niedziela, 20 grudnia 2015

Ochrona danych w pracy dyplomowej?

Podczas dyskusji w grupie nauczycieli akademickich pojawiły się wątpliwości dotyczącego tego, czy student może zamieścić w pracy dyplomowej nazwę placówki (instytucji), w której prowadził swoje badania. Czy jest to zasadne i właściwe z punktu widzenia ochrony danych, czy też należy z tego zrezygnować?

Moim zdaniem nie tylko może, ale i powinien. Badania terenowe w naukach społecznych nie mogą być na żadnym z etapów ich realizacji objęte jakąkolwiek cenzurą. Ukrywanie danych o terenie badań uniemożliwia ocenę nie tylko tego, czy badania rzeczywiście zostały przeprowadzone, ale także zweryfikowanie, w jakim stopniu badacz wykorzystał konieczne do analizy ilościowej i jakościowej zjawisk oświatowych źródła, które są konieczne do interpretacji uzyskanych danych. Natomiast nie wolno zamieszczać danych osobowych respondentów, a tym bardziej w aneksie rozprawy - kopii dokumentów bez zakrycia danych osobowych (imię i nazwisko, adres, dokument tożsamości itp.).

Prace dyplomowe, tak licencjackie, jak i magisterskie mają być dowodem opanowania przez studenta warsztatu badawczego, a ten musi być dla recenzenta przejrzysty i wiarygodny. Prowadzący diagnozę może uzgodnić z kierownictwem placówki, która stała się środowiskiem badawczym zakres jawności danych tylko w takim zakresie, w jakim wymagałoby to ich upublicznienia w planowanym do druku artykule naukowym. Prace dyplomowe nie są publikowane, a zatem nie ma powodu do obaw, że zawarte w nich dane zostaną wykorzystane przez kogokolwiek do pozapoznawczych celów.

Zachęcam studentów, by uzyskując zgodę np. dyrektora przedszkola czy szkoły na przeprowadzenie badań pedagogicznych zapytali, czy będzie zainteresowany uzyskanymi wynikami i ich interpretacją. Wówczas taka rozprawa mogłaby stanowić dla kadry placówki dodatkowe źródło wiedzy o zachodzących w niej procesach i ich ocenie z perspektywy współczesnej nauki o wychowaniu. Część studentów nie chce jednak zawierać takiego kontraktu w obawie, że ich badania mogą nie spełnić oczekiwań tak promotora, jak i kierownictwa placówki ze względu na ich zbyt słabe przygotowanie metodyczne do wysokiej jakości konceptualizacji projektu badawczego, jak i realizacji w terenie.

Pojawiają się też w naszym środowisku sygnały, że niektórzy studenci-dyplomanci nie przykładają się do własnych projektów badawczych, tylko je pozorują lub - co gorsza - "wymyślają", "kopiują" czy zakupują w funkcjonujących na rynku firmach, które oferują rzekomo jedynie pomoc w pisaniu pracy. Masowość kształcenia obniża jego jakość także w tym zakresie, sprzyjając podejmowaniu działań na skróty, fałszerstwom czy dyplomowym zakupom.

Tak więc powinniśmy egzekwować nie tylko ujawnienie w dysertacji pełnych danych na temat terenu badań, ale także sprawdzać, czy istotnie nasz student pojawił się we wskazanej w pracy dyplomowej placówce i przeprowadził w niej badania. Niestety, ale spadek zaufania do niektórych naukowców, którzy sami manipulowali danymi empirycznymi dla potrzeb politycznego czy grantowego pracodawcy rzutuje na marginalną, ale jednak niepokojącą demoralizację także wśród studiujących. Ryba zawsze psuje się od głowy.


