piątek, 15 stycznia 2016

Gimnazja już nie znikną z naszego ustroju szkolnego

Dzisiejszy wpis jest odpowiedzią na jeden z wielu listów, jakie otrzymuję w sprawie projektowanej przez PiS likwidacji gimnazjów. Zaczną może od treści korespondencji:


Witam Panie Profesorze. Miałam przyjemność być Pana "uczennicą" w dobrych, dawnych czasach. Brzmi bajkowo, ale gdy wracamy do miłych wspomnień, to nasuwają się refleksje i tęsknoty do tego, co było bardzo miłe. Pozwoliłam sobie do Pana napisać, gdyż przeczytałam, że będzie Pan doradcą w sprawie tworzącego się "nowego pomysłu na polską oświatę". W swojej karierze zawodowej pracowałam w szkole podstawowej, a gdy nastał czas zmian w gimnazjum.

W gimnazjum pracowałam 10 lat. Obecnie pracuję jako pedagog w szkole podstawowej. Nikt, nas praktyków, pedagogów nie słuchał, że gimnazjum jest pomyłką. Przedstawicielka ministerstwa przekonywała nas o jedynej słusznej racji. Jestem przeciwna gimnazjom, ale w sumie, po analizie stwierdzam, że "obroniły" się i radzą sobie całkiem nieźle. Według mnie, uwzględniając obecny system wychowawczy (brak opieki w domu, internet, brak komunikacji bezpośredniej, brak ideałów) należałoby raczej wprowadzić ekspertów do szkół, którzy będą prowadzić zajęcia socjoterapeutyczne, podejmą działania względem rodziców itp.

To pozwoliłoby nie rujnować tego co zrobione, a pozwoliłoby zadbać o to, co jest na niskim poziomie. Ale z władzą się nie dyskutuje bo i też nie ma po co, kiedy został już obrany jedynie słuszny cel. W tym wypadku powrót do szkół ośmioletnich. Panie profesorze, jako pedagog, praktyk i obserwator obecnych zachowań uczniów i ich rodziców uważam, że szczególnie istotnym jest uwzględnienie w polityce oświatowej wprowadzenie do szkół terapeutów, socjoterapeutów, psychologów. Dydaktycy sobie poradzą , bo przecież mamy wykwalifikowaną kadrę i tu nie ma problemu.

Natomiast specjalistów, którzy mogliby pomóc w sferze wychowawczej jest zdecydowanie mniej. Dzieci wchodzą w okres dojrzewania i to właśnie im i ich rodzicom niezbędna jest pomoc. Czasami odnoszę wrażenie, że z dziećmi zdecydowanie szybciej można nawiązać kontakt i uzyskać zaplanowane efekty niż z ich rodzicami.

Panie profesorze być może wyrzuci Pan do kosza mój list i potraktuje, jak kolejne "trucie". Czułam jednak wewnętrzną potrzebę wyartykułowania tego, co istotne w sferze wychowawczej w dzisiejszej szkole. Jeśli uzna Pan, że warto się nad tymi kwestiami pochylić, to będzie mi bardzo miło.


Nie wyrzucam listów do kosza, chyba że są pełne nienawiści (hejtu), podłych insynuacji czy manipulacją. Warto przeciwstawić się nieprzemyślanej, a populistycznej propozycji likwidacji gimnazjów, która pojawiła się w ferworze przedwyborczej kampanii. Kiedy bowiem doszło do pierwszych, a stanowczych deklaracji o gotowości wdrożenia w życie obietnicy politycznej, nagle zaczęliśmy myśleć o całym systemie szkolnym, jego ustroju, strukturze, a także funkcjach poszczególnych typów szkół.

Moim zdaniem nie dojdzie do likwidacji gimnazjów, by powrócić do ośmioletniej szkoły podstawowej. Chyba, że rząd dostrzeże wariant czeski, który polega na tym, że uczniowie dziewięcioletniej szkoły podstawowej mogą już po ukończeniu piątej klasy przenieść się do gimnazjum (szkoły ponadpodstawowej oferującej wykształcenie ogólne). Mogą też przejść do gimnazjum po siódmej lub dziewiątej klasie. Tym samym mają czas na dojrzewanie do decyzji, czy są zainteresowani wykształceniem ogólnym, proakademickim, czy jednak wolą skorzystać z ofert jednego z typów szkół ponadpodstawowych o profilu zawodowym, artystycznym czy rzemieślniczym.

