niedziela, 22 listopada 2015

Koszmarna PUNKTOZA w szkolnictwie wyższym


Nawiązuję dzisiaj do kolejnego wystąpienia młodych doktorów, które miało miejsce w czasie ostatniego w tej kadencji posiedzenia Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. W jego trakcie drugi raport badawczy przedstawili adiunkci: dr Anna Babicka-Wirkus i dr Sławomir Pasikowski z AP w Słupsku oraz dr Agnieszka Szplit z UJK w Kielcach. Tematem ich wystąpienia była ocena okresowa nauczyciela akademickiego na kierunkach pedagogicznych w polskich uniwersytetach w świetle analizy dokumentów ją regulacyjnych.

To, co było przedmiotem badań naukowców, nie dotyczy tylko sytuacji na pedagogice. Obowiązuje we wszystkich uczelniach i w odniesieniu do reprezentantów każdej dyscypliny naukowej. Neobehawioralna pułapka została zastawiona na wszystkich naukowców nie po to, byśmy mieli wyższy poziom badań naukowych, ale by można było w sposób ukryty przekierować pieniądze publiczne dla "swoich", dla poprawnych politycznie, dla częściowo utalentowanych, ale na pewno nie po to, by wyegzekwować pronaukową politykę kadrową w uniwersytetach, na politechnikach czy w akademiach.

Rywalizacja ze światem jest możliwa tylko wówczas, kiedy mamy te same standardy finansowania naukowców, jak w USA, Wielkiej Brytanii czy w Seulu. Nie ma co mydlić oczu opinii publicznej, że nasi są beznadziejni, a uczelnie państwowe znajdują się na szarym końcu list rankingowych, skoro funkcjonują w warunkach totalnej depersonalizacji i podtrzymywaniu pozoranctwa. Temu zaś bardzo dobrze służy jednostka chorobowa, jaką umocnił rząd PO i PSL, a niektórzy naukowcy świetnie zarobili na rzekomej wartości tego rozwiązania, a mianowicie na PUNKTOZIE. Przeniesienie warunkowania klasycznego i instrumentalnego do nauk nieinstrumentalnych doskonale służy pozoranctwu, omijaniu nonsensownych regulacji i ucieczce albo z kraju, albo ze szkolnictwa wyższego, albo emigracji wewnętrznej.



(fot. od lewej: Agnieszka Szplit, Anna Babicka-Wirkus i Sławomir Pasikowski)


Młodzi pedagodzy przeprowadzili analizę przyjętych przez rady wydziałów regulacji, by dostrzec odczuwalny już jako patologia stopień sformalizowania oceny okresowej nauczyciela akademickiego. Przedstawili zatem w swoim raporcie wyniki badań dokumentów uniwersyteckich, które zawierają kryteria i warunki obowiązującej w danej jednostce oceny okresowej nauczyciela. Już w czasie pierwszego etapu badań poddali analizie arkusze oceny okresowej, które dostarczają także informacji o przyjętych procedurach pomiaru i jego celów. W drugim etapie badań skupili się przede wszystkim na rozpoznaniu elementów występujących w dokumentacji regulującej zakres, przebieg i treść okresowej oceny nauczyciela akademickiego na kierunku pedagogika.

Niezależnie od reprezentowanej dyscypliny naukowej otrzymaliśmy empiryczny dowód na to, jak dalece włączyliśmy się w proces, który już w swoich przesłankach jest patologiczny, a w skutkach wprost destrukcyjny dla uniwersytetów i nauki. Jak słusznie stwierdzają badacze:

"Można by tym samym mówić o formalizowaniu granic działania przez struktury administracyjne uniwersytetów. Im bardziej dane działania, środki oraz warunki ich użycia i przebiegu są uszczegóławiane przy pomocy formalnych zapisów, z tym silniejszą regulaminowością ma się do czynienia. Termin „regulaminowośćˮ wydaje się tu czytelnie określać właśnie ten aspekt formalizacji, który polega na tworzeniu przepisów działań instytucjonalnych. Wraz ze wzrostem szczegółowości tych przepisów spodziewać się można coraz silniejszego sformalizowania działań. Nie chodzi tu więc wyłącznie o liczbę przepisów, czy nawet stopień dolegliwości sankcji za ich nieprzestrzeganie, choć i one pozwalają oceniać natężenie regulaminowości, i szerzej, samej formalizacji."