14 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze,
    Podjął Pan problem bardzo ważny, a przy tym bardzo mnie interesujący. Chciałbym go jednak rozszerzyć poza prace dyplomowe. Pracuję nad obszerną monografią liceum pedagicznego, które kształciło nauczycieli dla jednej z mniejszości narodowych w Polsce (wiadomo, że działalność tych szkół zakończyła się w 1970 r.). W książce będą zamieszczone m.in. biografie nauczycieli i absolwentów. Respondenci przysyłając mi swoje dane byli świadomi, jak zostaną one wykorzystane, chociaż nie podpisywali specjalnej zgody na ich opublikowanie. Czy ja nie mam prawa publikować takich danych? Bez nich książka nie będzie miała wartości. Książka ta ma utrwalić, możliwie najwierniej, dzieje interesującej mnie placówki. Konsultowałem sprawę ze znanymi prawnikami i dziennikarzami. Wszyscy twierdzili, że wiele sformułowań w ustawie o ochronie danych osobowych jest nieprecyzyjnych i nie należy się takimi sprawami przejmować. Pańskie wyjaśnienie zasiało we mnie duży niepokój. Uważam, że problemy trzeba wyjaśniać, rozwiązywać, a nie ich unikać i dlatego zredagowałem ten post. .
    Mój znajomy, profesor historii, wydał w latach 2008 i 2009 książki zawierające biografie ludzi represjonowanych w okresie stalinizmu w powojennej Polsce, m.in. Ukraińców i –Warmiaków. Z tych publikacji zainteresowani lub ich krewni (gdy pierwsi nie żyją) dowiedzieli się o rzeczach, których wcześniej nie znali. Dane zawarte w książkach są bardzo starannie udokumentowane na podstawie materiałów archiwalnych. Jakoś dotychczas autor nie odwiedzal sądów.
    Podobno w mas mediach nie można publikować zdjęć indywidualnych, a nawet zbiorowych osób, które nie wyraziły na to zgody, a znalazły się na pierwszym, a nawet na drugim planie. W takim razie nie byłyby możliwe reportaże w TVP.
    Przepraszam za przydługi tekst i tak problem tylko zasygnalizowałem. Pan Profesor wywołał kapitalny problem, ale chyba nie jest możliwe jego pogłębione przedyskutowanie na tym forum. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś zechciał wyjaśnić, w dwustronnych kontaktach, sprawy, ktore podjąłem wyżej, albo podpowiedzieć mi, kto mógłby mi w tym pomóc. .
    Z pozdrowieniem
    Stefan Łaszyn

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podejmowałem tu kwestii badań historycznych czy biograficznych, które muszą bazować na źródłach i ich ujawnianiu. Pisałem o badaniach społecznych, współczesnych, jakie prowadzą nasi studenci w różnych typach instytucji edukacyjnych, oświatowych czy w środowiskach wychowawczych. Nie jestem zwolennikiem zamieniania tego typu prac w kroniki szkolne czy na album ze zdjęciami itp., gdyż - jeśli już jest to konieczne - wymagałoby metodologicznego uzasadnienia (np. temu służą metody badań wizualnych). Zdarzało mi się jednak w czasie akredytacji czytać prace licencjackie czy magisterskie, które musiałem oceniać pod kątem ich poprawności, a zawierające opisy przypadków z pełnymi danymi osobowymi. To jest moim zdaniem niedozwolone. Takie dane można przecież zaczernić, a operować w analizie indywidualnego przypadku tylko takimi danymi, które są niezbędne do opisu czy charakterystyki osoby bez możliwości jej identyfikowania. Badania pedagogiczne nie są przecież postępowaniem sądowym, wymagającym dokumentowania realnych danych i zdarzeń. W przypadku badań historycznych konieczne jest posługiwanie się pełnymi danymi biograficznymi ich bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam opracowania i podrozdziały dotyczące gromadzenia danych jakościowych T. Rapleya (2010), D. Jamielniaka (2012 t1,t2), M. Angrosino (2010), U. Flicka (2010) i wielu innych (w obcych językach) odnośnie, etyki gromadzenia danych terenowych w badaniach jakościowych i ich przechowywania i upubliczniania. Zamieszczanie dokumentów np. orzeczeń, opinii z PPP i innych dokumentów osobistych wymaga pisemnej zgody uczestników badań/opiekunów prawnych. W przypadku badań z udziałem dzieci, nieletnich konieczne są zgody pisemne rodziców lub opiekunów prawnych. Strukturę i szczegóły konstruowania formularzy zgody opisują m.in. T. Rapley, D. Jamielniak (red.). Pozdrawiam świątecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. To rzeczywiście ciekawy temat. Chciałbym też poznać bazy danych, z których korzystało wielu badaczy polskich przy pisaniu prac (także awansowych). Zdrowy rozum podpowiada, że często były one zbierane przez studentów do prac promocyjnych, a później wtórnie analizowane przez ich promotorów. Czy tak wolno? Czy autorzy prac końcowych kontrolowali rzetelność tych badań?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie korzystam z prac studentów do własnych badań. Najlepsze prace magisterskie moich studentów zostaly wydane jako monografie z adnotacją o ich statusie (www.boguslawsliwerski.pl). Mamy znakomitych - i co ważne uczciwych - młodych badaczy. Nie wszyscy są tacy.