Uczenie się w czteroletnim gimnazjum (po 5 letniej szkole podstawowej) traktowane jest w Czechach jak uczęszczanie do szkoły średniej I stopnia, po której można kontynuować kształcenie ogólne w szkole średniej wyższego stopnia, jaką będzie albo edukacja w dwu-lub czteroletnim gimnazjum, albo w 3 lub 4-letniej średniej szkole zawodowej. Innymi słowy można uczęszczać do tzw. wieloletniego gimnazjum, w którym edukacja trwa 8 lat i kończy się maturą, albo uczyć się w dwu lub czteroletnim gimnazjum, po którym można przejść do średniej szkoły zawodowej (zasadniczej lub technicznej).

Pokazuję bardzo skrótowo zróżnicowany ustrojowo czeski system szkolny, by uwydatnić co najmniej dwie jego istotne cechy, a mianowicie: próg selekcyjny do szkoły średniej pierwszego lub drugiego stopnia może być opóźniany lub skracany adekwatnie do potencjału i aspiracji osób uczęszczających do szkoły podstawowej oraz mają oni w swoim ustroju aż trzy typy gimnazjów. Między każdym typem szkoły ma miejsce drożność wewnętrzna i zewnętrzna, tak więc uczniowie mogą zmieniać zarówno typ szkoły, jak i profil własnej edukacji z ogólnej na pro zawodową lub zawodową i odwrotnie.

Nie chodzi mi o naśladowanie rozwiązań naszych południowych sąsiadów. Proszę jednak zauważyć, że Czesi nie zmienili swojego systemu szkolnego pod wmawianą nowym państwom członkowskim w Unii Europejskiej rzekomą powinność dostosowania się do ustrojów szkolnych państw Europy Zachodniej. To tylko my musimy być bardziej święci od Papieża.

Nic dziwnego, że już protestuje wobec pomysłu wyeliminowania z systemu szkolnego gimnazjum Episkopat Polski, który jest zachwycony elitarnym poziomem kształcenia właśnie w katolickich gimnazjach. Likwidacja tego typu szkoły zrujnowałaby już rozwinięte tradycje, które mają swoje korzenie nie w reformie M. Handke, ale znacznie wcześniej. To właśnie niepubliczne, a wyznaniowe gimnazja zyskały na tym, że mogły wprowadzić i przywrócić do programów oraz metodyki kształcenia takie rozwiązania, które wpisują się w edukowanie przyszłych elit polskiego państwa. Dotyczy to także najlepszych publicznych gimnazjów w ośrodkach wielkomiejskich.

Gimnazjum nie powstało dopiero w 1999 r., w ramach reformy ustroju oświatowego wdrażanej pod kierunkiem ministra Mirosława Handke jako objawienie czegoś nowoczesnego. Pierwsze gimnazja powstawały prawie pięć wieków temu, W 1519 r. biskup J. Lubrański ufundował w Poznaniu gimnazjum akademickie, które stało się żywym ośrodkiem studiów humanistycznych. Od połowy XVI w. powstawały szkoły ariańskie oraz protestanckie (luterańskie, kalwińskie, braci czeskich), uzyskując często poziom akademicki (np. w 1535 r. powstało Elbląskie Gimnazjum Akademickie, w 1551 gimnazjum w Pińczowie, w 1558 Gdańskie Gimnazjum Akademickie, w 1568 Toruńskie Gimnazjum Akademickie).

W XVII w. dominującą rolę w zakresie szkolnictwa średniego uzyskały szkoły jezuickie, cechujące się bezpłatnością nauki, dbałością o budynki szkolne i ich wyposażenie w pomoce dydaktyczne oraz bardzo dobrym przygotowaniem nauczycieli. W tym okresie zaczęły także powstawać szkoły pijarskie, początkowo jako bezpłatne szkoły elementarne, a w drugiej połowie XVIII w. jako średnie o wysokim poziomie kształcenia. W wieku XVII i pierwszej połowie XVIII konserwatyzm szlachty, toczące się wojny, kasata zakonu jezuitów przez papieża Klemensa XIV, w tym zamknięcie licznych kolegiów i konwiktów jezuickich stworzyło przesłanki do przejęcia zadań oświatowych przez państwo i zapoczątkowania reformy szkolnej.



Gimnazjum jako typ szkoły akademickiej pojawiło się w 1932 r. w wyniku tzw. jędrzejewiczowskiej reformy ustrojowej oświaty polskiej, która ustaliła nową strukturę systemu szkolnego. To do niej też nawiązał b. minister edukacji M. Handke (rządy AWS), kiedy przekonywał Sejm o potrzebie zmiany ustroju szkolnego. Szerzej na temat gimnazjów w III RP piszę w innym miejscu, więc nie będę się tu powtarzał.



