poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Brawo MEN! Nareszcie zapowiedź dobrej zmiany!















(Praca dyplomowa studenta Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wykonana w pracowni rzeźby prof. Macieja Zychowicza i dr. Grzegorza Gwiazdy w 2015 r.)


Nareszcie pojawiają się sygnały, zapowiedzi dobrej zmiany w polityce oświatowej. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma, a w tym przypadku, co być może będzie miało miejsce.

Ministra edukacji narodowej ma zamiar skończyć z antyedukacyjną polityką oświatową w zakresie lekceważenia przez ostatnie ekipy rządzące (w tym także SLD i AWS) najbardziej twórczych nauczycieli. Za zapowiedź płacenia wyższej pensji tym nauczycielom, którzy uzyskali stopień naukowy doktora nauk w reprezentowanej przez ich specjalność zawodową dyscyplinie, należą się pani Annie Zalewskiej wyrazy uznania i szacunku.

Nareszcie PiS za zamiar skończyć z lewacką polityką rzekomo równych kwalifikacji - wiedzy i umiejętności wśród nauczycieli ze stopniem zawodowym magistra a posiadającymi stopień naukowy doktora. To zdumiewające, że można było przez tyle udawać, że magister i doktor są tak samo przygotowanymi do profesjonalnej pracy nauczycielami. Czas skończyć z praktyką, która deprecjonowała najbardziej refleksyjnych, wykształconych pedagogów w naszych szkołach.

Minister edukacji zamierza wprowadzić jeszcze jeden stopień awansu zawodowego nauczycieli, którego posiadanie miałoby się wiązać z uzyskaniem przez zainteresowanych stopnia naukowego doktora. Moim zdaniem należałoby poprzestać na tym wymogu, bowiem jeśli zaproponuje się jako równorzędny warunek prowadzenie przez nauczyciela innowacji pedagogicznej (dydaktycznej - metodycznej, wychowawczej, opiekuńczej czy organizacyjnej), to natychmiast stworzy się okazję do wprowadzania pozorowanych zmian, quasi innowacji nazywając nimi coś, co z nowatorstwem edukacyjnym niewiele ma wspólnego.

W przypadku awansu na poziomie uzyskania pierwszego stopnia naukowego - doktora nie będzie żadnych wątpliwości co do jego jakości, spełnienia koniecznych w tym zakresie wymogów, gdyż postępowanie w tym zakresie objęte jest w jednostkach akademickich bardzo wysokimi powinnościami, nadzorem ich spełnienia i rzetelną oceną. Tymczasem innowacje mają charakter tak oryginalny, twórczy, jak i naśladowczy, ale w obu przypadkach nadal sią pozbawione weryfikacji eksperckiej.

Niestety, mamy w oświacie pełno "psycho-pedagogicznej szarlatanerii", która pod atrakcyjnymi hasełkami m.in. rzekomej neurodydaktyki, budzącej się szkoły, logodydaktyki itp. zamula jakość edukacji szkolnej. Obawiam się zatem, że związkowcy już zacierają ręce, by "załatwić" swoim funkcjonariuszom wyższy poziom awansu tak, jak uczynili to w 1999 r., kiedy to zabezpieczyli sobie u M. Handke odrębną, wyjątkową, szybką ścieżkę do mianowania czy dyplomowania.

Wprowadzenie jako formalnego wymogu na najwyższy stopień awansu zawodowego uzyskania stopnia naukowego doktora nareszcie wyzwoli w środowisku nauczycielskim konieczność studiowania literatury specjalistycznej (a nie "powideł metodycznych", "czytanek popularnonaukowych"), zapoznania się z najnowszą metodologią badań naukowych, diagnostyką edukacyjną i pozwoli im refleksyjnie podejść do własnej praktyki dydaktyczno-wychowawczej.

To znakomita droga do rozwoju także nauk pedagogicznych, szczególnie dydaktyk przedmiotowych, które wymagają prowadzenia eksperymentów w procesie kształcenia i odpowiedzialnych innowacji w procesie wychowawczym, resocjalizacyjnym, terapeutycznym czy opiekuńczym.

