piątek, 13 listopada 2015

Inżynier z duszą humanisty


Nawet inżynierowie - naukowcy z politechniki wiedzą lepiej od ministry nauki i szkolnictwa wyższego, że także nauki techniczne muszą mieć humanistyczny charakter. Niestety, ale po 8 latach rządów PO i PSL oraz w 4 lata po tzw. reformie nauki i szkolnictwa wyższego w wydaniu prof. Barbary Kudryckiej mamy zdehumanizowany system klasyfikowania obszarów, dziedzin i dyscyplin naukowych.

Komitet Nauk Pedagogicznych PAN, ale także Prezydium Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów wielokrotnie kierowało do MiNiSW wniosek o połączenie dwóch dziedzin nauk: humanistycznych ze społecznymi. Ministra tego resortu - mająca zapewne jakieś ukryte przed społeczeństwem cele - utrzymała treść rozporządzenia w powyższym zakresie, mimo że jest ono krytykowane nie tylko przez pedagogów. Problemy mają historycy sztuki, socjolodzy, politolodzy, a nawet niektórzy teolodzy, gdy przedmiotem oceny dorobku naukowego kandydata do stopnia czy tytułu naukowego są rozprawy nie mieszczące się w tak nonsensownym podziale.

Już wkrótce będzie opublikowana w Wydawnictwie Naukowym ... Politechniki Łódzkiej książka pod redakcją K. Baranowskiego i J. Sośnickiej pt. Inżynier z duszą humanisty, w której znajdzie się rozprawa Romana Z. Morawskiego pt. NAUKA W CZASACH BIUROKRACJI. Dla pasjonatów anglojęzycznej narracji będzie w niej tylko motto z rozprawy Hannah Arendt pt. The Life of the Mind, A Harvest Book - Harcourt, Inc., San Diego – New York – London 1978, s. 180) następującej treści:

"The sad truth is that most evil is done by people who never make up their minds to be good or evil."

Wspólnie z prof. Marią Dudzikową uwielbiamy teksty, których autorzy posługują się metaforami. Zacytuję fragment z wprowadzenia do tego artykułu:

"Strukturalne podobieństwo tytułu tego eseju do tytułu słynnej powieści Gabriela Garcíi Márqueza Miłość w czasach zarazy jest nieprzypadkowe, albowiem wciąż przybywa uczonych, dla których nauka jest "miłością" niespełnioną z powodu biurokratycznej "zarazy".

Teza, iż biurokracja jest zarazą wyniszczającą instytucje nauki, ludzi nauki i etos nauki, nie jest ani nowa, ani odkrywcza. Nie oznacza to jednak, że nie wymaga ona nieustannej refleksji "epidemiologicznej" zorientowanej na pogłębioną diagnostykę, a w dalszej perspektywie – także na sposoby przezwyciężania przyczyn i skutków owej zarazy."

Mamy tu bardzo interesującą analizę biurokracji wraz jej patologią, która wpisana w politykę szkolnictwa wyższego oraz wobec nauki pozwala na zrozumienie tego, w jak zdehumanizowanych i nieefektywnych warunkach musimy żyć i pracować w uniwersytetach, politechnikach czy akademiach. Ministrom są one obojętne, bo niektórzy z nich nie spędzili w uczelni (w roli samodzielnych czy pomocniczych pracowników naukowych) nawet jednego roku.

Najważniejsze z dysfunkcji sprawujących władzę, której doświadczamy w środowisku akademickim, sprowadzają się do:

* niezdolności do skutecznego działania w sytuacjach nietypowych z punktu widzenia obowiązujących przepisów;

* skłonności do popadania w konflikty z ekspertami, dla których odniesieniem jest wiedza, a nie regulacje formalne;

* skłonności do odchodzenia od celów, którym ma służyć, i skupiania się na własnym funkcjonowaniu i rozwoju, na generowaniu nowych celów uzasadniających ten rozwój;

* nieodporności na szeroko rozumianą korupcję, objawiająca się powstawaniem nieformalnych grup dążących do poszerzania zakresu władzy w celu realizacji swoich partykularnych interesów.

