poniedziałek, 23 listopada 2015

Złe praktyki akademickie


Coraz częściej profesorowie pedagogiki kierują do mnie zapytanie, jak to jest możliwe, że znaleźli się w wykazie członków Komitetu Naukowego czy Komitetu Honorowego konferencji, którą organizuje wyższa szkoła prywatna czy państwowa, a nieposiadająca akademickiego statusu. Nie niepokoi ich typ tych szkół, tylko to, w jaki sposób organizatorzy manipulują treścią komunikatu o organizowanej konferencji.

Uprzejmie informuję, że jest to jedna z najbardziej prymitywnych form manipulacji, z jaką także spotykam się od szeregu lat ze strony przedstawicieli niektórych szkół prywatnych i państwowych usiłujących zapewnić sobie wzmocnienie własnego statusu kosztem znaczących w kraju profesorów. Niech by tak było, ale nie bez ich uprzedniej wiedzy. Rozsyłanie przez władze takich szkół komunikatów o organizowanej konferencji świadczy o braku kultury akademickiej, jeśli posługują się czyimś nazwiskiem i tytułem bez uprzedniego uzyskania zgody tej osoby. Równie dobrze mogliby wziąć wykaz wszystkich profesorów czy doktorów habilitowanych i wpisać ich nazwiska do tzw. komitetu naukowego konferencji, by następnie rozesłać im zapytanie, czy nie zaszczyciliby ich debatę swoją obecnością.

Przykład:

Dziekan Wyższej Szkoły Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie k. Otwocka rozesłała właśnie Komunikat o takim charakterze, a ja mogłem tylko przecierać oczy ze zdumienia, że przewiduje w tym Komitecie aż 54 samodzielnych pracowników naukowych z kraju i zagranicy, w tym słowackiego autoplagiatora z Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberoku oraz osoby, które wolały uzyskać docentury na Słowacji, mimo że mogłyby - gdyby tylko spełniały naukowe kryteria - habilitować się w kraju. Tak więc, grzecznie podziękowałem za to zaproszenie.

Skoro tytuł konferencji zaczyna się od hasła "Dobre praktyki w edukacji a jakość kształcenia... " , to proponuję, by organizator tej konferencji zaczął najpierw od siebie.

Od nowego roku kalendarzowego Komitet Nauk Pedagogicznych zmieni kryteria przyznawania patronatu konferencjom naukowym, jakie będą organizowane w naszym kraju przez różne jednostki akademickie. Prosili o to w czasie ostatniego posiedzenia jego członkowie, bowiem coraz częściej spotykamy się z informacjami o konferencjach, w których ważniejszy jest skład komitetu honorowego i naukowego czy organizacyjnego konferencji, niż jej treść i dobór uczestników. Komitet naukowy konferencji odpowiada za jej jakość programową, a to oznacza, że nie jest bez znaczenia problematyka debaty oraz to, kto będzie ją reprezentował.

Niestety, tego typu złe praktyki konferencyjne mają miejsce także w wyniku patologicznej już punktozy oraz kryteriów oceny osiągnięć naukowych pracowników akademickich ubiegających się o awans naukowy czy miejsce pracy. Następuje swoistego rodzaju "szał" zapisywania się do komitetów naukowych, byle tylko można było w swoim cv czy autoreferacie odnotować udział w tylu a tylu komitetach konferencyjnych. Moi drodzy nauczyciele akademiccy - nie idźcie tą drogą. Lepiej nie mieć ani jednego udziału, ale za to znaczący dorobek naukowy, niż udział w 15 radach czy komitetach naukowych przy marnych publikacjach.

To już lepiej sami organizujcie konferencje, planujcie sensowne debaty, potrzebne nie do jakiegoś sprawozdania, ale do rzeczywistego omówienia wyników badań naukowych osób o tych samych czy zbliżonych zainteresowaniach i kompetencjach badawczych. W przeciwnym razie kreujecie tak, jak księgowi w kiepskich firmach, fikcję, podtrzymujecie pozór, który w pierwszej kolejności szkodzi nie tylko wam, ale i naukom o wychowaniu. Jesteście bowiem na ustach komentatorów, którzy stali się odbiorcami niskiej kultury komunikatów konferencyjnych.

Nie ośmieszajcie także własnych instytutów, katedr czy wydziałów komunikując potencjalnym uczestnikom konferencji, seminarium czy kongresu, że mogą nie przyjechać na konferencję, mogą nie zgłosić referatu, ale niech będą spokojni, bo i tak im go opublikujecie, jeśli wpłacą 200 zł na konto uczelni. To jest jeden z wskaźników braku akademickiej kultury i ośmieszania instytucji, którą się w ten sposób źle "reprezentuje".


