czwartek, 5 maja 2016

IBE wyprodukował dwie banalne publikacje - broszurki o współpracy nauczycieli z rodzicami i społecznością lokalną


Już nikogo to nie obchodzi, ile milionów kosztują polskie społeczeństwo rzekomo naukowe badania Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie, który podlega Ministerstwu Edukacji Narodowej. Cieszą się z diagnostycznych opracowań dziennikarze, gdyż mogą powtarzać dane o żadnym znaczeniu dla wiedzy o stanie polskiej edukacji, za to "ubrane w koszulki" tabel i wykresów. To, co może być pilotażem, co jest tylko i wyłącznie sondażem opinii, traktuje się jako sprawozdanie z rzeczywistości szkolnej, której konstruktorzy skal postaw nie są w stanie uchwycić. Ślizgają się po powierzchni zjawisk bardziej wyobrażeniowych, wydumanych, postulowanych, oczekiwanych, niż mających rzeczywiste miejsce w szkołach.

Jeszcze "lepiej" prezentuje się dział wydawniczy tego Instytutu, który publikuje materiały o niskiej wartości pedagogicznej, nie wspominając już o naukowej. Oto ukazała się publikacja pt. "SKUTECZNIE WSPÓŁPRACOWAĆ I KOMUNIKOWAĆ SIĘ Z RODZICAMI I SPOŁECZNOŚCIĄ LOKALNĄ, która jest kolejną z broszurek informacyjnych finansowanych z funduszy Unii Europejskiej, a mającą spełniać rolę poradnika dla nauczycieli i dyrektorów szkół. Dotychczas poradnikami zajmowało się ORE. Jak widać, wydawanie publicznych pieniędzy nie ma żadnego związku z założonymi funkcjami instytucji.

Wspomniana broszura - jak podaje IBE - została opracowana na podstawie poradnika tych samych autorek pt. Jak skutecznie współpracować i komunikować się z rodzicami i społecznością lokalną - Kamili Hernik i Karoliny Malinowskiej. Jakie było uzasadnienie dla napisania banalnego streszczenia z równie banalnej publikacji właśnie w tej instytucji i z funduszy UE? Jak można płacić za wydanie publikacji o żenująco niskim poziomie, która została napisana na podstawie kilku publikacji o równie niskich standardach naukowych?

Autorzy zresztą sami przyznają się do tego, że ich poradnik nie jest żadnym poradnikiem, bowiem zaledwie starają się wskazać m.in.:
„„
w jaki sposób i w jakich sytuacjach korzystać z różnych kanałów komunikacji
„„
jak zaplanować proces komunikacji z rodzicami, zaczynając od tego, zanim jeszcze dziecko trafi do szkoły
„„
jak prowadzić spotkania z rodzicami (indywidualne i grupowe)
„„
jak postępować w sytuacjach trudnych, konfliktowych – w jaki sposób rozmawiać z rodzicami, ale też gdzie szukać wsparcia
„„
w jaki sposób komunikować się, by budować dobre relacje z innymi oraz aktywnie słuchać, by wspierać kontakt z rozmówcą.


EUREKA XXI wieku!


Oto przykład treści::

"U podstaw podjęcia tematu związanego z triadą: szkoła – rodzice – społeczność lokalna, leży idea szkoły jako instytucji otwartej i włączającej zarówno rodziców uczniów, jak i innych członków społeczności lokalnej do wspólnych działań. Taka uspołeczniona szkoła to wspólnota nauczycieli, uczniów, rodziców, mieszkańców społeczności, w której wszyscy oni mają prawo decydowania o sprawach szkoły, współdziałają ze sobą i wspierają się nawzajem, a dobra komunikacja daje im możliwość nawiązania prawdziwej współpracy." (s.8)

Niestety, autorzy tego tekstu nie rozumieją pojęcia "uspołecznienie " i "wspólnota szkolna", skoro nawet nie raczyli uwzględnić organu, który stanowi o tych procesach i strukturach, o ile został powołany do życia. A nie istnieje w 98% szkół publicznych! Za to beneficjenci tego pseudoporadnika koncentrują się na roli rady rodziców, która z budowaniem wspólnoty i uspołecznieniem szkól niewiele ma wspólnego, bo i mieć nie może. Właśnie o to zatroszczyły się kolejne ekipy postsolidarnościowej nomenklatury w MEN.

Oczywiście, publikacje IBE - pełna wersja i jej streszczenie (dwie umowy za to samo dzieło) - były recenzowane, a jakże! Instytut Badań Naukowy nie po to ma w nazwie naukę, żeby nie kierował publikacji do opinii. Proszę bardzo. Obie publikacje zrecenzowały osoby, które jak na standardy naukowe rzeczywiście miały odpowiednie "kwalifikacje". Były to bowiem uczestniczące w tym projekcie, a więc recenzujące siebie panie prezeski organizacji pozarządowych: Elżbieta Piotrowska-Gromniak - prezeska Stowarzyszenia „Rodzice w edukacji” oraz Elżbieta Tołwińska-Królikowska, także prezeska Zarządu Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Czy recenzentki tej publikacji nie przeczytały asekuracyjnego dla tego kiczu zdania: Zdajemy sobie sprawę z oczywistości niektórych porad zamieszczonych w opracowaniu. To z publicznych funduszy finansowano powtórkę z oczywistej oczywistości?! Pięknie. Autorki mogły jeszcze przyznać się do tego, że wyniki badań są artefaktami, które mają podtrzymać fałszywe przesłanki jako obowiązującą w tej polityce oświatowej tezę o rzekomym uspołecznieniu szkół.