20 komentarzy:

  1. Może i nauczycielom podoba się gimnazjum, może podoba się pedagogom i wszelkiej maści ekspertom, ale jeśli kogoś zainteresowałoby jednak zdanie osób, które w gimnazjum musiały przetrwać jako uczniowie, zechcieliby spojrzeć na sprawę trochę inaczej. Pedagodzy nawołują do spojrzenia na sprawę od strony całego systemu. Trochę żal, że martwią się Państwo o system, a nie o dziecko (jak to przynajmniej ma miejsce w przypadku 6-latków).

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze! Gimnazjum przedwojenne z obecnym niczego wspólnego poza nazwą nie ma. W okresie międzywojennym już gimnazjum było szkołą elitarną dla kilku procent rocznika i ostrym procesem selekcji W TRAKCIE nauki. Wszelkie negatywne zachowania, które dziś są praktycznie normą, a na które mało kto zwraca uwagę, skutkowały wyrzuceniem z e szkoły podobnie jak niespełnienie z dowolnych powodów wymagań edukacyjnych. Edukacja gimnazjalna była wtedy pierwszą częścią średniego (wtedy b.elitarnego) wykształcenia. Szkoły/nauczyciele miały wtedy ogromną autonomię programową, a praca w szkole pozwalała np. mieć służącą czy wynająć mieszkanie (nie pokój!) w wielkim mieście. Dzisiejsze gimnazjum jest złe jako ELEMENT chorej struktury z dwoma zmianami szkoły... ;-) W innych krajach owszem SZKOŁA PODSTAWOWA potrafi być 9-letnia, ale to co innego ... ;-) Być może episkopat ma interes w utrzymaniu tych szkół w interesie "swojego" 1% uczniów, ale nie jest to interes polskiej edukacji i Polski!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. W interesie polskiej eukacji jest utrzymanie i udoskonalenie istniejącej struktury edukacyjej. Rewolucji nam nie potrzeba. Wzmocnijmy niektóre elementy takie jak np. autorytet i prestiż nauczyciela, wiecej narzędzi do dyscyplinowania uczniów i rodziców, większa odpowiedzialność rodziców za dzieci (prawna, finansowa, likwidacja egzaminów gimnazjalnych, wększa ilość specjalistów - pedagogów i psychologów, godne i motywujące wynagrodzenie ... i wiele innych drobnych zmian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani chybi to pisał nauczyciel, a jeszcze bardziej prawdopodobne dyrektor gimnazjum ... ;-)

      Usuń
  4. odwalcie się wreszcie od gimnazjów i zostawcie je w spokoju , niech się wypowiadają o nich nauczyciele którzy tam pracują - bo wszyscy się na wszystkim znają i dlatego jest bałagan .Ręce precz od gim .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rodziców dzieci zmuszonych do nauki w tej katastrofie edukacyjnej i samych dzieci nie liczysz? Gimnazja są przede wszystkim dla swojego personelu i tylko, a podatnik ma płacić... ;-) To twoja myśl???

      Usuń
  5. Jak ktoś wpadł na pomysł, żeby "zaburzać strukturę", "zmieniać system" i stworzyć potworka edukacyjnego, jakim jest gimnazjum, to jakoś nie było protestów. A teraz taka troska o "utrzymanie struktury"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak nikomu nie przeszkadzały ani u Handkego ani u Hallowej podstawy programowe i podręczniki tworzone na kolanie efektywnie w pół roku (Handke) czy 3 miesiące (Hall) ... ;-)

      Usuń
  6. Wszyscy mają tak dużo do powiedzenia na temat gimnazjów, sami znawcy. Ale może najpierw zastanówmy się, czy likwidacja gimnazjów i przeniesienie młodzieży gimnazjalnej do szkoły podstawowej nie wpłynie negatywnie na te szkoły i zmieni coś w życiu samych gimnazjalistów. Bo może się okazać, że zrujnujemy to co już stworzyliśmy ponosząc wielkie koszty, a nic to nie zmieni, a może nawet pogorszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny Panie Profesorze! Szanowni Przedmówcy!
    Czasami ręce opadają, jak się czyta te powtarzane niby argumenty przeciwników gimnazjów, głównie oparte na sentymentach do przeszłości. Ich likwidacja nic nie da. Musimy spojrzeć na edukację całościowo. Nie mamy problemu z liceami, ale z ilością uczniów kontynuujących naukę w szkołach z maturą. Teraz kształci się tam ponad 90% populacji - kiedyś maksymalnie 30 % i to jest powód spadku poziomu i powszechnego utyskiwania na uczelniach.Na marginesie - Uniwersytety Medycznie nie narzekają na poziom absolwentów gimnazjów i liceów. Ale do rzeczy - nie mamy problemu z gimnazjami i liceami, ale z kształceniem zawodowym. I tu trzeba działać - może na wzór niemiecki po 6-tej klasie podział uczniów w gimnazjum na dwie ścieżki kariery - zawodową i akademicką? Może przytoczony model czeski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli argumenty przeciw obecnej trójszczeblowej STRUKTURZE edukacji nazywasz pseudoargumentami to wykaż ich bezzasadność. Inaczej wygląda na to, że poza epitetami ŻADNYCH argumentów nie masz akurat ty. Co najwyżej przyziemne partykularne INTERESY ... ;-)