      Usuń
    2. Można cytować prace studenckie z podaniem źródeł tak, jak cytujemy każdy inny rodzaj dzieła. Zdarzyło mi się czytać podobne prace magisterskie, sondaże diagnostyczne prowadzone przez jednego promotora. Nie można było mówić o plagiatach.

      Usuń
  5. Szanowny Panie Profesorze,
    Bardzo dziekuje za wyjasnienie. Jestem usatysfakcjonowany. Pierwsze i ostatnie zdanie w Pańskim tekście stanowią odpowiedź na moje pytanie. Ja rozumiem, ze wykroczylem poza tematykę Panskiego posta. Powtórzę, moja wątpliwość była tego rodzaju, czy po 45 i więcej latach od czasu zakończenie działalności szkoły można publikować biografie i personalne zdjęcia nauczycieli i absolwentów tej placówki. Materiały na ich temat pochodzą głównie od nich samych i częściowo z archiwum, chociaż przy samych biografiach to drugie źródło było wykorzystywane w małym zakresie. Jeżeli można to chciałbym prosić Pana Profesora o ewentualne wskazanie źródła, w którym zostało wyjaśnione stosowanie metod badań wizualnych w pedagogice, bo to zagadnienie nie jest mi bliskie.
    Jeżeli chodzi o wypowiedz Anonimowego20, wydaje mi się, że tutaj chodzi o granice moralne badań naukowych (tych nie przekraczam), natomiast mnie interesują normy prawne (Ustawa o ochronie danych osobowych). To są jednak trochę inne problemy. Nie jestem pewien, czy wymienione przez Anonimowego20 publikacje, a właściwie nazwiska autorów, mogą pomóc w wyjaśnieniu nurtującego mnie problemu. Niemniej, jeżeli Anonimowy20 mógłby mi podać „małą bibliografię” problemu, to byłbym wdzięczny. Mój adres e-mail: slaszyn@aol.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr Sztompka, Socjologia wizualna. Fotografia jako metoda badawcza.

      Usuń
  6. Może dodam, w odpowiedzi, że Anonimowy powinien raczej zwrócić się z prośbą do specjalistów historyków, zajmujących się biografistyką. Publikacje, które zostały przeze mnie polecone omawiają metodologiczne problemy gromadzenia danych z perspektyw etyki badań naukowych a nie polskich norm prawnych dotyczących publikacji wizerunków. Nie przychodzi mi zatem do głowy bibliografia historyczno-metodologiczna, ponieważ nie jestem historykiem. Może inni coś/kogoś podpowiedzą?



    OdpowiedzUsuń
  7. Panu Profesorowi bardzo dziękuję za tytuł publikacji. Zapoznałem się ze spisem treści książki autorstwa Piotra Sztompki. To z pewnością jest interesujące opracowanie. Gdy tylko będę miał taką możliwość, siegnę po nie.
    Z Anonimowym się zgadzam. Dziękuję za sugestie odnośnie odpowiednich źródeł.

