piątek, 30 października 2015

Do świata nauki tylnymi drzwiami



Minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Lenie Kolarskiej-Bobińskiej i wiceminister od niezałatwiania spraw patologicznych a b. członkini egzekutywy PO PZPR z Instytutu Badań Literackich - prof. dr hab. Darii Nałęcz polecam teksty z historią:


W dn. 3 września 2008 r. ukazał się w wydawanym wówczas "Dzienniku" artykuł Klary Klinger pt. "Słowacka fabryka polskich profesorów", którego autorka pisała: "(...) - tak polscy wykładowcy akademiccy określają wysyp naukowców, którzy obronili pracę habilitacyjną na którejś z uczelni na Słowacji. Bo choć proceder jest całkiem legalny, to jednak zdobyty w ten sposób tytuł naukowy budzi spore wątpliwości..."

Zastanawia mnie, czym kierowali się następcy pierwszych szesnastu Polaków z wyższych szkół zawodowych i uniwersytetów, że pomimo wszczętego alarmu postanowili iść tą samą drogą, już przetartym szlakiem po docenturę w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku? Wiedzieli, że nie jest to właściwa i porównywalna z polską procedura habilitacyjna, a co gorsza, byli świadomi także tego, że jest ona w środowisku akademickim postrzegana bardzo negatywnie.

Jak komentowała to 7 lat temu prof. UW Barbara Smolińska-Theiss: "Tylko od października 2007 r. do czerwca tego roku (2008 - dop. BŚ) na uniwersytecie w Rużomberku habilitowało się 16 Polaków, w większości z dziedziny pedagogiki. To bardzo dużo, zwłaszcza w porównaniu z liczbą habilitacji z zakresu pedagogiki w całej Polsce. Rocznie mamy najwyżej kilkunastu habilitantów. A profesorów pedagogiki, łącznie z emerytowanymi, jest w naszym kraju zaledwie trzystu".

Podobnie krytycznie wypowiadał się o tym zjawisku ówczesny Przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN - prof. dr hab. Stefan M. Kwiatkowski, który uważał, że "(...) cały proceder jest mało etyczny. Nie powinno być tak, że jeden profesor kilkanaście lat ciężko pracuje na swój status, a inny szybko załatwia sprawę na Słowacji".

Przypomnę wypowiedzi trzech wybitnych socjologów:

Prof. Jadwiga Staniszkis w tym samym wydaniu "Dziennika" stwierdziła: Częste habilitacje Polaków na Uniwersytecie w Rużomberku byłyby uzasadnione tylko wtedy, gdyby istniała tam jakaś rzadka specjalizacja, której nie ma w Polsce, a zatem tylko tam można byłoby znaleźć kompetentnych recenzentów. Jednak jeżeli owe praktyki są podyktowane jedynie chęcią ułatwienia sobie zadania, rodzajem drogi na skróty - a wiele na to wskazuje - mamy do czynienia ze zjawiskiem demoralizującym i świadczącym o lekkomyślności.

Ludzie, którzy w ten sposób bronią znacznie słabszych niż w Polsce habilitacji, odnoszą co prawda sukces, ale jest on bardzo złudny. Oczywiście, mogą go kapitalizować - również w sensie dosłownym - na gorszych uczelniach, które zawsze potrzebują pracowników ze stopniem doktora habilitowanego. Ale nie ma to nic wspólnego z nauką, która jest przygodą mającą sens, tylko jeśli potrafimy dokonać nowego odkrycia. Sądzę, że Centralna Komisja Kwalifikacyjna do spraw Kadr Naukowych powinna zająć w tej sprawie zdecydowane stanowisko."


Socjolog z Polskiej Akademii Nauk - dr hab. Anna Giza-Poleszczuk prof. UW stwierdziła: "Rużomberk to kuriozalne zwieńczenie procesu, który w Polsce obserwujemy od bardzo dawna. To, co się tam dzieje, to proces bardzo negatywny, jednak musimy mieć świadomość, że słabą habilitację równie dobrze zrobić w Polsce. Najgorsze jest to, że sami obniżamy rangę tego tytułu. Sama habilitacja oraz standardy i kryteria, jakie się z nią wiążą, robią się coraz bardziej pozorne.

