czwartek, 19 maja 2016

Szkoła (dla) dyrektora?


Muszę przyznać, że jak dotarła do mnie korespondencja od rodziców uczniów klasy integracyjnej, to postanowiłem ją upublicznić, gdyż opisany przez nich problem ma znamiona ogólnego, coraz częściej pojawiającego się w naszym szkolnictwie. Usuwam dane identyfikacyjne, aczkolwiek, jeśli w najbliższym czasie nie otrzymam od rodziców potwierdzenia, że zareagowały na ich petycję centralne czy regionalne władze oświatowe, to zostaną one upublicznione. Pisała o tym problemie lokalna prasa, ale - jak wynika z treści listu - ktoś koniecznie chce "postawić na swoim", a nie zająć się nią dla DOBRA DZIECI i ICH RODZICÓW.

Właśnie toczą się w różnych miejscach kraju quasi konsultacje m.in. na temat dzieci o specjalnych potrzebach. Gdyby urzędnicy MEN zajęli się wreszcie rzeczywistym nadzorem (skoro on już być musi) i wyegzekwowali od kuratorów oświaty nie ich służalczą submisję, ale realne zajmowanie się konkretnymi szkołami i problemami dzieci, to może nie trzeba byłoby apelować o to do szerszych gremiów. Może kuratorzy wyjdą wreszcie zza biurek, a władze samorządowe zaczną przyglądać się swoim dyrektorom? Może skończy się to biesiadowanie, odsiadywanie zebrań, a zacznie konkretna praca pedagogiczna z kadrami nauczycielskimi?

Przeczytajcie:

SKARGA NA SPOSÓB PROWADZENIA PLACÓWKI OŚWIATOWEJ PRZEZ DYREKTORA SZKOŁY NR .. W ...:

Zwracamy się z prośbą o interwencję Kuratora Oświaty w Naszej Szkole Podstawowej z powodu działalności jej Dyrektora, który negatywnie wpływa na rozwój psychofizyczny naszych dzieci. Nasze dzieci rozpoczęły naukę w I klasie we wrześniu 2015. W styczniu 2016 dowiedzieliśmy się, że obecna Wychowawczyni, to nauczyciel na zastępstwo, do dnia 28 kwietnia 2016, za nauczycielkę przebywającą na urlopie macierzyńskim.

Chcemy tutaj zaznaczyć, że klasa do której uczęszczają nasze dzieci, jest klasą integracyjną, ponieważ do klasy przydzielony jest nauczyciel wspomagający, który opiekuje się niepełnosprawną umysłowo dziewczynką. Zgłosiliśmy sprzeciw do Dyrekcji Szkoły, tłumacząc, że ta zmiana będzie miała negatywny wpływ na nasze pociechy. Pani Dyrektor nie chciała zmienić zdania i zostawić nam obecnego Wychowawcy.

Od razu chcemy zaznaczyć, że mamy świadomość podstawy prawnej, dotyczącej powrotu pracownika do pracy po urlopie macierzyńskim i nigdy nie zmuszaliśmy Pani Dyrektor, aby zwolniła tą nauczycielkę. Próbowaliśmy dojść swoich spraw u Burmistrza, w Urzędzie Miasta i Gminy, na posiedzeniu Komisji Oświaty i Edukacji, jednak bezskutecznie. Zostaliśmy potraktowani jak „krzykacze”, którzy chcą zwolnienia nauczycielki powracającej z urlopu macierzyńskiego. Jest to nieprawdą, my po prostu chcemy uratować przed stresem nasze kochane dzieci.

