poniedziałek, 4 maja 2015

Niepowtarzalni profesorowie pedagogiki i psychologii



Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie ma wyjątkowe grono nauczycieli akademickich, wśród których są naukowcy a zarazem artyści sztuk plastycznych i literackich w osobach prof. Janusz Kirenki, prof. Janusza Gajdy, Stanisława Leona Popka czy animatorzy teatru i szeroko pojmowanej kultury - w osobach prof. Dariusza Kubinowskiego i prof. UMCS Wiesława Żardeckiego).

Ciekaw jestem, czy studiująca na pedagogice i psychologii młodzież ma świadomość tego, z jak wyjątkowymi postaciami miała lub nadal jeszcze ma możliwość spotykania się? Co przenika z twórczości znakomitych UCZONYCH do świata wartości młodych pokoleń? W jakiej mierze literatura i sztuka wchodzą w konfrontację z coraz silniej odciskającą swoje piętno na studenckiej codzienności popkulturą?

Z jednej strony stajemy się odbiorcami znakomitych dzieł naukowych, wyników własnych, wieloletnich badań, zmagań z materią ducha i ciała, fascynacją dokonaniami minionych klasyków i własnych mistrzów, a zarazem z drugiej strony jesteśmy obdarzani czymś szczególnym, bo odsłaniającym duchową, psychiczną, estetyczną, moralną i cielesną sferę osobistego życia, doznań, doświadczeń, myśli i przeżyć, które stają się dzięki ich twórczości także dobrem ich odbiorców (przypadkowych lub poszukujących).

Majowy weekend był dla mnie doskonałą okazją do spotkań z ich twórczością. Akwarele prof. Janusza Kirenki dopełniają radość i nadzieję życia ciepłą kolorystyką i światłem piękna rozkwitającej, ale wciąż jeszcze chłodnej, wiosny. Mająca w ub. roku wystawa tego wybitnego profesora pedagogiki specjalnej pt. "Wrota duszy otwartej" zachwyciła cyklem przepięknych obrazów, które odzwierciedlają tkankę ludzkiej i przyrodniczej natury. Jak pisała o dziełach profesora w wystawowym folderze Marta Uberman (prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego): Piękne, nasycone, szafirowe błękity, krwiste i ceglaste czerwienie, żółcie, umbry, sieny, przeciwstawione złamanym tonom liliowym, szarozielonym, bieli i czerni. Podziw budzi doskonały warsztat kolorystyczny i pewne świeże pociągnięcia szpachli. Nie ma tu miejsca na wystudiowaną naiwność czy chłodny, intelektualny minimalizm. Porusza ekspresja faktury malarskiej, naturalna i szczera poetyka wyrażająca się w nader skromnych środkach wyrazu.

Prof. Janusz Kirenko jest autorem poruszającej autobiografii pt. "Chwila", która ukazała się w dwóch tomach w 2012 r. Podtytuł wspomnieniowej książki zapowiada ludzki dramat, wydarzenie, które wyryło trwały znak na jego życiu, a zarazem skutkuje darem wdzięczności dla TYCH, którzy z nim byli wspomagając w wyjściu ku nadziei i nowej jakości życia. wspaniały człowiek, wykładowca, naukowiec, który mimo osobistego dramatu daje innym więcej, niż wiele innych osób jego pokolenia. Swój świat wypełnia treścią naukową i artystyczną, dając nam wiele radości, głębi myśli i dzieląc się mistrzostwem własnej wiedzy oraz akademickich doświadczeń. Wspomnienia J. Kirenki nie są przesiąknięte dydaktycznym smrodkiem - jakby to mógł określić Melchior Wańkowicz - bo pedagog nie zamierza nikogo przed niczym ostrzegać, pouczać, ale pokazuje, jak nawet w takiej sytuacji można żyć godnie, mądrze i wartościowo.


