sobota, 13 czerwca 2015

Nauczyciele wychowania przedszkolnego mówią władzy - dość!


Nauczycielki warszawskich przedszkoli Ilona Jankowska i Danuta Łempicka przesłały na adres Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN treść Apelu, jaki wystosowały do: 1) NSZZ "Solidarność", 2) ZNP, 3) sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, 4) posła Dariusza Piontkowskiego oraz do mnie. Napisały go ukazaniu się w treści nowego rozporządzenia ministry edukacji o kwalifikacjach do wykonywania zawodu nauczyciela. Do tego aktu będę jeszcze powracał, bowiem mamy tu do czynienia z prawem dewastującym profesjonalizację polskiej edukacji.

Proces ten rozpoczęła Katarzyna Hall, podtrzymała Krystyna Szumilas, a wyniosła na "szczyty destrukcji" obecna ministra Joanna Kluzik-Rostkowska. To, że jeszcze jest w tym rządzie, najlepiej świadczy o jego postępującej degeneracji. Pani premier Ewa Kopacz nie przeprosi już Polaków za negatywne następstwa kierowania przez tę panią resortem edukacji.

Apel powstał tydzień temu - jak piszą - w akcie głębokiej desperacji. Wielomiesięczne próby zainteresowania sytuacją nauczycieli wychowania przedszkolnego, które były kierowane przez nich do związków zawodowych, nie spotkały się z odzewem. W związku z tym postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce, chociaż nie bardzo wiedzą, czy wybrana przez nie droga będzie skuteczna. Poszerza się zatem grupa oburzonych, która zadecyduje jesienią o tym, kto powinien reprezentować interesy nie tylko ich grupy zawodowej, ale przede wszystkim dzieci jako ofiar dotychczasowej, toksycznej polityki oświatowej.

Cytuję zatem treść "Apelu nauczycieli wychowania przedszkolnego":

Nauczyciele wychowania przedszkolnego żądają zainteresowania się i zmian dotyczących:

1. warunków pracy
a) nieustanne zmuszanie nauczycieli przedszkola do nieuzasadnionego podnoszenia kwalifikacji począwszy od wejścia w życie ustawy z dnia 18 lutego 2000 r. o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz.ust. nr 19 poz.239 z póź. zm). Tzw. „ustawa czyszcząca” (automatyczne wygaśnięcie stosunku pracy) dotyczyła również nauczycieli mianowanych, którzy ukończyli sześcioletnie studium wychowania przedszkolnego dające pełne kwalifikacje do pracy w przedszkolach. Nauczyciele w większości z własnych środków finansowych byli zmuszeni do ukończenia studiów wyższych. Absurdem obowiązującym do tej pory jest uznanie wykształcenia wyższego bez względu na kierunek studiów bez przygotowania pedagogicznego z ukończonym jedynie pedagogicznym kursem kwalifikacyjnym.

b) rozszerzenie podstawy programowej o tzw. „przygotowanie dzieci do posługiwania się językiem obcym nowożytnym” (Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 30 maja 2014 r. zmieniającego Rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół) oraz określenie nowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli wychowania przedszkolnego.

Wymagane kwalifikacje określają konieczność znajomości języka obcego na poziomie B II. Podstawa programowa zakłada, że „Przygotowanie dzieci powinno być włączone w różne działania realizowane w ramach programu wychowania przedszkolnego”, przy czym nie określa tygodniowego czasu przeznaczonego na naukę języka obcego. Tym samym nauczyciel, który w 2020 r. nie uzyska wymaganych kwalifikacji, nie będzie realizował podstawy programowej, a co za tym idzie będzie mógł być zatrudniony tylko po godz. 13 lub stracić część etatu.

Nauczyciele przedszkola z 25 – 30 letnim stażem pracy, którym zabrano prawo do emerytury po 30 latach pracy z czego co najmniej 20 lat pracy przy tablicy, z całą pewnością w większości nie uzyskają wymaganych kwalifikacji i zostaną pozbawieni pracy lub pełnych etatów. Dokonując wyboru nauczania języka obcego w przedszkolach dyrektor musi wziąć pod uwagę jaki język jest nauczany w szkołach podstawowych na terenie danej gminy.

Tym samym doświadczeni nauczyciele, którzy znają inny język nowożytny w ciągu 5,5 roku nie będą w stanie zdobyć wymaganych kwalifikacji. Wieloletnia intensywna nauka języka wiąże się z ogromnymi kosztami i nakładem pracy ze strony nauczyciela, która nigdy nie zwróci się w wynagrodzeniu za pracę (dotyczy to nauczycieli z wieloletnim stażem pracy). Takie wymagania ze strony MEN są bardzo krzywdzące dla nauczycieli, którzy całe swoje życie zawodowe poświęcili edukacji najmłodszych (2,5 – 5 lat).

c) wprowadzenie edukacji włączającej dzieci z orzeczeniami do placówek ogólnodostępnych ogranicza ich dostęp pełnego korzystania z pomocy psychologicznej, terapeutycznej, rehabilitacji i zajęć wyrównawczych prowadzonych przez wykwalifikowanych specjalistów.

d) ciągłe zmiany Ustawy o Systemie Oświaty oraz wprowadzanie kolejnych rozporządzeń zmieniających nie podlegających żadnej ewaluacji, ocenie i opiniowaniu powodują chaos, brak stabilizacji, niepewności i zaniepokojenie w środowisku nauczycieli wychowania przedszkolnego, którzy kierują się troską nie tylko o własną pracę zawodową, ale również o jej efektywność, czyli rozwój dzieci.

2. emerytur nauczycieli

Nauczyciele rozpoczynający pracę w latach 80 ubiegłego wieku czują się oszukani przez własne państwo. Tuż przed przejściem na planowana emeryturę zostali zmuszeni do wydłużenia swojego stażu pracy o ponad 10 lat. Niepokój budzi obawa, czy dla nauczycieli-seniorów będą miejsca pracy i czy stan ich zdrowia będzie pozwalał na kontynuację pracy z małymi dziećmi. Uważamy, że przejście na emeryturę powinno być uzależnione od lat pracy, a nie wieku. Nauczyciele podejmujący pracę w latach 80 mieli od 18 do 21 lat, a co za tym idzie będą pracowali co najmniej 43 lata.

Praca nauczyciela podlega ciągłej kontroli i ocenie zwierzchników, innych nauczycieli, samych dzieci oraz rodziców. Nauczyciel musi podporządkowywać się, często niedorzecznym, zmianom w prawie wprowadzanych przez osoby niekompetentne. Z zawodem nauczyciela łączą się sytuacje stresogenne. Oczekuje się od nas wzorowej postawy moralnej, ciągłego podnoszenia swoich kwalifikacji, a wreszcie znajomości problemów każdego dziecka. Prowadzone od wielu lat badania naukowe dowodzą, że właśnie nauczyciele są narażeni na tzw. wypalenie zawodowe.

Wg Maslach „wypalenie zawodowe dotyka głównie przedstawicieli specyficznych zawodów, które polegają na świadczeniu usług społecznych i wymagają bliskiej, bezpośredniej pracy z ludźmi, osobistego zaangażowania w kontakty interpersonalne, często są związane z pomaganiem innym, a umiejętności społeczne są w nich podstawowym narzędziem pracy”. Zawody te w języku angielskim określa się jako „human services”. Zawód nauczyciela i wychowawcy należy do tego typu zawodów. A nauczycielom polskim funduje się wieloletnią pracę, nie przewidując kosztów jakie poniesie ich psychika, jak również kosztów, które poniosą w konsekwencji małe dzieci.

Środowisko nauczycieli wychowania przedszkolnego czuje się lekceważone zarówno przez MEN, jak i przez związki zawodowe. Wobec braku jakiejkolwiek reakcji na liczne uwagi i protesty kierowane ze środowiska nauczycielskiego stanowczo domagamy się wnikliwej analizy efektów niekontrolowanego wprowadzania kolejnych rozporządzeń Ministra Edukacji Narodowej w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego oraz w sprawie ramowych planów nauczania.

Nauczyciele Wychowania Przedszkolnego


Kontakt:

1. Ilona Jankowska: ilona63@o2.pl

2. Danuta Łempicka: danuta.lempicka@interia.pl

67 komentarzy:

  1. Tym razem Komitet Nauk Pedagogicznych ma poprzeć protest przeciwko podnoszeniu kwalifikacji nauczycielek przedszkolnych? Te akurat przepisy są jak najbardziej adekwatne do potrzeb przedszkolaków , oczekiwań ich rodziców. Rozporządzenie o standardach nauczycielskich mówi wyraźnie , jakie trzeba mieć ukończone studia, żeby pracować w przedszkolu. To edukacja przedszkolna ( u nas w DSW łączona z edukacją wczesnoszkolną). Nie można pracować w przedszkolu po każdych studiach. Druga sprawa: protestującym nie podoba się inkluzja? Przeszkadzają im dzieci z utrudnieniami w rozwoju? Bo trzeba się przygotować do pracy z takimi dziećmi? Po trzecie: dlaczego B II z języka angielskiego to dla nauczycielek z przedszkoli za dużo? Przeciueż nikt nie mówi o jakimś masowym zwalnianiu, tylko proponuje nowe wymagania od profesjonalistów, pracujacych w przedszkolach. Nagle tego nie chcemy, nie rozumiemy, nie wspieramy? Bo dwie Panie się boją a my mamy ochotę " walić w rząd na oślep" nawet wtedy, kiedy proponuje naszym nauczycielom wyższe kwalifikacje? I ta tęsknota za za Studium Nauczycielskim- to były czasy. Po co nauczycielkom przedszkolnym wyższe wykształcenie- nie wystarczyłoby, że są matkami, babciami? Wtedy będę jeszcze częściej sobie w telewizji komentować takie " kwiatki" jak zachowanie nauczycielki w Szczodrem, która terroryzowała dzieci, zalepiał im taśma usta. Ta nauczycielka akurat skończyła Wydział Zamiejscowy bardzo szacownego, polskiego Uniwersytetu na kierunku: pedagogika, specjalność psychopedagogika specjalna z edukacją wczesnoszkolną. Miała aż 12 godzin psychologii, 12 surdo i oligo, 12 pedagogiki wczesnoszkolnej i 15 metodyki. Miała tez dużo przedmiotów dotyczących Kościoła, Biblii. Czy polskie środowisko pedagogów będzie teraz za takim kształceniem nauczycieli przedszkolnej edukacji? Czy będziemy zabiegać o powrót Kolegiów czy Studiów Pedagogicznych? czy możemy być przeciwko podnoszeniu kwalifikacji? według mnie istotą zawodu nauczyciela jest uczenie się przez całe życie. Sorry- to taki zawód. Jedyne, z czym się zgadzam w tej sprawie to konieczność zapewnienia bezpieczeństwa zatrudnienia w przedszkolu tym nauczycielkom, które są przed emeryturą i nie czują się na siłach uzupełnić wykształcenia językowego. Ale wiedza, uczenie się , podnoszenie kwalifikacji nie szkodzą! Nie są groźne! Są dzisiaj konieczne! jest już w Polsce kilka pokoleń, ( poczynając od 35-latków), które znają angielski na B II. Rozumiem protestujące Pani- boją się nowych wymagań.Nie rozumiem Twojego Bogdan stanowiska w tej sprawie. Jak zawsze pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia we Wrocławiu. Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem komentarza. Czy wg Pani Profesor ta ilość godzin jest wystarczająca do podjęcia pracy z małym dzieckiem?! Czy dziecko niepełnosprawne bedzie miało zapewnioną terapię u nauczyciela po 12 godz. surdo czy oligofrenopedagogiki? Czy 15 godzin metodyki to szczyt potrzeb?
      Co złego było w sześcioletnim Studium Nauczycielskim, gdzie metodyka była 4 godziny w tygodniu, przez przynajmniej dwa lata. Czy studenci wyższych uczelni czy pedagogicznych kursów kwalifikacyjnych uczą się gry na instrumentach, niezbędnych w pracy z małym dzieckiem takich jak: pianino, mandolina, flet czy nawet gitara? Czy uczestniczą w zajęciach ruchowych, aby poznać możliwości rozwojowe dzieci oraz zabawy i zestawy ćwiczeń gimnastycznych dla nich przeznaczonych?
      Jak można wypowiadać się w taki sposób o osobach których się nie zna, nie rozumie ich problemów i nie zna specyfiki pracy przedszkola.
      A nawiasem mówiąc umiejętności nabyte podczas bycia mamą czy babcią, są w tym zawodzie na wagę złota, a coraz bardziej doceniane też w innych. Moim zdaniem dużo bardziej przydatne niż mnóstwo teorii wyuczonej na pamięć.

      Usuń
    2. Ja mam lat 39, 12 lat pracy w przedszkolu... Tony skończonych kursów i teraz jeszcze mam się kształcić za własne pieniądze,żeby uczyć angielskiego dzieci 3-letnie, które przychodząc do przedszkola często jeszcze po polsku wcale nie mówią? i kiedy- rzecz jasna w weekendy. Zatem mamą pobyć nie zdążę!!!! Zagońmy nauczycieli wychowania przedszkolnego do zrobienia jeszcze medycyny (bo to kolejna oszczędność- po co pielęgniarki w przedszkolach skora nauczycielka zrobi to za własną kasę i wlepi jej się to w obowiązki). Zwolnijmy woźne, bo po pracy przecież jeszcze salę też ogarnąć może. Zastanawiające jest jedno- dlaczego nie wymaga się tego samego od nauczycieli nauczania zintegrowanego. Tam angielskiego uczy nauczyciel fachowiec, który kształcił się w tym kierunku. I nikt tam nikomu etatu nie zabiera. Nauczycielki w przedszkolach to nie króliki doświadczalne!!!! W końcu mówimy STOP!!!!!!

      Usuń
    3. Zgadzam się w sprawie Studium. Sześcioletnie Studium Nauczycielskie kończyło się wykształceniem na poziomie dzisiejszego licencjatu i DYPLOMEM oprawionym w skórę (sama taki posiadam). Potem można było iść na studia zawodowe uzupełniające - 2 letnie (zakończone tytułem) sama z tej opcji również skorzystałam. Czy to było złe?? Czy w przedszkolu teraz będzie mógł uczyć każdy, kto ukończy kurs kwalifikacyjny? Np. mój syn, który z małymi dziećmi ma tyle wspólnego, że posiada bratanków i siostrzeńców. Kończy w tej chwili zarządzanie na SGGW, na certyfikat językowy B II, brakuje mu tylko właśnie KWALIFIKACJI. Zarządzanie - dziedzina jak najbardziej pokrewna z organizacją pracy w przedszkolu - bo przecież nauczyciel chcący zostać w przyszłości dyrektorem, zarządzanie również musi zrobić. A jak zarobi te 5 tysięcy zł, o których opowiadają w telewizji - to żyć nie umierać.
      Z dzieckiem z orzeczeniem też na pewno da sobie radę, bo przecież jeżeli rodzice zdecydowali się posłać niepełnosprawnego potomka do masówki, to dlaczego my mamy się tym przejmować. To decyzja rodziców. Przecież wiedzą, że nie uzyskają dostępu do zajęć terapeutycznych i rehabilitacyjnych w takim zakresie jak w placówkach integracyjnych lub o specjalnym profilu. A większość dzieci z niepełnosprawnościami, z rodzin zagrożonych patologią na pewno nie będzie korzystało z zajęć, na które trzeba dodatkowo doprowadzić. Ja pracuję w przedszkolu od 30 lat, i tak jak wszyscy w tym zawodzie, mam tony zaświadczeń o ukończonych różnorodnych formach doskonalenia zawodowego (tylko w tym roku około 12 kursów, konferencji, warsztatów stacjonarnych i e-), mój angielski jest na poziomie podstawowym. Nie wyobrażam sobie w tej chwili zdobywania kolejnych kwalifikacji za ogromne pieniądze.
      Do czego to wszystko zmierza?

      Usuń
    4. B2 to jest dużo, zwłaszcza jeśli mówimy o nauczycielach ze starszego pokolenia.

      Usuń
    5. Całkowicie popieram stanowisko Pań - my nauczycielki przedszkoli jesteśmy cały czas szykanowane . Ja uważam, że może trzeba dołożyć jeszcze nauczycielkom kurs na kierowcę autobusów, ponieważ dzieci jeżdżą na wycieczki i jest taka potrzeba.
      Podobnie jak moje koleżanki mam skończone studia magisterskie,terapię pedagogiczną,sporo kursów doskonalących i co chwilę dokłada nam się coś nowego. w tej chwili - język angielski. Po co ma dzieci uczyć lektor z odpowiednim akcentem i umiejętnościami ,jak może nauczycielka w przedszkolu . Owszem, można nauczyć się języka - tylko na jakim poziomie. Po co kaleczyć inny język i nauczyć żle dzieci jak mamy do tego specjalistów - filologów. W ramach oszczędzania?
      Jeszcze jedno - nie rozumiem skąd u pani profesor takie podejście do Pań piszących apel? Te Panie w opinii innych- wielu, wielu nauczycielek mają rację. ( poparte z rozmowami z innymi ).
      Szanowne Panie całkowicie Was popieramy i dzięki za apel.

      Usuń
    6. Licea pedagogiczne uczyły praktyki! Studia uczą teorii, a praktyka na żywych dzieciach jest dopiero. Oczywiście pani Dziemianowicz z ekipą zarabia i chce zarabiać - ot i inspiracja tego postu ... ;-)

      Usuń
    7. Żeby posądzać Panie o lenistwo należałoby najpierw zapytać: co sobą reprezentują? Założę się, że ilością ukończonych fakultetów, szkoleń i innych form doskonalenia zawodowego mogą przebić nie jednego profesora. Osoba podpisująca się swoim nazwiskiem w imieniu wielu, na pewno wie o czym pisze! Z kontekstu wynika, że Panie są wieloletnimi praktykami. Nie zauważyłem również, aby miały coś przeciwko dzieciom z utrudnieniami w rozwoju. Z ich apelu wynika, że raczej martwią się o dostępność zajęć terapeutycznych dla dzieci tego potrzebujących. Według mnie kluczowym słowem w tym apelu jest małe słówko "NIEUZASADNIONE". Bo czym uzasadnić uzyskiwanie kwalifikacji do nauczania języka nowożytnego lub terapii (jakiejkolwiek), kiedy są to tego fachowcy. Nikt nie twierdzi, że nauczyciel wychowania przedszkolnego ma nie mieć studiów wyższych, ale dlaczego jakiekolwiek - tylko zbliżone?
      Jestem emerytowanym nauczycielem (udało mi się uzyskać to świadczenie przed zmianą ustawy), i jestem już dziadkiem. Prowadzę wnuki do tego samego przedszkola, do którego chodziły kiedyś moje dzieci. Nauczycielki były młodymi, uśmiechniętymi dziewczynami, pełnymi zapału. Przez 25 lat niewiele się zmieniło: nadal są przemiłe, uśmiechnięte i z sercem na dłoni dla dzieci i ich rodzin. A zmiany: stały się wysokiej klasy fachowcami w swoim zawodzie, uzyskały mnóstwo różnych kwalifikacji, wszystkie mają wyższe wykształcenie i stopień awansu nauczyciela dyplomowanego.
      Jestem bardzo zainteresowany wszystkimi nowinkami dotyczącymi oświaty w Polsce. Grzebiąc w internecie znalazłem również stronę www.petycje.pl. Apel jest tam zamieszczony i można pod nim składać podpisy.
      Brawo dziewczęta, nie dajcie się. Pozdrawiam
      Dziadek emerytowany nauczyciel