Niech zakompleksieni politycy lewicy, byli ministrowie edukacji, samorządowi urzędnicy przestaną oponować tylko dlatego, że ich nie było czy nie stać na wysiłek, który jest w XXI wieku koniecznością. Jeśli mamy rozwijać społeczeństwo wiedzy, to z nauczycielami, którzy są jej najlepszym nośnikiem, jej współtwórcami, odkrywcami. Konieczne jest uwzględnienie w tym projekcie płatnego urlopu dla kreatywnych nauczycieli na sfinalizowanie obrony pracy doktorskiej.

Sądzę, że Komitet Nauk Pedagogicznych PAN chętnie włączy się do wspomagania nauczycieli w ich projektach i aspiracjach rozwojowych. Nasze zespoły problemowe i specjalistyczne przy Komitecie, prowadzone przez uczonych seminaria doktorskie będą otwarte dla zainteresowanych. Wielu profesorów udostępni seminaria doktorskie dla nauczycieli bez potrzeby uczestniczenia przez nich w studiach doktoranckich. Udostępnimy też łamy czasopism naukowych z działem specjalnie zagwarantowanym nauczycielom, by publikowali swoje projekty badawcze oraz ich wyniki.


45 komentarzy:

  1. Moim zdaniem będziemy mieli jeszcze większy wysyp bezwartościowych "doktoratów dla doktoratu" ... ;-) Przy czym doktorat niczym nie dodaje kwalifikacjom pedagogicznym nauczyciela a nawet merytoryczno-przedmiotowym bo jest robiony z baaardzo wąskiego zagadnienia. Niewątpliwie natomiast produkowanie tej pseudonaukowej makulatury, podobnie jak procedury "awansowe", zabierze czas i energię, które mogłyby być poświęcone uczniom. O kwalifikacjach nauczyciela świadczą i mogą świadczyć na poziomie magistra a często niżej, WYŁĄCZNIE EFEKTY jego pracy na tle innych pedagogów pracujących w zbliżonych warunkach!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jest to tylko poszerzenie wachlarza biurokracyjnego bełkotu. Problem w tym, że nie ma siły sprawczej czyli rzetelnego organu nadzorującego pracę nauczycieli (idzie mi głownie o bezwartościowych nie tylko magistrów ale i doktorów wyższych szkółek i uczelni)którzy są z reguły w danej placówce z racji widzi mi się jej kierownictwa a zatem z nadania często także politycznego...a poza tym nie wiem co do tego ma lewica czy prawica, poglądy polityczne to jedno a patologia edukacyjna to drugie ;p

      Usuń
  2. Pan chyba żartuje! Znam doskonałych naukowców (nie tylko z doktoratami, ale także z habilitacjami i profesurami), których powinno trzymać się jak najdalej od uczenia (a już szczególnie w szkołach). Kompetencje naukowe mają niewiele wspólnego z zawodowymi nauczyciela ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się w 100%, ileż jest doktorantów, którzy ze względu na brak pracy otwierają przewód doktorski a potem są i tak bezrobotni albo sie nie przyznaja do tytułu: dr. W naszej szkole pracowała dr biologii, po 6 miesiącach dyrektor musiał ja zwolnić, nie potrafiła przekazać wiedzy uczniom jak zwykły magister

      Usuń
  3. Zgadzam się z Profesorem Bogusławem Śliwerskim, że promowanie osób które podjęły trud rozwoju naukowego należy wyróżniać również finansowo. Wśród nauczycieli jest wiele osób mających talenty naukowe a zachęta finansowa dałaby im szansę uzyskania doktoratu.Nie rozumiem natomiast oponentów tego pomysłu. Czy rozwój naukowy stoi w sprzeczności z kompetencjami dydaktycznym? Czy nauczyciel z doktoratem będzie gorszym wychowawcą i przedmiotowcem niż do tej pory? Moje doświadczenie zawodowe wskazuje na to, że rozwój naukowy idzie w parze z rozwojem poznawczym i osobowościowym, wzbogacając tożsamość indywidualną i społeczną tej osoby.Dlaczego więc nie spróbować motywować również finansowo polskich nauczycieli chcących się rozwijać naukowo? Może też warto pomyśleć, żeby kwalifikacje nauczycielskie uzyskiwały osoby które mają ukończone studia przedmiotowe (matematyka, fizyka, filologie itd) ale tylko na bazie licencjatu z pedagogiki. Wówczas nauczyciele byli by pedagogami-wychowawcami również a nie tylko belframi- przedmiotowcami .