"Od czasów Mikołaja Gogola i Antoniego Czechowa wiadomo też, że biurokracja jest jak motyl morski (Pterois volitans): bardzo dba o zewnętrzne pozory, płaszczy się przed możnymi i wyżywa na słabszych. W następstwie wymienionych dysfunkcji, po przekroczeniu pewnej granicy, następuje jej lawinowy rozrost, ponieważ jedynym pomysłem biurokraty na negatywne skutki biurokracji jest: "więcej biurokracji".

Ujawnia się więc destrukcyjny wpływ dodatniego sprzężenia zwrotnego, który może być zneutralizowany tylko przez – mówiąc językiem cybernetyki –"silną delinearyzację" systemu biurokratycznego, tzn. dodanie zewnętrznych ograniczników jego działania… Powszechność biurokratycznych patologii sprawia, że we współczesnej polszczyźnie termin "biurokracja" stał się synonimem "zwyrodniałej biurokracji"; w takim też znaczeniu będzie on używany w tym eseju."


Ciekaw jestem, czy nowy minister będzie w stanie uniknąć biurokratycznej pułapki i przeprowadzi humanistyczną rewolucję w naszym systemie? Warto, żeby przeczytano w resorcie także ten esej, gdyż (...) każde zło narasta, aż przebierze się jego miara. Wydaje się, że owa miara jest bliska przebrania się w przypadku biurokracji rządzącej polskim życiem akademickim, a w tym – sferą badań naukowych – i fakt ten dostrzegają nawet ci przedstawiciele środowiska akademickiego, którzy w pewnych okresach – powodowani szlachetnymi intencjami – do rozrostu biurokracji niechcący się przyczyniali."

Była minister nauki i szklnictwa wyższego niestety zawiodła moje nadzieje i środowiskowe oczekiwania zmian.




3 komentarze:

  1. Mam takie pytanie;
    Podlegamy ocenom studenckim, nie będę tutaj zabierał głosu czy to słuszne czy nie, ale jak wiadomo działa to w jedną stronę: oni mogą nas oceniać i są to wypowiedzi anonimowe- my ich nie możemy.
    Co zrobić z taką sytuacją, kiedy anonimowa ocena jest na granicy dobrych obyczajów, zawiera sformułowania obrażające nas, zupełnie nie odpowiadające prawdzie, czyniące nam np. jakieś zarzuty wyssane z palca? Czy mamy prawo i czy jest to zasadne, aby tak dla przykładu poprzez zgłoszenie to na policję dochodzić swoich praw? Czy dane studenta zostaną odtajnione?
    Jeżeli jestem na każdych konsultacjach, nawet więcej niż powinnam, siedzę sama z siebie z tymi co potrzebują pomocy, a ktoś pisze, że nigdy nie ma mnie na konsultacjach i jak przychodzi to całuje klamkę. Mnie to boli, bo wszystkie dane podane na stronach uczelni, w internecie, na drzwiach są zgodne z prawdą i ja jestem ZAWSZE na konsultacjach- to dlaczego ktoś może mnie obrażać, a ja muszę się z tego tłumaczyć przełożonym?
    Albo zarzuty, że ktoś robi "niespodziewane kolokwia", niesprawiedliwa ocenia, stawia złe oceny "niepokornym" i tego typu kalumnie. A jako kwiatek informacja, że ta osoba nie robi kolokwium, ma końcowy egzamin ustny. I ta sama osoba na wszystkich przedmiotach u tego nauczyciela pisze takie rzeczy, w formie prawie wulgarnej, używa sformułowań typu "sfrustrowana baba" itp.
    Mamy prawo "szarpać" się z taką osobą, czy sobie odpuścić?
    Jakie jest Pana zdanie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy wprowadzono anonimowe ankiety studentów jako element oceny nauczyciela ak. ?
    A no, jako element reformy...
    Co miała "załatwiać" reforma?
    A no miała wyznaczyć rangę Polaków w strukturach europejskich, skazać miejsce naszego narodu i państwa w świecie Zachodu...
    Czy "wielcy" Europy zachodniej chcieli nas jako równorzędnego partnera?
    A no, raczej nie..., co najwyżej jako "użytecznego" - takiego do wykorzystania... Potrzebowali więc niezbyt inteligentnych "parobków"...
    Więc zanim zdecydowano o reformie, dobrze sprawdzono za pomocą firm consultingowych poziom rzeczywistego wykształcenia absolwentów naszych uczelni.... i okazał się za wysoki...
    Ankieta jest jednym z elementów służących obniżaniu tego poziomu - skutecznie tamuje trud, wysiłek, pokonywanie wysoko ustawianych poprzeczek...
    Co sprzyja "lajkowaniu" nauczyciela ak..... - trzeba się podobać studentom, trzeba być okrągłą dobę do usług, wymagać tylko tyle ile się studentowi podoba, mówić to co się student chce usłyszeć... Gdy na pedagogice normą kandydata jest "dostateczny" maturzysta... z maturą 31%, czyli bez nabytego zamiłowania do wiedzy - a morale pozostaje w związkach z poziomem inteligencji... to dlaczego ANONIMOWY Z 17.05 SIĘ DZIWI?
    A tak na poważnie zjawisko opisane przez Anonimowego jest powszechne.... Oczywiście wystarczy kilku taki studentów z etyką niezależną, posiadających etykę na usługach swoich emocji i niskich potrzeb?
    A czy Anonimowy godziłby się na wychowanie oparte na etyce normatywnej < wolno - nie wolno> ? Większość pedagogów się nie zgadza - to pretensje raczej do nich!!!!!!!!!!!

