, że studenci sami tego nie chcą? Konserwa to czy tęsknota za socjalizmem w PRL-owskim stylu?

14 komentarzy:

  1. Całkowicie, w 100 procentach popieram stanowisko Pana Profesora Śliwerskiego wyłożone w powyższym tekście. Praca naukowa to osobista chęc I pasja rozwoju, studiowania, poszukiwań pod okiem Mistrza, którego tok myślenia, podejscie, etos I inteligencja może nas wzbogacić obopólnie. Tyle I aż tyle.

    OdpowiedzUsuń
  2. To Państwo jesteście idealistami. Wypada znać własnych seminarzystów z imienia i nazwiska, a przy liczbie większej, niż 10 nie jest łatwe. Prace poprawiamy, a jak nam się trafi student słaby, to i kilka razy, niestety, też chcemy mieć seminarzystów z głowy na czas i chcemy widzieć, że pracują samodzielnie. Żadna technologia tego za nas nie zrobi. Sprawdzanie antyplagiatem to kolejne godziny jałowego trudu... Więc to nie wszędzie jest tak, że mistrz siedzi pod telefonem i wszystko ma pod kontrolą. Być może na seminarium do Mistrza odważą się zapisać sami wybitni i samodzielni....

    OdpowiedzUsuń
  3. Tym razem odnoszę wrażenie, że Pan Profesor albo nie zrozumiał listu KKHP, albo daleko odszedł od polskich realiów. Posłużę się cytatami:
    "Sądziłem, że studiowanie w świecie zupełnie nowych technologii i możliwości komunikacyjnych z perspektywy indywidualnej każdego studenta jest niezależne od tego, ile osób liczy grupa wykładowa czy seminaryjna." - nawet w świecie zupełnie nowych technologii istnieją zajęcia, na których trzeba zaprezentować wyniki eksplorowania różnych zasobów, efekty projektu, czy wreszcie podyskutować nad przeczytanymi tekstami. Czy na jakość takich zajęć nie ma wpływu fakt, że w ciągu określonego czasu głos zabiera 10 lub 30 studentów? że w określonym czasie nauczyciel musi sprawdzić 10 lub 30 prac? Nawet zadania wykonywane w Internecie wymagają sprawdzenia i omówienia. Czy liczba prowadzonych grup i liczba studentów nie ma tu znaczenia, zwłaszcza w realiach ograniczonego czasu na dydaktykę, bo kariera zawodowa zależy od publikacji? Czy odpowiedzenie na 20 maili jest tym samym co wysłanie 100 e-listów? Oczywiście, płace kadry też mają znaczenie, ale warunki organizacyjne nie są mniej ważne.
    "Jeśli bowiem studiowanie ma polegać na podawaniu i dyktowaniu komuś wiedzy, to cofamy uniwersytety do lat 60.XX w." - o to właśnie chodzi KKHP, by wykładowcy nie dyktowali wiedzy, lecz organizowali aktywne działania poznawcze studentów. A do tego muszą być stworzone właściwe warunki, których zaprzeczeniem jest wykład dla kilkudziesięcio-osobowej grupy, bo tak jest najtaniej.
    "Pracy licencjackiej, magisterskiej, a już tym bardziej doktorskiej żaden pracownik naukowy nie napisze za studiującego czy doktoranta. Ich wartość zatem nie zależy od liczby osób w grupie seminaryjnej, tylko od tego, ile czasu poświęca własnym studiom i badaniom jej autor." - nie prawda, jakość tych prac w dużym stopniu zależy od tego, ile czasu studentowi, czy doktorantowi poświęci promotor. Nikt bowiem sam z siebie nie staje się dobrym badaczem, potrzebny jest mistrz, który wspiera i kieruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie , taki apel to można kierować do dziekana Wydziału. Nie ma sensu ośmieszać się. Od kiedy to o takich sprawach decyduje minister czy prezydent RP? Szkoda,że nie zwrócił Pan uwagi na inne kwestie w mokm komentarzu. Kto komu zabrania prowadzenia zajęć w sposób aktywizujący studentów? Przecież to żałosne, o co występuje KKHP. Niech powalczy o radykalną zmianę budżetu uniwersytetów,to dziekani chętnie stworzą nawet same ćwiczenia w grupach 15 osobowych.