      Usuń
    8. Przepraszam bardzo, od 25 lat nie robię nic innego jak tylko kończę dodatkowe kursy, studia podyplomowe. Mam kwalifikacje do: wych.przedszkolnego, ed. wczesnoszkolnej, plastyki, muzyki, gimnastyki korekcyjnej, bibliotekaznastwa Nie wiem ile poszło na to kasy ,ale sporo. Skoro mam uczyć angielskiego w przedszkolu, gdzie są dzieci, które nie potrafią wysłowić się po polsku, to dlaczego ma to być poziom B2? Przecież wg podstawy ma to być osłuchanie z językiem, proste zwroty. Dlaczego nauczyciele ed, wczesnosnoszkolnej nie muszą znać języka? Czy ktoś pomyślał jak będę funkcjonowała w wieku 60 lat? W latach nauki w studium, potem na studiach w żartach mówiłyśmy, że będziemy chodzić za dziećmi z balkonikami. Gdy rodzic przyprowadzi dziecko do przedszkola ono spojrzy na mnie , zaprze się o futrynę drzwi i krzyknie - TYLKO NIE DO TEJ BABCI!!! To były żarty, które niestety stały się prawdą! Czyż nie wszyscy wiedzą, że my nauczycielki przedszkola -NIE PRZEDSZKOLANKI, jak mówią niektórzy - jesteśmy najlepiej wyedukowaną grupa zawodową?!

      Usuń
    9. Jestem oburzona komentarzem Pani profesor. To insynuowanie, ze z czystego lenistwa nie chce sie nauczycielom wychowania przedszkolnego podnosić kwalifikacji, świadczy tylko o braku szacunku dla osób zajmujących sie tą profesją.Przykre, że niestety nadal zawód nauczyciela przedszkola jest tak pojmowany. Mam za soba juz ponad 25 lat pracy w przedszkolu, kocham to, co robię. Chciałabym, aby nasze dzieci nie były juz na starcie " kaleczone" złym akcentem językowym, złą wymowa etc. Ja nie wyobrażm sobie siebie, w roli lektora języka angielskiego. Dlatego też świadomie wybrałam zawód nauczyciela przedszkola z wszystkimi wymaganiami w tym zakresie. Nie wyliczę kursów, szkoleń, warsztatów jakie przeszłam przez te lata- każda z nas, pracujących w przedszkolu, wie, że jest to konieczne i niezbędne aby móc dobrze wykonywać swój zawód. Mam PYTANIE: Dlaczego w klasach początkowych nauczyciele , kończący te same kierunki studiów co my, nie muszą uzupełniać kwalifikacji językowych? A może należy tę propozycje traktować jako szykanowanie pwewnej grupy zawodowej? Gratuluję i kompetencji i pomysłowoości i mam nadzieję, że w końcu decydenci będą odpowiadali za swoje decyzje, szczególnie te " najmądrzejsze".Dziękuję panu Śliwerskiemu za jasność umysłu i rozsądek...jest nadzieja w takich LUDZIACH

      Usuń
    10. Apeluję do nauczycieli przedszkola, żeby niczego nie zazdrościły nauczycielom edukacji wczesnoszkolnej. Wcale nie mamy lepiej. Też pracujemy z małymi dziećmi. Pomyślcie co przeżywamy gdy bzdurne testy diagnostyczne, ewaluacyjne i końcowe stają się jedynymi miernikami naszej pracy. Nie powinniśmy stawać w opozycji do siebie. Więcej empatii i zrozumienia.

      Usuń
    11. "Przeszkadzają im dzieci z utrudnieniami w rozwoju?" - Nie, nikomu nie przeszkadzają, tylko jedna nauczycielka nie jest w stanie zająć się takim dzieckiem, kiedy obok ma jeszcze 25 innych i żadnej pomocy obok (chyba, że woźna skończy sprzątać i jeszcze przed podaniem obiadu ma chwilkę czasu).

      Usuń
    12. Witam-kiedy zaczynałam pracę w przedszkolu 26 lat wstecz nikt nie wspominał o nauce j. angielskiego - nie podjęłabym pracy, bo nie każdy ma predyspozycje do nauki języków obcych.Przypominam, że chodzi o polskie przedszkola i język ok , ale dlaczego kosztem nauczycieli przedszkola? Idąc dalej nauczyciele I-III nie muszą mieć kwalifikacji do nauczania języka-dlaczego? Dlaczego zmienia się pensum nauczycielom uczącym pięciolatki? Czy robimy coś innego niż wcześniej? Gdyby zostało jak dawniej 22+3 wtedy problemu by nie było, bo można oddać nawet te 3 nadgodziny nauczycielowi j. angielskiego i etat zostaje.Teraz wielu nauczycielom zostaje praca w niepełnym wymiarze godzin, tracą uprawnienia do urlopu zdrowotnego, nie liczy się jako rok pracy na pełnym wymiarze godzin? To sprawiedliwe? Nauczycielka przedszkola z 26 letnim stażem ukończone SN,licencjat -komputery w edukacji,studia wyższe magisterskie-edukacja wczesnoszkolna z wychowaniem przedszkolnym,od października logopedia-studia podyplomowe plus masa szkoleń kursów. Czy napisać ile to wszystko kosztowało? Co do dzieci z utrudnieniami tak jak przedmówca- 1 nauczyciel i 25 dzieci w moim przypadku nawet bez woźnej. Wiem ,że nauczyciele I-III nie mają lepiej, ale przynajmniej macie etat.Dlaczego nauczyciel pracujący w oddziale przedszkolnym zatrudniony przez dyrektora szkoły ma mniej urlopu niż koleżanki?Wypełnia różne zadania związane z pracą w szkole no i dodatkowo przedszkolu?

      Usuń
    13. Wypowiedź szanownej Pani, świadczy o głębokiej ignorancji oraz bardzo wąskim spojrzeniu na zawód nauczyciela. Zarzucanie protestującym niechęci do podnoszenia kwalifikacji, nijak się ma do rzeczywistości. Włączenie nauczania języka obcego do puli obowiązków nauczyciela przedszkola, to nie podnoszenie tylko rozszerzenie kwalifikacji (dostrzega Pani różnicę?). Ja osobiście będę uczyła angielskiego, bo kwalifikacje takie (wg nowych wymogów) posiadam i bardzo się z tego cieszę, bo lubię języki obce, a do tej pory nie miałam takiego prawa, bo nie posiadam certyfikatu FC. Mój poziom angielskiego jest wyższy niż BII, więc czuję, że nie zrobię dzieciom krzywdy w tym zakresie. Natomiast mam mieszane uczucia wobec uczenia przez osoby na poziomie BII (czy też -o zgrozo!! BI), ponieważ na tych poziomach popełnia się jeszcze zbyt wiele błędów, aby z czystym sumieniem uczyć innych (a tym bardziej małe dzieci!!!). Słyszała Pani zapewne o tym, że trudniej oduczyć czegoś, co zostało przyswojone z błędami, niż nauczyć od nowa.
      Sprawa kolejna, to Pani ocena kwalifikacji uzyskiwanych niegdyś przez nauczycieli kończących Studium Nauczycielskie. Otóż, droga Pani: te szkoły, to były najlepsze szkoły jakie znam, przygotowujące w sposób profesjonalny i kompleksowy do wykonywania tego zawodu. I uważam, że mam prawo do takiej oceny, gdyż ukończyłam zarówno Studium Nauczycielskie, jak też pięcioletnie studia magisterskie na Uniwersytecie oraz 4 kierunki studiów podyplomowych na uczelniach prywatnych. Mam więc porównanie jaki jest poziom nauczania w tych szkołach, w jakim stopniu przygotowują metodycznie i merytorycznie do zawodu oraz jaka kadra jest zatrudniana w tych szkołach. Napomknę tylko o tworzeniu kierunków o bardzo wąskich specjalizacjach, do zdobycia których wymyślane są bardzo dziwaczne przedmioty niekoniecznie przydatne w późniejszej pracy, ale za to dające możliwość zatrudnienia na ciepłych posadkach nauczycieli akademickich różnych dziwnych specjalności, którzy przecież muszą dopracować do swojej emeryturki.
      Jeszcze raz więc powtórzę: Studium Nauczycielskie to była doskonała szkoła, zatrudniająca wspaniałą kadrę prawdziwych fachowców i większość uczelni wyższych ze swoimi kierunkami, programami i kadrą nie sięga do pięt, kolokwialnie mówiąc, tej dawnej placówce.
      Może zanim wypowie się Pani następnym razem na forum czytanym przez innych pedagogów i nauczycieli, zastanowi się Pani najpierw nad tym co chce Pani powiedzieć. Ta refleksja nasuwa mi się po przeczytaniu Pani wywodów, których fragment brzmi następująco:
      Po co nauczycielkom przedszkolnym wyższe wykształcenie- nie wystarczyłoby, że są matkami, babciami? Wtedy będę jeszcze częściej sobie w telewizji komentować takie " kwiatki" jak zachowanie nauczycielki w Szczodrem, która terroryzowała dzieci, zalepiał im taśma usta. Ta nauczycielka akurat skończyła Wydział Zamiejscowy bardzo szacownego, polskiego Uniwersytetu na kierunku: pedagogika, specjalność psychopedagogika specjalna z edukacją wczesnoszkolną. Miała aż 12 godzin psychologii, 12 surdo i oligo, 12 pedagogiki wczesnoszkolnej i 15 metodyki. Miała tez dużo przedmiotów dotyczących Kościoła, Biblii. Czy polskie środowisko pedagogów będzie teraz za takim kształceniem nauczycieli przedszkolnej edukacji? Czy będziemy zabiegać o powrót Kolegiów czy Studiów Pedagogicznych? czy możemy być przeciwko podnoszeniu kwalifikacji?
      Ośmiesza się Pani degradując w swojej ocenie Studium Nauczycielskie, a jako argument przytaczając właśnie przykład nauczycielki po studiach na Uniwersytecie. Swiadczy to o tym tylko, że nie wie Pani o czym w ogóle pisze.
      Na koniec pragnę zachęcić Panią do refleksji nad swoim sposobem myślenia i zamiast oceniania innych, spojrzenia krytycznie na siebie. Pozdrawiam. Nauczyciel ka z Gdańska, 23 lata pracy w przedszkolu.