    Z drugiej strony - wielu jest studentów o wysokim morale, pięknych młodych, posiadających wzniosłe idee i nieprzeciętną duchowość... Ci z reguły nie wypełniają ankiet anonimowych, bo jak ktoś z nich powiedział... "nie pisałam się tu na kapusia"....
    Pozdrawiam Anonimowego... zwolenników ankiet anonimowych też... jestem za ankietą podpisaną pełnym imieniem i nazwiskiem - bo to dorośli ludzie - a my anonimowością odmawiamy im odpowiedzialności...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam bardzo, a dlaczego na uczelniach obowiązują anonimowe ankiety, chroniące podobno studentów przed odwetem zranionego i rozgniewanego wykładowcy (który otrzymał negatywne oceny od studentów,) a dlaczego np. w ZDZ-tach wymaga się od kursantów (zwykle nauczycieli), wypełniających arkusze oceny wykładowcy, podpisów z imienia i nazwiska?

    Gdy jeden z nauczycieli zapytał, dlaczego wymaga się od nich zamieszczenia w ankietach swoich danych, usłyszał od kierownictwa ZDZ-tu, że kursant musi brać odpowiedzialność za wypowiadane opinie nt. wykładowcy.

    I pytam się: gdzie jest wyższy poziom etyki i zdrowych relacji interpersonalnych: na niższych szczeblach szkolnictwa (np ZDZ-tach) czy na uczelniach pedagogicznych?

    Nic, tylko pracować w ZDZ-cie, a naukowcem być niezależnym (działającym w ramach własnej działalności gospodarczej)...


    A jak już napisze się w spokoju habilitację, to dopiero można otwierać przewód. A jak kolokwium przebiegnie pomyślnie, to dopiero powtórnie starać się o zatrudnienie; albo i nie, bo naukowo rozwijać się można i poza uczelnią... Bo jak można być kreatywnym, jeśli wciąż jest się narażonym na agresję: jak nie ze strony nieuczciwych studentów, to destrukcyjnie rywalizujących współpracowników...? Natrafić na zdrowe środowisko akademickie, naprawdę jest bardzo trudno...

    To wielkie szczęście jest mieć w swoim zespole takie osoby, jak Pan Profesor! Ale osobowości, takie jak Pan Profesor wśród wykładowców na kier/specj. pedagogicznych należą do rzadkości! :(

    I w końcu przychodzi taki moment, że odechciewa się już wszystkiego...Po prostu chce się wszystko zarzucić i odejść z tego środowiska...

    Niestety...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.