W wyniku wypadku stał się osobą niepełnosprawną ruchowo. Jak pisze: Starałem się nie zmarnować swojego życia, chociaż uczyniłem w nim wiele, by je skomplikować. Jeszcze długo po wypadku zadawałem sobie pytanie o sens tego wszystkiego. Dlaczego dotknął mnie taki los. Nie stworzyłem ku temu szczególnych warunków. ani nie byłem birbantem, ani kimś, kto chciałby nadto widocznie imponować innym, ani tym bardziej w chwili zdarzenia pijany lub nawet po przysłowiowym piwie, co w wielu przypadkach dyskredytuje takiego człowieka w opinii publicznej. Nic z tych rzeczy. Jeszcze jeden skok przed obiadem. Tyle przecież ich już wykonałem. Niestety. Zaciągnąłem u Pana Boga kredyt na życie. Starałem się więc go spłacić, i nieustannie to czynię, najlepiej jak potrafię".

Wreszcie przywołuję w tym miejscu wyjątkowy, wzruszający monodram prof. Janusza Gajdy o dramatycznych losach własnego dzieciństwa i matki, o wielkiej tęsknocie i cierpieniu dziecka oraz szczęściu ze spotkania z najdroższą mu osobą po wielu latach, wpisuje się w odczytanie także losów dzisiejszych pokoleń eurosierot oraz sprzyja odradzaniu się woli kreatywnego przetrwania i mocy własnej duchowości. Wkrótce będziemy świętować Dzień Matki, toteż jak mało kto ów Profesor potrafił oddać piękno dziecięcej więzi, miłości, i wdzięczności dla własnej rodzicielki. Nie wiem, czy jest powszechnie dostępny zapis przedstawienia pt. The Faces of Modern Motherhood". After 53 Years She Met Her Mother)", które przygotował w formie monodramu na podstawie własnego pamiętnika z takiej właśnie okazji i zarejestrował na płycie DVD.


Można jednak zapoznać się z równie wstrząsającymi wspomnieniami, autobiografią Profesora J. Gajdy, którą wydała przed laty Oficyna "Impuls" pod tytułem: "Moje życie. Fakty, wspomnienia, refleksje" (Kraków 2010). Jak pisze o tej książce recenzent prof. Andrzej Radziewicz-Winnicki: "Portret własny - literacki - J. Gajdy to nie jest dziedzina fikcji, lecz jego wiarygodna, trafna i prawdziwa egzemplifikacja biograficzna kolei losów Uczonego. Czyta się dobrze, wręcz znakomicie, i z łezką w oku, dla mego pokolenia z okresu wojny (1945). Dla młodych adeptów nauk społecznych jest to rzecz bezcenna, a aktualność remanentów z przeszłości jest przecież zasadna, konieczna, oczekiwana, a więc realnie oczywista.




Wreszcie mamy dar wspaniałej, przepięknej poezji profesora psychologii, w zakresie psychologii różnic indywidualnych, zdolności, twórczości i sztuki (a więc nie tylko tak określanego ze względu na przedmiot jego wieloletnich badań naukowych) - Leona Stanisława Popka, która powinna być dostępna pasjonatom piękna słowa i myśli także poza granicami naszego kraju. Właśnie ukazał się nakładem Wydawnictwa Związku Literatów w Lublinie najnowszy zbiór poezji Stanisława Leona Popka pt. „Kwiaty dla Afrodyty”, który obejmuje wiersze z okresu połowy lat sześćdziesiątych minionego stulecia po najnowsze - z 2013 r. Całość jest zilustrowana przez żonę dr psychologii, artystkę malarz Różę Popek przepięknymi obrazami bukietów kwiatów. Mimo, że profesor sam także uprawia twórczość plastyczną, to jednak w tym wydaniu nastąpiła przepiękna harmonia najbliższych sobie dusz – synergia wierszy i obrazów, która potwierdza trwałość oraz wyjątkowy charakter wzajemnego związku.