W założeniach swoich badań dotyczących sformalizowanych dokumentów w powyższym zakresie postawili następujące pytania:

Jakie elementy w wewnętrznych dokumentach regulacyjnych określają ocenę okresową nauczyciela akademickiego i jej przebieg? oraz W jakim zakresie są one reprezentowane w tych dokumentach?. Dociekali zatem: Czy w obrębie występujących w dokumentacji elementów daje się wyodrębnić spójne charakterystyki typologiczne regulacji? oraz Czy kategoria uniwersytetu pozostaje w związku z charakterystyką wewnętrznych regulacji formalnych oceny okresowej nauczyciela?

Po zwróceniu się do dziekanów wydziałów 22 uniwersytetów o udostępnienie powyższych regulaminów, uzyskali je zaledwie z 11 jednostek. To też pokazuje, że być może ta praktyka jest wstydliwa lub objęta szczególną ochroną przed jakąkolwiek próbą poddawania jej ocenie przez kogoś z zewnątrz. To jasne. W końcu uniwersytety poddając się tym procedurom, wyraziły zgodę na ich adaptacyjny, a więc bezrefleksyjny i bezkrytyczny charakter, czego najlepszym wskaźnikiem jest akceptacja uwzględnienia tego obszaru w ocenie instytucjonalnej i kierunkowej PKA tzw. jakości kształcenia. Audytorzy nie analizują tych procedur pod kątem ich jakości, sensowności i przydatności z punktu widzenia suwerennej koncepcji danej uczelni, tylko weryfikują, w jakim stopniu ich rozwiązania odpowiadają centralistycznej wizji władzy.

Młodzi badacze poddali gruntownej analizie uniwersyteckie dokumenty (jednostki z kategorią A i B), by w jej wyniku opracować szablon do zbierania informacji o formalnych regulacjach oceny okresowej nauczyciela akademickiego. Zgromadzono 55 dokumentów z 22 polskich uniwersytetów: 22 statuty uczelni, 11 uchwał senatów, 9 zarządzeń rektorów, 4 regulaminy oceny okresowej nauczyciela, 9 dodatkowych dokumentów: 6 załączników do uchwał i zarządzeń, 1 list rektora, 1 księga procedur, 1 komunikat rektora. Każdy z uniwersytetów reprezentowany był przynajmniej przez 2 dokumenty. Na tej podstawie opracowano 10 podzbiorów, kategorii dotyczących: cyklu oceny, formalnej bazy, podmiotów oceny, powołania komisji, narzędzi oceny, przebiegu oceny, procedur odwoławczych, oceny i jej zakresu oraz obszarów wpływu oceny. Szczegółowa analiza założeń badawczych i prezentacja wyników pojawi się na łamach tegorocznej edycji "Rocznika Pedagogicznego" KNP PAN.

Doktorzy - Anna Babicka-Wirkus, Agnieszka Szplit i Sławomir Pasikowski ujęli w swojej prezentacji następujące dane oraz wypływające z nich wnioski:

W arkuszach ocen jednostek z kategorią A w mniejszym stopniu uwaga regulatorów skupiana była na aktywności dydaktycznej oraz organizacyjnej w porównaniu z tymi, które miały kategorię B. Przejście z A na B skutkuje wzrostem nastawienia na dydaktykę i organizację. To oznacza, że naukowcy zatrudnieni w jednostkach o niższej kategorii oceny parametrycznej (tę określa KEJN - zespół MNiSW) są niejako strukturalnie skazani na mniejsze zainteresowanie pracą naukowo-badawczą, bo ważniejsza jest dla władz wydziałów kasa z dydaktyki (pieniądze dla uniwersytetów "idą" za liczbą studiujących).

Krótko przywołam za autorami konkluzje z tych badań:

• Uniwersytety dość swobodnie określają elementy wewnętrznych regulacji oceny nauczyciela. Nie przywiązują raczej wagi do szczegółowego rozpisania, jak cały proces i jego składniki miałyby wyglądać.