      Usuń
  8. A jakie to są argumenty? Cały czas słyszę: "licea się nie sprawdziły", "naukowcy na uczelniach narzekają na poziom studentów" - to gimnazjum winne? Wszyscy pamiętają wspaniałe chwile z dawnej podstawówki i to jest podstawa do dyskusji i podjęcia decyzji. Tak jakby szyld zmienił zachowanie i motywację uczniów. Nikt nie myśli o obecnych, w których podstawówkach, w których znajda się dwa dodatkowe roczniki i maluchy spotkają się po kilkunastu latach z nastolatkami. Nikt nie zastanawia się kto będzie uczył w szkołach wiejskich fizyki, chemii, biologii - jeden na gminę objazdowy nauczyciel?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że sobie wybrałeś takie argumenty i ich sformułowanie żeby odnieść łatwe "zwycięstwo". To się nazywa ustawianie sobie przeciwnika ... ;-) A co z immanentnymi wadami trójszczeblowej STRUKTURY .... ;-)

      Usuń
  9. Cytuję najczęściej używane argumenty przeciwników gimnazjów, którzy w ich likwidacji upatrują panaceum na wszystkie bolączki naszej oświaty. Reformując trzeba także widzieć prowincję - jednociągowe szkoły wiejskie, w których średnia to 10-12 osób w klasie. Gimnazja, z których podobno nauczyciele wyruszą wraz z uczniami do liceów w mieście odległym o kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów. I szkoły zawodowe pozbawione zaplecza i możliwości organizacji odpowiednich praktyk dla uczniów. Jak na razie stawiamy tylko na licea. A tak na marginesie reklamowane 8+4 w poprzednim systemie było zdominowane przez 8+3 , bo większość uczniów szła do szkól zawodowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nadal ustawiasz sobie przeciwnika dobierając słabe (!) argumenty przeciw STRUKTURZE edukacji (a nie gimnazjom jako takim!) wprowadzonej przez Handkego, po to żeby pokazać jak bardzo masz rację... ;-) Czyli na te POWAŻNE argumenty przekonującej odpowiedzi ci brak!!!

      Usuń
  10. Odwrócę sytuację - a jakież to poważne argumenty i badania przemawiają za strukturą 8+3 lub 8+4 ? Cały czas przewijają się te miałkie - nawet w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli MEN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleś ty cwany... ;-) Czyli nie masz argumentów za i SAM się do tego przyznajesz ... ;-)

      Usuń
  11. Wydaje się, że wszelkie dyskusje, prace zespołów itd. - nie mają sensu, bo pani minister w dzisiejszym wywiadzie dla radia ZE, jak zrozumiałem, deklaruje wolę likwidacji gimnazjów. Decyzję, taką lub inną - w co osobiście wątpię, ma zamiar ogłosić w czerwcu w Toruniu.

    OdpowiedzUsuń
  12. pewnie nie zlikwidują gimnazjów , bo episkopat itp, a czy wiecie , że nauka w zawodówce ucząca fryzjerów trwa dłużej niż nauka w liceum przygotowującym do studiów ?

    OdpowiedzUsuń
  13. To może wprowadźmy model z II RP? Zaoranie pola i powrót do struktur sprzed reformy, to taki "Indyk" Mrożka. Ale... przed wojną szkoła podstawowa, czyli tzw. "powszechniak" miała 6 klas. Przy czym była mała i duża matura. Ot co! Mamy dobre wzory w historii. I ta polska przedwojenna szkoła wychowała geniuszy na miarę Jana Pawła II i wielu jego rówieśników z pokolenia Kolumbów. Zatem można zostać przy gimnazjach, ale trzeba nadać im inną rangę - bynajmniej nie przejściówki między podstawówką, a szkołą średnią.

    OdpowiedzUsuń