środa, 3 czerwca 2015

Edukacja i polityka III RP po komunizmie





W ub. roku pisałem o obradach XIII Sympozjum Tarnogórskiego. Dzisiaj mogę potwierdzić, że ukazała się z całości interdyscyplinarnej debaty rozprawa zbiorowa pt. "III RP: od komunizmu, przez postkomunizm, do ...?" Tytuł tego zbioru jest intrygujący, tak jak nasza rzeczywistość, na którą należy spoglądać z wielu stron, by odczytywać jej kondycję.

W tym przypadku rozprawę przygotował i wydał Stanisław Kowolik, który w symboliczny, ale i merytoryczny sposób uwydatnia potrzebę retrospekcyjnego spojrzenia na główne siły sprawcze polskiej transformacji postkomunistycznej. Jak pisze we wprowadzeniu: (...) większość Polaków jest przekonanych, że w trakcie tak zwanej transformacji ustrojowej doszło do poważnych błędów, zaniechań i patologii, z których zasadnicze to:

- zbyt szybka i daleko idąca prywatyzacja polskiej gospodarki, wyprzedaż majątku narodowego za bezcen i związane z tym uwłaszczenie nomenklatury , przejmowanie państwowego majątku przez działaczy partii komunistycznej (czyli po prostu rozkradanie majątku narodowego),

- brak wystarczającej lustracji, rozliczenia współpracowników PRL-owskich służb specjalnych;

- brak dekomunizacji, rozliczenia funkcjonariuszy państwowych i partyjnych z okresu PRL;

- tolerowanie korupcji i nieuczciwości w polityce;

- dopuszczenie do nadmiernego wzrostu nierówności społecznych oraz utrwalenie niskich standardów życia publicznego.

(...) Mijające ćwierćwiecze od 1989 roku każe nam raz jeszcze spojrzeć na tamte wydarzenia, charakterystyczne postawy, podejmowane decyzje i ich źródła. W prawdzie i bez zacietrzewienia. I zadać fundamentalne pytania o naszą jednostkową i zbiorową wolność, o użytek jaki z niej czynimy, o nasze indywidualne i wspólnotowe cele, o naszą tożsamość i miejsce w niej naszego pojmowania wydarzeń 1989 roku, o rozumienie osobowego i zbiorowego dobra wspólnego, o kształt Polskiej Rzeczy Wspólnej, która byłą i ciągle jest naszym programem i marzeniem?




W swoim studium uzasadniam, jak dalece w Polsce realizowany jest model edukacji o demokracji, ale nie w demokracji i nie dla demokracji. Nie można efektywnie kształcić dla demokracji konstruując w szkołach publicznych sytuacje i zarządzając nimi w sposób, który przeciwdziała jej demokratyzacji. Szkoła opętana mechanizmami politycznej gry decydentów staje się instytucją dojmująco nieskuteczną, bez własnego oblicza, dewastującą tradycje oraz przyzwalającą na intelektualny regres.

Zagrożenia dla reform oświatowych nie tkwią jednak tylko w mechanizmach życia społeczno - politycznego, ale także - a może przede wszystkim - wewnątrz samego systemu edukacji, który nie stworzył jeszcze procedur umożliwiających eliminowanie z niego faryzeuszy innowacji. Polski system edukacyjny jest po 25 latach transformacji państwa częściowo odpaństwowiony, ale silnie zbiurokratyzowany i upartyjniony. I to jest główny powód głębokiego zapóźnienia, destrukcji i patologicznych zmian z udziałem ministrzyc i ministrów edukacji minionego ćwierćwiecza.

Zachęcam do lektury nie tylko w związku z nieoficjalnie, ale "toczącą się" kampanią wyborczą do Sejmu i Senatu po zakończonych wyborach prezydenta RP.

1 komentarz:

  1. Dokładnie TAK Panie Profesorze. Szkoła, w której ucze od pewnego czasu jest opętana mechanizmami politycznej gry.... cierpią na tym uczniowie niestety! Pozdrawiam z prowincji!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.