Nikt z Dyrekcji oraz Burmistrz i w Urzędzie Miasta i Gminy, nie chce zwrócić na nasze dzieci uwagi, a to przecież one są w tej sprawie najważniejsze. To one ze strachem w oczach i ze smutkiem, pytają się nas codziennie, czy Pani Ania zostanie z nimi do III klasy. Przecież w Statucie Szkoły, który powinien być najważniejszym dokumentem tej instytucji, którego przepisy powinny być przestrzegane, jest napisane:

ROZDZIAŁ VIII ZAKRES ZADAŃ NAUCZYCIELI ORAZ INNYCH PRACOWNIKÓW SZKOŁY
Paragraf 1, 2, 3 i 11:

1. „Oddziałem opiekuje się nauczyciel wychowawca wyznaczony przez dyrektora szkoły.

2. Dla zapewnienia ciągłości i skuteczności pracy wychowawczej wskazane jest, aby wychowawca opiekował się danym oddziałem w ciągu całego etapu edukacyjnego.

3. Wychowawca, będący świadomym uczestnikiem procesu wychowawczego i jednocześnie opiekunem dziecka, pełni zasadniczą rolę w systemie wychowawczym szkoły, tworząc warunki wspomagające rozwój, uczenie się i przygotowanie ucznia do pełnienia różnych ról w życiu dorosłym.” - Paragraf 2 – 3 jasno wskazuje, jak ważną rolę w prawidłowym wychowaniu uczniów klas I-III, pełni wychowawca klasy. Dyrektor SP nr ... narusza te paragrafy, próbując zabrać wychowawcę dzieciom, który jest z nimi do września 2015.

Pani Dyrektor nie chce okazać nam empatii i wykazać w tej sprawie dobrej woli. Wiemy, że ma możliwość tak zarządzać etatami, aby zostawić naszą Wychowawczynię i przyjąć również, powracającą z urlopu macierzyńskiego, panią mgr Annę ... . Jako przykład może posłużyć równorzędna klasa I E, w której pani mgr X...., również jest zatrudniona na zastępstwo, za panią mgr Y... , która przebywa na urlopie zdrowotnym do 31 sierpnia 2016 roku.

27 kwietnia 2016 byliśmy u Pani Dyrektor i wiemy, że Pani Y.... ma już przedłużoną umowę o pracę, gdzie rodzicom klasy IE nie zależy na utrzymaniu tej Pani, jako Wychowawcy. Pani Dyrektor mogłaby przesunąć powracającą z urlopu macierzyńskiego panią mgr Annę ... do klasy IE i zostawić naszą Wychowawczynię w klasie ID. Jednak pomimo tylu naszych spotkań z Panią Dyrektor, pism i spotkań z władzami Gminy, wszyscy mają za nic nasze dzieci i nasze błagania.

Szanowni Państwo, mamy świadomość, dlaczego, tak się dzieje. Pani mgr Y... , nie może być zwolniona, ponieważ łączą ją prywatne relacje z Dyrekcją Szkoły. Poza tym Pani Dyrektor, po naszym zapytaniu dzisiaj, dlaczego właśnie wybrała Panią X.... , wytłumaczyła nam, że jest ona dodatkowo nauczycielką od ... i takowa jest jej potrzebna. Naszym zdaniem, to jest tylko wymówka, aby zachować etat dla osoby z kręgu bliskich znajomych.

Podobna sytuacja dotyczy Pani X ..., która jest bliską rodziną z Panią Wicedyrektor naszej Szkoły. Nauczycielka nie boi się mówić na korytarzu „Cześć Ciociu” do swojej bezpośredniej przełożonej. Pani Dyrektor w marcu na spotkaniu z rodzicami w szkole oraz na posiedzeniu Komisji Edukacji i Oświaty obiecała nam, że jak tylko znajdzie się wolny etat, to zostawi wychowawcę naszych dzieci w szkole. Jednak oszukała nas i oddała wolny etat Pani mgr Y.... Jak mamy się teraz poczuć, dlaczego Pani Dyrektor nas tak haniebnie oszukała?