    OdpowiedzUsuń
  4. Stan na dzisiaj. Wielu nauczycieli matematyki nie zdawało matury z matematyki.
    Dotyczy to pedagogów i nauczycieli nauczania początkowego zwłaszcza. Matura z matematyki była nieobowiązkowa ponad dwadzieścia lat.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że rynek momentalnie to zauważy i - ze szkodą dla renomy tytułu doktora - nastąpi masowa produkcja całych grup doktoranckich różnymi eksternistyczno - wieczorowymi, oczywiście odpłatnymi formami kształcenia. Ale trzymam kciuki, by istniejące mechanizmy nie pozwoliły na zbyt daleko idącą degradację studiów III stopnia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety też mam wątpliwość do takiego rozwiązania. Jeśli mówimy o uczelni, doktoracie jako pewnej gwarancji jakości to zastanawiam się co ma wpływ na to to, że młodzi nauczyciele często narzekają na to, iż nie dostają adekwatnej wiedzy i umiejętności do pracy w szkole.Z drugiej strony obawiam się tego, iż wartościowi nauczyciele swoją energię przeznaczą na doktorat, a nie na pracę z uczniem, ale to są tylko moje rozmyślania, wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowni Państwo,
    pomysły mają to do siebie, że mogą być realizowane mądrze i tak sobie. Pisanie doktoratu (bardzo mi się ten pomysł podoba!) musi stanowić prawdziwy krok w rozwoju zawodowym nauczyciela. Jeśli tak ma być, kandydat powinien przejść etap kwalifikacji, pokazać dotychczasowy dorobek zawodowy, mieć pomysł na pracę doktorską. Co nie mniej istotne, sam proces "nabywania" doktoratu musi mieć charakter wysoce zaawansowany, gdy idzie o opiekę merytoryczną Uniwersytetu. Liczyć się powinna również bezwzględnie przydatność teoretyczna i praktyczna takiej właśnie pracy. Wymaga to dobrej woli wszystkich stron i - rzetelnego przygotowania procedur. Do tej pory dość często zdarzało się tak, że zamiast wymagania traktować zgodnie z ich duchem, omijaliśmy je lekko i z wdziękiem - lub bez wdzięku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastycznie, a ja znam wielu ludzi, którzy mają doktoraty i są świetnymi nauczycielami, pełnymi entuzjazmu, a ze względu na lata poświęcone na doktorat mają "opóźnienie" w zdobywaniu stopni awansu zawodowego nauczycieli. Znam również wielu nauczycieli mianowanych i dyplomowanych, którzy zachwycają się swoją wspaniałością, a od dawno nie powinno ich być w szkole. Wniosek w każdej grupie trafimy na fachowców i szarlatanów. Niezależnie od poziomu wykształcenia i stażu zawodowego. Jednak doktorat trwa 4 - 5 lat - dłużej niż staż na nauczyciela mianowanego. W czasie doktoratu pisze się artykuły, prowadzi badania, analizuje problemy, jeździ na konferencje i wiele innych rzeczy, ale aby mieć o nich pojęcie proponuję wejść na strony młodych doktorantów i doktorów, by wiedzieć jakim to wszystko odbywa się kosztem. Tym czasem kiedy uda się pomyślnie przebrnąć prze wszystkie egzaminy i podejść do obrony doktoratu, okazuje się, że ktoś kto siedzi w szkole, działa tylko w okresie stażu ma większe możliwości w oświacie niż jego kolega z doktoratem. Trudno się nie zgodzić, że kompetencje naukowe mają niewiele wspólnego z byciem dobrym nauczycielem, ale i też temu nie