czwartek, 23 lipca 2015

Skandaliczne naruszenia prawa i norm moralnych w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku na Słowacji

Ten Uniwersytet stał się "czarnym liderem" - nie tylko moich - analiz polityki akademickiej u południowych sąsiadów. Mam w tym kraju wielu przyjaciół-profesorów, toteż także na ich prośbę od 2008 r. uczulam polską opinię publiczną na patologie, które mają tam miejsce. Niestety, także z udziałem i za sprawą wielu Polaków, wśród których znalazły się osoby chętne do wykorzystania tej instytucji w niecny sposób. To zdumiewające, że niektórzy z naszych doktorów nauk humanistycznych czy społecznych z taką łatwością i brakiem wyrzutów sumienia wykorzystywało tę uczelnię do tego, by podwyższyć swój status w kraju, mimo że nie odpowiada on rzeczywistym nakładom pracy naukowo-badawczej i osiągnięciom naukowym.

Władze Katolickiego Uniwersytetu w Ružomberku też jednak były tym zainteresowane. Ktoś czerpał z tego prywatne korzyści. Najpierw pierwsi księża z Polski przetarli szlak, zobaczyli, że jest to możliwe, a za nimi poszli inni. Tak to najczęściej się odbywa na całym świecie, kiedy zamierza się omijać standardy i nadużywać prawnego przyzwolenia. Rzecz jednak nie dotyczy tylko Polaków. Przede wszystkim przeprowadzone dochodzenie słowackiej prokuratury oraz na zlecenie Konferencji Biskupów Słowackich zewnętrzny audyt wykazały, że środowisko akademickie w dużej części stworzyło w tym Uniwersytecie warunki do fałszu, cwaniactwa, nadużyć, pseudoakademickiej hucpy.

Uniwersytet Katolicki w Ružomberku powstał w 2000 r. a po piętnastu latach - jak ocenia to słowacka prasa - stracił wizerunek pod kierownictwem byłego Rektora ks. prof. Tadeusza Zasępy i dwóch dziekanów Wydziału Pedagogicznego Tomasa Jablonskeho oraz dziekana Wydziału Filozoficznego Mariana Kuny. Tytuł jednego z artykułów brzmi trafnie: "Plama na uniwersytecie z przymiotnikiem "katolicki" (Špina na univerzite s prívlastkom „katolícka“).

Zapewne będzie trudno odbudować markę, skoro się jej nawet nie osiągnęło. O skandalach z "turystyką habilitacyjną" pisała w latach 2008-2009 prasa słowacka i polska. Czy musiało dojść do tak dużych nadużyć finansowych i patologii, żeby dopiero w 2014 r. b. rektor został zmuszony do złożenia dymisji? A może manipulacje miały miejsce poza jego plecami? Po roku prasa słowacka aż dudni od ujawnianych przekrętów i łamania prawa przez część akademickiej i administracyjnej kadry tej uczelni.

Nieustannie podnoszona jest ta kwestia w naszym kraju, tylko jakoś Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego czyni wszystko, by zamieść swoją współodpowiedzialność "pod dywan". To tylko potwierdza, że kierownictwo resortu wpisuje się w tym zakresie w politykę niszczenia polskiej nauki. Zawdzięczamy to zarówno prof. Barbarze Kudryckiej, jak i Lenie Kolarskiej-Bobińskiej, które doskonale wiedzą o patologiach i skandalach z tym związanych, a upełnomocniają ten proces zaniechaniem w podjęciu koniecznych decyzji.


Komitet Nauk Pedagogicznych PAN otrzymuje jedynie ogólnikowe pisma, pełne frazesów i zapewnień o działaniach, a dziennikarze zapewnienia, że ponoć MNiSW chce coś z tym zrobić. Od 2009 r. jest jednak inaczej.

Może wreszcie władze resortu, a jak nie, to pani premier Ewa Kopacz zastanowią się nad skutkami swojej polityki odraczania, zaniechania, ukrywania tych patologii? Ile jeszcze komitetów naukowych Polskiej Akademii Nauk ma protestować? Jak długo mają one czekać na decyzję w sprawie wprowadzenia aneksu do bilateralnego porozumienia z rządem Słowacji w sprawie uznawalności stopni i tytułów naukowych, które nie są de facto równoważne?


Powróćmy jednak na Słowację, bo Konferencja Biskupów Słowacji upubliczniła wyniki pięciomiesięcznego audytu, jaki przeprowadziła firma KPMG w Katolickim Uniwersytecie w Ružomberku na wniosek obecnego rektora. Naruszenia prawa miały miejsce w latach 2010-2013 i dotyczyły nieodpowiedzialnego kierowania Wydziałami - Pedagogicznym i Filozoficznym. Zarzuty dotyczą niegospodarności, złego zarządzania uczelnią, plagiatów, "sprzedawania" dyplomów doktorskich i habilitacyjnych, kształcenia studentów poza siedzibą bez spełnienia obowiązujących w kraju standardów.