    OdpowiedzUsuń
  8. POlecam:

    Szulakiewicz W., O uczących i uczonych. Szkice z pedeutologii historycznej, Toruń: Wydawnictwo Naukowe UMK 2014.

    Pożegnanie ze szkołą. Spojrzenie wstecz nauczyciela emeryta, wybór i opracowanie: Witold Chmielewski, Stanisław Mauersberg, Marian Walczak, Piotrków Trybunalski: Naukowe Wydawnictwo Piotrkowskie 2012.

    Zaangażowanie? Opór? Gra? Szkic do portretu nauczyciela w latach PRL-u, red. Romuald Grzybowski, Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek 2013

    Felchner A., Majchrzyk-Mikuła J., Matuszak T., Piasta A., Z dziejów piotrkowskiej oświaty (od czasów Księstwa Warszawskiego do wybuchu II wojny światowej). Wybór dokumentów, Piotrków Trybunalski : Naukowe Wydawnictwo Piotrkowskie 2011.

    Kryńska E.J., Skazane za patriotyzm. „Druga konspiracja” na Białostocczyźnie 1945-1956, Białystok: Trans Humana 2012

    Dziedzictwo myśli pedagogicznej Edmunda Bojanowskiego we współczesnej edukacji w Polsce i na świecie, red. s. Maria Loyola Opiela, Lublin: Wydawnictwo KUL 2014

    Banks M., Materiały wizualne w badaniach jakościowych, tłum. Paweł Tomanek, WN PWN, Warszawa 2009

    Garfinkel H., Studia z etnometodologii, tłum. Alina Szulżycka, WN PWN Warszawa, 2007

    Lalak D., Życie jako biografia . Podejście biograficzne w perspektywie pedagogicznej, Warszawa: Wydawnictwo Akademickie „Żak” 2010

    Nalaskowski A., Przestrzenie i miejsca szkoły, Impuls, Kraków 2002

    Ricoeur P., Pamięć, historia, zapomnienie, przeł. Janusz Margański, Kraków: Universitas 2006.

    Yin R.K., Studium przypadku w badaniach naukowych. Projektowanie i metody, tłum. Joanna Gilewicz, Kraków: Wydawnictwo UJ 2015

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie Profesorze,
    Jestem wzruszony Pańskim gestem. Listę tych lektur traktuję, jako miły prezent pod choinkę. Wszystko zapisałem i przy najlbliższej okazji sięgnę po te książki. Mam własne kryterium oceny nauczyciela. Prawdziwego nauczyciela poznaję po tym, że stara się bezinteresownie stymulować rozwój innych ludzi i cieszy się, gdy dostrzega pozytywne efekty w tym zakresie.
    Ośmielam się mieć jeszcze jedną prośbę. Czy ukazały się jakieś materiały na temat łódzkiej uniwersyteckiej pedagogiki? Jeżeli chodzi o wykładowców, to szczególnie zainteresowany jestem postacią prof. Karola Kotłowskiego od którego doznałem wiele serdeczności, chociaż pracę magisterską przygotowałem z dydaktyki. Z łódzkich pedagogów najdokładniej oświetlona została postać prof. Aleksandra Kamińskiego. Mam na myśli książkę pt. Bogactwo życia i twórczości Aleksandra Kamińskiego. Pod red. I. Lepalczyk i W. Cieczkowskiego, Toruń 1999, Wydaw. Adam Marszałek.
    Stefan Łaszyn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie, w książka:
      Idee pedagogiki filozoficznej. Pedagogika filozoficzna I, red. Sławomir Sztobryn i Bogusław Śliwerski, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2003 - jest poświęcona Karolowi Kotłowskiemu.
      Kamińskiemu poświęcona jest cała seria wydań pokonferencyjnych pod red. Ewy Marynowicz-Hetki.

      Usuń
  10. Panie Profesorze, jeszcze raz wielkie dzieki. Obowiazkowo dotrę do tych materiałów.
    Stefan Łaszyn

    OdpowiedzUsuń