zaprzeczają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z powyższymi komentarzami! Kolejna strata czasu i energii, które można lepiej zainwestować - w pracę z dziećmi. Dogłębnie znajomość wąskiego wycinka uczonego przedmiotu w szkole w żaden sposób nie poprawia jakości. Wiedza po studiach magisterskich jest aż nadto rozległa, a znaczenie w byciu dobrym mauczycielem ma zupełnie drugorzędne. Najważniejsza jest umiejętność pracy z uczniami, umiejętności wychowawcze, czyli coś, czego w zasadzie nie da się nauczyć. Talent, zaangażowanie i doświadczenie - rzeczy bardzo trudne do zmierzenia sprawiają, że jest się dobrym lub złym nauczycielem. Nie wiedzą - bo tej nam nie brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Doktorat nic nie zmieni, "zrobienie" doktoratu nie zmieni mentalności, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  11. No i zaczyna się wysyp opinii "wszechwiedzących" "nieomylnych" nauczycieli pozbawionych cienia samokrytyki. Samodzielni pracownicy naukowi pozbawieni kontaktu z rzeczywistością szkolną mają prawo i obowiązek wyrażać swoje racje, ale również "praktycy" szkolni powinni z pokorą reagować na te racje. Tylko który nauczyciel ma podstawy do merytorycznej dyskusji? Co przeczytał, kogo wysłuchał, co napisał, do której konferencji włączył swój głos? Od 17 lat uczę w zasadniczej szkole zawodowej,technikum, wcześniej w liceum profilowanym. Od 11 lat pracuję równolegle na uczelni. Od 5 lat posiadam stopień doktora nauk humanistycznych w dziedzinie pedagogiki. Oba te obszary wspaniale się uzupełniają. Uczelnia jest polem pracy naukowej, szkoła poligonem. Nie wyobrażam sobie, aby nauczyciel aspirujący do stopnia doktora zainteresowany był w swojej pracy naukowej obszarem wykraczającym poza rzeczywistość szkolną. Kompetencje naukowe mają bardzo wiele wspólnego z zawodowymi nauczyciela i odwrotnie. Kto tego nie rozumie, nie rozumie nic co związane jest ze szkolnictwem, pracą z dziećmi i młodzieżą. Głosy wołające o efekty pracy nauczyciela dowodzą o małości i braku kompetencji w tej dziedzinie - brak słów. Pozdrawiam i o rozsądek proszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni . Praca w szkole i na uczelni to duże wyzwanie (koszty psychiczne, rodzinne ogromne "zarobek" nie jest porażający ) ale bardzo wartościowe doświadczenie, zwłaszcza dla naukowców zainteresowanych szkołą. W dzisiejszych czasach nikogo nie trzeba przekonywać do idei uczenia się całożyciowego , studia doktoranckie są jedną z form jej realizacji i chyba w naszym kraju najrozsądniejszą. O wyższe szkółki produkujące doktorów nie ma się chyba co obawiać one nie maja uprawnień do nadawania stopnia. Z mojego doświadczenia n (nauczyciela szkolnego i nauczyciela w wyższej uczelni) wynika że na studia doktoranckie naprawdę decydują się najzdolniejsi nauczyciele, którym się chce rozwijać bo to zawsze przynosi i korzyść szkole a niestety czasami zazdrość dyrekcji i po części kolegom. W naszym kraju nie wiadomo dlaczego między nauczycielami szkolnymi i akademickimi wyczuwa się jakiś mur a przecież jedni są drugim potrzebni jedni są profesjonalistami w sprawach nauki drudzy w sprawach praktyki i o co tu kruszyć kopie?

