niedziela, 21 czerwca 2015

Globalizacja jako hiperedukacja








Natrafiłem na interesującą rozprawę naukową pt. "Globalizowany Zachód. Polemika o planetarnej kulturze" autorstwa dwóch intelektualistów francuskich - socjologa i filozofa z Uniwerstytetu Grenoble Gilles'a Lipovetsky'ego oraz ekonomisty i eseisty Herve Juvin'a.

Lipovetsky od szeregu lat prowadzi badania współczesnych społeczeństw postmodernistycznych i hiperkonsumpcyjnych. Uważa, że człowiek w dzisiejszej dobie ulega antropologicznej mutacji, która sukcesywnie czyni z niego na naszych oczach twór narcystyczny, hedonistyczny i indywidualistyczny. Im dłużej człowiek żyje , tym, bardziej staje się niewolnikiem swojej słabej woli, ulega presji społeczeństwa (np. dyktatom mody) i żyje w większości w osamotnieniu, gdyż miłość do drugiego człowieka jest dla niego jarzmem nie do zniesienia.

Wspomniana powyżej książka o globalizowanym Zachodzie jest dialogiem sporem, jaki panowie prowadzą ze sobą w trosce o kulturę na naszej planecie. Nie da się w ponowoczesnym świecie uciec od uwarunkowań globalnych systemów kształcenia i wychowania, które jednoznacznie odsłaniają toczące się od wieków wojny między cywilizacjami Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, ustrojów totalitarnych z demokratycznymi, wyznaniowych ze świeckimi. Każda z cywilizacji – jak pisał już o tym Oswald Spengler w 1917 r. - przechodzi przez trzy cyklicznie powtarzające się fazy: narodzin, rozwoju i śmierci. Jedyną możliwą relacją między nimi jest walka – bez miłości i bez dialogu (Globalizovaný Západ. Polemika o planetární kultuře, Praha 2012, s.9)

Globalizacja staje się zatem tzw. ponadnarodową hiperedukacją, edukacją „trzeciego typu”, która wprawdzie nie jest, a w każdym razie nie powinna być dla narodowych systemów oświatowych żadną strukturą nadrzędną, ale niewątpliwie tworzy ona kontekst i wyzwala przenikanie procesów, danych czy doświadczeń wymykających się kontroli (cenzurze) poszczególnych państw, społeczeństw. To właśnie ten proces wprowadza do naszej świadomości dezorganizację, dysonans, nawet chaos, ale i świadomość różnic czy brak koniecznych rozwiązań we własnym środowisku.

Znajdujemy się w erze, w której wszystkie dotychczasowe elementy naszego życia wchodzą w kryzys, stają się niestabilne i tracą własne sprawstwo. Ani w Kościele, rodzinie, ideologiach, polityce, relacjach międzypłciowych, ani w konsumenckim stylu życia, sztuce czy kształceniu nie znajdziemy chociaż jednej z tych dziedzin, która nie wymykałaby się systematycznemu rozkładowi narodowej jedności i stracie jasnej orientacji. Zanikają granice między „my” a „oni”, między wojną a pokojem, bliskimi a dalekimi (s.15)

Globalizacja jest też typem kultury „trzeciego typu”, ponadnarodową hiperkulturą, która nie jest już znakiem jakiejś duchowej nadbudowy. Wszystkie produkty świata mody, środowiska życia, reklamy stają się kulturą o estetycznym i semiotycznym zabarwieniu. Nie mamy dzisiaj do czynienia z jakimś abstrakcyjnym uniwersalizmem humanistycznym, który byłby nośnikiem określonych ideałów moralnych i politycznych, ale tez nie jest to proletariacki internacjonalizm z jego rewolucyjnymi ambicjami. Główną przesłanką organizacyjną owej hiperkultury (...) jest w tym przypadku rynek, konsumpcyjny styl życia, nauki techniczne, indywidualizm i kulturalno-komunikacyjny przemysł. Z kombinacji tych podstawowych a przy tym niejednorodnych czynników wyłania się idealny typ kultury światowej. (s.16)

W ten oto sposób powstają na naszych oczach i z naszym częściowo udziałem jakieś ponadnarodowe multipolarne kultury. Jak zatem edukować, jak wychowywać młode pokolenia w warunkach zanikania języków narodowych (w XXI wieku zniknie od 50 do 90% języków) na rzecz dominacji języka angielskiego, skoro już zapowiada się, że powstanie tzw. hinglish? Być może rolą edukacji będzie przywracanie ludziom ich mocy nad własnym życiem, uczenie ich lepszego rozumienia świata, własnej historii, orientowania się w chaosie danych i informacji dostępnych na kliknięcie myszką (może na mrugnięcie powieką).

