wtorek, 22 grudnia 2015

"Człowiek wypluty jakiś i pusty się zrobił"

Można cytować Juliusza Słowackiego ("Smutno mi Boże"), kiedy spogląda się na to, jak m.in. politycy dewastują polską edukację, szkolnictwo wyższe i naukę. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak często czyjeś kompleksy, aspiracje, prywatne interesy czy potrzeba zemsty na kimś wpisują się w nowelizowane prawo i sposób jego uchwalania. Takich decydentów nie interesują niczyje straty, czyjekolwiek doznania, bo przecież tam, gdzie drwa rąbią, muszą wióry lecieć. Tylko czy nasze dzieci, uczniowie, studenci, doktoranci itd. rzeczywiście są wiórami? Czy obojętne jest to, z kim przeprowadzi się projektowaną zmianę twierdząc, że jest wielkim dobrodziejstwem?

Zaglądam na forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, by zobaczyć, jak reagują nauczyciele na zapowiedziane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmiany, i czytam wpisy, które - choć rzadkie (zapewne ze strachu przed możliwymi konsekwencjami) - potwierdzają zasady postępowania władzy autorytarnej, bezwzględnie lekceważącej środowisko nauczycielskie. MEN lekceważył w poprzednich latach rodziców - to oczywiste i nie wymaga już żadnego uzasadnienia. Kiedy u władzy był AWS przećwiczono lekceważenie nauczycieli, ale związkowcy załatwiwszy sobie, swoim funkcjonariuszom przyspieszoną ścieżkę awansu, sprzedali za te "srebrniki" pozostałą część nauczycielstwa.

Dzisiaj, w przedświątecznym klimacie, życzę politykom, którzy są u władzy, trochę więcej pokory wobec nauczycieli od przedszkoli po uniwersytety i więcej szacunku do ich pracy, bo tylko dzięki niej jeszcze instytucje edukacyjne działają mimo czy często wbrew odgórnie wdrażanym prawom. Warto zastanowić się, a może i głęboko się pomodlić, by odpowiedzieć sobie na pytanie, dokąd zmierzamy? Czy rzeczywiście nauczyciele są jak żarówki, które można wymienić, skoro są już wypaleni i nie mają ochoty poddawać się kolejnym, a irracjonalnym zmianom? Czy dzieci i młodzież rzeczywiście muszą być środkiem do realizacji interesów, które są sprzeczne nie tylko z uwarunkowaniami ich rozwoju, ale i współczesną psychologią rozwojową oraz z dydaktyką?

Po raz kolejny okazuje się, że ci, co pracowali dużo, a w każdym razie więcej od innych, z największym poświęceniem i zaangażowaniem, dzisiaj stają się przedstawicielami "ciemnej strony mocy". Zdaje się, że komuś zawierzyli sens własnej pracy. Mieli sukcesy, satysfakcję, która była pochodną zaangażowania czy sukcesów także ich podopiecznych, uczniów, studentów, młodych naukowców. To się nie liczy? Nie. Dzisiaj, ci, którzy w minionym okresie unikali pracy, zaangażowania, aktywności nagle dostrzegli szansę w wykluczeniu dotychczasowych mistrzów z centrum przejmując ich funkcje dla rzekomej troski o zmianę.

Oto, co piszą nauczyciele:

"Mam taki zwyczaj, w poniedziałki od południa, przeznaczać czas na przemyślenia, planowanie strategiczne, tworzenie wizji i projektów na bliższą i dalszą przyszłość.

Od paru tygodni mam więcej czasu w poniedziałki.

Co tu planować?

Jakie wizje tworzyć?

Jakie przemyślenia?

Ilu nauczycieli znajdzie pracę a ilu nie?

Co stanie się z majątkiem wypracowanym przez lata?

Jaki sens ma tworzenie planów, pisanie projektów, szukanie środków…?

Człowiek wypluty jakiś i pusty się zrobił. Jeśli ktoś chciał zniszczyć nasz zapał i motywację, nasze zaangażowanie i twórcze podejście, to mu się udało.