      Usuń
  12. Panie Profesorze
    Od wielu lat jestem usilnie hamowana na gruncie obrony tytułu doktora, mimo, iż mój dorobek naukowy jest wystarczający według wielu wspaniałych przedstawicieli nauki polskiej i międzynarodowej. W czym zatem problem? Zaproponowano mi w takiej sytuacji zgłosić się do PAN i poprosić o obronę z tzw. wolnej stopy. Nie rozumiem dlaczego utrudnia mi się drogę naukową, awans naukowy kiedy w tym samym czasie fikcyjnie zatrudnia się swoich na stanowiska w uczelniach, by mieli możliwość w rok obronić doktorat. Piszę fikcyjne, ale mam tu na myśli celowość działań, bo zazwyczaj te osoby nigdy nie były związane ze środowiskiem naukowym, ale ambicje męża lub żony należy jakoś zrealizować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla wszystkich podważających miarodajność pracy doktorskiej polecam lekturę https://kriegspielen.wordpress.com/2016/04/10/z-zycia-doktoranta-socjologii-i-nie-tylko/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ma piernik do wiatraka?

      Usuń
  14. Po przeczytaniu zarówno posta Pana Profesora, jak i komentarze. Podzielam entuzjazm zwolenników tego pomysłu, sama też się z nim utożsamiam, ale rozumiem i podzielam większość obaw komentujących.
    Niewątpliwie oświata dotkliwie odczuwa fakt przedłużenia wieku emerytalnego i funkcjonujących już od dłuższego czasu stopni awansu zawodowego. Przy dobrym rozpędzie ostatni stopień awansu można uzyskać już między 15 a 18 rokiem pracy pozostawiając nauczyciela na kolejne 25-30 lat bez perspektywy, konieczności, potrzeby dalszego rozwoju. Wprowadzenie takiego dodatkowego stopnia w postaci doktoratu po np. 25 latach pracy otwiera nową ścieżkę rozwoju.
    Co więcej, patrząc na ten pomysł nie tylko z perspektywy poszczególnych nauczycieli, ale znacznie szerzej, pojawia się okazja do wprowadzenia w świat nauki niebywale ważnego elementu, jakim jest długoletnie doświadczenie, mnogość prowadzonych obserwacji przypadków, pracy u pedagogicznych podstaw... tego, czego dzisiaj w moim skromnym przekonaniu brakuje w całej wielkiej "mniemanologii".
    Rozumiejąc jednak obawy przed powstaniem rzeszy średniej jakości doktoratów, kolejnej machiny produkującej tytułowane głowy bez wartości, może udałoby się znaleźć jakieś rozwiązanie pośrednie? Dla mnie niewątpliwe jest, iż trzeba bardzo dokładnie, precyzyjnie i z dużą ostrożnością sformułować wytyczne dla nauczycieli, kiedy i na jakich warunkach mogą starać się o tytuł doktora.
    W moim odczuciu jednym z warunków powinien być staż pracy nie mniejszy niż 20 lat przy założeniu, że jest to kolejny stopień awansu zawodowego, a nie robiony równolegle z pracą zawodową doktorat np. na studiach.
    Należałoby się też zastanowić nad warunkami uzyskiwania tytułu Profesora Oświaty. Jest to obecnie bardziej honorowy tytuł, nie mniej jednak wymagania do jego otrzymania są dosyć jasno określone. Czy w przyszłości jego znaczenie pozostanie bez zmian, czy będzie ewoluowało? Czy może przy tworzeniu nowych zapisów o awansie należałoby wziąć pod uwagę również i to.
    Poszukując możliwych rozwiązań, pojednawczym pomysłem wydaje się być zastąpienie na drodze awansu nauczycieli 'doktora' (w rozumieniu ściśle akademickim)tak zwanym 'małym doktoratem' korzystając z rozwiązań czeskich?
    Wszystkie te rozważania pozostawiam w formie pytań nie znajdując jeszcze idealnych odpowiedzi. Może następni czytelnicy znajdą je za mnie :)
    Mam jedynie nadzieję, że "zdolne" związki zawodowe nie zepsują takiej idei, zaś jej wprowadzenie przyniesie jakąś świeżość... może nawet wiosenną odwilż tak dla teorii, jak i praktyki pedagogicznej czyniąc je jeszcze bliższymi sobie.
    Czekam zatem dalszych informacji w tym temacie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Byłam taką nauczycielką i naprawdę pisanie doktoratu z pedagogiki doskonale uzupełniało moje potrzeby.Ale pytanie brzmi: czy polonista będzie pisał doktorat z literaturoznawstwa a matematyk z matematyki? Takie wąskie tematy specjalistyczne rzeczywiście odstają od potrzeb szkoły. Natomiast tam, gdzie będzie dydaktyka lub pedagogika, podniesie jakość pracy nauczyciela i szkoły.
    O wysyp doktoratów martwić się nie trzeba, uczelniane młyny wolno mielą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dydaktyczne doktoraty można zdobyć na Słowacji - przezornie minister Gowin zostawił ich uznawalność

