wtorek, 8 marca 2016

Dyskurs edukacyjny po inwazji rozumu instrumentalnego

Jak to dobrze, że prof. Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, a zarazem jej współtwórca i Rektor – Robert Kwaśnica napisał i wydał kolejną rozprawę naukową z pedagogiki ogólnej, której tytuł został jeszcze dopełniony o podtytuł: “O potrzebie refleksyjności”.

Rzadko mamy okazję do spotkań i wspólnej rozmowy o kwestiach fundamentalnych dla pedagogiki jako nauki, którą najpierw dewastowano w okresie totalitaryzmu faszystowskiego a następnie radzieckiego, by nie móc wyjść z pozostałości homo sovieticus po dzień dzisiejszy, pomimo mającej miejsce transformacji ustrojowej i społeczno-kulturowej. Czytając tę rozprawę miałem wrażenie jakiegoś déjà vu, poczucie ponownego marginalizowania i deprecjonowania przez szeroko pojmowanych władców w makro- i mezopolityce szkolnej takich wartości jak humanizm, refleksyjność, demokracja, dialog, wolność czy różnorodność.

Od początku lat 90. XX w. angażowałem się w pedagogikę w wolności i demokracji, a nie pedagogikę o wolności i o demokracji, bo miałem świadomość tego, że im dłużej będziemy tkwić w minionej nadbudowie ideologicznej zmieniając jedynie bazę, tym trudniej będzie ją opuścić. To Robert Kwaśnica wykazywał w swoich wcześniejszych publikacjach na przełomie obu ustrojów i w pierwszej połowie lat 90., że uczynienie środkiem, narzędziem zmiany pedagogiki emancypacyjnej zredukuje ją do roli nauki instrumentalnej bez względu na szczytność celów i dobrych chęci.

Autor otwiera swoją ostatnią rozprawę prezentacją zdarzeń dyskursywnych, dla których wspólnym mianownikiem są rzekome, a postulowane przez różne podmioty, kompetencje miękkie. Dekonstruuje ich pozór w wypowiedziach i zachowaniach VIP-a (“Ważna Osoba” z MEN), b. prezesa PZU, zgromadzenia /konferencji rektorów i profesora neuronauk.

Troska R. Kwaśnicy o formę przekazu, a więc precyzyjne określenie merytorycznych granic dla poszczególnych podrozdziałów czyni z tej pracy narrację jako wstęp do rozmowy, jaką chce prowadzić z czytelnikami starając się nie naruszać ich indywidualnego prawa oraz potencjału do własnej recepcji myśli. Czytając nie da się uciekać myślami w bok, na margines, unikać skupienia na treści, gdyż natychmiast wypada się z toru myśli.

Mamy tu do czynienia z bardzo precyzyjnym przekazem treści, który jest prowadzony zgodnie z kołem hermeneutycznym. To rzadkość i ogromna wartość w naszym piśmiennictwie. Czytelnik może z każdą stroną książki nabrać słusznego przekonania o osobistym uczestniczeniu w wykładzie, który nie staje się normatywnie nachalną indoktrynacją, próbą zmuszenia czytelnika do koniecznego zaakceptowania autorskiego wywodu. Nic z tych rzeczy. To nie ten autor.

Robert Kwaśnica nie życzy sobie bezrefleksyjnej submisji czy konformizmu. Bezkrytycyzm jest słabością, która obraca się prędzej czy później przeciwko każdemu pedagogowi, bowiem wyrzuca go w sferę zdarzeń mających na celu także jego dehumanizację. To nie jest książka, którą opłaca się czy należy przeczytać, ale rozprawa (w tym drugim znaczeniu etymologicznym pojęcia) z bezmyślnością, prymitywizmem, którego nie usprawiedliwia i nie ukryje ani fakt bycia ministrem, dyrektorem, rektorem czy neuronaukowcem.

Za taki właśnie sposób wykładu cenię wrocławskiego pedagoga, bowiem przywraca wiarę w humanistykę jako naukę, dla której filozofia jest prymarnym źródłem wszystkich dyscyplin. Co ważne, Kwaśnica dekonstruuje niszczący wpływ rozumu instrumentalnego nie będąc przecież tu osamotnionym. Czyni to jednak w zupełnie innej stylistyce niż np. równie znakomicie rozprawiająca się z tym podejściem Teresa Hejnicka-Bezwińska.

Punktem wyjścia do krytyki tej inwazji, która jest na nasze nieszczęście coraz silniej zakorzeniona i skrywana przez sprawców dehumanizacji w ich języku i kulturowych wzorach myślenia jako obiektywna, naturalna, uniwersalna i bezwarunkowo oczywista, jest teoria działań racjonalnych Jürgena Habermasa. Zdaniem Kwaśnicy dzisiejsza kulturowa oczywistość degradowania porządku rozumienia i zamykania naszej rozmowy o edukacji w myślowym schemacie porządku czynu wywodzi się z klasycznej filozofii greckiej Platona i tradycji myślenia metafizycznego.

W toku dziejów mentalność instrumentalna była następstwem rewolucji przemysłowej, naukowo-technicznej, a wzmacniana absurdalną wiarą w nieograniczony postęp, nie tylko na użytek totalitarnych ustrojów, ale także podporządkowanych ideologii neoliberalnej ponowoczesnych społeczeństw. Trafnie wykazuje, że wiara i posłuszeństwo instrumentalnemu myśleniu o człowieku oraz w przeświadczenie sprawczej mocy działania opartego na wiedzy nauk pozytywistycznych z pominięciem egzystencjalnego wymiaru życia każdej osoby podtrzymuje zabobon PKB, kult nieograniczonego gospodarczego wzrostu i wszelkich działań władzy skupionej na ukrytym manipulowaniu społeczeństwem.