      Usuń
    2. Panie profesorze nie wolno krytykować komitetu. Żadnego. Komitety muszą być wiecznie żywe. A uniwersytety trzymane w nędzy finansowej,by tylko uprzywilejowani mogli być beneficjentami unijnej i krajowej kasy

      Usuń
  4. Panie Profesorze, możliwość finansowania małych grup i etatów badawczych jest zależna od zewnętrznych ram w postaci algorytmu dotacji. Zawsze można zignorować nacisk ekonomiczny, oczywiście. Ale oczekiwanie, że wydziały będą ignorować ramy w których funkcjonują i według których obliczana jest dotacja jest nierealistyczne. Z uklonami

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie jednak sam pan przyzna,że trudno od ubiegiego oczekiwać ,by serwował posiłki w Sheratonie. Raczej walczcie o te ramy zewnętrzne,to i wewnętrzne będą bardziej obfite.
    Uniwersytety mają konkurować w świecie kadrą,której de facto daje się jałmużnę. Prawo zapewnia ochronę pasożytom i leniom. Jak tu żyć drogi KKHP?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ walczymy o ramy zewnętrzne... To jakies nieporozumienie....

      Usuń
    2. To konkretem nie jest apel o liczbę studentów. Piszemy o tej samej trosce, tylko racje przedmiotowe są inne. Liczebność grup jest wtórna wobec ram zew.

      Usuń
  6. "Uniwersytety mają konkurować w świecie kadrą,której de facto daje się jałmużnę."
    Nieśmiało przypominam, że na świecie są też takie rozwiązania, w ramach których (federalne czy stanowe) "daje się" w stosunku do całości budżetu uczelni jest minimalne. Gdzie formuła "daje się" jest zastąpiona przez "płaci się",- zarówno w relacji student-uczelnia jak i uczelnia-pracownik.
    I nie są to uczelnie najgorsze...
    *
    Więcej socjalistycznego/europejskiego "daje się" nie musi być receptą na uzdrowienie uczelni wyższych.
    *
    Nie mam recepty ale "tak przez skórę" wydaje mi się, że "więcej pieniędzy" niekoniecznie wszystko uzdrowi. Amerykańska służba zdrowia ma ogromną ilość pieniędzy i jest chyba najdroższa na świecie, jej kadra zarabia bardzo dobrze, ale (bez demagogii i popadania w przesadę), są takie aspekty jej działania, które dało by się usprawnić ucząc się choćby od Kuby.
    *
    Wołanie o większe środki jest dla mnie porównywalne z rozważaniem podwyższenia pensum godzin nauczycielowi w liceum. Nie mam problemu z dołożeniem godzin wuefiście natomiast protestowałbym co do polonisty lub matematyka. Ten pierwszy klasówek przecież nie sprawdza.
    *
    Podobnym dla mnie jest problem urawniłowki w "dokładaniu" wszystkim typom uczelni i wszystkim dziedzinom nauki. Sorry Winnetou ale nie sądzę aby mediewistyka pociągnęła gospodarkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie. Najwyższy czas płacić a nie dawać jałmużnę. Tylko,że w/w argumenty jakoby wyższe płace niczego nie poprawiły, słyszę od kilkudziesięciu lat. Homo sovieticus w budżetówce.

      Usuń
    2. Ano właśnie, w budżetówce. Muzea, orkiestry, teatry, wytwórnie filmowe, uczelnie, przekaziory publiczne,(wróć: "narodowe"), sport, górnicy, rolnicy, pielęgniarki, nauczyciele,- wszystko w tej budżetówce, wszystko dobro narodowe.
      Całkowicie się zgadzam z diagnozą o tym sovieticusie, tak było i tak będzie. Miłościwie nam panujący Zwykły Poseł mentalnie oddycha i pije wyłącznie ze źródełka centralizmu demokratycznego po drodze do socjalistycznego sojuszu inteligencji pracującej z ludem miast i wsi. Czysty Gomułka.

      Usuń
  7. Cytatminister edukacji Anna Zalewska mówi wprost: - Mamy silną nadpodaż w zawodzie nauczyciela. Uczelnie właściwie powinny zaniechać kształcenia w tym zawodzie przez najbliższych kilka lat.
    linka:
    http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,20203087,mniej-nauczycielskich-etatow-w-krakowskich-szkolach-o-ile.html#ixzz4Ayh3aeaD

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko pedagog to niekoniecznie nauczyciel szkolny.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.