      Usuń
    2. >> "O wysyp doktoratów martwić się nie trzeba, uczelniane młyny wolno mielą..."

      Uczelniane młyny zaczną mielić szybciej, szybciej, coraz szybciej, to tylko kwestia czasu.

      Realista

      Usuń
  16. Pożyjemy, zobaczymy...
    Jak dotąd z tytułu doktoratu w szkole spotkały mnie same "przyjemności". Odmowa skrócenia stażu do roku i 9 miesięcy, przemilczana finalizacja i odrabianie godzin za "wolne" w dniu obrony. Dodam tylko, że doktorat z dziedziny, którą zajmuję się w szkole. A szkoła rzekomo elitarna. "My tu doktorów nie potrzebujemy", "a ja Pani na doktorat nie wysyłałem". Tyle w temacie roli przywódcy edukacyjnego w podnoszeniu jakości pracy szkoły...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja właśnie poruszałem ten problem podczas debaty oświatowej z wiceministrem EN Maciejem Kopciem w Szczecinie. Cieszę się, że nie jestem sam.
    Odnoszę wrażenie, że krytycznie o tym pomyśle wypowiadają się Ci, którzy stopnia doktora nie posiadają i chyba nie są w stanie go zdobyć. MEN - tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wrzutka do ogródka.

    Mam pytania:

    Ilu jest naukowców, co są świetnymi naukowcami a kiepskimi pedagogami?
    i na odwrót, czyli:
    Ilu jest kiepskich naukowców, którzy są dobrymi pedagogami?

    Na dokładkę:
    Ilu jest magistrów, co nie powinni uzyskać matury?
    i
    Ilu jest już doktorów, co nie powinni zostać magistrami?

    Pozdrawiam,
    Realista

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A swoją drogą, po co nauczycielowi liceum doktorat skoro jest już "profesorem'?

      Realista

      Usuń
    2. Ilu jest naukowców, co są świetnymi naukowcami a kiepskimi pedagogami?
      Nie ma ani jednego
      Ilu jest kiepskich naukowców, którzy są dobrymi pedagogami?
      Nie ma ani jednego.
      Jak ktoś się nie uczył to jak może uczyć innych?

      Usuń
    3. Anonimowy, coś niecoś się zagalopował.
      Gdyby Anonimowy uważał w szkole średniej na lekcjach matematyki/logiki, to by takich - jak wyżej - nonsensów nie wypisywał, i oczywiście się aż tak głupio nie "wymądrzał".
      A może Anonimowy tej totalnie odjazdowy? - czyli anty-realista?

      Realista

      Usuń
  19. Krystyna Pawłowicz czy Stefan Niesiołowski mają nie tylko doktorat, ale i habilitację oraz są profesorami i to belwederskimi, podobnie zresztą jak ojciec Giertycha-antydarwinista(twierdził, że smok wawelski to był dinozaur, skąd mu wyszło, że dinozaury żyły w tej samej epoce co ludzie). I co z tego??? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kolejny sposób żeby nauczyciela zabrać ucznom i skłonić do produkcji bezwartośœciowych papierów ...:-(

    OdpowiedzUsuń
  21. Pani dr hab. Krystyna Pawłowicz nie jest profesorem tytularnym a zatem nie otrzymała nominacji Prezydenta RP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jest doktorem, a nawet doktorem habilitowanym i to na najlepszej w tej dziedzinie uczelni w Polsce(uzyskała te stopnie na UW). I, powtarzam, co z tego? ;-)