• Ocena okresowa akademików służyć ma przede wszystkim pomiarowi efektywności ich pracy. Brakuje natomiast oznak uwzględniania psychospołecznego celu oceny, który silniej zorientowany jest rozwoju ocenianej osoby.

• W analizowanych dokumentach nie wystąpiły zapisy dotyczące na przykład zaleceń związanych z dalszym rozwojem zawodowym osoby ocenianej. Uwagę zwraca także marginalizowanie w zapisach dokumentacji kwestii rozmowy z osobą ocenianą.


Ciekawe, że rekomendacje badaczy wcale nie szły w kierunku likwidacji procesu oceniania pracy i dokonań nauczycieli akademickich. Uważają oni, że konieczne jest:

Wykorzystanie sytuacji oceny do wsparcia rozwoju zawodowego nauczyciela akademickiego i uniwersytetu poprzez:

– udzielenie informacji na temat mocnych i słabych stron rozwoju zawodowego pracownika,

– opracowanie wskazówek dotyczących możliwości dalszego rozwoju zawodowego osoby ocenianej.


Cały Raport ukaże się w Roczniku Pedagogicznym PAN. Zachęcam do lektury i dyskusji. Co zrobi z tym zepsutym "pasztetem" minister Jarosław Gowin? Zobaczymy.








9 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze, z dużą uwagą przeczytałem tekst. To, co zawarte jest w konkluzjach, wiadomo od dawna. Cóż, młodzi badacze w dobrej wierze przeprowadzili analizy dostępnych dokumentów. Problem w tym, że środowisko nauczycieli akademickich, w tym pedagogów, od dawna dokładnie to wie, o czym piszą młodzi badacze. Oczywiście fajnie to zobaczyć w tabelach czy wykresach, ale nie wiadomo, co czynić, by nie zwariować od tej PUNKTOZY. Jestem nauczycielem akademickim pedagogiem i widzę na co dzień, do jakiej destrukcji w kontaktach interpersonalnych doprowadziła gonitwa za punktami. Ludzie traktują się czysto instrumentalnie. Pomoc naukowa w jakiejkolwiek formie komuś jest postrzegana wyłącznie w kategoriach domniemanego interesu. Gdy jest bezinteresowna, natychmiast stygmatyzuje się ją jako coś podejrzanego. Widzę to na co dzień i to nie tylko w swojej uczelni. Prof. Lech Witkowski pisał kilka lat temu, że z tej równi pochyłej chyba już nie ma odwrotu. I trzeba coraz bardziej sobie zdawać sprawę, że tak faktycznie jest. Poza tym zarobki odgrywają tu olbrzymią rolę. Ilu jest bowiem wśród pedagogów przysłowiowych wolontariuszy pracy naukowej. Aspiracje to jedno, a życie na odpowiednim poziomie, to drugie. Pedagodzy w obecnej rzeczywistości ekonomicznej, gdzie liczą się zasoby ludzkie i wymierny zysk ekonomiczny nie mają szans. Spychani jesteśmy na margines. TO RZECZYWISTOŚĆ! Oczywiście można walczyć, a nawet należy. Tylko proszę wskazać w jaki sposób przeciwstawiać się machinie biurokratycznej, naciskom politycznym, marginalizowaniu nauk humanistycznych i społecznych? Napisał Pan Profesor „Temu zaś bardzo dobrze służy jednostka chorobowa, jaką umocnił rząd PO i PSL, a niektórzy naukowcy świetnie zarobili na rzekomej wartości tego rozwiązania, a mianowicie PUNKTOZA”. O.K. zgoda. Ale co z tym zrobi PiS i nowy minister? Wydaje mi się, że też nic. W końcu władza, to władza bez względu na jej opcje. Biurokratyzacja zawsze służy władzy, jako zawoalowana forma kontroli totalnej. A żyć i tworzyć jakoś trzeba. I to nawet w takich opresyjnych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. "...by można było w sposób ukryty przekierować pieniądze publiczne dla "swoich"

