poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Co nowego w kształceniu



Z końcem 2015 r. ukazała się w Czechach książka Tomáša Feřteka pt. Co je nověho ve vzdělávání (Co nowego w kształceniu), Praha, Nová beseda z. s., 2015, ss.97.

Nie przypuszczałem, że jej autorem jest publicysta, dziennikarz i pisarz, gdyż dokonuje on bardzo interesującej analizy krytycznej najnowszych poglądów na temat kształcenia młodych pokoleń, pedagogiki i popkulturowych bestselerów oświatowych. Sam od dłuższego czasu zmagam się z tzw. „hitami” o edukacji, które są niczym innym jak potoczną, banalną merytorycznie literaturą na jej temat, aczkolwiek częściowo z fragmentarycznym wykorzystaniem prac naukowych.

Autor niniejszej książeczki nie sili się na idola popkulturowej pedagogiki, tylko zręcznie, rzeczowo rozprawia się z jej mitami, które krążą w przestrzeni publicznej z całą powagą sugerowanej powinności ich zaistnienia w polityce reform oświatowych. Oczywiście, interesuje go własna ojczyzna, ale tak się dobrze składa, że jest ona w podobnym okresie transformacji ustrojowej, co Polska, a więc zmaga się niemalże z tymi samymi problemami.

Trudno tu dociekać, czy istniejące różnice w ustrojach szkolnych i ideologiczne odmienności elit politycznych południowych sąsiadów sprawiają, że jesteśmy w innym miejscu i na innym poziomie kształcenia młodych pokoleń, ale nie ulega wątpliwości, że poruszane tu kwestie mają jednak wspólny mianownik. Są nim bowiem niemalże te same paradoksy, nonsensowne przeświadczenia czy rozwiązania w procesie kształcenia i zarządzania szkolnictwem.

Mamy tak kulturowo bratnie dusze, że czytałem tę pracę w języku czeskim z niemalże takim samym poczuciem, jakbym poznawał swoistość polskich uwarunkowań, przebiegu i następstw w powyższych sprawach. Zbiór znakomitych esejów pedagogicznych został zbudowany na czterech częściach tematycznych, z których każda zawiera rozprawę z charakterystycznymi dla nich problemami oświatowymi.

W części pierwszej pt. "Piękny stary świat w stuleciu totalitaryzmów" autor podejmuje niezwykle aktualne kwestie „społeczeństw nakazów i posłuszeństwa”, społeczeństw pozornej równości oraz sieci nieprzejrzystej społeczności.

Część druga została zatytułowana „Neurologia, technologie a rozwarstwienie społeczne. Co zmieniło świat edukacji” i zawiera polemikę z dyskursem o roli mózgu w uczeniu się, wyjaśnia złotą regułę motywacji dla tego procesu. Autor docieka tego, kto i po co wymyślił miękkie umiejętności oraz czy słuszne są obawy o cyfrową demencję. Zastanawia się także nad tym, jak to się stało, że szkolnictwo przestało już spełniać funkcję windy wynoszącej na szczyty społecznej akceptacji i pozycji oraz jak rzutuje na edukację rewolucja feministyczna i w czym przejawia się tragedia białych oraz niebieskich kołnierzyków.

Część trzecia książki została zatytułowana „Prądy i przeciwprądy. Dlaczego nie istnieje w kształceniu tylko jedno rozwiązanie”, a jest w niej mowa o rzutowaniu mody czy stereotypów na nasze postawy wobec edukacji. Feřtek przywołuje zalety, ale i wykazuje wady tzw. światowych bestsellerów edukacyjnych autorstwa Manfreda Spitzera, którego niektóre książki zostały już wydane także w języku polskim i austriackiego komparatysty Konrada Paula Liessmanna, a przywoływanego w mojej monografii „Edukacja (w)polityce. Polityka (w) edukacji” (Kraków 2015) jako jednego z nielicznych krytyków badań OECD-PISA.


W tej części książki znajdziemy więcej esejów o charakterze quasiwizjonerskim, prognostycznym, a wskazujących na konieczność stanowienia zupełnie nowych celów edukacji szkolnej, która już nie może być przygotowywaniem umysłowym młodych ludzi. W niedalekiej przyszłości uczyć się będziemy wszędzie, a nie tylko lub przede wszystkim w szkole. Jak autor przewiduje, szkoła będzie jedynym miejscem, w którym jeszcze spotkamy ludzi.

Ostatnia część nosi tytuł „Czeskie realia. Rozpad systemu jako swoisty sposób reformowania szkolnictwa”. Autor znakomicie a syntetycznie dowodzi, że od siedemdziesięciu lat nie zmieniło się w jego kraju (a ja dowodzę tego w swoich rozprawach w odniesieniu do Polski) podejście do zadań edukacji szkolnej. Właściwie, niczym nie różni się pogląd na ten temat cesarza Franciszka Józefa II, od stanowiska I Sekretarza Komunistycznej Partii Czechosłowacji – Gustawa Husaka i obecnego prezydenta Czeskiej Republiki Miloša Zemana. Wszyscy oni oczekiwali i żądają od szkoły, by ta wychowywała dzieci młodzież do posłuszeństwa oraz zapewniła odpowiednio wykształcone osoby do pracy w tradycyjnie przemysłowym regionie kraju.