      Usuń
  22. Pani dr hab. Krystyna Pawłowicz nie jest profesorem tytularnym a zatem nie otrzymała nominacji Prezydenta RP

    OdpowiedzUsuń

  23. Dzień Dobry
    Przyznam, iż z zainteresowaniem czytam wypowiedzi dyskusję na temat pomysłu związanego z awansem zawodowym nauczycieli. Jestem nauczycielem, nie mam doktoratu, natomiast w formie pytania zastanawiam się, na ile w skali kraju ten pomysł wpłynie na podniesienie poziomu pracy konkretnie szkoły, nauczyciela.(osobiście nie mam nic przeciwko, wręcz gratuluję osobom, które go uzyskały, gdyż jest to wielki wysiłek, tytuł świadczy o kompetencjach). Mam wrażenie, że wprowadzono wcześniej wiele zmian, które w planach wyglądały interesująco, na etapie wdrażania zostały „zniszczone”. Zastanawiam się jak będzie przy tym pomyśle. Pytanie o doktorat – tu też pytam, czego ma dotyczyć. Osobiście wyobrażam sobie nauczyciela na tym etapie, nauczyciela specjalistę, który na wysokim poziomie spełnia wymagania na bycie dobrym nauczycielem od kompetencji merytorycznych danego przedmiotu, poprzez kompetencje pedagogiczne, psychologiczne. Wszystko co potrzebne uczeniu – osobiście na to mam zgodę. Jeśli natomiast będę bronił doktoratu np. z zakresu botaniki /jestem biologiem/, na ile to świadczy o mnie jako nauczycielu, jako dobrym nauczycielu – tu mam wątpliwość. Na ile kompetencja uczelni jako gwaranta kompetencji pokaże moją jakość jako nauczyciela. W mojej subiektywnej ocenie, jeśli mówimy o nauczycielu specjaliście może warto stworzyć model dobrego nauczyciela, następnie zastanowić się jak realnie to zweryfikować, może wtedy doktorat w zakresie uczenia, dydaktyki ? Dla mnie nauczyciel specjalista to nauczyciel na wysokim poziomie obejmujący kilka obszarów kompetencji. Druga moja wątpliwość - moja to : w pewnym okresie, także zastanawiałem się nad doktoratem i….. zrezygnowałem, odpowiem dlaczego. Dokonałem klasyfikacji moich potrzeb i kompetencji, stwierdziłem, że jeśli zdecyduję się na doktorat, to moi uczniowie tracą 5-6 lat mnie brak, część energii przeznaczam na pracę naukową. Jak najbardziej super , tylko czy to jest niezbędne w szkole ? Niestety odniosę się do kształcenia na uczelniach pedagogicznych. Środowisko szkolne narzeka, na słabe przygotowanie pedagogiczne młodego nauczyciela, moje doświadczenie pokazuje potwierdzenie tego zjawiska w opinii nauczycieli, zwłaszcza tych, którzy mają 10 letni staż pracy i przyglądając się wstecz wskazują czego im brakowało, nieraz słyszę jestem dobrze przygotowany/na merytorycznie do nauczanego przedmiotu, natomiast pozostałe elementy słabiej . Może się mylę. Chcę jeszcze poruszyć wątek obecnego awansu, pozostawiam innym ocenę jaki on jest ? Natomiast pamiętam pewien przełom, iż wielu dobrych nauczycieli w momencie wejścia nowego modelu nie robiła awansu z prostej przyczyny, brak przełożenia na finanse, energię przeznaczam na pracę w szkole. Dopiero gratyfikacja finansowa zmobilizowała do pracy. Nie zawsze dobrzy nauczyciele w pierwszej kolejności dostąpili chwały awansu.
    Na koniec moich rozważań. Rozumiem, że łatwo się ocenia to co było lub co planujemy, jednak nie jest taki mój cel. Chciałbym tylko się zastanowić, czy to nie będzie następny „bubel”. Jeśli słyszę dobry specjalista nauczyciela to w mojej głowie uruchamiają się pewne myśli : nauczyciel poszukujący, otwarty na nowości, budujący relację z uczniem, tworzący środowisko edukacyjne, osiągający efekty, wrażliwy na budowanie zespołu uczącego w klasie. Może się mylę ? Zastanawiam się gdyby spytać uczniów co to dla nich dobry nauczyciel, myślę, że dostaniemy pełen profil. Nie mam patentu jak to „zweryfikować”, ale chciałbym mieć świadomości, iż jak dostanę taki tytuł to odpowiem.
    Z wyrazami szacunku