Znany z nieustannej obecności w mediach, znakomity socjolog idei i myśli socjologicznej dr hab. Paweł Śpiewak prof. UW dodał: "Przypadki otwierania przewodów habilitacyjnych w różnych dziwnych miejscach to moim zdaniem postkomunistyczne dziedzictwo. Sam znam taką sytuację na Ukrainie. Jednak to swoiste "kupowanie" habilitacji nie obciąża negatywnie polskiego środowiska naukowego. Bo trzeba rozróżnić środowisko naukowe od naukowo-biznesowego.

To drugie rządzi się zupełnie innymi wartościami. Z punktu widzenia tego środowiska takie praktyki są bardzo opłacalne, bo ułatwiają poszczególnym osobom nabycie uprawnień do nauczania w małej szkole prywatnej, żywotnie zainteresowanej, by mieć w swym gronie doktorów habilitowanych."


Prof. dr hab. Andrzej Mencwel - historyk kultury także wyraził swoją opinię w tej kwestii: "Jeśli obrony słabych prac habilitacyjnych na Uniwersytecie Katolickim w Rużomberku odbywają się zgodnie z przepisami prawnymi, to widać, że są to przepisy złe i należy je zmienić."

Gorąco polecam anonimowym sukcesorom uzyskanej na Słowacji docentury (habilitacji) skierowanie do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz do Prezesa Polskiej Akademii Nauk skargi na powyższych Uczonych jako tych, którzy ośmielali się krytykować turystykę habilitacyjną. Gdyby potrzebowali nazwiska wraz z cytatami jeszcze innych naukowców (włącznie z moją osobą), którzy wypowiadali się krytycznie na ten temat, to służę źródłowymi tekstami.


12 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze, zgadzam się, zgadzam i jeszcze raz zgadzam się, aczkolwiek sytuacja jest taka, że gdy na "coś" brak jest zapotrzebowania to zjawisko wygasa samoistnie. Ktoś zatrudnia tych ludzi i zasilają minimum kadrowe, co skutkuje nadawaniem stopnia mgr, doktora. Są promotorami i recenzentami w szerokim tego słowa znaczeniu. Są przez ludzi znaczących w nauce honorowani. Szanuję i popieram wymienionych przez Pana Profesora, ale czy nie jest to kropla w morzu i walka z wiatrakami? Powszechne odstąpienie od tego procederu może przynieść oczekiwane efekty. A obecnie biznes to biznes. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko "Słowacy" są winni. Zawsze znajdzie się nikczemna grupa klakierów popierająca oszustów i kombinatorów wyłudzających stopnie naukowe. Świadectwem tego są wybory na dziekanów i rektorów. Nawet w publicznych uczelniach "słowackie" miernoty pełnią ważne funkcje i pomiatają ludźmi. Warto o tym pisać i nagłaśniać nadużycia!!! Zawsze zadaję sobie pytanie: Jak można się habilitować nie mając ani jednej rozprawy naukowej? Dlaczego władze ministerialne przymykają oczy (nie mam wątpliwości!!!) na to szalbierstwo? Dlaczego PKA wizytując kierunki nie zwraca uwagi, że w minimum kadrowym aż roi się od "Słowaków"?!!

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak anonimowy wytłumaczy fakt powszechnego zaliczania do minimum kadrowego na kierunku pedagogika habilitowanych z socjologii, historii itp. Wystarczy spojrzeć do OPI, by przekonać się kto jest promotorem doktoratów z pedagogiki. Niestety dość często nie pedagodzy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma żadnego błędu w otwieraniu przewodu doktorskiego z pedagogiki, w zakresie historii oświaty (także doroslych) przez wykwalifikowanego historyka , którego dorobek naukowy jest z historii oświaty, andragogiki czy pedeutologii. Właśnie dlatego powołany przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN integruje środowisko naukowe historyczne i pedagogiczne jako najbardziej kompetentne do prowadzenia badań właśnie metodami historycznymi. Zgodnie z Ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym także PKA uznaje kompetencje i kwalifikacje naukowców na podstawie ich dorobku naukowego w danej dyscyplinie naukowej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziennikarze ujawnili , że polskie mietnity uzyskiwsły habilitację na Słowacji nie znając języka obcego. Prace w maszynopisie przedkładali w języku polskim. Brawo!!! Niech anonimowy się ujawni. Bedziemy podziwiać jego wybitne sukcesy.
      Sławek