Co ważne, sam b. rektor ks. prof. T. Zasępa w piśmie z dn. 28 kwietnia 2014 skierowanym do dziekana Wydziału Pedagogicznego doc. Tomáša Jablonský'ego stwierdził m.in.: Toczące się postęowania na tytuł naukowy profesora i habilitacyjne są rozbieżne z Prawem o szkolnictwie wyższym. (Prebiehajúce habilitačné a inauguračné konania v rozpore so Zákonom o vysokých školách) Habilitację otrzymywały osoby, które nie miały żadnego związku z ich przedmiotem.

Słusznie pytał dziekana, powołując się na konkretne przykłady: o mianowania w zakresie pedagogiki socjalnej kogoś, kto ma dorobek z pedagogiki? (Konkrétny prípad na KU: uchádzačka obsadila na PF KU funkčné miesto v odbore pedagogika a na PF KU sa habilituje v odbore sociálna práca... Ako môže pôsobiť na vysokej škole a mať kontinuálnu pedagogickú činnosť v danom odbore sociálna práca? Ako vytvorila vedecké dielo v danom odbore sociálna práca, keď sa venovala pedagogike?)

Władze tego wydziału i jego profesorowie - za każdym razem, gdy w grę wchodziła ocena dorobku naukowego kogoś, kto chciał się habilitować z pracy socjalnej (KU w Ružomberku utraciła prawo w 2009 r. do habilitacji z pedagogiki), tłumaczono rektorowi, że ma on zbliżony problemowo przedmiot badań. Nie było to jednak prawdą (Neobstál argument, že ide o príbuzný odbor), gdyż dorobek był np. z pedagogiki.

Były rektor ks. prof. T. Zasępa ujawnił, że publikowane w czasopiśmie rzekomo zagranicznym artykuły kandydatów do habilitacji są fałszerstwem. Ba, podaje nazwiska Słowaków i Polaków, którzy w zadziwiająco krótkim czasie ukończyli studia doktoranckie w tym uniwersytecie. Zamiast 5 lat, uzyskali stopień doktora już po kilku miesiącach. Stwierdza też fakt fałszowania dokumentacji w przewodach naukowych.

Kontrola wykazała aż 550 naruszeń prawa i norm moralnych. Między innymi dotyczyło to zawyżania wypłat z tytułu delegacji, superszybkich - a więc przyspieszonych - form nadawania tytułów 22 osobom eksternistycznych studiów doktoranckich, wysokiej liczby habilitacji (dotyczy to także Polaków) czy pobierania "na lewo" opłat za te postępowania na tzw. "czarny fundusz" („čierneho fondu“), z którego to środki nigdy nie trafiły na konto uniwersytetu.

(tab. Podział części puli nagród tylko dla 6 pracowników)

Konferencja Biskupów Słowacji nie wypowiada się na temat tych patologii, a przecież zostały one wskazane przez b. rektora z Polski. Jak wykazała kontrola, m.in. od Polaków czy Czechów pobierano za habilitacje lub profesury opłaty o 50% wyższe, niż regulaminowe. Szły one na "czarne konta". Ks. prof. T. Zasępa ujawnił zatem korupcję, pobieranie pieniędzy, które nie zostały zaksięgowane na koncie uczelni.

Jak stwierdza: To jeden z Polaków skierował do słowackiego Ministerstwa Szkolnictwa skargę na korupcję na Wydziale Pedagogicznym UK. Wystawiono fałszywe faktury za udział w konferencjach w Polsce w wysokości 4.500,- €, a nawet 5.850,- €. Nieźle musieli się bawić. Odnaleziono też fałszywe pieczątki, których nie skasowano. Ciekawe, czy dalej ktoś się nimi posługuje?

Nowy Rektor KU w Ružomberku prof. Jozef Jarab (b. członek Słowackiej Komisji Akredytacyjnej) potwierdził, że chociaż już pewne osoby związane z naruszeniem prawa nie pracują w KU, to powinno to być ostrzeżeniem dla pozostałych. Nie dotyczy to jednak obu dziekanów. Jego Magnificencja wstrzymał wypłatę premii dla pracowników uniwersytetu do chwili przyjęcia nowych regulacji w tym zakresie.

Konferencja Biskupów zażądała, by uniwersytet zakończył współpracę z prywatnym Funduszem Ladislava Pyrkera i by nie kontynuował współpracy z prywatnym Funduszem, który utworzył b. rektor ks. prof. T. Zasępa. Mają też zostać ustalone nowe zasady współpracy z fundacjami. To właśnie te fundusze były sposobem, na wyprowadzanie publicznych pieniędzy, a także służyły do pobierania dodatkowych opłat od studentów, doktorantów i habilitantów.

Opinia publiczna została też poinformowana o tym, że sześciu pracownikom tego uniwersytetu wypłacono w ramach premii 114 tys. euro w listopadzie 2013 roku, zaś 79 pracownikom rozdzielono 130 tys. euro.