Przeprowadzono badania w szkołach, które zostały wytypowane na podstawie rekomendacji udzielonych przez ekspertów ze środowisk organizacji pozarządowych zajmujących się edukacją i instytucji publicznych (s.5). Innymi słowy, sami swoi. Co ciekawe, postanowiono wkleić do tego raportu-poradnika wyniki tych samych badań, za które już ktoś wcześniej pobrał honorarium, a poziom popełnionych w nich błędów metodologicznych był już przedmiotem wielokrotnych analiz krytycznych. Rzecz bowiem dotyczy diagnozy opinii nielicznego odsetka rodziców sześciolatków, którzy skierowali swoje dzieci do szkół podstawowych.

Dobrze, że chociaż jest o tym adnotacja: "W części dotyczącej kontaktów i współpracy z rodzicami korzystamy również z wyników badań ilościowych przeprowadzonych wśród rodziców uczniów szkół podstawowych, zaś w części dotyczącej szkoły w społeczności lokalnej2 – z wyników badania otoczenia instytucjonalnego szkół. W taki sposób, to można nieustannie powielać wyniki, które przynoszą wstyd nie tylko ich realizatorom, ale także Instytutowi.

To jeszcze jeden banał z tych rzekomo naukowych badań:

"Najnowsze badania IBE, podobnie jak wcześniejsze badania i analizy, dowodzą, że podstawą dobrych kontaktów nauczycieli i rodziców uczniów jest między innymi pozytywne nastawienie nauczyciela do rodziców, jego otwarta, przyjazna postawa, chęć dzielenia się z nimi swoją wiedzą o uczniu, a także wysłuchania pomysłów, oczekiwań, przemyśleń rodziców. Można więc powiedzieć, że to nic szczególnego, a jednocześnie jest to jeden z warunków tego, żeby relacje nauczycieli i rodziców w ogóle miały szansę się rozwinąć. Suma takich „zwykłych” działań tworzy dobry klimat dla rodziców w szkole". (s.12)

Opracowanie-poradnik zostało zilustrowane na poziomie elementarza rządowego, a i zatroszczono się o wielkość czcionki, by mogły czytać go dzieci w edukacji elementarnej. Zawsze to liczba stron jest większa, więc i pozór jakości pracy odpowiednio udokumentowany.

Nie przypuszczałem, że można tak infantylnie traktować dyrektorów szkół i nauczycieli. No cóż, standardy z dwóch poprzednich kadencji są na tym właśnie poziomie. Przeczytajcie i podziwiajcie. Współpraca "zakwitnie" jak otaczająca nas natura.

3 komentarze:

  1. Nie sądzę by czytali to nauczyciele czy dyrektorzy szkół... ;-) Po prostu to dowód dla kontrolerów z UE, że kasa została wydana słusznie. A że zasiliła krewnych i znajomych królika ... ;-) Broszurki się roześle, one trochę poleżą, a potem trafią na swoje miejsce czyli na przemiał ... ;-) Klasyczny sposób wydawania unijnej kasy w MEN za czasów pań Kluzik(Drożdżówka)&Berdzik! Dobrze, że w tej broszurce nie ma żadnych pomysłów do OBLIGATORYJNEJ realizacji i zamiany w przepisy, jak w przypadku tzw.ewaluacji p.Berdzik oraz "socjologów krakowskich" .... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieniądze wydaje się na kolorowe broszurki a w szkołach często trzeba oszczędzać na ksero. W mojej szkole, żeby wydrukować test muszę potwierdzić, że cała klasa wpłaciła "dobrowolnie" pieniądze na tzw radę rodziców. Szkolenia w ramach ORE wspominam jako horror siedzenia na nudnych wykładach, podpisywania często fikcyjnych dodatkowych szkoleń nt równouprawniania i potwierdzanie odbioru należnego kotleta. Mistrz Bareja miałby temat na komedię... Uczestniczyłam też w szkoleniu nt współpracy między szkołą a rodzicami jako... rodzic dzięki czemu nie było "zbędnego" wprowadzania pozostałych rodziców i naciągania ich na dzień wolny na szkolenie. Jako rodzic i nauczyciel byłam w stanie wziąć udział i znieść to, co nam zaproponowano. My nauczyciele jesteśmy przede wszystkim szkoleni do posłusznego udziału w tym chorym systemie. Czasem zastanawiam się gdzie jest granica głupoty ale jak miał Albert Eistein powiedzieć, dwie rzeczy są nieskończone wszechświat i głupota ludzka, choć co do tej pierwszej nie był pewien... Pozdrawiam! nauczycielka z prowincji

    OdpowiedzUsuń
  3. Co się działo ostatnimi laty w IBE? Częściową odpowiedź można znaleźć pod poniższymi adresami >>

    http://www.iar.pl/aktualnosci/2015-08-11_Sprawozdania_finansowe_IBE.html

    http://www.iar.pl/aktualnosci/2015-09-06_Odp_IBE_na_wnioski.html

    Bogdan Stępień

    OdpowiedzUsuń