      Usuń
  2. Na jakiej podstawie anonimowy formułuje pierwsze zdanie swojego komentarza?
    Komitet Nauk Pedagogicznych PAN ma posiedzenie w dn. 25-27 czerwca w Szczecinie poświęcone kształceniu nauczycieli. Apel, Każda opinia, a przede wszystkim ekspertyzy naukowców, będzie brana pod uwagę w naszej dyskusji. Wkrótce zostanie opublikowane stanowisko KNP PAN na temat projektowanego przez MEN rozporządzenia w sprawie kwalifikacji nauczycieli. Nie ulega i nie powinno ulegać czyjejkolwiek wątpliwości, że jesteśmy za ich jak najwyższym poziomem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem nauczycielem w przedszkolu już 23 lata. Nie boję się wiedzy i podnoszenia kwalifikacji, ale Dajcie mi uzasadniony powód, że nauczyciel w przedszkolu ma być wszechwiedzący, słowa kieruje do Szanownej Pani, która najwyraźniej nie wie o czy mówi. Lubię swoją pracę, wiele też potrafię. Ukończyłam trzy kierunki studiów: wychowanie przedszkolne, pedagogikę opiekuńczo - wychowawczą, gimnastykę korekcyjną, gram na pianinie, gitarze. Ale nasz łaskawy Rząd twierdzi, że to za mało, albo nie ma bladego pojęcia jacy nauczyciele pracują w przedszkolach. No cóż, dołóżmy jeszcze znajomość języka angielskiego. Zatem apeluje Gosia D- My nauczyciele wychowania przedszkolnego- nie pozwólmy na destrukcję edukacji przedszkolnej, róbmy, to co potrafimy najlepiej (to, co nauczyły nas szkoły, studia, doświadczenie zawodowe, lata praktyki i etc). Naukę języka nowożytnego pozostawmy fachowcom, chyba, że pozostanie nam wyjechać za granicę i tam pełnić swoją misję nauczycielską skoro Tacy ,,mądrzy" ludzie wprowadzają eksperymentalne zmiany. Konkluzja: Praca nauczyciela w przedszkolu to misja a nie mistyfikacja.

      Usuń
    2. Mamy sierpień - z niecierpliwością czekamy na opinię ekspertów

      Usuń
  3. Podobnie jest z nami pielęgniarkami, -arzami: studia wyższe to zamało, już 3 kurs robie i ciągle to za mało... kursy które pozwalają mi robić coś co robię po studiach .... a netto odbieram 1700zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka pracowała po studiach jako pielegniarka przez 3 lata na umowie na czas okreslony. Dzisiaj pracuje za granicą i zarabia miesięcznie 6 krotność pensji, ktorą dostawała w Polsce. Niedługo nikt tu nie zostanie

      Usuń
  4. Dziękuję Panie Profesorze za zrozumienie i publikację Apelu.

    Wielce krzywdzące jest to, co napisała Pani Profesor i świadczy o nieznajomości specyfiki pracy nauczyciela w przedszkolu. Nauczyciele w przedszkolach są wykształceni i ustawicznie się kształcą. Jestem tego przykładem- ukończyłam studia pedagogiczne, oligofrenopedagogikę, terapię pedagogiczną i ogrom szkoleń metodycznych. Takich nauczycieli w naszej profesji jest bardzo dużo.

    Nie odczytywanie apelu, jako wołanie o pomoc lecz oskarżanie o lenistwo w dokształcaniu się świadczy o braku znajomości specyfiki pracy nauczyciela dzieci w wieku 2,5- 6 lat i problemach, które towarzyszą mu w codziennej pracy.
    Właśnie taka postawa elit rządzących doprowadziła do kuriozalnych decyzji, które zamiast służyć dzieciom, rodzicom i nauczycielom pogrążają edukację przedszkolną i wczesnoszkolną.
    Pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem młodą nauczycielka przedszkolną, po 5 letnich strudiach magisterskich i licznych kursach, obecnie robię studia podyplomowe z zakresu metodyki nauczania j. ang i kolejny już rok kursu językowego w szkole językowej. mam znajomość języka angielskiego na poziomie B2 ale wiem że nie byłabym w stanie zdać FCE na ocenę A lub B gdyz aby uzyskać te oceny trzeba mieć poziom językowy na mocnym C. Zresztą... to sa moje prywatne pieniądze. Nie zapłace za egzamin 500 zł jeśli nie mam pewności że go zdam. Nawet jeśli bym zdała to jak będzie wyglądała moja praca z j. ang? W jaki sposób dyrektorzy maja zorganizować prace na placówce w której tylko 1 czy 2 nauczycieli posiada kwalifikacje do nauki języka? I po co nam kwalifikacje do nauki języka skoro my nie mamy uczyć tylko przygotowywać? Dlaczego nowe rozporządzenia wprowadzane sa bez przygotowania? Jesli prezes dużej firmy chce aby jego pracownicy podnosili swoje kwalifikacje płaci im za to, funduje szkolenia a u nas. Robię to z własnej kieszeni. za cześć dostane zwrot ale po wypełnianiu masy papierków i oczywiście po wcześniejszym "założeniu: z własnej kieszeni. na dzień dzisiejszych na studia i szkołę językową wydałam już: 4278 zł.Zwrotu (oczywiście nie 100%) nie otrzymałam jak do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze uważam, że nikt nie jest na tyle przygotowany do nauki kogokolwiek j. angielskiego jak osoba, która biegle posługuje się językiem obcym, osoba, która ukończyła typowe studia językowe.
    Po drugie: kiedy ktoś podnosi swoje kwalifikacje robi to po to, żeby (miedzy innymi) zarobić więcej, a niestety z rozporządzenia jasno wynika, że nauczyciel nie dostanie ani złotówki więcej, gdyż bedzie to w podstawie. Chyba jest to śmieszne. Nie dość, że koszt studiów w większości przypadkach pokryje nauczyciel z własnej kieszeni, to później nie zarobi nic?? Pytam DLACZEGO? Dla idei?
    JA studia najprawdopodobniej zrobię, dyrekcja obiecała pokryć część kosztów, jednak nie chciałabym, żeby moje dziecko uczyło się jezyka od osoby, która nie jest pewna tego co mówi i robi, w końcu wiek przedszkolny jest okresem kiedy dziecko jest najbardziej chłonne i nie wyobrażam sobie, żeby nabrało nawyków, które później ciężko zmienić. Mamy tylu młodych po studiach, którzy chętnie podjęliby się pracy, nasze ministerstwo tego nie widzi? czy nie chce? Lepiej zmusić nauczycieli w przedszkolach bo się im nic nie zapłaci, niż dać pracę młodym nauczycielom!

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja się zgadzam z protestem odnośnie języka angielskiego po pierwsze jestem mamą 3 latka, który idzie do przedszkola i nie wyobrażam sobie mojego małego uczącego się angielskiego jak on biedaczek jeszcze dobrze po polsku nie umie, po drugi jestem nauczycielką edukacji przedszkolnej po kursach i kilku podyplomówkach i serce mi pęka kiedy mówię mojemu synkowi ze w sobotę i w niedziele mamy nie bedzie, bo bedzie w szkole się uczyła.Gdy widzę jego minę płakać mi się chce nie dość ze muszę się do pracy przygotowywać wieczorami nie poświęcając mu wystarczająco dużo czasu to jeszcze weekendy nam są zabierane . Wiem jakiś mądry zaraz napisze ze nikt mi nie kazał być nauczycielem ale ja kocham ten zawód kocham dzieci i tak jak inni chce mieć za co wyżywić i ubrać swoje dziecko ale dlaczego jego i własnym kosztem? Czemu krzyczą ze jest niż demograficzny, że mało dzieci się rodzi! Jak mają się rodzic jak ludzie którzy są w moim wieku lub młodsi muszą zdobywać cały czas wykształcenie bo nie bedzie pracy. I myślę że więcej jest nas niezgadzających się na reformy pani minister!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dwa pytania - ile języków obcych zna Pani minister na poziomie jaki jest wymagany dla nauczycieli przedszkola? W ilu z nich dałaby radę uczyć dzieci w przedszkolu ? Minister Edukacji powinien znać realia pracy w przedszkolu czy szkole, a nie wymyślać "nowinki od czapy".

      Usuń
    2. To fakt jesteś nauczycielem to nie masz czasu dla swoich dzieci. Też nad tym ubolewam i nie czuję się na siłach aby uczyć się języka. Czy musimy być od nauczycielem rytmiki terapii gimnastyki logopedą angielskiego itp. Też chce mieć czas dla swojej rodziny i na odpoczynek chociaż w weekend.