7 komentarzy:

  1. Panie Profesorze, a gdyby tak ograniczyć liczbę wyższych szkół prywatnych np. do 50-70. Tylko, czy byłaby wola polityczna, która tu jest kluczowa, dla takiego radykalnego posunięcia? I jak na taką propozycję by zareagowało MNiSW? Fakt, niektórzy by po prostu, używając dosadnego języka, zawyli. Chodzi mi przede wszystkim o beneficjentów prywatnych szkół wyższych, w których się okopali, jak w warownych twierdzach. Ale może takie radykalne cięcie odwróciłoby obecne negatywne tendencje. Wiem, to w jakimś sensie szlachetna utopia. Ale gdyby ją wcielić w życie, to sądzę, że radykalnie by to uzdrowiło polskie szkolnictwo wyższe. Przede wszystkim jeżeli chodzi o jej poziom. I jeszcze jedna sprawa, absolutnie kluczowa - powrót egzaminów wstępnych, łącznie z ustnymi i rozmową kwalifikacyjną. Oczywiście na pedagogikę także. Już sami studenci o tym rozwiązaniu mówią. W rozmowach ze mną (i nie tylko ze mną) niektórzy twierdzą, że widzą wśród swoich rówieśników osoby, które poziomem kulturowym i intelektualnym nie kwalifikują się by być studentami, a niestety – są. Prof. Kwieciński już parę lat temu twierdził, że "nawet najbardziej zaangażowana kadra naukowo-dydaktyczna nie poradzi sobie z ludźmi, którzy nigdy nie powinni się znaleźć na studiach". Taki typ studenta to prawdziwy dramat polskiego szkolnictwa wyższego. Kierunki pedagogiczne w wielu prywatnych szkołach wyższych, ale i państwowych, są niestety tego doskonałym przykładem. Coś musi się zmienić. Tylko, czy obecny minister coś pozytywnego w tym zakresie zrobi? To nie jesienna pogoda sprawia, że wpadam w przygnębienie, gdy myślę o przyszłości nauk społecznych i pedagogiki. Bo jeżeli postawi się jednoznacznie, tak jak w Japonii, tylko na technologie, to nas jako humanistów, pedagogów – po prostu nie ma. A gdy nas w przestrzeni publicznej zabraknie, to negatywne skutki tego stanu będą nie do ogarnięcia. Zresztą to się już w określonym zakresie dokonuje. Tyle tylko, że niewielka część społeczeństwa to wyraźnie dostrzega, reszta dryfuje w medialnej papce żyjąc z dnia na dzień, bez jakiejkolwiek refleksji. Niestety, część pedagogów akademickich także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak czytam taki tekst "Przede wszystkim jeżeli chodzi o jej poziom. I jeszcze jedna sprawa, absolutnie kluczowa - powrót egzaminów wstępnych, łącznie z ustnymi i rozmową kwalifikacyjną" ogarnia mnie pusty śmiech. Jakim cudem Ci studenci przechodzą 1-szy semestr? Jeżeli są tacy słabi powinni odpaść. Ale jest drugi koniec - przecież musi być praca dla swoich naukowców. Więc proszę nie zwalać winy na słabych studentów, a tylko na pazerność uczelni. (a najlepszy jest student zaoczny :)

      Usuń
  2. Patologie są również na publicznych uczelniach. Wielu tam "Słowaków" i kombinatorów

    OdpowiedzUsuń
  3. I znowu ten chory podział na Uczelnie państwowe ( synonim słowa dobre) i niepaństwowe ( synonim słowa złe lub podejrzane0. To jedna ze spraw, o która walczę prawie całe zawodowe życie ( jak o zmianę w kształceniu nauczycieli) i jest to walka przegrana. Nie chce robić przykrości niektórym moim Koleżankom i Kolegom i nie podam tutaj przykładów żenująco słabych konferencji organizowanych przez państwowe, uznane i przypisujące sobie prestiż Uczelnie. Tam też w składach Komitetów Naukowych byli Profesorowie - członkowie KNP. Niestety, fizycznie nie brali udziału ( to dość powszechna praktyka) w tych konferencjach. a nawet jak brali to czasami ich wystąpienia budziły zdumienie- także wśród młodych badaczy. Świat nie jest czarno- biały. Uczelnie są różne- lepsze , gorsze i znakomite.Te państwowe i te niepaństwowe. Płatnik nie ma tutaj żadnego znaczenia. Profesorowie są różni: znakomici, mądrzy i tacy, którzy od dawna już niczego nie przeczytali i nie napisali albo czytają " bez zrozumienia".I dotyczy to wszystkich Profesorów- obecność w jakichkolwiek gremiach, radach, komitetach nie załatwia sprawy, nie jest automatycznie wskaźnikiem poziomu, wiedzy, kompetencji badawczych czy zwykłej, ludzkiej mądrości. Wiedzą o tym czytelnicy naukowych książek, wiedzą o tym studenci, wiemy też o tym my wszyscy- nasze środowisko akademickie. Nie załamujmy rąk nad niepaństwowymi szkołami. Przyjrzyjmy się czasem sobie i naszym miejscom. I zmieniajmy je na lepsze. Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
  4. Płatnik ma tu znacznie. Są uczelnie prywatne solidne i godne zaufania, to prawda, ale jest sporo takich, które nie płacą pensji pracownikom lub zalegają z wypłatą godzin zleconych. Uczelni państwowej jeszcze się to nie zdarzyło. Byłoby interesujące poznać listę osób, które nie dostały wypłaty np. przez rok i wstydzą się do tego przyznać. Lub krępują się występować na drogę sadową. Temat tabu. Konferencje to mimo wszystko sprawa drugorzędna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Profesorze, to przykład braku kultury akademickiej i trzeba to zjawisko zwalczać.

    OdpowiedzUsuń
  6. idealny blog do analizy pod kątem negatywów polskiej władzy związanej z edukacją

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.