W Czechach – podobnie jak w Polsce po 1990 r. miał miejsce chaos w reformowaniu oświaty, zmienił się system finansowania edukacji publicznej oraz przywrócone zostało prawo do kształcenia w szkolnictwie niepublicznym. Co z tego, że nastąpiła liberalizacja w procesie kształcenia, skoro nic z niej nie wynika dla istoty zmian w zakresie uczenia się dzieci i młodzieży, które tak samo, jak ich rówieśnicy przed kilkudziesięciu laty są niezadowolone ze szkoły. Edukacja nie radzi sobie ze zmianą mentalności dzieci i rodziców, nie potrafi wykorzystać zróżnicowania szkolnictwa na państwowe i prywatne, zaś wszelkie innowacje dydaktyczne powstawały w sektorze niepublicznym, ale nie przeniknęły do szkół publicznych.

Tak jak u nas, także w Republice Czeskiej nie ma ścisłych danych statystycznych na temat szkolnictwa, osób uczących się oraz je kształcących czy różnych jego wymiarów i procesów. Nauczyciele nie mogą liczyć na wsparcie ze strony rządzących. Przez 15 lat przygotowywano się w Czechach do wprowadzenia państwowej matury, ale po 5 latach jej wdrażania okazało się, że w niczym nie przyczyniła się ona do jakości wykształcenia młodzieży. Dokładnie tak, jak w Polsce, czeskie szkolnictwo należy do najbardziej konserwatywnych instytucji.

Całość tomu zamyka „Epilog: kształcenie w płynnym świecie”, w którym autor nawiązuje rzecz jasna do kategorii płynnej ponowoczesności Zygmunta Baumana. Rozprawy tego socjologa cieszą się w Czechach ogromną popularnością i tłumaczone są niemalże natychmiast, jak tylko wyjdą spod jego pióra.

Feřtek formułuje tu ważne pytania, przed odpowiedziami na które staje także nasze społeczeństwo i politycy sprawujący w nim władzę, a mianowicie:

Jak przywrócić szkole znaczenia? Jak bronić się przed zgłupieniem uczniów?

Jak podwyższać poziom wykształcenia?

Jak doskonalić szkoły?

Jak być dzisiaj szczęśliwą istotą ludzką?


7 komentarzy:

  1. Czy uważa Pan za moralne to, że KNP PAN - któremu Pan przewodniczy - patronuje Pańskiej książce? Bo wygląda to na najpospolitszą prywatę ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przewrażliwionemu moraliście (z godz. 0.30 - patrol nocny?) zwracam uwagę, że wspomniana książka prof. Śliwerskiego jest jedną z serii, pod patronatem PAN, której pomysłodawcą i redaktorem naukowym jest właśnie Profesor. I chwała mu za to!
      Ostatnio w tej wielotomowej serii ukazały się prace profesorów: Iwony Chrzanowskiej Pedagogika specjalna oraz Wiesława Ambrozika Pedagogika resocjalizacyjna.
      Ot, zamiast hejtować - warto poczytać.

      Usuń
  2. Anonimowy troll niestety nie ma racji, co - mam nadzieję - nie przysporzy mu/jej zawału serca. Prywata miałaby miejsce wówczas, gdyby KNP PAN czy PAN zapłacił złotówkę za wydanie tej książki. Za to ja zapłaciłem sam. W odróżnieniu od rektorów, dyrektorów, dziekanów czy nawet prezesa PAN nie pobieram środków od instytucji, a w tym przypadku społecznego komitetu naukowego, który nie ma budżetu, na cokolwiek. Wprost odwrotnie, sponsoruję działalność tego organu tak, jak wielu profesorów pedagogiki i członków KNP PAN. Rozumiem, że teraz anonimowy hejter/-ka wystąpi z pismem do prezesa PAN, by nie wydawał ze środków tej instytucji własnych publikacji pod szyldem PAN, bo to będzie prywata? Warto jednak zastanowić się nad tym, o czym się pisze, jeśli nie posiada się minimalnej wiedzy na ten temat i minimum przyzwoitości. O prywacie nie wspominam, bo domyślam się, że anonimowy chce tu załatwiać swoje sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z prywatą w nauce spotkałam się w uniwersytecie, kiedy mój były kierownik zakupił z grantu MNiSW serwer niby do badań, a przekazał go do dyspozycji swojemu zięciowi, by ten prowadził z jego zastosowaniem własny biznes. Po kilku latach mój były szef oddał serwer zepsuty, do likwidacji, a sam w międzyczasie poszedł do pracy w prywatnej szkole wyższej, w której był prorektorem a potem rektorem i na jej rzecz wykorzystywał ten serwer aż do zniszczenia. Ma profesor rację, to jest klasyczny przykład prywaty na podstawie sprzętu uniwersyteckiego. Podobnie jest w uczelniach medycznych, gdzie naukowcy przyjmują i badają prywatnych pacjentów sprzętem, który jest własnością uczelni medycznej czy kliniki.

    Magda

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam takie życiowe pytanie. Inne natury, aniżeli post, bo mamy w gronie sprzeczne informacje. Pytanie brzmi: od momentu otrzymania dorobku habilitacyjnego lub profesorskiego do recenzji (już po wcześniejszej procedurze), ile recenzent ma czasu na recenzję? 6 tygodni czy 3 miesiące? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak to właśnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Termin ma charakter instrukcyjny, a to znaczy, że dobrze by było, gdyby w ciągu 6 tygodni została przygotowana recenzja osiągnięć naukowych habilitanta. Jeśli jednak recenzent potrzebuje więcej czasu, a tak też bywa, to trwa to dłużej. Najważniejsza jest wysoka jakość recenzji.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.