      Usuń
  8. Jak ktoś jest od wszystkiego to jest do niczego. Szkoda tylko, że wszystko kosztem dzieci i tych przedszkolnych, szkolnych i nauczycielskich.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem nauczycielką przedszkola. W zeszłym roku, zaczęłam dokształcać się w języku angielskim, (sama z siebie, bez "zachęty" Men) gdy zaczynałam kurs prosiłam o dofinansowanie, to był problem, bo "co to ma wspólnego z moją pracą?", teraz robić go muszę. Zabawne. Koleżanka w pracy ma uprawnienia do nauczania niemieckiego i norweskiego (języki nowożytne) oczywiście nie przydadzą się jej bo w szkole obwodowej uczą angielskiego. Oprócz tego robimy po kilka kursów metodycznych rocznie. Żadnej z nas pani psor chyba nie może zarzucić, że nam się nie chce. Jednak już mam trudności ze znalezieniem nowej pracy bo jestem dopiero w trakcie zdobywania kwalifikacji językowych, nie mam ich na już. Ciekawe w jaki sposób mam uzupełnić swoje kwalifikacje skoro po zakończeniu umowy na zastępstwo nie dostanę pracy, ponieważ każde przedszkole przyjmuje obecnie tylko nauczycieli " z angielskim", a wiadomo, że kursy kosztują niemałe pieniądze. Nie mówiąc już o wcześniej wspomnianym zwiększeniu wynagrodzenia w związku ze zwiększeniem kwalifikacji.
    Ponadto chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że znam mnóstwo nauczycieli, świetnych fachowców, ze wspaniałym podejściem do dzieci, umiejętnie współpracujących z rodzicami, doskonale radzącymi sobie z dziećmi z trudnościami, nie mającymi jednak za grosz zdolności językowych. Może i są w stanie nauczyć się zasad języka, wykuć na pamięć słówka, ale nie nauczą się prawidłowej wymowy i nie będą tego czuły. Nie uważam, żeby czyniło to je gorszymi nauczycielkami, jednak według nowego rozporządzenia będą tak traktowane.
    Odniosę się jeszcze do zdania: "Przeszkadzają im dzieci z utrudnieniami w rozwoju? Bo trzeba się przygotować do pracy z takimi dziećmi?" Nikomu kochana Pani nie przeszkadzają dzieci z trudnościami, no chyba z wyjątkiem rządu. Bo szczędzi na tak zwanych nauczycielach cieniach, dodatkowych godzinach do pracy indywidualnej oraz pomocy psychologiczno-pedagogiczej. Może warto też byłoby zaktualizować wiedzę na temat rosnącej liczby dzieci z wadami wymowy i trudnościami logopedycznymi, a potem zastanowić się czy 15 minut w tygodniu pracy z logopedą wystarczy. Cóż z tego, że dziecko będzie wiedziało jak nazywa się królik po angielsku, skoro nawet po terapii logopedycznej będzie wołać "labbit".
    Nie chcę mówić, że język obcy jest niepotrzebny, uważam, że dzieci powinny osłuchiwać się z nim jak najszybciej, ale lepiej niech to robią pod opieką fachowców od tej właśnie dziedziny. Nie próbujmy zrobić nagle fachowców z nauczycieli wychowania przedszkolnego, bo nie wyjdzie to nikomu na dobre.
    Pozdrawiam serdecznie
    Rozkapryszona, roszczeniowa i leniwa nauczycielka

    OdpowiedzUsuń
  10. Drodzy Państwo, Jestem nauczycielką wychowania przedszkolnego z wyższym wykształceniem, ponad 20-letnim stażem pracy zawodowej, ukończonymi studiami podyplomowymi i ogromną ilością kursów doskonalących. Poszukiwanie nowych rozwiązań metodycznych jest wpisane w zawód i z tym żaden nauczyciel nie polemizuje. Natomiast zmuszanie ludzi do uzyskania zupełnie nowych kwalifikacji, pod realną groźbą utraty zatrudnienia lub zmniejszenia jego wymiaru, delikatnie mówiąc, zaczyna mieć cechy mobbingu - tu w odniesieniu do całego środowiska. Pracuję z koleżankami, które mają 28 -35 lat i one, mimo młodego wieku i podstawowej znajomości języka obcego, nie chcą go uczyć, słusznie wychodząc z założenia, że osoby chcące prowadzić naukę języka obcego wybrały odpowiedni kierunek studiów. Mamy wykwalifikowanych nauczycieli języków obcych i to oni powinni prowadzić zajęcia językowe w przedszkolach, tak jak w szkołach. Jeśli dzisiaj nauczyciele przedszkola zostaną zmuszeni do nauczania j. obcego, to jutro nauczyciele geografii, historii, matematyki i inni mogą się dowiedzieć, że część lekcji lub jedną w tygodniu będą również prowadzić po np.: francusku, angielsku..., bo właściwie dlaczego nie? A co do kompetencji zawodowych i umiejętności nauczycieli wychowania przedszkolnego z pełną odpowiedzialnością mogę przyznać, że są bardzo wysokie. Nauczyciele angażują się w swoją pracę, opracowują i prowadzą niezliczone projekty edukacyjne, konkursy, festyny, pracują z dziećmi zespołowo w małych grupach i indywidualnie, opracowują plany pomocy psychologiczno-pedagogicznej... I w tym miejscu muszę przyznać, że zmieniające się nieustannie rozporządzenia w znacznym stopniu utrudniają pracę, ale to już inny temat (odnośnie dzieci z orzeczeniami - pomoc jest wydajniejsza, jeśli dziecko uczęszcza do placówki z oddziałami integracyjnymi - specjaliści są na miejscu). Miałam przyjemność widzieć pracę nauczycieli z dziećmi w wieku przedszkolnym w innych krajach europejskich i nigdzie nauczyciel nie był równocześnie pedagogiem specjalnym, nauczycielem j. obcego... (z wyjątkiem przyjęcia do placówki obcokrajowca;)), owszem w placówce był zatrudniony np.: psycholog. Wychowanie przedszkolne mamy na wysokim poziomie i z tego powinniśmy być dumni, mam nadzieję, że kolejne kwiatki ustawowe tego nie zniszczą. W tym miejscu na wielu twarzach pojawi się złośliwy uśmieszek, bo w telewizji powiedzieli, pokazali - prawdę - tak proszę Państwa, prawdę o ludzkiej społeczności, o tym, że w każdym zawodzie, środowisku itd znajdziemy pewien odsetek osób, które przynoszą ujmę, zachowują się niewłaściwie, zachorują... Niedowiarkom sugeruję rozejrzenie się w rodzinie, pracy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że rozporządzenia zostaną zaraz zastąpione rozporządzeniami zmieniającymi, tak jak to było z kilkoma innymi "gniotami". Np.: dwuprzedmiotowość nauczycieli - już nieobowiązujące. Rozporządzenie "powołujące do życia" zespoły do spraw pomocy psychologiczno- pedagogicznej: gdy okazało się, że w szkole liczącej 900 uczniów powstało 70 zespołów. Inna sprawa, że obowiązki zespołu nie wróciły do poradni, a zostały przerzucone na nauczyciela wychowawcę. Przecież nauczyciele mieli na studiach "aż 12 godzin psychologii" - czy to nie wystarczy? A co robią teraz poradnie psychologiczno-pedagogiczne? Dziesiątkami odroczenia dla sześciolatków, bo ktoś "mądry" wymyślił, że dzieci w tym wieku MUSZĄ iść do pierwszej klasy. Przypomnijmy, że dzieci zawsze mogły iść do pierwszej klasy w wieku sześciu lat, ale na specjalną prośbę rodziców i po zdaniu określonych testów.
    Popieram apel i nie rozumiem stanowiska Pani prof. Dziemianowicz. Ludzie reagujcie na takie działania i patrzcie uważnie, kto decyduje o edukacji waszych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja również przyłączam się do apelu. Mój staż to 35 lat M ukończone studia, terapie i mnóstwo szkoleń, kursów. Wszyscy koniecznie chcą na siłę zrobić z naszych przedszkolaków geniuszy. Jednak jak do tej pory nikt nie pomyślał że te dzieci rzadko, które mówią. A jeżeli nawet to tak niezrozumiałe. , mało komunikatywnie. trudno jest pojąć sedno sprawy komuś kto siedzi sobie wygodnie, za ogromne pieniadze, za biureczkiem. A niestety nasze ME N to zachowuje się jakby urwało się z choinki. Po wejściu na stołki raptem wszystkie rozumny poznawali. To wolą o pomstę do nieba, może jakiś cud by się przydał, by choć trochę rozumu wróciło.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pracuję w przedszkolu prawie 30 lat. Ukończyłam Studium Nauczycielskie, które najlepiej przygotowywało młodego człowieka do wykonywania tego zawodu. W późniejszym czasie ukończyłam studia wyższe i wiele , wiele kursów. I tak jak w powyższych wypowiedziach irytuje mnie fakt,że na nauczyciela przedszkola wciąż nakłada się nowe obowiązki. Słuszne pytanie powyżej: czy pani minister posługuje się językiem angielskim na poziomie B2? Nadziwić się nie mogę, że na takie stanowiska trafiają ludzie, którzy nie mają pojęcia o pracy nauczyciela czy to w przedszkolu, czy to w szkole. POPIERAM APEL NAUCZYCIELI PRZEDSZKOLA!!! Dziękuję Wam drogie Panie za ten krok. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dwa czy trzy lata temu na podstawie planów lekcji kilku szkół w Rabce policzyłem ile też godzin nauki przypada na dany przedmiot.
    Z moich obliczeń wynikło wtedy, że język angielski był na 4-tym miejscu. Po języku polskim, matematyce i wuefie a tuż przed katechezą.
    Mam kilka pytań. O ile szkoły w Rabce stanowiły dobre przybliżenie reszty szkół w Polsce to co polscy pedagodzy-angliści zrobili z około 1000 godzin nauki języka angielskiego? (Nie wiem teraz dlaczego, ale mój plik zawiera osobne rachunki dla 32 oraz dla 36 tygodni nauki w związku z czym całkowita liczba godzin się zmienia).
    Co z tymi godzinami zrobiły polskie uczennice które teraz, jako wysokowykwalifikowane nauczycielki, płaczą nad koniecznością dodatkowych szkoleń?
    Czyźby jakieś lekcje angielskiego zostały stracone na Jasełka? Na pierwsze, drugie, trzecie i czwarte komunie? Na bierzmowania i akademie ku czci Naszego Polskiego Świętego? Na ubogacające nawiedzenia szkół przez lokalnego Towarzysza Biskupa?
    Czyźby nawet kolęd nie śpiewało się w szkołach po angielsku albo po niemiecku? Wszystkie kolędy tej jakże katolickiej religii musiały być prawdziwie polskie?
    Jak wspomniałem, na piątym miejscu co do liczby godzin nauki w szkole dumnie pręży się katecheza. Zaledwie o 100 godzin mniej niż angielski. A po dodaniu w/w jasełek, akademii i nawiedzeń z pewnością przebija tak mało ważny język obcy. W cyklu nauki 0-12, czyli na przestrzeni 13 lat, liczba godzin katechezy JEST RÓWNOZNACZNA Z WYRZUCENIEM W BŁOTO CAŁEGO ROKU NAUKI.
    Każdy Polak jako wotum w podzięce za konkordat do matury musi złożyć rok swojego życia w ofierze watykańskiej mafii. Oraz swojemu konformizmowi. Taka śliczna komunijna sukienka! Ach, jaka piękna suknia ślubna! Kto by miał serce dziewczynkom zabierać tyle okazji do wystrojenia się...
    Dobrze to rozumiem.
    Tylko proszę szanownych dziewczynek - są konsekwencje tego konformizmu wobec katechezy w publicznej szkole. Konsekwencje tego lenistwa na lekcjach angielskiego. Konsekwencje własnej rodzicielskiej bierności gdy przepadały lekcje na rzecz spacerów do kościółka.
    Uczyłyśmy się na aby-aby a teraz lament.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, widzę, że nawet tutaj atakuje się chrześcijan. Cóż, religia nie jest obowiązkowa - można chodzić na etykę i nikogo nie obrażać...