Szkoła w dobie globalizacji i okcydentalizacji powinna przejąć funkcje humanistyczno-społeczne otwierając dzieci i młodzież na świat kultury, ducha, na własne emocje i wspierać różnego rodzaju formy aktywności twórczej: rysowania, muzykowania, śpiewania, działania przedsiębiorczego czy podejmowania aktywności charytatywnej. Jak pisze Lipovetsky: "Nasza doba potrzebuje znacznie więcej niż którakolwiek inna reforma systemu kształcenia, który by stwarzał uczniom i studentom podstawy do ich własnej egzystencji, czynił ich bardziej uważnymi na sprawy duchowe i codziennego życia oraz wzmacniał ich poczucie wartości. Edukacja powinna ukierunkować ich na aktywność, dzięki której człowiek będzie potrafił przekonać do nich siebie samego i wziąć życie w swoje ręce." (s. 101)

4 komentarze:

  1. Ten wstrętny IBE, nie czekając na apel Pana Profesora, zwrócił uwagę swym badaniem na wielką rolę działania prospołecznego uczniów polskich szkół.Zachęcam do lektury...
    http://www.academia.edu/12767750/Kszta%C5%82towanie_kompetencji_spo%C5%82ecznych_i_obywatelskich_przez_organizacje_pozarz%C4%85dowe_w_Polsce_wsp%C3%B3lnie_z_E._Baci%C4%85_A._Gieniusz_F._Pazderskim_P._Stronkowskim_B._Walczakiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, dlaczego "Ten wstrętny IBE..." . Chyba ma anonimowy problemy z recepcją treści i opinii.

      Usuń
  2. Ten adres jest wygodniejszy w obsłudze...
    http://www.kwalifikacje.edu.pl/images/download/Publikacje/FINAL_Ksztaltowanie_calosc_internet_01.pdf

    OdpowiedzUsuń
  3. "Szkoła w dobie globalizacji i okcydentalizacji powinna przejąć funkcje ... ".
    Gdy myślę, czytam lub słyszę "szkoła powinna", nasuwają mi się natychmiast dwa pytania:
    - jak to zrobić ? (z czyjej inicjatywy, czyimi siłami, kiedy ?)
    - ile mamy czasu na robienie ?
    A może za dużo oczekujemy od szkoły, używając słów: powinna, należy, trzeba ? Może powinniśmy(!) powiedzieć "szkoła mogłaby przejąć funkcję ... ". Może "szkoła powinna" jest zbyt kategoryczne i dlatego tak paraliżuje wszystkich, że tak niewiele z owych 'powinności' nie jest realizowane ?
    Wydaje się oczywiste, że szkoła mogłaby pełnić rolę kulturotwórczą i duchową. Szkoła mogłaby być świetnym miejscem do namysłu i refleksji. Proponuję na początek, aby w szkołach, obok dnia sportu, dnia nauczyciela, dnia wagarowicza, wprowadzić dzień namysłu i refleksji. To może uruchomić szerszy proces.
    Gdybym w tej chwili był nauczycielem, to wszystkie lekcje wychowawcze poświęciłbym dylematom egzystencji w naszej rzeczywistości. Jednym z tematów byłby na pewno "Zanikanie Polski, zanikanie Europy - czy to możliwe ?". To jest fascynujący temat, unikany przez media, polityków i Kościół. Wymyka się nam, ponieważ jest niepolityczny, nieefektowny, cichy i słabo widzialny. Jest bardzo banalny - biologiczno-matematyczny: dzietność na poziomie 1,3.

    OdpowiedzUsuń