    OdpowiedzUsuń
  24. I dlatego powinie Pan "robić" doktorat na dobrym uniwersytecie pedagogicznym bo tak można połączyć biologię z dydaktyką
    z wypowiedzi wynika że już Pan dojrzał, szkoda zmarnować talent
    Pozdrawiam
    dr nauk humanistycznych nel szkolny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy - języka polska, to druga czy trzecia Twoja języka obca?

      Realista

      Usuń
    2. To już lepiej płacić za harcerskie stopnie instruktorskie - na pewno oznaczają lepsze niż doktorat kwalifikacje dydaktyczno-wychowawcze!!! ;-)

      Usuń
  25. Uważam, że to nie jest dobry pomysł, żeby nauczyciel był też naukowcem. Po pierwsze czas potrzebny na doktorat, to czas odebrany uczniom. Po drugie- w uprzywilejowanej sytuacji będą nauczyciele szkół w ośrodkach akademickich. "Ze wsi" daleko i drogo. Po trzecie ile podwyżki dostanie nauczyciel doktor? Z 25 letniej praktyki mogę przewidzieć, że skórka nie będzie warta wyprawki. Zamiast prowadzić pracę naukową lepiej nauczyć się czegoś, na czym można dorobić: piec torty, szyć, księgowości i in. Dodatkowa korzyść to mniejszy strach przed utratą pracy np. wskutek reformy, niżu, przeprowadzki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałem o tym,żeby nauczyciel prowadził pracę naukową. W rozwiniętych demokracjach najlepsi nauczyciele, kreatywni wdrażają własne innowacje dydaktyczne opisując ten proces i jego efekty metodami naukowymi.Wynikiem jest doktorat nie naukowy,ale zawodowy.

      Usuń
    2. Nie pisałem o tym,żeby nauczyciel prowadził pracę naukową. W rozwiniętych demokracjach najlepsi nauczyciele, kreatywni wdrażają własne innowacje dydaktyczne opisując ten proces i jego efekty metodami naukowymi.Wynikiem jest doktorat nie naukowy,ale zawodowy.

      Usuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie każdy nauczyciel z tytułem doktora to dobry nauczyciel. Mamy w szkole panią doktor, która dydaktycznie "leży", ostatnie co powinna robić to pracować w charakterze nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń
  28. Może warto odejść od zdobywania kolejnych tytułów uwielbianych w pedagogice/stopni awansu na rzecz sprawdzania/badania np. w formie wolontariatu w szkole predyspozycji do zawodu nauczyciela - między innymi umiejętności komunikacyjnych potencjalnego kandydata/studenta pedagogiki zanim z nędznie zdaną maturą zostanie przyjęty na uczelnię i bez problemów ją ukończy, zdobywając zawód nauczyciela...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy ma kłopot z rozróżnieniem pedagoga od nauczyciela. Z nędznie zdaną maturą przyjmują także na fizykę i chemię, historię i socjologię, itd.

      Usuń
  29. Nie pomogą doktoratu, gdy ktoś nie ma powołania do uczenia innych. Może być mądry magister i głupi doktor. Wprowadzenie stopnia dla stopnia.

    OdpowiedzUsuń
  30. Panie Profesorze - serdecznie dziękuję za ten głos. Może skończy się wreszcie tak często spotykane barbarzyństwo dyskryminacji doktorantów i osób z tytułami doktorskimi w systemie naszej edukacji.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.