      Usuń
  15. Niestety większość z nas tu "lamentujących" chodziła do szkoły, kiedy religia była przypisana tylko do kościoła (naprawdę kiedyś chodziło sie do salki katechetycznej!), a z języków to był tylko rosyjski i to nie 0-12, a od czwartej klasy. Na angielski chodziłyśmy prywatnie, za pieniążki naszych rodziców. Język pojawił sie dopiero w liceum, a co ciekawe w różnych klasach byl inny (humaniści mieli angielski, łacinę i rosyjski, matematyczno-fizyczna niemiecki i rosyjski, a biologiczno-chemiczna francuski, łacinę i oczywiście rosyjski). Poza tym u rozporządzeniu nie ma mowy o konkretnym języku. Może to być każdy język nowożytny pod warunkiem, że jest w sąsiednich szkołach. Być może młode mauczycielki dadzą sobie z tym radę, bo jeszcze będą miały czas na wykorzystanie w praktyce - ale pytam się w imię czego? Przecież są to tego fachowcy!
    A jak Anonimowemu nie podoba się biała suknia, to po prostu nie musi jej zakładać - MA WYBÓR. Nauczyciele wychowania przedszkolnego, chcący dopracować spokojnie do emerytury (którą im przesunięto w czasie o ponad dekadę) nie mają w tej chwili żadnego wyboru.
    Przyłączam się również do opinii innych Pań na temat edukacji włączającej. Dlaczego państwo chce zrobić krzywdę, tym i tak już pokrzywdzonym przez los dzieciaczkom. Żeby nawiązywać kontakty z rówieśnikami i społeczeństwem, naprawdę nie trzeba być popychanym i szturchanym w szkole masowej, gdzie na przerwę wybiega minimum 450 dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz pamięć krótką albo wybiórczą... ;-) Rosyjski był owszem obowiązkowy od 5 klasy podstawówki. Ale w liceum był też drugi język obcy i to najczęściej angielski ... ;-)

      Usuń
    2. Edukacja włączająca powinna m.in. uczyć innych uczniów, że ludzie są różni. Są też niepełnosprawni. Dlatego nauka w jednej klasie uczy akceptacji, pomocy słabszym, uwrażliwia na potrzeby innych. Co to za argument, że dziecko na przerwie będzie popychane i szturchane? Żadne dziecko w stosunku do innego nie powinno się tak zachowywać! Cały cywilizowany świat widzi same korzyści z edukacji włączającej, tylko nie polscy nauczyciele. Jak pokazał raport NIK tylko 1% nauczycieli akceptuje tę formę edukacji! To wstyd, żeby w europejskim kraju mieć takie zdanie. Dlatego najpierw trzeba mocno edukować nauczycieli, a potem od nich powinni w sposób naturalny nabywać szacunku dla niepełnosprawności uczniowie. I pamiętajcie drodzy nauczyciele, że i Wy będziecie kiedyś niepełnosprawnymi, gdyż starość jest pewną formą niepełnosprawności. Jak nie nauczycie się sami szacunku dla inności, niepełnosprawności, to odbije się to również na Waszej sytuacji w przyszłości. Pamiętajcie również o tym, że niepełnosprawni uczniowie mają fantastyczne umiejętności, nie są głupsi od ich zdrowych rówieśników i można a nawet trzeba się od nich uczyć. Widzę oczywiście potrzebę zmian w organizacji pracy szkół w tym obszarze, ale takie teksty zachęcające do tworzenia "gett edukacyjnych" dla uczniów niepełnosprawnych są nie do przyjęcia.

      Usuń
  16. Protest w typie "nuke'em", czyli odrzucanie i potianie wszystkiego w czambu jest bez sensu. Ja rozumiem frustrację idiotyzmami płynącymi "z góry". Ale nie godzę się na wybiórczość. Nowinki językowe są be bo będą kosztować dużo wysiłku, czasu i pieniędzy. Ale katecheza w publicznej szkole jest cacy. Jak rozumiem ona nie kosztuje polskiego podatnika (a więc także i nauczycielki) nic a nic i niczego nie ujmuje z liczby godzin nauki. Wszyscy się tylko zgadzamy, że żadnego wysiłku do jej nauki nie potrzeba. Dobry czas na odrabianie innych przedmiotów. Popieramy fikcję i to jest błogosławione i dobre.
    Oczywiście, że najlepiej byłoby zatrudnić młodą Angielkę, na dodatek wykwalifikowaną nauczycielkę nauczania początkowego i to jeszcze z kilkoma laty doświadczenia (oraz specjalizacją potwierdzoną papierkiem) w nauczaniu dzieci w systemie ESL. To nie jest jednak realistyczne. Polskie matki wolą opłacić panią katechetkę albo pana księdza zamiast porządną jakościowo naukę obcego języka dla swoich dzieci. Sorry, takie mamy społeczeństwo i takie tego społeczeństwa elity.
    Rozumiałbym protesty, ale konstruktywne. Zamiast "nie bo nie" ja różnicowałbym postulaty. Uzależnić czas i zakres podnoszenia kwalifikacji językowych nauczycielek od ich wieku. Zapewnić 100% zwrot kosztów poniesionych na naukę języka. Wliczyć czas nauki do pensum, czyli traktować godziny lektoratu jak godziny pracy. Przyznawać dodatki do pensji wypłacane po zdaniu uczciwego egzaminu potwierdzającego posiadane językowe kompetencje. A więc nie żadną gramatykę ale to, co małym dzieciom rzeczywiście się przyda. Piosenki im po angielsku zaśpiewać. Bajkę przeczytać. W hopscotch z nimi pograć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy argument że przedszkole musi się wywiązać z realizacji języka obcego u najstarszych przedszkolaków już od września 2015, a na naukę nauczycielka ma jeszcze czas do 2020r nie przemawia sam za siebie? To kto niby ma uczyć te dzieci? Co nauczycielki powiedzą rodzicom na ich słuszne zarzuty?

      Usuń
    2. prozę dokładnie przeczytać Rozporządzenie-nikt tam nie mówi,że nauczycielka musi zdobyć uprawnienia do nauczania angielskiego do 2020 .Może nie robić nic w tym kierunku- warunki realizacji podstawy programowej mówią wyraźnie,że może prowadzić te zajęcia inny nauczyciel.problem w tym,że wtedy a właściwie już wielu pracuje w niepełnym wymiarze godzin i mniejsza o pieniądze ,ale traci się uprawnienia np:do urlopu zdrowotnego nie liczy się jako rok pracy w pełnym wymiarze.Tu jest problem.

      Usuń
    3. Zmiana podstawy programowej oraz rozporządzenie "cichaczem" wdarły się do przedszkoli - bez specjalnych protestów czy tzw "szumu" środowiska nauczycieli czy nawet ZNP. Pracuję w oddziale przedszkolnym z grupą mieszaną (3 i 4 latki). Do końca sierpnia mój etat pozostawał nienaruszony, zaś 1 września otrzymałam porozumienie zmniejszające o godzinę mój etat z uwagi na język angielski właśnie. Wg ustawy 4-latki mają być objęte nauką języka angielskiego w ramach podstawy programowej od 2016, więc nie myślałam, że OP wprowadzi to już od tego roku. I żebym wiedziała, że tak będzie, to przez wakacje zrobiłabym certyfikat, by mieć cały etat. I właśnie mniejsza o pieniądze, ale właśnie o to, że w ten sposób (bez mojej wiedzy i winy) straciłam prawo do urlopu dla poratowania zdrowia. Z drugiej strony - miałam nie podpisywać tego porozumienia?

      Usuń
  17. W PEŁNI ZGADZAM SIĘ Z AUTORKAMI APELU, PRAGNĘ JEDNAK ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA SYTUACJĘ NAUCZYCIELEK PRACUJĄCYCH W PLACÓWKACH PRYWATNYCH. MY NIE MAMY ŻADNYCH PRAW, PRACUJĄC PO 8 GODZIN DZIENNIE I ZARABIAJĄC NAPRAWDĘ NIEWIELE MARZYMY O KARCIE NAUCZYCIELA. WY JEŚLI TYLKO MOŻECIE WALCZCIE O SWOJE.