    Jak się zarabia na punktach za ocenę okresową? W mojej uczelni jakoś tego nie widać. I w kontekście wpisu - nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze, członkowie Zespółu Samokształceniowego z satysfakcją przyjmują ten wpis. To już kolejny raz, gdy nie szczędzi nam Pan uwagi i upowszechnia wyniki prac nad projektami, które Zespół realizuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co z tego wyniknie było z góry wiadomo. Tyko że nasze środowisko pedagogiczne wzajemnie niesolidarne i rozdrobnione, pełne kompleksów i traktowane przedmiotowo przez władzę, nawet się nie zająknęło i bezrefleksyjnie łyknęło tę nowość, żeby ktoś nie powiedział, że si nie chce procesu bolońskiego. A protestować trzeba było głośno, wspólnie i od razu. Wywołać akademicką debatę na ten temat. A tak zawsze są jakieś łamistrajki i lizusy, który każdej władzy przyklasną w imieniu całości środowiska. Innymi słowy mamy co chcieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ilu jest odważnych, którzy umieją się przeciwstawić złym tendencjom - wiele lat jestem w pedagogice, robię to i doświadczam nieustającej marginalizacji. Każde pokazanie palcem na głupotę władzy dowolnego szczebla jest karcone... NIECH NAPRAWĘ KAŻDY ZACZNIE OD SIEBIE !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Okresowa ocena to czysta fikcja. Można mieć dwieście publikacji naukowych i zostać przepędzonym przez królika, który szuka godzin dla swego kumpla

    OdpowiedzUsuń
  7. A takie praktyki… Członkowie katedry natyrają się przy konferencji, którą firmuje szef katedry. Co więcej, nawet palca nie przyłoży do jej realizacji, a jest jej przewodniczącym. I proszę mi nie wmawiać, że to jest marginalne. To jest nagminne w środowisku pedagogów akademickich!!! To jednak nie wszystko. Ukazuje się monografia zawierająca teksty pokonferencyjne. I tu zagadka - kto jest wymieniony jako pierwszy redaktor naukowy? Oczywiście szef katedry, który najczęściej nawet palca nie przyłożył do pracy nad monografią. W swojej łaskawości dopuszcza jeszcze dwóch, może trzech współautorów, z których może dwóch, to prawdziwi redaktorzy naukowi monografii. Szef katedry nie powinien mieć jakichkolwiek zasług – punktów – z tej monografii, a ma!!! I jest wymieniany na pierwszym miejscu na okładce. I po raz kolejny - proszę mi nie wmawiać, że to jest praktyka marginalna. Przykładów jest aż nadto. Powstaje pytanie – kto się wychyli i poda uczelnie, nazwiska, tytuły monografii i prawdziwy wkład pracy poszczególnych autorów, w takie publikacje? Odpowiedź może być tylko jedna – nikt! Dlaczego?, bo ryzykuje awansem naukowym oraz ostracyzmem środowiska. Poziom hipokryzji w środowisku pedagogów akademickich jest obecnie na niewyobrażalnym poziomie. Można oczywiście płomiennie zaprzeczać, że tak nie jest, ale niedostrzeganie tej patologii jej nie likwiduje. Co więcej obecny stan jest petryfikowany przez coraz bardziej opresyjne wymogi parametryzacji. Trudno się dziwić, że budzi to frustracje wielu pedagogów akademickich, sumiennie wypełniających swoje obowiązki. Gdy do tego dodać często absurdalne wymogi KRK, które tylko na papierze dają się realizować, to mamy przysłowiową kwadraturę koła. I jak tu w takiej sytuacji mówić o twórczym działaniu i pozytywnym myśleniu o rzeczywistości uczelnianej. Szczególnie wśród pedagogów akademickich. Samozadowolenie z obecnej sytuacji, określonych kręgów tychże pedagogów, jest aż nadto widoczne. A w rzeczywistości powinni się bardzo martwić, ale co to ich obchodzi. Przecież jest super, a pod nową władzą będzie jeszcze lepiej. Oby jednak się mylili, oby…

    OdpowiedzUsuń
  8. Poza tym - przepraszam, jeśli szef katedry jest przewodniczącym konferencji, czyli użycza nazwiska, firmuje konferencję, przypuszczam, że ma znaczący wkład w program, to w jakiś sposób z jego powodu przyjeżdżają uczestnicy - dlaczego nie miałby być współredaktorem publikacji po tej konferencji? Zresztą może mam inne doświadczenia ze sposobem kierowania katedrą. Dla szefa zrobilibyśmy wszystko, nie widziałam powodów, dla których Profesor miałby harować przy organizacji konferencji.

