sobota, 16 maja 2015

Rynek szkolny



Od nauczycieli - traktowanych jak sprzedawcy wiedzy i umiejętności, a od dyrektorów postrzeganych jak menedżerowie przedsiębiorstw oświatowych - nie wymaga się już wrażliwości i kultury pedagogicznej, ale myślenia i działania zgodnego z kategoriami lokalnego i/lub globalnego rynku oraz wytwarzania „wartości” zgodnych z potrzebami i oczekiwaniami podmiotów gospodarczych, usługowych itp.

W dłuższym okresie sukces szkoły jako zorientowanej na rynek firmy wymaga od menedżerów inicjowania działań o charakterze interfunkcjonalnym. Szkoły mają być przedsiębiorstwami skutecznymi na rynku oświatowym, tzn. unikającymi niepowodzeń i strat, głównie materialnych (żeby zużywały jak najmniej energii cieplnej, elektrycznej, gazu, nie generowały wysokich rachunków za rozmowy telefoniczne, nie wytwarzały zbyt wielu śmieci, zadowalały się gwarantowaną przez wyspecjalizowane firmy czystością pomieszczeń itp.).

Szkoły zostają zmuszane niejako do poddania się procesom marketingowym, czyli kompleksowej działalności na wzór „firm”, które muszą funkcjonować na drodze producent lub dostarczyciel usług (nauczyciel) – konsument (uczeń). Celem (przed-) marketingu jest spowodowanie aktu kupna - sprzedaży, a więc wyzwolenie procesu, za pomocą, którego dostosowuje się produkty do potrzeb rynku i przenosi prawo własności z jednego na innego uczestnika rynku.
Jak to się jednak ma do edukacji powszechnej? Jak dalece możemy i powinniśmy ulegać tym tendencjom w życiu przedszkola czy szkoły publicznej, w procesie kształcenia i wychowania dzieci i młodzieży? Jakie są granice adaptacji reguł makro- czy mikrogospodarczych do duchowego, kulturowego wymiaru formacji kulturowo niedojrzałej wciąż osoby w relacjach międzyludzkich?


Czescy socjolodzy - Jan Keller, Lubo Tvrdý w swojej rozprawie pt. Vzdĕlanostní společnost? Chrám, výtah a pojišťovna, (Wykształcone społeczeństwo. Świątynia, winda i ubezpieczalnia, która ukazała się w Pradze w 2008 r., wykazują związek między rozwojem gospodarki czeskiej (rynkiem pracy) a wykształceniem obywateli. Sformułowali oni trzy hipotezy:

1) poziom wykształcenia powinien immunizować przed ryzykiem bezrobocia i gwarantować zarazem uzyskiwanie wyższej pozycji społecznej,

2) o sukcesie na rynku pracy powinna decydować wiedza uzyskana w toku kształcenia, a zgodna z oczekiwaniami pracobiorców,

3) wykształcenie jest wartością uniwersalną, która wszystkich jego posiadaczy zabezpiecza w porównywalnym stopniu.

Z ich diagnoz wynika, że im niższy jest poziom wykształcenia obywateli, tym większe jest poczucie lęku, że będzie się bezrobotnym, ale poziom zlekceważenia tego zagrożenia (wyrażane przeświadczeniem, iż „bycie bezrobotnym nie jest żadną tragedią”) jest tak samo wysoki wśród osób z wyższym, jak i z podstawowym wykształceniem (po ok. 35%). Na tym samym niemalże poziomie rozkłada się stosunek badanych wobec konieczności zmiany pracy w ciągu życia, i to niezależnie od poziomu ich wykształcenia.

Dla uzyskania miejsca pracy przez osoby mające ten sam poziom wykształcenia są w takim samym stopniu znaczące znajomości czy protekcja spośród członków rodziny, znajomych i przyjaciół. W odniesieniu do ostatniej z hipotez autorzy formułują następujący wniosek:

Jeżeli przez dobrą pracę wyobrażamy sobie taką, w wyniku wykonywania której nie jesteśmy zagrożeni bezrobociem, pobieramy ponadprzeciętną płacę i mamy dość dużą przestrzeń wolności, to taką pracę mają szansę uzyskać w Czechach 2 osoby na 3 z wyższym wykształceniem, ale tylko jedna na pięciu maturzystów i tylko jedna na dwadzieścia osób o najniższym poziomie wykształcenia. (s. 140).

1 komentarz:

  1. Rodzi się pytanie czy to rzeczywiście zależy od wykształcenia ? Czy jest zależne od pewnych ludzkich umiejętności i cech osobowych, które są niezależne od poziomu wiedzy jaką posiadamy. To że osoby, które mają dobrze rozwinięte kompetencje miękkie decydują się na zdobywanie wykształcenia jest dosyć zrozumiałe i wynika z wielu czynników. Jasne też jest, że kształcenie może wspomagać rozwijanie owych umiejętności. Rozumiem, że ze względu na łatwość badań statystycznych dużo łatwiej jest wykazać związek pomiędzy wykształceniem a bezrobociem. Ale mam wątpliwości ( co nie oznacza, że uważam inaczej) czy ten związek jest tak oczywisty jak opisali to wspomniani przez Pana autorzy.

    Pozdrawiam
    Grzegorz Nocoń

    OdpowiedzUsuń