    OdpowiedzUsuń
  18. Apel o podobnej treści tyle że "tylko" w zakresie języka angielskiego w przedszkolu wysłany został do MEN przez kilka dyrektorek przedszkoli naszego miasta. Niestety do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi. To pewnie świadczy o tym, w jakim poważaniu traktuje się nauczycielki przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  19. Skoro magister wychowania przedszkolnego( a często jeszcze logopeda, oligo lub surdo -pedagog, itp. bo przecież ciagle trzeba sie dokształcać) to za mało, aby mieć w 2020 roku kwalifikacje do realizacji podstawy programowe0 no bo przecież nie ma kwalifikacji do nauczania angielskiego- to niech MEN wyrówna wymagania. niech nauczyciel matematyki też musi mieć przygotowanie do nauczania angielskiego-bo utrwali język używając terminologii angielskiej na lekcji, na przyrodzie niech ucza się dzieciaki nazw zwierzat, roślin itp. po angielsku(ciekawe jak to by bylo Chełbia modra?, a może nauczyciel w-f u będzie wydawał komendy po angielsku? Wszystko dla dzieci -tylko zachowajmy zdrowy rozsadek. Niech angielskiego uczą angliści.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jest jeszcze jedna kwestia dotycząca nauczycieli przedszkola - pensum. Do tej pory nauczyciele przygotowujący dzieci 6 letnie do szkoły pracowali 22 godziny dydaktyczne tygodniowo (oczywiście przy obowiązkowym 40 godzinnym tygodniu pracy). Dziś do szkoły przygotowujemy dzieci 5 letnie. Podwyższa się więc nam pensum do 25 godzin. Ale to nie wszystko. Często prowadzimy grupy mieszane, do których uczęszczają zarówno dzieci 5 letnie jak i 6 letnie (odroczone od obowiązku szkolnego). Jakie więc pensum? Otóż w niektórych gminach w Polsce 22 godziny a w innych 25 - wszystko zależy od interpretacji KN. MEN jest głuche na nasze zapytania, uwagi i na wyroki sądów w w/w sprawie. Także na interpelacje poselskie odpowiadają sztampowo cytując KN, na dodatek używając takiej argumentacji jaką NSA w Olsztynie uznało za niezgodna z prawem.
    Poza tym irytuje mnie fakt, że mamy pod opieką 25 małych dzieci - ja prowadzę grupę mieszaną (dzieci w wieku od 2,5 do 6 lat ) i często nie mamy nikogo do pomocy poza woźną, która przecież ma swoje obowiązki. Jeśli jest pomoc do dzieci to zwykle na pół etatu maksymalnie. A czy ktoś myśli o bezpieczeństwie dzieci Nauczycielki przedszkoli dobrze wiedzą jak wygląda codzienność w naszej pracy - kiedy my rozwiązujemy jeden problem lub pomagamy jakiemuś maleństwu, w drugim końcu sale, za naszymi plecami pojawia ktoś kogoś bije lub wyrywa zabawki. Moim marzeniem byłoby aby przepisami prawa była uregulowana kwestia, że z nauczycielem w ciągu dnia na stałe jest druga osoba - pomoc nauczyciel lub nauczyciel wspomagający.

    OdpowiedzUsuń
  21. jeżeli chodzi o pensum 22 czy 25h to argumentacja MEN ( w niektórych publikacjach) jest taka, iż 5-latki w przedszkolu tylko przygotowujemy do pisania i czytania a nauka została wpisana w obowiązkach szkoły (czyli to one przejmują ciężar). Jednakże w naszej miejscowości w pierwszych klasach już w październiku dzieci piszą dyktanda. I co ? nauczyciel wych. przedszkolnego znowu jest bee bo jak przygotował grupę ? kiedy teraz rodzice muszą siedzieć po nocach i z dzieckiem wkuwać alfabet i pisanie ze słuchu.
    W sprawie jezyka angielskiego to :jeżeli na placówce jest 1 lub max 2 nauczycieli, którzy mają kwalifikacje do prowadzenia zajęć w j. nowożytnym w danej grupie wiekowej to gdzie ja mam pójść na czas gdy on wejdzie do mnie? czyli okienko? czyli później w domu? a kto przypilnuje dzieci gdy my będziemy się zmieniać? Dlaczego ZNP milczy nie nagłaśnia problemu i nie porusza spraw kontrowersyjnych dotyczących naszego zawodu : n-li dzieci 2,5-6 r.ż. , których w krótkim czasie nawarstwiło sie tonami i które ulegają zmianie jak rękawiczki jak chociażby sprawdzanie co 1 h obecności teraz godzina przyjścia i wyjścia. A jak my to mamy dokumentować jeżeli rano i popołudniu są zbiorówki, inni nauczyciele, inne dzieci. więc nie wiem czy mam podetrzeć pupę dziecku czy szybko pożyczyć kredkę od innego i wypisać na papierze toaletowym godzine wyjscia kolejnego pomiedzy " proszę umyj ręce". " do widzenia" " Dziękuje za kredkę", praca indywidualna, pomoc przy pracach konkursowych i dokumentacja a przecież pomylić się nie wolno. Podsumowując: o pracy w przedszkolu można pisać epopeje szczególnie w perspektywie zmian jakie wprowadza MEN i rząd lubując się w terminie tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego.

    OdpowiedzUsuń
  22. dodatkowo już przecież jest przewidziany projekt ustawy : 2 latki w przedszkolach. Jakie czekają nas warunki pracy i znowu podnoszenie kwalifikacji. Obecnie 2 latki są w żlobkach i tam zajmują się nimi panie ( kilka pań ) po opikuńczo-pielęgniarskich. Czy zostaną przystosowane nasze placówki dla 2-letnich dzieci? Wątpliwe W szkołach, które otrzymują subwencje rozłożenie do dnia 3 września 2-3 dywanów wystawienie kilku dosłownie zabawek ( przenisionych z śietlicy) nie sprawiło najmniejszego kłopotu. W przedszkolach, które utrzymują samorządy, zubożone kilka lat temu decyzją rządu o zmniejszeniu opłaty/h do 1 zł. spowodowała, że do kasy miasta wpływa parę tysięcy mniej dodatkowo dotacje rządowe wspomagające -jak zwykle wpływały po kilku miesiącach doprowadzając wiele samorządów do braku płynności. To czy taki samorząd, którego nie stać na standardowe rozwiązanie (które nota bene powinno zostać sfinansowane przez władze centralne bo wymyślają nowinki) na założenie czytnków wejścia i wyjścia dziecka zasponsoruje przewijaki i dodatkowe panie do pielęgnacji higieny intymnej dziecka? Rodzicowi dziecka 2 letniego nie powiemy przecież proszę aby dziecko było bezpieluchowe. Nasza praca jest bardzo atrakcyjna i niesie wiele wyzwań i czeka na nas wiele jeszcze nieznanych wątków. Stabilizacja zawodowa w tym zawodzie wprost niemożliwa! Gdy w firmach są wskazane jakieś zmiany to za tym idą konkretne objaśnienia, procedury. W oświacie NIE. MEN wydaje rozporządzenie i proszę poczytać fora - co wieś to inna pieśń. Za to prywatne firmy aż zacierają ręcę. Dlaczego dyrektorzy przedszkoli nie otrzymuje od źródła gotowego rozwiązania jak interpretować nastałe prawo tylko muszą kupować gazety i ufać jakims nieznanym redaktorom

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy My nauczyciele przedszkola zawsze będziemy zgadzać się na wszystko. Podnosimy kwalifikacje, dokładają nam biurokracji, a My nic.Trzeba powiedzec dosc

    OdpowiedzUsuń
  24. Czy na ta petycję nauczycielek z która się całkowicie zgadzam, ktoś z włodarzy zwrócił uwagę.. Czy jest jakaś odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  25. Popieram akcję. W momencie przyjęcia mnie do pracy miałam kwalifikacje do pracy, po 2020r. nie będe mieć. Nie mam zdolności językowych, gdybym miała to bym wybrała inną drogę życiową. Mam za sobą 10 lat pracy, niezliczone kursy, szkolenia. Teraz mam za własne pieniądze uczyć się jezyka. W innej pracy miałabym dofinansowanie,a potem podwyżkę. A kolejny pomysł MEN to 2- latki. Do czego oni dążą.Przecież dzieci mają ogromny problem z wymową, niektóre w ogóle nie mówią. A my mamy do nich po angielsku?

    OdpowiedzUsuń
  26. Proszę zapoznać się z odpowiedziami na dręczące nas pytania o przyszłość nauczycieli w przedszkolu: http://konferencje.frse.org.pl/seminarium2015/article/faq/lang:pl
    Nie brzmi to tak strasznie, jak nam wmawiają dyrektorzy.

    OdpowiedzUsuń
  27. Może i nie brzmi strasznie,ale dyrektorzy wprowadzili zupełnie inne,oczywiście krzywdzące nauczycieli przedszkola rozwiązania i co teraz?

    OdpowiedzUsuń
  28. Witam. Popieram jak najbardziej apel. Gdzie mozna złożyć swój "podpis"jako sprzeciw tej zmianie w podstawie programowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apel jeszcze można podpisywać na tej stronie: http://www.petycje.pl/petycja/11371/apel_nauczycieli_wychowania_przedszkolnego.html
      Podpisało go już ponad 1100 osób.

