niedziela, 11 października 2015

Czy znowu zmieni się uniwersum symboliczne w oświacie, szkolnictwie wyższym i nauce?

Peter L. Berger i Thomas Luckmann wskazywali w swoich analizach socjologicznych na zagrożenia uniwersum symbolicznego, jakie mogą pojawiać się ze strony grup heretyckich, których aktywizacja społeczna rzutuje negatywnie na porządek instytucjonalny uprawomocniony przez to uniwersum. W Polsce mamy jednak sytuację, w której to nie grupy heretyckie, jakieś mniejszości kulturowe, ale zmieniające się bardzo często u władzy grupy polityczne ze swoimi radykalnie odmiennymi programami, modelami kultury i systemami wartości stają się odpowiednikami grup heretyckich sprawiając, iż owo zagrożenie wynika z tego właśnie procesu. Funkcją bowiem – jak pisze Piotr Żuk - „myśli panujących” jest legitymizacja owego panowania, a także przesłanianie charakteru panowania – ukazywanie interesów klasy panującej jako dobra ogólnospołecznego, a panujących myśli i przekonań jako prawdy uniwersalnej i powszechnie uznawanej. (P. Żuk, Struktura a kultura. O uwarunkowaniach orientacji emancypacyjnych w społeczeństwie polskim, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe „Scholar” 2007, s.154)

Od prawie dwudziestu lat obserwujemy i doświadczamy w naszym kraju zmieniające się co 2-4 lata uniwersum symboliczne, którego nośnikiem staje się klasa panująca, dysponująca tak siłą materialną, jak i duchową do stanowienia w tym zakresie o zakresie i jakości m.in. edukacji. Skoro każda władza od lewicowej, po prawicową czy liberalną dąży do wytworzenia i utrzymania zgodnego z jej programem politycznym typu kultury, to zarazem opowiada się ona także za określonym typem człowieka – obywatela i pożądanych z jej perspektywy rozwiązań oświatowych. Dochodząc do władzy podejmuje w pierwszej kolejności działania eliminujące rozwiązania poprzedników, a zarazem przeciwników politycznych, traktując sferę oświatową nie jako sferę publiczną, ale partykularnych interesów. Nic dziwnego, że wykorzystuje prawo i właśnie system oświatowy, szeroko pojmowane instytucje opiekuńczo-wychowawcze i socjalne jako narzędzie do osiągania tego celu.

Wsłuchajmy się zatem w trakcie spotkań z kandydatami do Sejmu i Senatu w to, co i jak mówią o edukacji, szkolnictwie wyższym czy nauce. Obyśmy po raz kolejny nie obudzili się z przysłowiową ręką w nocniku po tegorocznych wyborach. Dotychczasowi politycy lekceważyli środowisko oświatowe i akademickie jako ważny czynnik suwerennego wpływu na politykę oświatową oraz w zakresie nauki i szkolnictwa wyższego. Zostały one zawłaszczone przez polityków dla celów ich partyjnych grup odniesienia, a ukazywanych - rzecz jasna - społeczeństwu jako cele ogólnonarodowe, ogólnopaństwowe, jako działania na rzecz dobra publicznego.

3 komentarze:

  1. Przede wszystkim nie wybierajmy politykierów z pierwszych miejsc na listach obojętnie jakiej partii, a raczej na osoby, które znamy bezpośrednio z ich działań!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Wydaje się, że mamy do czynienia z niedobrą, a może nawet niebezpieczną sytuacją: wizja i praktyka edukacji powszechnej jest kreowana przez "grupę trzymającą władzę". Uczniowie, nauczyciele i rodzice stają przedmiotami, a nie podmiotami, działań decydentów. Na dole wygląda to tak: wszyscy narzekamy, ale godzimy się z sytuacją, bowiem: "to jest ustalone odgórnie", więc po co rozmawiać.
    2. Kilka dni temu odbyła się w TVP Info bardzo długa i zadziwiająca debata o edukacji. Zadziwiająca, bowiem nie był zaproszony do niej ani jeden polityk. Czy jest możliwe stworzenie mody na debaty, rozmowy i spory o edukacji bez udziału polityków (ewentualnie w roli publiczności ?). Czy jest możliwe stworzenie w TVP, czyli w najbardziej opiniotwórczym medium, stałej, cyklicznej audycji o edukacji ?
    Dyskurs o problemach oświaty powinien mieć charakter publiczny. Mam wrażenie, że zmarnowaliśmy w oświacie 25 lat, pozwalając na to, aby poważne rozmowy o oświacie toczyły się głównie w dwóch, rozłącznych kręgach: partyjno-decydenckim i elitarno-niszowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałem tę debatę - owszem polityków nie było, ale "godnie" zastąpili ich żurnaliści opowiadający zbliżone stereotypowe wyświechtane "mundrości". Nie było za to praktycznie ludzi mających BEZPOŚREDNI kontakt ze szkolną rzeczywistością, bo nie jest takim ekscentryczny pan Ługowski ... ;-)

      Usuń