W Gminie nie jesteśmy w stanie przejść wieloletnich układów, pomiędzy Burmistrzem, Przewodniczącym Rady Miasta, Przewodniczącym Komisji Edukacji i Oświaty oraz Panią Dyrektor Naszej Szkoły. Po wpłynięciu naszego pisma do Urzędu Miasta i Gminy, Przewodniczący Komisji od razu pojechał z nim do Pani Dyrektor, aby ustalić szczegóły przebiegu posiedzenia. Poza tym, Przewodniczący Komisji Oświaty i Edukacji, pan Z... , to nauczyciel wychowania fizycznego, czyli potencjalny podwładny Pani Dyrektor. Posyła on również swoje dzieci do szkoły, w której jest ona Dyrektorem.

Czujemy się oszukani i zmęczeni tą „walką z wiatrakami”. Nikt nie chce nas wysłuchać i nam pomóc, a przecież Szkoła istnieje dla dzieci a nie one dla niej, czy też, zatem Dyrektor nie powinien poszukać rozwiązania, które uratuje je od negatywnych i silnych przeżyć emocjonalnych? Przecież przesłaniem edukacji wczesnoszkolnej jest to, aby to jeden, ukochany nauczyciel wprowadzał przez 3 lata dzieci w nowe środowisko szkolne.

Błagamy o pomoc dla naszych dzieci, Wiemy, że Pani Dyrektor kłamie, manipuluje i robi nam na złość, aby pokazać, jaką ma władzę oraz aby utrzymać w pracy znajomych i rodzinę pozostałej części Dyrekcji Szkoły. Przerażające jest to, że Pani Dyrektor uczy w szkole ... , a na podstawie jej zachowania można założyć, że wartości wyznawane są dalekie od wartości deklarowanych na zajęciach przez nią prowadzonych.

Proszę nam pomóc, my już naprawdę nie wiemy, gdzie szukać pomocy. Wysłaliśmy już pisma do tylu miejsc o pomoc, na razie bez odzewu. Tracimy siły i zapał. Wielu rodziców wycofało się już z walki ze strachu, że ta coraz bardziej bezsensowna, nieprzynosząca efektów batalia, obróci się, w przyszłym roku, przeciwko ich dzieciom. Boimy się, że Pani Dyrektor oraz nowa Wychowawczyni może mścić się na naszych pociechach za nasz sprzeciw i walkę.

Drodzy Rodzice, czas najwyższy powołać do życia radę szkoły. Poczytajcie o tym, jakie ma ona możliwości działania prowadzące do rozwiązywania tego typu problemów. Korzystajcie z prawnych możliwości interweniowania na miejscu poprzez objęcie kontrolą społeczną działań dyrektor szkoły i niektórych nauczycieli. Polecam "Poradnik", który przygotowałem w tym celu dla rodziców, uczniów i nauczycieli.

19 komentarzy:

  1. Z treści listu Rodziców wynika, że to Oni idą w zaparte i chyba już ambicjonalnie domagają się zmian kadrowych w szkole. Czy mają na uwadze dobro Dziecka? Wątpliwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutna to lektura, niezależnie od tego, czy pani dyrektor jest rzeczywiście takim potworem jak by to wynikało z treści listu, czy po prostu znajduje się w sytuacji, w której nie ma dobrego wyjścia. Trzeba uwierzyć na słowo autorom korespondencji, że pani dyrektor może zwolnić panią Y, zachowując Wychowawczynię, a rodzicom uczniów klasy 1E jest rzeczywiście to obojętne (zwracam uwagę, w kwestii "dobra dziecka", że tak czy inaczej, któraś klasa pierwsza straci po niespełna roku swoją wychowawczynię!). Trzeba wierzyć w prywatne relacje Y-dyrekcja, choć przecież argument, że pani Y posiada dodatkowe, przydatne w szkole kwalifikacje, też nie jest nieprawdopodobny.
    Smutne, że istnienie "wieloletnich układów" w ogóle nie budzi zdziwienia i wątpliwości, bo faktycznie istnieją one w wielu miejscach, a nawet jeśli ich nie ma, to zawsze są ludzie, przekonani, że są. Taki mamy klimat.
    Smutne, że powszechna jest obawa przed "zemstą" szkoły na dzieciach, choć akurat z rzeczonego listu trudno zrozumieć, dlaczego miałaby się mścić nowa Wychowawczyni. Fakt, że jak Polska długa i szeroka nauczycielom przypisuje się często złe intencje i fakt, że wielu na to zasługuje. Mniej trochę pisze się o destrukcyjnych rodzicach, którzy w imię "dobra dziecka" potrafią zatruć życie szkoły. Nie twierdzę, że tak jest w opisanym tutaj przypadku, ale w polskiej oświacie problem tkwi o obu stronach. Różnimy się i rzadko kiedy różnimy się pięknie.
    Być może ruszenie zza biurek urzędników z kuratorium posłużyłoby rozwiązaniu opisanego problemu, ale nie bardzo w to wierzę, bo w papierach pewnie wszystko jest w porządku (każdy dyrektor, i dobry, i zły wie, że tylko papiery zapewniają mu przeżycie na tym najlepszym ze światów). Większą nadzieję pokładałbym w radzie szkoły, której kompetencje Pan Profesor opisał w swoim poradniku. A wszystkim (i dyrektorom, i rodzicom) poradziłbym, żeby zakładali owe rady nie dopiero wtedy, gdy nadejdzie "czas najwyższy", ale wtedy, gdy nic nie zwiastuje konfliktu.
    Jarosław Pytlak (dyrektor szkoły od 26 lat).

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze!
    A co ma zrobić dyrektor (który w kwestii finansów niewiele może!)? PRAWO nakazuje mu przyjąć, i słusznie, tę nauczycielkę wracającą z urlopu macierzyńskiego, przy czym ci klasyczni roszczeniowi rodzice nic o niej nie wiedzą. Liczba etatów w szkole jest jaka jest i liczba klas też. Rodzice nie chcą przyjąć do wiadomości, że poza ich emocjami są jeszcze w Polsce przepisy, a nauczyciel też człowiek i pracownik na dodatek, więc swoje pracownicze prawa ma!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. P.S. Rodzice przy tym zakładają, że ICH dzieciom wychowawczyni zmienić się nie ma prawa, a CUDZYM - jak najbardziej... ;-) I piszą to WPROST i bez żenady!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam komentarze moich Szanownych Przedmówców i trudno mi uwierzyć jaka znieczulica trawi nasze społeczeństwo. Czy w całej tej sprawie nie widzicie Państwo nic poza Dyrektorem, Nauczycielami i złymi Rodzicami? A gdzie w Waszych komentarzach podziały się dzieci?
    Wierzę, że moi przedmówcy, komentując blog, takiego autorytetu naukowego, jakim jest Pan Profesor, mają chociaż minimalne pojęcie o pedagogice, edukacji wczesnoszkolnej i podmiotowości w edukacji, o jakiej od kilkunastu lat piszą nasi wybitni naukowcy. Zadam więc pytanie, czy dokładnie przeczytaliście Państwo tekst zamieszczony dzisiaj przez Pana Profesora? Czy dokładnie przeczytaliście Pismo tych rodziców? Kto jest podmiotem w tej sprawie? Dyrektor, nauczyciele, rodzice? Nie!!! To właśnie dzieci, to one są tutaj najważniejsze. Z jakiego powodu mamy wciskać je w ramy zimnych instytucji społecznych oraz układów nieformalnych, które panują w każdej społeczności lokalnej?
    Dziecko ma prawo rozwijać swoje cele i pragnienia, "malować słońce na czerwono i liście na niebiesko", bo to one będą w przyszłości kształtować nasze społeczeństwo i jego kulturę. Przykre jest to, że moi poprzednicy najchętniej wpisaliby instytucję szkoły w rzeczywistość goffmanowskich "instytucji totalnych", gdzie biurokracja i izolacja psychiczna i fizyczna jej członków należy do głównych sposobów tej "edukacji".