Jeszcze w 2014 r. starał się bronić uniwersytetu po pierwszych próbach odwołania rektora T. Zasępy - b. dysydent i poseł František Mikloško. Tak, jakby nie chciano dopuścić do publicznej wiadomości tego, o czym opinia publiczna już wiedziała. Znacznie wcześniej ujawniono żenujący autoplagiat dziekana Wydziału T. Jablonskeho, ale zbyto to milczeniem. Dzisiaj publikuje się plagiaty prac dyplomowych. Obaj dziekani nadal pełnią tam swoje funkcje.

Szkoda, że nasi słowaccy koledzy-akademicy nie zgłosili, że wiele habilitacji Polaków w KU w Ružomberku zostało przeprowadzonych na podstawie obronionych w kraju prac doktorskich. Niektórzy cwaniacy nie zmienili nawet ich tytułów albo bezczelnie przedkładali jako dorobek podoktorski wydaną w kraju rozprawę doktorską, a nie habilitacyjną.

Wśród habilitowanych docentów na Słowacji są nawet członkowie Polskiej Komisji Akredytacyjnej a pani minister nie raczy zabrać w tej sprawie głosu. Tak dewaluuje się polską naukę i jakość kształcenia. Musi wybuchnąć kolejny skandal, żeby polskie władze zajęły wreszcie odpowiednie wobec tych procesów stanowisko. Turystyka habilitacyjna jest bowiem częścią składową patologicznych procesów.



13 komentarzy:

  1. Pan Profesor był/jest formalnie związany z tą uczelnia? Proszę o jakieś wyjaśnienia.
    Była studentka prof. A.Radziewicza-Winnickiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest opisane w książce "Pedagog w blogosferze". Jak pyta b.studentka, to czytać ze zrozumieniem potrafi. Nie pracuję w KU.

      Usuń
    2. Nie idzie - Panie Profesorze - o pracę etatową. Mam na uwadze udział (tak jak prof. A.Radziewicz - Winnicki) w przewodach doktorskich i habilitacyjnych tej uczelni.
      Była studentka...

      Usuń
  2. Nigdy nie uczestniczyłem w żadnym postępowaniu habilitacyjnym czy profesorskim jakiegokolwiek Polaka na Słowacji, we wszystkich tamtejszych uniwersytetach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy jest jakakolwiek prawna możliwość unieważnienia habilitacji polskich tzw. "profesorów", które odbyły się , np. prac doktorskich ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pytanie jest niejasne. Proszę określić,, o jakie unieważnienie polskich habilitacji pyta Anonimowy?

    OdpowiedzUsuń
  5. przepraszam, pospiech. Mam na myśli nieuczciwe postępowania , nie spełniające kryteriów habilitacji (np. powtórne przedstawienie rozprawy doktorskiej) , a dotyczące osób aktualnie zatrudnionych na polskich uczelniach na stanowiskach "samodzielnych".

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli ktoś został wypromowany doktorem, to korzysta z praw nabytych. Tych nikt mu nie odbierze, chyba że popełnił plagiat, to wówczas ten rodzaj działalności przestępczej nie ulega przedawnieniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo to przykre. Uczelnie są coraz bardziej nasycone osobami bez dorobku naukowego, które uzyskały docenturę na Słowacji. Problem nie dotyczy tylko pedagogiki

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego Pan nie zamieszcza komentarzy od różnych osób do swoich blogów. Czyżby chodzi o cenzurę i polityczną poprawność

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zamieszczam tych, które wymagałyby zgłoszenia na policję. Oszczędzam ich autorom kłopotów. Mam już za sobą wygrany proces z osobą, która usiłowała pomówić na forum przy jednej z gazet codziennych. Znam zatem bardzo dobrze ścieżkę dochodzenia prawa w tym zakresie. Niektórzy hejterzy nie znają faktów, a usiłują hejtować i straszyć. Bezradność, kiedy jest się nieuczciwym nie może być projektowana na innych. Nie każdy bowiem tak postępuje, jak oni sami lub - w ich mniemaniu - inni. Wkrótce będą kolejne publikacje odsłaniające "spółdzielnię habilitacyjną" w Polsce z udziałem także osób odpowiedzialnych za nadzór w tym zakresie.

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo się ciesze, ze te sprawy wyjdą na światło dzienne. Miałam takie sytuacje, kiedy o zatrudnienie na WNP DSW starał się ktoś ze stopniem z tej słowackiej uczelni. Nie przyjmowałam nawet od takich osób dokumentów, nie stawiałam wniosków na Radę Wydziału. Niepojęte jest dla mnie, jak można spojrzeć sobie w twarz ze stopniem naukowym zrobionym w miejscu, o który od dawna wszystko wiadomo. Dlaczego nie w którejś z polskich uczelni z uprawnieniami? Na naszym Wydziale nie spotkałam się nigdy z nieżyczliwością czy utrudnianiem . Merytoryczne względy przesądzają o wszystkim.dobrze, ze naszym środowisku już nie będzie nowych " niby naukowców". Radość dla nas wszystkich i wielkie dzięki za wysiłek z tym związany. Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
  11. nasz polski pseudodoktor Stanisław Krajski też sobie tutaj kupił tytuł - wiem to z pewnych źródeł- ale czy jest gdzies wykaz doktorantów Uczelni ?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.