      Usuń
  29. płaciłam, i które niczego mnie nie nauczyły (można spojrzeć na panie magister z jaką wiedzą zaczynając ten zawód) nie umieją nic, ale mają papier.Teraz jest i tak łatwiej bo jest internet. My musiałyśmy same wymyślać plany, zajęcia, pomoce, same grać na instrumentach.Podpisuję się obiema rękoma pod tym postulatem. Jeszcze jedno nie mogę słuchać w telewizji jak o nauczycielach wychowania przedszkolnego nazywają przedszkolanki. Przecież nie jedna z nas ma większe wykształcenie niż w szkołach.Może im trzeba podwyższyć kwalifikacje aby poznali naszą prace, i bezsensowną biurokracje. Na koniec zawsze zapamiętam słowa wykładowcy na stódiach , który powiedział ,, przedszkola powinny się nazywać uniwersytetami"

    OdpowiedzUsuń
  30. Wymagań od nas....... tak dużo, a kto nam poprawi warunki pracy. Brak zabawek, pomocy dydaktycznych,sprzętu AGD, Komputerów,( nie wspomnę o rzeczach papierniczych, plastycznych)Ale my dokumentacje, programy, plany , współprace z rodzicami, ze środowiskiem , obserwacje, diagnozy itp, itp....sprawozdania musimy mieć.

    OdpowiedzUsuń
  31. JA PRACUJE Z ZESPOLE SZKÓŁ NIE WIEM KTO WYMYŚLIŁ 25 GODZIN ETATU. JA JESTEM SAMA W GRUPIE 25 3.4 LATKÓW SAMA NA SPACERY CHODZE DO TOALETY Z DZIECIAKAMI WSZYSTKO SAMA.NAUCZYCIELE W SZKOLE WIECZNIE DNI WOLNE REKOLEKCJE ,EGZAMINY DŁUŻSZE WAKACJE. A MY Z KOLEŻANKĄ WIECZNIE SIEDZIMY NA DYZURACH NAWET DO TOALETY NIE MA JAK WYJŚĆ.ZASTANWIAMY SIĘ W CZYM JESTEŚMY GORSZE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzicow prosze zmusic do obowiazkowych szkolen za wlasne pieniadze.Mam dosyć szykanowania nas i naszego zawodu.Przedszkolanki. podcieraczki. ktore maja byc specjalistkami od wszystkiego za marna pensyjke ktora nie pozwala na godne zycie.Nie bede uczyla sie angielskiego. nawet jesli panstwo mialo by za nauke zaplacic.Bo po pierwsze jestem zbyt stara. zbyt chora. gdyz panstwo oszukalo mnie juz niejednokrotnie podczas mojej wieloletniej kariery zawodowej. Uwazam. ze dzieciom w tym wieku potrzebna jest milosc. poczucie bezpieczenstwo. zaspokojenie potrzeb rozwojowych. a nie zmuszanie do wciskania imczegos. czym nie sa i tak zainteresowane
      Angielski?Bzdura.jestesmyPolakami. najpierw nauczmy je poprawnej wymowy w jezyku ojczystym. gdyz wspolczesnie wiekszosc dzieci ma z nim ogromny problem.Dajcie juz spokoj nam i tym maluszkom!Pozwolcie im w spokoju korzystac z urokow dziecinstwa! pozwolcie sie bawic.swobodnie.nieskrepowanie. bez ustawicznej kontroli.A jesli od nas wymagacie.prosze o zaplate odpowiednia do wymagan.

      Usuń
  32. Podstawe programowa nie sposob napisac.Papier przyjmie wszystko.Gdybym chciala soldnie spelnic te wszystkie wymagania. to pomimo wiedzy. doswiadczenia. wieku i pasji. nie wystarczy mi na to czasu.1/5czasu to troche malo na realizacje.Z drugiej strony wiedza z zakresu psychologii rozwojowej nie pozwala mi zameczac tych malych osob rzadnych swobodnego dzialania.Nie angielski jest potrzebny. a wiecej rak do pracy. by dac dzieciom to co najcenniejsze MIŁOŚĆ.

    OdpowiedzUsuń
  33. Powrocic powinny pielegniarki.przywrocenie nauczycielom mozliwości decydowania o kierowaniu dzieci na badania psychologicze w poradni.uznanie za chorobe zawodowa schorzen sluchu nauczycieli .Minela era . kiedy dzieci wychowywane byly w poczuciu dyscypliny-zapraszam do przedszkola na jeden dzien.ciekawa jestem kto wytrzyma dluzej.Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  34. Co z katecheza w przedszkolu?Powstaja wspaniale domy katechetyczne.mysle ze tam powinny odbywac sie takie lekcje.

    OdpowiedzUsuń
  35. zmuszona zmianą podstawy programowej podjęłam ten trud i ukończyłam studia podyplomowe kwalifikacyjne w zakresie nauczanie języka angielskiego w edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej które trwały 1,5 roku i które to kwalifikacyjne są tylko z nazwy, bo żeby nauczać należy mieć egzamin państwowy na poziomie B2. Jest to poziom nie do przeskoczenia dla osoby czterdziestoparoletniej, która po 20 latach odświeżyła sobie podstawy z języka i która teraz ma nauczać dzieci. Od dwóch lat nie ma mnie w domu w weekendy ani dla dzieci ani dla męża, w pracy pomimo iż nie mam jeszcze kwalifikacji od tych nieszczęsnych dwóch lat uczę angielskiego i mam dwa razy więcej pracy za te same pieniądze. Jestem przemęczona, sfrustrowana i wypalona zawodowo. Osoby które nie kiwnęły palcem, bo wiek nie ten, są chronione i wypoczęte, bo podstawę realizuję za nie, a jeśli nie zdam egzaminu państwowego nagrodą za podjęcie trudu będzie obcięcie mi etatu lub w ogóle zwolnienie, bo po 2020 roku nie będę realizowała podstawy programowej.....mam dosyć tego zawodu przez te niepoważne nieprzemyślane zmiany

    OdpowiedzUsuń
  36. To dlatego. ze w tym zawodzie pracuja same kobiety.Zaden mezczyzna nie pozwolilby sobie na takie traktowanie.Nie ma nawet kiedy wyjsc do toalety, wciaż przygotowywać dzieci do występów, rozne instytucje wykorzystują nas, by pokazac jak pięknie układa się wspólpraca ze środowiskiem.Dzieci traktowane sa jak małpki do popisów.Prosze wejsc na strony przedszkoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 100% popieram. Nie znam bardziej spolegliwej i pracowitej grupy zawodowej. Pracującej non-stop (brak wolnych ferii i nieustanne dyżury) z uśmiechem na ustach. Brawo :) Jeszcze zadowolić należy każdego od ministra do rodzica :) A najlepsze jest to, że nikogo to nie obchodzi, bo TAK jest każdemu dobrze.


      Mąż nauczycielki

      Usuń
  37. Jestem niestety w trakcie kursu angielskiego, podjęłam ten trud rok temu, native twierdzi ze jeszcze 4 lata intensywnej nauki 4 razy w tyg po 2 godz i powinnam zdać na 3 lub 4 !!!!!!!??????????czy ktoś rozumie to co z nami zrobiono? zero czasu dla rodziny, zero czasu dla siebie i zero czasu dla dzieci w szkole i przedszkolu poniewaz w pracy papierki, w domu naukaitp. Kiedy czas na nauczanie, doskonalenie w kierunkach ktore daja nam satysfakcje

    OdpowiedzUsuń
  38. Przedszkola powinny zatrudnic jednego nauczyciela do nauczania j angielskiego. Nauczycielkom nie zabierac tej 1 godziny, niech będą wtedy z dziećmi. SWP jako szkoła dla nauczycielek przedszkoli miała rewelacyjny program, z systemem praktyk, nawet 6 miesięczną. Żadne studia tego nie zastąpią. Szkoda szkoły. Pozdrawiam wszystkie absolwentki SWP. Niedługo emerytura, co? Niestety nie ta obiecana po 30 latach tylko po 40!

    OdpowiedzUsuń
  39. Język angielski powinien być realizowany jako dodatkowa godzina w przedszkolu przez nauczyciela języka lub wychowawce grupy jeśli posiada kwalifikacje. To co teraz się dzieje to jest zwykła partyzantka. Tak się zachowuje dyrektor mojej placówki. Przydziela godziny wg. własnego widzimisię i sympatii do nauczycieli. A sobie bierze same tzw."Michałki", a i tak ich nie realizuje tylko sobie siedzi w gabinecie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Podjęłam naukę angielskiego pomimo wieku 50 lat i 27 lat pracy. Tylko dlatego, że mam podstawy tego języka. Uczyć się będę już trzeci rok. W pierwszym roku płaciłyśmy same. W drugim większość płaciło biuro edukacji, my dopłacałyśmy 10%. Przed rozpoczęciem nauki za tzw. "państwowe" zobowiązano nas do poddania się tzw. poziomowaniu - egzamin w celu ustalenia poziomu nauczania i słusznie, ale... Poziomowanie odbyło się dwa razy (za pieniążki podatników): w British Council oraz w szkole językowej, która wygrała przetarg. Potem cały rok nauki na odpowiednim poziomie, w czerwcu egzamin ZDANY!. Certyfikat ukończenia kursu na poziomie A2. I Mamy wrzesień :-). Do czego zobowiązuje umowa z Biurem Edukacji? Do poddania się ponownemu poziomowaniu!! A żeby było ciekawiej, to przetarg wygrała ta sama szkoła językowa, z której mam już certyfikat ukończenia kursu. Koleżanka, która "załapała się" na kurs w British Council i zdała państwowy "First" na B1, jeżeli chce dalej się uczyć, również musi poddać się poziomowaniu w szkole językowej - bo co? Bo nie wierzą, że zdała "first-a". Jeszcze trochę, a to chyba będzie można podciągnąć pod mobing.
    Jak długo będą nas tak traktować. Podczas spotkania ekspertów "dobrych zmian w edukacji" usłyszałyśmy, że: "na razie nic się nie zmieni, a pogadamy w 2020".

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.