poniedziałek, 9 listopada 2015

Co proponuje nowemu rządowi w sprawie nauki i oświaty dr hab. Mieczysław Ryba ?


Wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz prof. nadzw. Instytutu Historii KUL im. Jana Pawła II w Lublinie - dr hab. Mieczysław Stanisław Ryba wyraził na łamach "Naszego Dziennika" (z dn. 5.11.2015) swoją opinię na temat tego, jak powinna wyglądać polityka polska wobec problemów naukowych i oświatowych. W bazie OPI (w rekordzie poświęconym profesorowi Rybie) nie znajdziemy informacji na temat tego, gdzie się habilitował i z jakiej dyscypliny. Nie pierwszy to przypadek w naszym kraju, kiedy to opinia publiczna nie jest informowana o awansie naukowym profesorów uczelnianych, albo też ma miejsce brak troski władz uczelni o uzupełnienie danych przez zarządzających bazą OPI.

Zainteresowani treścią tego wykładu mogą przekonać się, że niewątpliwie ma on szansę stać się podstawą ideowej nadbudowy zmian, jakich możemy spodziewać się w obu systemach edukacyjnych naszego kraju. Z treści artykułu powinien być zadowolony Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, bowiem już w pierwszych zdaniach trafnie M. Ryba upomina się o przywrócenie równowagi dziedzinom nauk. Chodzi mu o docenienie obok nauk technicznych - także nauk humanistycznych, społecznych czy - jak niepoprawnie wyłącza je z humanistyki - nauk filozoficznych (filozofia jest bowiem dyscypliną naukową w dziedzinie nauk humanistycznych).

Ma rację, że rozwój filozofii "(...) w sposób zasadniczy wpływa na kondycję intelektualną społeczeństwa." Autor jest zbulwersowany faktem docierania do wszystkich sfer życia współczesnej ideologii, która, niestety, nie ominęła też uniwersytetu.

"Postmodernistyczny relatywizm, a także etyczny genderyzm, który zaatakował zachodnie uniwersytety, nie ominął także uczelni polskich." To jest jednak - jego zdaniem - chora odmiana nauki, której nie warto w żadnej mierze wspierać. Przywołuje tu pogląd z okresu II RP Zygmunta Wasilewskiego, który stwierdził, że:

"Jeden doktor filozofii zdziczały więcej szkody przynosi niż zaniedbany prostak w polu. Bo tamten ma swój świat umysłowy utrwalony tradycjami, przeciw któremu nie wykracza, dopóki go rozkład z góry nie dosięgnie". Nowy minister nauki, którym ponoć ma zostać dr Jarosław Gowin, powinien zatem uwzględnić fakt mającego miejsce zatrucia "centrów mózgowych polskiej cywilizacji", która rozprzestrzeniając się epidemicznie na cały organizm państwowy i narodowy może wprowadzić elity w głęboką zapaść.

"Gdy zaś zaatakowane zostaną elity, >>naród staje się sam dla siebie koniem trojańskim, z którego w chwili sposobnej mogą wyjść wrogowie jego niepodległości i do spółki z wrogiem zewnętrznym nad ciałem narodu się znęcać<<". Tego, rzecz jasna, nie chcemy. Niech nikt nie znęca się nad polskim narodem. Mieczysław Ryba proponuje, by rząd przestał finansować projekty badawcze, które zostały podporządkowane powyższej ideologii w wyniku presji władz Unii Europejskiej. Ma też nadzieję, że polska nauka przestanie cierpieć katusze pod jarzmem biurokracji, o której już wcześniej wielokrotnie tu pisałem.

W pełni popieram jego postulat: "Zdjęcie tego jarzma z polskiej nauki powinno być jednym z głównych zadań nowego rządu. Oszczędności na biurokracji mogą zasilić wiele ważnych projektów badawczych."

Są w tym artykule także propozycje zmian w oświacie szkolnej. "Od lat już cierpią uczniowie i pedagodzy na skutek ideologii bezstresowości, która przyszła do nas z Zachodu jako dominujący wzorzec wychowawczy. Wzrastająca przemoc wśród uczniów wydaje się między innymi skutkiem pozbawienia nauczycieli dyscyplinujących narzędzi wychowawczych."

Nie pisze, a szkoda, jakie to narzędzia mogłyby być zastosowane w naszych szkołach, gdyż wzrosłaby zapewne mała przedsiębiorczość tak, jak za czasów ministra edukacji Romana Giertycha powstało wiele szwalni szkolnych mundurków. Upadły lekki przemysł odzyskał nowy, a kapitalistyczny oddech.

W woj. łódzkim szwalni i lekkich krawców było stać na zatrudnianie na czarno szwaczek z Ukrainy czy Białorusi. Jakie teraz można by wyprodukować jeszcze narzędzia? Nie wiemy. Może będzie o tym w następnym artykule.

Dalej autor trafnie zwraca uwagę na to, by szkolna edukacja nie była podporządkowana tylko wymogom rynku pracy, ale interesowała się całym człowiekiem, traktowała go holistycznie. Konieczne jest zatem szersze zapoznanie młodzieży z kulturą własnego kraju, z literaturą, z rodzimą historią czy z klasyczną filozofią.

