niedziela, 27 grudnia 2015

Minister Gowin jednak podpisał nowy wykaz punktowanych czasopism


Na gwiazdkę - bo 23 grudnia 2015 r. - środowisko akademickie otrzymało częściowo znowelizowane wykazy punktowanych czasopism naukowych na rok 2015. Jak pisałem kilka miesięcy temu, zmianę punktacji zawdzięczamy włączeniu do dotychczasowej procedury dodatkowo jakościowej analizy i oceny czasopism. Nareszcie uwzględniono nie tylko te dane, które zostały zawarte przez wydawców w formularzach stworzonej na zlecenie resortu bazy czasopism (Index Copernicus), ale także uwzględniono ocenę 500 ekspertów z Polskiej Akademii Nauk. Otrzymali oni wykaz zarejestrowanych w bazie periodyków i przez miesiąc mieli za zadanie zapoznać się z ich treścią, by dokonać ich oceny zw względu na ich rzeczywiste znaczenie w nauce.

Niestety, wciąż funkcjonujemy w środowisku, którego część wydawców nie przestrzega norm społeczno-etycznych wprowadzając do formularzy rejestracyjnych czy aktualizujących dane, które rozmijają się z prawdą. Do czasopism pedagogicznych wydawcy zgłosili aż 180 tytułów. Część z nich liczyła na to, że można "wcisnąć każdy kit", byle tylko otrzymać pożądaną przez nich liczbę punktów. To zdumiewające, że wszystko, co niektórym redaktorom periodyków skojarzyło się z edukacją, zostało przez nich zgłoszone jako czasopismo pedagogiczne.

To oczywiste, że chcieli w ten sposób uniknąć merytorycznej konkurencji z pismami z nauk technicznych, przyrodniczych czy nawet medycznych. Są w tych wykazach pisma, których redakcje istnieją zaledwie od kilku lat, ale bez uzyskania praw własności do czasopism z okresu międzywojennego, przechwyciły tytuł, by formalnie móc napisać o tym, od jak dawna wychodzi ich pismo i jak służy historii czy tradycji. Nie raczyli jednak już poinformować, że nazwiska autorów artykułów mają częściowo prawdziwe afiliacje (ukrywa się bowiem drugie zatrudnienie w szkole wydającej pismo, by wykazać rzekomo obcych, a więc spoza niej autorów).

Są też czasopisma, wśród których mamy do czynienia z naukopodobną mieszanką, bowiem w tytule periodyku znajduje się termin związany z edukacją (szkołą, przedmiotem kształcenia, środowiskiem socjalizacji itp.), ale z pedagogiki znajdziemy w nim jeden lub dwa artykuły, najczęściej o bardzo niskim poziomie. Podobnie jest z rzekomo zewnętrznymi wobec wydawnictwa recenzentami.

Tak więc w nowej kadencji komitetów naukowych komisje ds. oceny czasopism naukowych powinny przygotować dla ministerialnego zespołu oceniającego dane o czasopismach, które należałoby skreślić z tych wykazów, a ich redaktorzy - jeśli są powiązani ze szkolnictwem wyższym - powinni zostać skierowani do Komisji Etyki za poświadczanie nieprawdy.

Niestety, ale poziom demoralizacji nie jest tylko polską specjalnością w tym przypadku, ale występuje we wszystkich krajach, w których ocena parametryczna czasopism, jednostek naukowych itp. ma decydować o określonych przywilejach. Czy to Niemcy, Austria, USA czy Słowacja w każdym z tych państw narzeka się na powstawanie tzw. "spółdzielni" (kto, komu i za co będzie publikował artykuły nawet nie spełniające naukowych kryteriów) lub fikcyjnych wydawnictw.


Tymczasem Komunikat resortu brzmi:

Czasopisma po raz kolejny podzielone zostały na trzy części. W części A znalazło się 11 tys. 114 czasopism naukowych, które posiadają współczynnik wpływu Impact Factor (IF) i wpisane zostały do bazy Journal Citation Reports. Aż 50 punktów można otrzymać za opublikowanie artykułu w wybranych pismach.

Część B to wykaz czasopism, które nie posiadają współczynnika IF. Lista zawiera 2 tys.212 tytułów. Najwyższa liczba punktów za publikację w periodyku z listy wynosi 15 p.

Ostatnią częścią tegorocznej listy czasopism jest lista C stworzona dla badań humanistycznych. Zawiera ona 4 tys.111 czasopism naukowych, które zostały uwzględnione w bazie European Reference Index for the Humanities (ERIH). Za ukazanie się artykułu w jednym z nich jego autor może otrzymać 25 p.


Nie pozostaje nic innego, jak zachęcić naukowców do czytania i publikowania artykułów w czasopismach zarówno punktowanych, jak i spoza w/w wykazów MNiSW. O upowszechnianie dokonań naukowych chodzi, a nie o to, gdzie są one opublikowane. Komu zależy na dotarciu do poszukiwanych treści czy danych i tak je znajdzie, jeśli dysponuje odpowiednim przygotowaniem metodologicznym.

4 komentarze:

  1. 17 tysięcy czasopism naukowych w Polsce?

    Gdyby średnio miały po 2000 nakładu, to każdy Polak (łącznie z niemowlętami, sklerotycznymi starcami i pijakami spod wiejskiego sklepu) powinien czytać jedno z nich.

    Wypada po około 20 czasopism na jednego profesora (wg. Polon jest w Polsce 792 profesorów) i jedno pismo na trzech doktorów (wg Polon jest ich 48,329)

    Doprawdy, nauka w Naszym Kraju kwitnie, a intelektualizm jest masowy i obecny pod wszystkimi strzechami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Xawer z 27 grudnia, g. 19:12,

      Osób posiadających tytuł naukowy profesora w Polsce jest dokładnie 12 tysięcy, a jeżeli uwzględnimy także samodzielnych pracowników naukowych, którzy pełnią stanowisko służbowe profesora, to łącznie owa wspólnota profesorów RP, liczy sobie 23,5 tys. osób.Warto tutaj podkreślić, iż stopniowo wzrasta, co jest godne uznania i odnotowania.

      Usuń
  2. Warto wiedzieć o czym się pisze - to nie jest lista POLSKICH czasopism ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie zwrócono mi uwagę, że to lista ogólnoświatowa.
      Nawet jednak w skali całego świata 17,000 czasopism naukowych to chyba więcej, niż lista gazetek powiatowych typu "Głos Małkini".

      A że nauka jest globalna, to już widzę tych naukowców, którzy choćby przeglądają spisy treści (nie mówiąc nawet o przeczytaniu abstraktów) w co dziesiątym z nich, nawet zawężając to pism dotyczących ich dziedziny...

      Śmiem twierdzić, że w całej światowej nauce nie powstaje 17,000 wartościowych prac rocznie - tych wartych lektury nie starczyłoby nawet na jeden artykuł w każdym z tych pism.

      Usuń