czwartek, 26 listopada 2015

Strawa duchowa na Wydziale Filologicznym UŁ



Cóż za genialny, a jakże trafny pomysł, by zalegające w magazynach antykwariatu książki różnych gatunków - od literackich po naukowe - trafiły wreszcie pod strzechy. Jeden z łódzkich antykwariuszy zaproponował miłośnikom "starej" książki, często tzw. "białych kruków", by mogli wyszukać coś dla siebie wśród zgromadzonych na korytarzu Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego tysięcy książek.


Nie ukrywam, że tylko dzięki prowadzeniu wykładu z pedagogiki dla kierunków filologicznych dowiedziałem się o tej szansie na dostęp do kultury i doświadczyłem tego, jak można swobodnie buszować między wyłożonymi stosami książek i znaleźć coś w nim interesujące tytuły.



Znakomita idea, pomysł, którego dodatkową wartością jest to, że niezależnie od tego, kiedy książka została wydana (a są tu tytuły z okresu II RP) oraz jaki jest rodzaj jej edycji (są tu znakomite wydania leksykograficzne, encyklopedyczne, albumowe), każdy tytuł kosztuje jedynie 4 zł. Istny raj dla wielbicieli literatury. Za jedyne 4 zł, a więc w cenie codziennej gazety, można kupić sobie książkę, której nie sposób było dostać przed wielu, wielu laty w księgarniach, a i trudno było o nie w uniwersyteckich czy rejonowych bibliotekach.


Wśród wielu tytułów zakupiłem książkę Zdzisława Dębickiego pt. "Podstawy kultury narodowej" wydaną nakładem Gebethnera i Wolfa (Warszawa-Kraków-Lublin - Łódź-Paryż-Poznań-Wilno-Zakopane 1925, ss.208), na którą "polowałem" jeszcze w okresie studiów, ale okazało się, że była niedostępna (debit komunikacyjny) ze względów ideologicznych i politycznych. Autor zaś pisze w niej m.in.:

"Kultura tedy nie jest darem nieba, ale wypracowuje ją każdy naród na przestrzeni wieków, wznosząc się powoli ku coraz wyższemu pojmowaniu życia i jego zadań. Dlatego też kultura narodowa sięga korzeniami swojemi w głęboką przeszłość życia narodowego. Nie powstaje ona z dzisiaj na jutro, nie jest ziarnem, które przywiewają na usiew wiatry dziejowe, rzucając przypadkowo nasienie , przyniesione skądinąd, ale wytwarza się z wieku na wiek, z pokolenia na pokolenie na własnem swojem, rodzimem podłożu, na jednej i tej samej ziemi, wśród jednego i tego samego narodu.

Bez własnej kultury niema i nie może być narodu. Kultura narodowa nie jest tedy niczem innem, jak sumą tych uczuć, przywiązań i tradycyj, które, wytworzone na przestrzeni wieków przez szeregiem idące po sobie pokolenia, tworzą moralne i materialne więzy, łączące ludzi, zamieszkujących jedno terytorium i mówiących jednym językiem.

I dlatego nie wspólna ziemia, nawet nie wspólny język stanowią o istnieniu narodu, ale dopiero jego kultura
. (s. 9-10)


Dziękuję władzom Wydziału Filologicznego UŁ tak znakomitej oferty dla studentów, nauczycieli, pracowników i przybywających do nowego, pięknego gmachu mieszkańców czy gości, którzy mogą kupić sobie za cenę chleba strawę duchową. Tylko do końca listopada wysyp kultury będzie dostępny w tym miejscu i tak tanio.

1 komentarz:

  1. I co Pan Profesor na to?
    http://wyborcza.pl/1,75478,19252608,znani-pedagodzy-pisza-do-premier-szydlo-o-szesciolatkach-to.html

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.