Nie może zabraknąć tu miejsca na wychowanie religijne, gdyż uczniowie muszą znać odpowiedź na pytanie o ostateczny cel swojego bytowania. "Szkoła zatem nie może być neutralna światopoglądowo. Taka szkoła bowiem tylko w nazwie jest "neutralna", w rzeczywistości narzuca ateistyczny światopogląd lub promuje różne wypaczone ideologie."


11 komentarzy:

  1. Witam Profesorze,

    zgadzam się, iż naukę polską należy uwolnić od biurokracji, ale ograniczanie funduszy publicznych na projekty badawcze, a które rzekomo są poddane presji władz Unii Europejskiej.O co panu dr hab. Mieczysławowi Rybie się rozchodzi? Konfrontacja z Brukselą może mieć destrukcyjne oblicze dla nauki polskiej.Finansowanie tego sektora dziś, na poziomie 0,39% PKB ze środkami unijnymi włącznie to niewiele, a bez nich spadnie do 0,7% - 0,8% PKB.Także o czym tu mowa.Biednym zawsze wiatr w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze ciekawy post. Czy jest Pan profesor za systemem bolońskim chodzi mi o 3+2 konkretnie i jaka jest Pana Profesora własna opinia czy pedagogiczne studia wg osobistej Pana opinii powinny być jako jednolite 5letnie czy 3+2?
    Co Pan Profesor uważa na temat likwidacji gimnazjów i powrotu do 8 letniej podstawówki i potem 4 liceum? Jest Pan za czy przeciw?
    Czemu gowin na ministra edukacji, czy nie ma jakiś dobrych naukowców, którzy mogliby być ministrem, oczywiście tych zrzeszonych.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ksztalceniu zawodowym jestem za systemem bolońskim. Natomiast w przypadku ksztalcenia osób wykonujących profesję zaufania publicznego - n.medyczne, prawne, psychologiczne, pedagogiczne edukacja powinna być jednolita co najmniej 5-letnia. System musi być drożny pionowo i poziomo dla każdego typu ksztalcenia.
      Niestety edukacja jest trofeum dla ignorantów , by wzmocnić ich dobre samopoczucie, cv i konto osobiste. Zasada
      BMW trwa od czasów homo sobieticus.
      O gimnazjach szerzej w tym tygodnou jest moj art. w "Przewodniku Katolickim". W sierpniu komentowałem program PiS - to nie ma znaczenia dla polityków, bo im mniejsze mają pojecie o edukacji - tym wieksze jest ich EGO.
      Gowin będzie tak samo kiepskim ministrem jak L. Kolarska- Bobińska.

      Usuń
    2. Literówki są wynikiem jazdy pociagiem.

      Usuń
    3. Dziękuję za odpowiedź, Panie Profesorze, szkoda że Pan nie jest ministrem edukacji i szkolnictwa. Może by Pan w przyszłości pomyślał, żeby wejść na tę drogę. Mógłby Pan wiele dobrego zrobić:-)

      Usuń
    4. Profesor może i by pomyślał, ale musiałby pomyśleć też ktoś inny ... :)

      Usuń
  3. Uważam osobiście że ministrem edukacji to powinien być polityk naukowiec ale z dziedziny nauk społecznych, a konkretnie pedagogiki! I tylko pedagogiki! - bo to pedagogika jest jedyną właściwą nauką, która powinna wypowiadać się na szczeblu ministerialnym o nauce, edukacji, o wychowaniu nie wspominając. Dlaczego zawsze ministrami są ludzie nie po pedagogice, najlepiej dziennej, po doktoracie, hablilitacji typowo po specjalnościach związanych z organizacją i zarządzaniem w oświacie, ktoś po wielu latach pracy w szkolnictwie szeroko pojętym, praktyk z dużą podbudową i wiedzą dotyczącą systemu edukacji w praktyce!

    OdpowiedzUsuń
  4. I obowiązkowo bezwzględnie uległy i bezmyślny wobec władz partii rządzącej, wyzuty z jakichkolwiek ambicji i misji racjonalnej zmiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego nie napisałem i nie powiedziałem.... to nie jest moja opinia, to już ktoś dodał kolejny...
      nie można mieć własnego zdania?

      Usuń
    2. Wystarczy poczytać moje książki, a nawet tego bloga, by nie stawiać pytania, co ja o tym sądzę.

      Usuń
  5. Prawdopodobnie intencje dr hab. M. Ryby były dobre. Czytam jednak ze zdumieniem o jakiejś osobistej traumie cytowanego autora wypowiadającego się o sytuacji w polskiej nauce lub oświacie. Dominuje retoryka "powstańcza", romantyczna, opresyjna, zdumiewająca i indoktrynująca. Język uzasadnia jedynie kontekst i miejsce publikacji. Czy autor ma rację ? Częściowo mogę się zgodzić lecz deklamacje wolę zostawić poetom.

    OdpowiedzUsuń