Jeśli nie miał tego zamiaru, to niech wie, że to się stało.
Gimnazja już się wygaszają. W naszych głowach – a to jest najgorsze.
I żadnym pocieszeniem nie jest dla mnie fakt, że się bronimy, że walczymy jeszcze.
Kurczę! Taka mnie od poniedziałku dopadła chandra…

Wygaszany dyrektor żywego jeszcze gimnazjum."



(Fot. Praca dyplomowa Moniki Zalewskiej z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie)




7 komentarzy:

  1. Dokładnie tak jest, bo prawie wszyscy nauczyciele gimnazjów nie widzą sensu w zapowiadanej rewolucji. Nikt ich nie pytał, gdy byli przenoszeni do gimnazjów, a teraz też generalnie ponownie czują się lekceważeni, a ich uczniowie często są obrażani. Eufemizm - wygaszanie, a nie likwidacja tylko pogłębia frustrację.

    OdpowiedzUsuń
  2. „Opowieść Wigilijna” Dawno, dawno temu (16 lat) „Ci, co pracowali dużo, a w każdym razie więcej od innych, z największym poświęceniem i zaangażowaniem, dzisiaj stają się przedstawicielami "ciemnej strony mocy". Zdaje się, że komuś zawierzyli sens własnej pracy. Mieli sukcesy, satysfakcję, która była pochodną zaangażowania czy sukcesów także ich podopiecznych, uczniów, studentów, młodych naukowców. To się nie liczy?. „Dzisiaj, ci, którzy w minionym okresie unikali pracy, zaangażowania, aktywności nagle dostrzegli szansę w wykluczeniu dotychczasowych mistrzów z centrum przejmując ich funkcje dla rzekomej troski o zmianę.” Potem nastały czasy „stowarzyszeń” ( dyrektorów) walczących jak „stachanowcy” o podniesienie wyimaginowanych norm, wyznaczające standardy pracy Nauczycieli, tworzące miliony procedur i zarządzeń nijak mających się do pracy w prawdziwej szkole. Tak zaginął w tym szaleństwie bezproduktywnego przejadania środków unijnych Uczeń i Mistrz Nauczyciel.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwróćmy uwagę, że Autorem zamieszczonego wyznania jest osoba na stanowisku dyrektora gimnazjum. Nauczyciele gimnazjalni będą przecież uczyć nadal, te same dzieci, tylko szkoła będzie miała inną nazwę. Jaki to powód do smutku?

    OdpowiedzUsuń
  4. dyrektor gimnazjum może i będzie na tym stołku po nowym konkursie i powołaniu, ale zapał zniknie, bo zamiast ulepszać będzie przenosił meble, zakładał wykładziny i na nowo bazę dydaktyczną organizował, zamiast tworzyć i realizować wizje.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ogromne uproszczenie - że tylko dyrektorzy gimnazjów martwią się pomysłem MEN. Wielu nauczycieli ma podobne, a nawet gorsze nastroje, ponieważ bezrefleksyjnie chce się zniszczyć coś, nad czym ciężko pracowali przez 16 lat. I teraz, gdy słyszą te kontrowersyjne uzasadnienia potrzeby likwidacji gimnazjów, czują się jak klocki, które ktoś przekłada według własnego "widzimisię". A chyba nikt nie może wierzyć, że ta zmiana to jedynie zmiana nazwy szkoły...

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie gimnazja jako takie są złe! Zła jest struktura(!) 6+3+3, której ELEMENT stanowią! Dlatego nie da się z nimi NIC zrobić poza likwidacją i powrotem do struktury dwustopniowej. Jedyny realny problem, to jaka nowa struktura ma być i jak do niej dojść... ;-) Skądinąd nic dziwnego, że ludzie jak mogą bronią swoich stołków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś nowe badania były, że nic o tym nie wiedziałem? Skąd taka teza? Gdzie znajdę dowód, ze struktura 6+3+3 jest "be" a struktura dwustopniowa "cacy"?

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.