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i cieszę się, że jest wśród nas Pan Profesor, który mając tak wielką wiedzę, doświadczenie oraz autorytet, nie boi się poruszać trudnych kwestii, jakim są takie dysfunkcje w działalności szkół oraz całego szkolnictwa wyższego (publikacja na blogu Pana Profesora z dnia 18.05.2015)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Socjolog
      Tak się składa, że ŻADNA z osób zaangażowanych w ten konflikt nie ma MOCY SPRAWCZEJ (czytaj kasy) by coś z nim zrobić. Dyrektor podlega prawu, które broni (i słusznie) pracownika. Bo za rezygnację z pracy trzeba by urlopowanej nauczycielce ZAPŁACIĆ. Trzeba się było zastanawiać jak wpłyną na szkołę takie długie urlopy macierzyńskie, a wcześniej wychowawcze. Ale nad tym powinien myśleć PRAWODAWCA , a nie dyrektor szkoły ... ;-)

      Usuń
    2. Szanowny Socjologu!
      Ponieważ podpisałem mój wcześniejszy komentarz imieniem i nazwiskiem można sprawdzić, kto zaś jest ów Pytlak, trawiony znieczulicą. Ze swej strony uważam, że to krzywdząca i niemerytoryczna opinia. Co do autorytetu Gospodarza niniejszego bloga, daję wyraz swojego dla niego szacunku codziennie czytając kolejne wpisy. Wszystko, co dotyczy szkolnictwa wyższego przyjmuję bezkrytycznie, bo się na tej dziedzinie edukacji zupełnie nie znam. Zdanie Pana Profesora w sprawach, które leżą w moim doświadczeniu zawodowym chętnie poznaję i biorę pod rozwagę, co nie oznacza, że zawsze się zgadzam. Tak pojmuję rolę autorytetu – jako źródła refleksji. A ponieważ moje doświadczenie zawodowe akurat w sprawie poruszonej w komentowanym wpisie dyktuje mi nieco inne spojrzenie na sprawę, pozwoliłem sobie napisać to w komentarzu.
      A co do meritum, to wydaje mi się, że Socjolog nieuważnie przeczytał zarówno list rodziców, jak komentarze. Powtórzę zatem i podkreślę, co budzi moją rezerwę wobec całej sprawy. Po pierwsze, podwójna miara „dobra dziecka”, która pozwala żądać zachowania wychowawczyni własnych dzieci, kosztem wychowawczyni innych dzieci. Dziesiątki razy w swojej karierze słyszałem ze strony konkretnych rodziców coś w rodzaju: „Co mnie obchodzi dobro innych dzieci, dla mnie ważne jest tylko moje dziecko!”, więc wiem, jak to działa. Po drugie, szanuję swoich uczniów bez wyjątku, a zdecydowaną większość także zwyczajnie lubię, ale jako pedagog kieruję się - najlepiej jak umiem pojmowanym - dobrem wszystkich ludzi, nie tylko dzieci. Dlatego uważam, że prawo (w tym wypadku nauczycielki do powrotu do pracy) musi być respektowane, a dzieci nie są suwerenem, którego dobro może usprawiedliwiać tego prawa łamanie. Zresztą, owa nauczycielka może okazać się najwspanialszą osobą pod słońcem, a nie źródłem zemsty, co zdają się sugerować autorzy listu.
      A poza tym jakoś nie przekonuje mnie wizja urzędników z kuratorium rozwiązujących tego typu problemy… Ale to już inna historia.
      Jarosław Pytlak

      Usuń
    3. Brawo Jarek! Z ust mi wyjąłeś - widać starego harcerza ... ;-)

      Usuń
  6. Szanowny Panie Jarosławie oraz pozostali Przedmówcy,
    nie zamierzam wchodzić z Wami w polemikę, bo blog Pana Profesora to nie miejsce na "hejtowskie zachowania" rodem z portali społecznościowych.
    Dlatego pozwolę sobie tylko na podsumowanie Waszych wypowiedzi:
    1. Przeczytajcie dokładnie tekst Pana Profesora oraz list rodziców, bo mam wrażenie, że wyciągacie Państwo tendencyjne wnioski.
    Powtórzę jeszcze raz: kto tutaj jest podmiotem w tej sprawie?
    2. Kolejny wniosek to sposób spostrzegania przez Państwa rzeczywistości społecznej. Uderza mnie subiektywny obraz sprawy, który rysujecie, z pewnością spowodowany rolami, jakie pełnicie w życiu zawodowym.