Nie ma to znaczenia, kim byli przywołani przez autora tej książki rozmówcy czy uczestnicy debat, gdyż są nimi także obecni ministrowie, rektorzy, dyrektorzy wielkich korporacji oraz przedstawiciele nauk empirycznych. Nic się bowiem nie zmieniło w naszym kraju, w mainstreamowej komunikacji władzy ze społeczeństwem lub osób z poczuciem władztwa wobec innych, gdyż przemiany kulturowe, mentalnościowe trwają latami. Jeśli proces socjalizacji, wychowania i kształcenia elit jest coraz silniej poddawany instrumentalizacji, parametryzacji, biurokratyzacji, to trudno się dziwić, że jakaś ich część godzi się na iluzje i ograniczenia osobistego życia, redukowanie go do oczekiwań rynku (wzrostu PKB), na postrzeganie oraz traktowanie go jednowymiarowo i przedkrytycznie czy wreszcie na przyzwalanie rządzącym na monologizowanie.

Książka Kwaśnicy podtrzymuje w naszym społeczeństwie i dobrze wykształconej jego części wartość komunikacji dialogicznej, warunkującej strukturalną zdolność wzajemnego rozumienia się prowadzących dyskusję osób bez presji przyjmowania innego punktu widzenia, rozumienia świata, ale przynajmniej utrzymania warunków godnego jego zrozumienia. Mamy tu do czynienia z pracą na rzecz humanizacji życia w warunkach neopragmatycznej cywilizacji, socjotechnicznego władztwa, urynkowienia ludzkiej egzystencji ze skrywanymi formami i mechanizmami zakłamywania ludzkiej świadomości czy akceptowania bezrefleksyjnego sposobu życia.

Autor opowiada się przeciwko odmowie “uznania refleksji humanizującej za ważną i mającą prawo do istnienia na własnych prawach.”(s. 102) Książka Kwaśnicy powinna stać się ważnym wkładem w konieczną zmianę paradygmatu kształcenia akademickiego nie tylko pedagogów, ale przedstawicieli wszystkich dyscyplin naukowych, by także przyszli medycy, inżynierowie, biolodzy, geografowie, fizycy czy historycy itd. doświadczyli w toku edukacji, na czym polega w dzisiejszym świecie wyłączanie humanum z dyskursu, czym skutkuje zgoda na zracjonalizowaną dehumanizację naszego myślenia oraz co można zrobić z irracjonalną wiedzą i działaniem opartym na instrumentalnym rozumie.

Jestem niezmiernie wdzięczny Autorowi za to, że po raz kolejny, mocniej, bardziej wyraziście przeciwstawia się wyniszczającym i degradującym życie zjawiskom kulturowym, które stają się usprawiedliwianą normą naszej codzienności jak: pustka, niedobór sensu i motywacji, poczucie winy, niezdolność do obdarzania innych zaufaniem i do empatycznych relacji z nimi. Po przeczytaniu tej książki zrozumiemy, dlaczego niektórzy są głusi na kwestie egzystencjalne, na humanistyczny wymiar edukacji jako warunek sine qua non jej wartości.

Kwaśnica jest kolejnym humanistą, który znakomicie demistyfikuje mit założycielski szkoły, iluzje pozornej zmiany oraz podwójne zakorzenienie krytyki tej instytucji w dyskursie edukacyjnym. Wcześniej dekonstruowali mity oświatowe m. in. profesorowie: Zbigniew Kwieciński, Maria Dudzikowa czy Lech Witkowski. W tej części swojej monografii wrocławski pedagog odsłania także własne spojrzenie na szkołę, jej racjonalne wymiary – zasady i cele kształcenia, scenariusze szkolnej codzienności, czyli program kształcenia, formy, metody i środki, które są wpisane w atrybuty racjonalności instrumentalnej. Wskazuje na paradoks separowania od siebie tego, (…) “czym szkoła w swej racjonalności, swym programie i działaniu rzeczywiście jest, od tego, co w związku z tym może dać, a więc – niezdolność rozumienia instytucjonalnego pochodzenia realizowanych przez szkołę celów (…) (s. 178).

Ogromnym walorem przywołanej tu publikacji jest to, że jest ona dostępna w pełnej wersji w repozytorium DSW. Polecam. Przeczytać warto a podjąć dyskusję z jej treścią - tym bardziej, o ile nie jest się ministrem edukacji, rektorem, dyrektorem PZU czy neuronaukowcem.

2 komentarze:

  1. Panie Profesorze!
    Raczej Pan przesadził z komplementami dla prof. Kwaśnicy.
    Widziałem go w Warszawie gdy prezentował swoją niezbyt oryginalną a na dodatek baaardzo niedopracowaną swoją koncepcję holistycznej szkoły całodniowej... ;-) I widać było zaperzonego doktrynera, na dodatek ponoszonego ambicjami, które nie pozawalały mu nawet na pytania odpowiadać, nie mówiąc o przyjmowaniu zastrzeżeń i wątpliwości ... :-( Pan też przy tym był ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy miesza ze sobą dwie sprawy, nie wiedzieć dlaczego. Recenzowana przeze mnie książka prof. Roberta Kwaśnicy nie ma bezpośredniego związku z zaprezentowaną przez tego Profesora koncepcją całodziennej szkoły. Byłem przy tym i wyraziłem swoją dezaprobatę dla tego pomysłu, co wcale jednak nie oznacza, że ma on wykluczać wszystkie inne prace tego Autora. Warto zwrócić uwagę, że jest to praca z pedagogiki ogólnej. Zdania nie zmieniam, bo anonimowy nie przedstawił nawet jednego rzeczowego argumentu. Może zatem znaleźć się jako kolejny przypadek do poszerzonego wznowienia niniejszego tytułu.

    OdpowiedzUsuń