    A poza tym dlaczego mam nie zaprzeczyć Anonimowemu z 18.25 jeśli mam inny ogląd sytuacji? Znam nie jednego, a wielu kierowników zakładów czy katedr, którzy węcz robią przestrzeń do publikacji (np. tomów pokonferencyjnych), by młodsi pracownicy mogli gromadzić dorobek do awansu. Byłam zaproszona do wspólnych publikacji z prof.nadzw., który na pierwszym miejscu umieszcza swojego doktora ("bo jemu to najbardziej potrzebne"), potem zaproszonych współautorów spoza uczelni ("bo uprzejmość wobec gości"), a na końcu wpisuje swoje nazwisko, choć jest pomysłodawcą i mózgiem przedsięwzięcia. Pełna kurtuazja i spolegliwość. Proszę nie szerzyć defetyzmu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę się zgodzić z powyższym komentarzem, że patologiczne zachowania dotyczą tylko środowiska pedagogów. W innych dyscyplinach, a szczególnie bardzo specjalistycznych, nauk ścisłych (gdzie jest niewielka liczba samodzielnych zajmujących się daną działką) dochodzi do bardzo skandalicznych zachowań prowadzących do wstrzymywania procedur awansowych młodych ludzi. Jest to obliczone na blokowanie, bo zwiększenie uczestników gry o "naukę", zbytnie zagęszczenie zwiększa niebezpiecznie konkurencję i utrudnia jej kontrolowanie. Młodzi muszą zapłacić haracz w postaci dopisywania określonych nazwisk do swoich publikacji. Podobne praktyki mają miejsce również w naukach społecznych. Rzeczywiście jest to obrzydliwe i nie ma możliwości na eliminację takich zachowań droga proceduralną. Upadek etosowych zachowań, milczące przyzwolenie części środowiska, tej części, która ma już pozycję bezpieczną, tworzy kontekst sprzyjający trwaniu nikczemności. I tu dotykam istoty sprawy. Mogą reagować te osoby, które cieszą się mocną pozycją, choć i one narażając się mogą ją szybko stracić (a przynajmniej tak mogą o tym myśleć i wolą się nie wystawiać). To kto w takim razie? Myślę sobie, że osoby o silnej pozycji, które już niczym nie ryzykują lub osoby, które potrafią zawiesić swój własny interes na rzecz jakiejś ważniejszej sprawy. Czy to jest realne? Człowiek musi mieć nadzieję, aby żyć i planować swoje życie, zatem jestem niepoprawną optymistką. Zawsze są obok nas kanalie i osoby, które są OSOBOWOŚCIAMI, a reszta jest kwestią naszych decyzji i pewnie trochę szczęścia. Oczywiście szczęściu trzeba również pomóc pielęgnując w sobie przekonanie, że nasze plany i marzenia się spełnią. A odnosząc się do procedur oceniania i ich interpretacji przez młodych uczonych z zespołu Pani Profesor Dudzikowej, to gratuluję ważnych badań i proponuję je rozszerzyć na inne dyscypliny naukowe, aby nie dochodziło do takich uproszczonych konkluzji jak powyżej. W środowisku akademickim pedagogów jest tak samo jak w innych dyscyplinach, a może nawet nieco lepiej. Tu rozgrywa się kwestię o punkciki, konferencje (najczęściej lokalne), firmowanie zbiorówek. To proszę sobie wyobrazić jakie muszą po cichu toczyć się wojenki, gdy chodzi o pieniądze, duże pieniądze (obok nich duże punkty), których pedagodzy nigdy nie mieli i nie dostaną. Wiem, że małe draństwo też boli i jego również nie wolno akceptować. Jeszcze raz gratuluję Młodym Badaczom, o tym trzeba mówić i pisać językiem nauki (to jest właśnie niezgoda i odwaga Młodych i Pani Profesor Dudzikowej).

    OdpowiedzUsuń