    Na tym kończę z Państwem polemikę i podkreślam jeszcze raz, zapraszam do przeczytania dokładnie postu Pana Profesora, na co wskazuje, co pokazuje oraz listu rodziców, bo z jego treści wynika, że problemem nie jest brak zrozumienia polityki kadrowej Dyrektora Szkoły.

    Socjolog

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Profesorze! Żadne rady szkół w do absurdu scentralizowanym i zbiurokratyzowanym systemie, gdzie na dodatek kasę według swojego widzimisię, nic nie zrobią. Co najwyżej dyrektor z radą będą walczyć, z marnym skutkiem dla szkoły, o tę odrobinę możliwości decydowania jakie pozostawiono placówkom ... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jednak trudno się zgodzić w sytuacji, gdy rada szkoły może być miejscem mediowania, uzgadniania racji, dociekania prawdy o zdarzeniach, które niektórzy z komentatorów starali się tutaj jednostronnie oceniać. Tymczasem nikt z nas nie zna sytuacji w szkole. To jednak dyrekcja dopuściła do zaognienia konfliktu, który można było znacznie wcześniej ujawnić i rozwiązać. Jednak kompleks zagrożonego autorytetu okazał się podstawą do działań wobec rodziców, których dzieci - czy to się komuś podoba, czy nie - nie są własnością szkoły, własnością dyrektora i nauczycieli. Szkoła powinna być dla ucznia, a rodzice są ich jedynymi, właściwymi podmiotami do upomnienia się o uwzględnienie ich potrzeb. Postrzeganie ich jako rzekomo roszczeniowych jest zdumiewające, skoro szkoła jest instytucją publiczną utrzymywaną z ich podatków. Może jednak po 27 latach transformacji zaczniemy upominać się o publiczny charakter tej placówki?

      Usuń
    2. A co mają mówić dyrektor i nauczyciele, skoro jakaś grupka rodziców chce postawić na SWOIM nie oglądając się na rzeczywistość, którą dla szkoły są PRZEPISY generowane centralnie i KASA dzielona po uważaniu przez OP? Tak jak populistyczny parlament może uchwalić zniesienie grawitacji (bo są ofiary upadków), co ciążenia bynajmniej nie zniesie, tak żądania rodziców(najczęściej jakiejś grupki!) niekoniecznie są rozsądne i realistyczne .... ;-)

      Usuń
    3. Warto sięgać do źródeł , przyczyn konfliktów a nie wnioskować na podstawie skutków trzeciego czy czwartego stopnia.

      Usuń
  8. Niektórzy rodzice są tak zatroskani o swoje pociechy - o wyeliminowanie z ich otoczenia każdego stresu, że pisują do MEN różne pisma, w tym np. o zmianę dzwonków szkolnych na inne, bo te przypominają więzienne.

    Gdyby tak rodzicom dać pełną władzy nad szkołą, to szkoła stałaby się (nie szkolą a) cielętnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rodzice dali władzę szkole,bo na nią scedowali swoją prymarną, naturalną nad dzieckiem. To że niektóre szkoły w RP nadal są jak więzienia nie wymaga mojego komentarza. Życzę zniewolonym w nich nauczycielom i dyrektorom dobrych lektur. Może się kiedyś ockną. Dla dzieci zawsze jest za późno.