      Usuń
  6. Bardzo dobrze, że Pan Profesor po nazwisku wyróżnił panie minister, które "zasłużyły się" dla kontynuacji tego bałaganu pt. słowaccy docenci. Ciekawe kogo PiS desygnuje na ministra nauki i szkolnictwa wyższego? Zważywszy na fakt, że ci słowaccy docenci, to w znacznym odsetku księża, także przy nowej władzy włos im z głowy nie spadnie. Nie ma co też liczyć na rozsądek rektorów, dziekanów, etc. którego z nich obchodzi, z jakim dyplomem i dorobkiem naukowymprzystępuje ktoś do konkursu na stanowisko profesora? Liczą się układy i układziki.
    Niestety, przez to, że promowaniem m. In. doktorów pedagogiki zajmują się niepedagodzy, coraz mniej mamy pedagogiki w pedagogice !!! Z tym uznawaniem kompetencji i kwalifikacji naukowców na podstawie ich dorobku, to też "ściema". Nie tak dawno, pełniąc funkcję prorektora ds. Dydaktycznych, zwróciłem się z zapytaniem do MNiSW z pytaniem - ile musi być tego "dorobku", jeden a może pięć artykułów, może książka? Z pytaniem tym odesłano mnie do PKA, a ta nie raczyła udzielić mi żadnej odpowiedzi.
    Może Pan Profesor coś poradzi w tej kwestii i poda jakieś "normy" do
    uznawania tych kwalifikacji i kompetencji.
    W większości uczelni stosuje się schemat: habilitacja "z byle czego, np. docentura z pracy socjalnej na Słowacji"', potem jakiś artykulik niby z pedagogiki, socjologii, psychologii i już jest podstawa do zaliczenia do minimum kadrowego jako samodzielnego pracownika z pedagogiki, socjologii i innych. Kiedy wreszcie skończy się ten b...el?

    OdpowiedzUsuń
  7. Robi się wiele szumu i załamuje ręce, w niektórych uczelniach plotka głosi, że "słowacy" nie będą mogli piastować stanowisk, niedługo pojawią się żądni krwi naprawiacze sytuacji... Pytanie, co można zrobić. Może po prostu nic? Wszystko było zgodne z prawem. Będziecie kogoś karać wstecz? Mijają lata, ludzie bogacą swój dorobek naukowy. I może na ten dorobek należy patrzeć, po nim oceniać, a z drugiej strony uszczelnić prawo.I problemu nie będzie. Słabi naukowcy sami się wykruszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały problem polega na tym, że słabi naukowcy, tj. "Słowacy" się nie wykruszą. Oni wykruszają (eliminują) zdolnych i z dużym dorobkiem naukowym. Takie są fakty! Bardzo bolesne!

      Usuń
    2. A niby jak ich "wykruszają"? I jakim cudem mają taką moc? Z tego co pamiętam to nawet w wyjątkowo dotkniętej "Słowakami" pedagogice nie są oni w przewadze ...

      Usuń
  8. Na stronie Centralnej Komisji do spraw Tytułów i Stopni czytamy, że kolokwium habilitacyjne wciąż istnieje! Jak przygotować się do habilitacji, jeśli "pomocne informacje" wcale nie pomagają, A WPROWADZAJĄ W BLĄD? Kryteria oceny sa NIEAKTUALNE!:

    "Istnieje potrzeba zwrócenia uwagi rad jednostek na zapewnienie właściwego przebiegu kolokwium habilitacyjnego. Obserwujemy często, że kolokwium to ma charakter obrony rozprawy habilitacyjnej, podczas gdy powinno być dyskusją, z udziałem habilitanta, nad szerszymi problemami dyscypliny, w której nadany ma być stopień. Dyskusja ta ma
    wykazać, że habilitant ma odpowiednią wiedzę w całej dyscyplinie, w której się habilituje, nie tylko w zakresie problematyki jego rozprawy habilitacyjnej."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie , że istnieje ten zapis, bowiem nadal toczą się w kraju przewody habilitacyjne w starym trybie. Dobrze jest wiedzieć o tym.

      Usuń