Do świata nauki tylnymi drzwiami



Minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Lenie Kolarskiej-Bobińskiej i wiceminister od niezałatwiania spraw patologicznych a b. członkini egzekutywy PO PZPR z Instytutu Badań Literackich - prof. dr hab. Darii Nałęcz polecam teksty z historią:


W dn. 3 września 2008 r. ukazał się w wydawanym wówczas "Dzienniku" artykuł Klary Klinger pt. "Słowacka fabryka polskich profesorów", którego autorka pisała: "(...) - tak polscy wykładowcy akademiccy określają wysyp naukowców, którzy obronili pracę habilitacyjną na którejś z uczelni na Słowacji. Bo choć proceder jest całkiem legalny, to jednak zdobyty w ten sposób tytuł naukowy budzi spore wątpliwości..."

Zastanawia mnie, czym kierowali się następcy pierwszych szesnastu Polaków z wyższych szkół zawodowych i uniwersytetów, że pomimo wszczętego alarmu postanowili iść tą samą drogą, już przetartym szlakiem po docenturę w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku? Wiedzieli, że nie jest to właściwa i porównywalna z polską procedura habilitacyjna, a co gorsza, byli świadomi także tego, że jest ona w środowisku akademickim postrzegana bardzo negatywnie.

Jak komentowała to 7 lat temu prof. UW Barbara Smolińska-Theiss: "Tylko od października 2007 r. do czerwca tego roku (2008 - dop. BŚ) na uniwersytecie w Rużomberku habilitowało się 16 Polaków, w większości z dziedziny pedagogiki. To bardzo dużo, zwłaszcza w porównaniu z liczbą habilitacji z zakresu pedagogiki w całej Polsce. Rocznie mamy najwyżej kilkunastu habilitantów. A profesorów pedagogiki, łącznie z emerytowanymi, jest w naszym kraju zaledwie trzystu".

Podobnie krytycznie wypowiadał się o tym zjawisku ówczesny Przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN - prof. dr hab. Stefan M. Kwiatkowski, który uważał, że "(...) cały proceder jest mało etyczny. Nie powinno być tak, że jeden profesor kilkanaście lat ciężko pracuje na swój status, a inny szybko załatwia sprawę na Słowacji".

Przypomnę wypowiedzi trzech wybitnych socjologów:

Prof. Jadwiga Staniszkis w tym samym wydaniu "Dziennika" stwierdziła: Częste habilitacje Polaków na Uniwersytecie w Rużomberku byłyby uzasadnione tylko wtedy, gdyby istniała tam jakaś rzadka specjalizacja, której nie ma w Polsce, a zatem tylko tam można byłoby znaleźć kompetentnych recenzentów. Jednak jeżeli owe praktyki są podyktowane jedynie chęcią ułatwienia sobie zadania, rodzajem drogi na skróty - a wiele na to wskazuje - mamy do czynienia ze zjawiskiem demoralizującym i świadczącym o lekkomyślności.

Ludzie, którzy w ten sposób bronią znacznie słabszych niż w Polsce habilitacji, odnoszą co prawda sukces, ale jest on bardzo złudny. Oczywiście, mogą go kapitalizować - również w sensie dosłownym - na gorszych uczelniach, które zawsze potrzebują pracowników ze stopniem doktora habilitowanego. Ale nie ma to nic wspólnego z nauką, która jest przygodą mającą sens, tylko jeśli potrafimy dokonać nowego odkrycia. Sądzę, że Centralna Komisja Kwalifikacyjna do spraw Kadr Naukowych powinna zająć w tej sprawie zdecydowane stanowisko."


Socjolog z Polskiej Akademii Nauk - dr hab. Anna Giza-Poleszczuk prof. UW stwierdziła: "Rużomberk to kuriozalne zwieńczenie procesu, który w Polsce obserwujemy od bardzo dawna. To, co się tam dzieje, to proces bardzo negatywny, jednak musimy mieć świadomość, że słabą habilitację równie dobrze zrobić w Polsce. Najgorsze jest to, że sami obniżamy rangę tego tytułu. Sama habilitacja oraz standardy i kryteria, jakie się z nią wiążą, robią się coraz bardziej pozorne.

Znany z nieustannej obecności w mediach, znakomity socjolog idei i myśli socjologicznej dr hab. Paweł Śpiewak prof. UW dodał: "Przypadki otwierania przewodów habilitacyjnych w różnych dziwnych miejscach to moim zdaniem postkomunistyczne dziedzictwo. Sam znam taką sytuację na Ukrainie. Jednak to swoiste "kupowanie" habilitacji nie obciąża negatywnie polskiego środowiska naukowego. Bo trzeba rozróżnić środowisko naukowe od naukowo-biznesowego.

To drugie rządzi się zupełnie innymi wartościami. Z punktu widzenia tego środowiska takie praktyki są bardzo opłacalne, bo ułatwiają poszczególnym osobom nabycie uprawnień do nauczania w małej szkole prywatnej, żywotnie zainteresowanej, by mieć w swym gronie doktorów habilitowanych."


Prof. dr hab. Andrzej Mencwel - historyk kultury także wyraził swoją opinię w tej kwestii: "Jeśli obrony słabych prac habilitacyjnych na Uniwersytecie Katolickim w Rużomberku odbywają się zgodnie z przepisami prawnymi, to widać, że są to przepisy złe i należy je zmienić."

Gorąco polecam anonimowym sukcesorom uzyskanej na Słowacji docentury (habilitacji) skierowanie do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz do Prezesa Polskiej Akademii Nauk skargi na powyższych Uczonych jako tych, którzy ośmielali się krytykować turystykę habilitacyjną. Gdyby potrzebowali nazwiska wraz z cytatami jeszcze innych naukowców (włącznie z moją osobą), którzy wypowiadali się krytycznie na ten temat, to służę źródłowymi tekstami.