      Usuń
    2. Niektórzy rodzice nie to, że scedowali na szkołę prymarną władzę nad swoimi pociechami, ale swoje pociechy obdarzyli władzą nad ich nauczycielami i szkołą. Nie słyszał Pan o takich przypadkach?
      - Niektóre problemy nie są proste i rozwiązania również.
      - Niektóre szkoły maja "do odrobienia lekcje" ale niektórzy rodzice również.

      Usuń
  9. Drodzy Rodzice, Nauczyciele, Dyrektorzy,
    zatrzymajcie się czasem i posłuchajcie swoich dzieci, uczniów, wychowanków. Skupcie się nad tym, co czują i myślą. W dzisiejszym świecie dzieci chowają prawdziwe lęki i obawy nawet przed rodzicami i nauczycielami. Kiedyś słyszałam, jak pewien Dyrektor Szkoły Podstawowej powiedział, że wystarczy dzieciom kupić lizaki, aby zaakceptowały zmianę Wychowawcy. Słyszałam również od tej osoby, jak dzieci świetnie reagują na zmiany i trzeba je "hartować", aby radziły sobie w życiu dorosłym. Czy na prawdę tak jest? Ja miałam szczęście. Moja Mama, notabene, cudowny pedagog, uczyła mnie, że nie ma prostych rozwiązań, że do wszystkiego trzeba dojść samemu, czasem własną, trudniejszą drogą. Wspierała w moim indywidualizmie, pozwalała rozwijać pasje i negować system oświaty, który nie jest idealny. Na czym polegał jej sukces? Słuchała mnie, tak na prawdę, jak słucha się drugiego człowieka, jego lęków, potrzeb i marzeń. Dzisiaj tego samego uczę moje dziecko, aby nie bało się być sobą, nawet jeżeli jego mały świat nie akceptuje zmian i jest pełen lęków. Tak jak wcześniej z moją Mamą, uczę go dzielić je ze mną. Nie zmuszam, nie niszczę jego kreatywności, nie zamykam w ramach systemowych. To jest prawdziwa pedagogika, a nie systemy szkolne, zasady i władza Dyrektorów, układy nieformalne. Drodzy Rodzice, Nauczyciele, Dyrektorzy ! Rozwijajmy się! Czytajmy publikacje naukowe! Rozmawiajmy z dziećmi! Nie narzucajmy im woli Szkoły i jej Dyrekcji, która aktualnie tęskni do zamierzchłych czasów, kiedy to tylko Dyrektor miał rację, a rodzice bali się odezwać, aby nie zepsuć ocen i opinii dzieci w szkole!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Szanowni Państwo, BRAWO DLA ODWAŻNYCH RODZICÓW inne dzieci powinny zazdrościć miłości i szacunku jakim darzą swoje dzieci.Od wielu lat jestem pedagogiem i obserwuję zmiany, a raczej ich brak w szkole. Nauczyciel, dyrektor, sekretarka powiela role które zapamiętała ze swojego dzieciństwa i uznając, że świat jest taki sam wciela się w nie bezkrytycznie. A tymczasem to właśnie rodzice są pierwszymi nauczycielami swoich dzieci. Uczą je mówić, ufać, doceniać ale także spostrzegać świat według wartości które preferują. Dlaczego zatem nie wolno im dociekać swoich praw wobec Dyrektora Kłamczucha czy Nowej Wychowawczyni lepszej tylko dlatego, że wraca z urlopu i ma prawo.... a Pani która do tej pory została pokochana przez dzieci i doceniona przez Rodziców nie. Smuci jednocześnie fakt, że jest to klasa integracyjna..... Brak słów i serdeczne pozdrowienia dla Profesora B.Śliwerskiego, że zechciał pomóc rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
  11. A moim zdaniem niektórzy rodzice teraz przesadzają. No chyba skoro dziecko bawi się telefonem na lekcji to normalne, że nauczyciel zabiera. Kiedyś był do odbioru pod koniec roku i tyle. A teraz? wielka awantura. No co to ma być?

    OdpowiedzUsuń