Prof. S.L. Popek wybrał na tytułową postać swojej twórczości najbardziej urodziwą z greckich bogiń - boginię miłości, piękna, kwiatów, pożądania i płodności, jaką była Afrodyta (gr. Ἀφροδίτη Aphrodítē, łac. Aphrodite, Venus). Po dzień dzisiejszy jej imię symbolizują m.in. jaskółki, mak, jabłko, róża czy mirt. Kobiety widzą w niej patronkę małżeństwa, chociaż – jak wynika z mitologii - do wiernych nie należała, zaś żeglarze hołubią ją ze względu na jej związek z morzem, z którego wyłoniła się w pobliżu Cypru z piany morskiej. Jej włoskim odpowiednikiem jest Wenus.


(źródło: Obraz Jacquesa-Louisa_Davida-Mars desarme parVenus)

Uzasadnieniem tytułu w/w tomu jest m.in. wiersz „Z podróży do Itaki”, w którym S. Popek pisze (s. 65):

Szukam Ciebie w labiryncie nocy
i w zakamarkach szukam resztek woni Twojej,
a Ty w muszli płyniesz
pianą otoczona.


Najnowszy zbiór poezji otwiera jakże trafnie dobrany do całości przekazu wiersz zatytułowany „Recepta”, który powstał w 1965 r. w Zamościu. Jest on subtelną ilustracją młodzieńczego pożądania, by - jak w dziecięcym pocałunku - zasłonić „szczęściem oczy”. Jakież to szczęście móc tak pisać i być adresatem tej twórczości.

Możemy śledzić w tym tomie ewolucję dojrzewającej miłości o wielości odmian, kształtów, barw i zapachów, które pozostawiają trwały ślad w duszy poety, a ten przenosi je do intersubiektywnego świata wydobywanymi z „klawiatury własnych przeżyć” dźwiękami, ukazuje nam piękno oddechu własnej twórczości i podaje nam w bukiecie słów i metafor ciepło własnego życia.

W wierszu „Twój kształt” S. Popek pisze:

Chciałbym ocalić twój kształt od zapomnienia ,
aby mgła czasu pamięci nie skryła.
Zaklinam ciebie w wyobraźni mojej
w dawne dzieła mistrzów świetnych.
Widzę w smudze cienia,
gdy przychodzisz cicho,
bezszelestnie
pięknym profilem Wenus.
(…)

Zapewniam, że nic tak bardzo nie uspokaja, nie koi skołatanych codziennością dusz, w wirze wszechobecnej agresji, nikczemności, pozorów uczuć i pseudowartości jak właśnie poezja profesora Popka. Przywraca nam swoją twórczością najpiękniejsze chwile lub otwiera na nie tych, którzy ich jeszcze nie doświadczyli. Są wśród nich pełne subtelnej miłości doznania piękna ukochanej osoby, ale i świadectwa „dotykania ciszy”, przewlekłych stanów nadwrażliwości lub niedomiaru rozkoszy, czułego drżenia w lęku samotności czy zakrzepłych ran wspomnień.

Zapewne nie tylko w poezji można wyrazić głęboką troskę o autentyzm, prawdę wspólnych zbliżeń i oddaleń, pamięć pragnień i niespełnienia, zachwytów i oczekiwań, poszukiwania innych wymiarów życia czy spopielałych śladów własnej aktywności. Są w tej poezji pytania znane ludzkości od tysięcy lat, z odpowiedzią na które zmagają się kolejne generacje w świecie pełnym zgiełku migających znaczeń, jazgotu pustych słów, na pograniczu rodzenia się i zanikania wartości. Poeta pyta:

Jak możesz być radością,
gdy karmisz jesień
łzami wieczoru?
Jak możesz być prawdą,
Gdy żyjesz na skraju ułudy?
Jak możesz być prostotą,
gdy w otchłani jaźni
kryjesz meandry goryczy
i blaski radości?(…)
A jednak
jesteś tym wszystkim,
utkana z zapachów miłości
...
(s. 35)

Odnajduję w tym tomie głęboko poruszający wiersz pt. „Gdy odejdę”, w którym autor pisze:

„Nie odkładaj mnie nigdy do swojego wiersza
Nie zamykaj w kartki bibliotecznych tomów
Moje imię mieszka w starych świerkach
Moje serce bije kołysaniem dzwonów (…)”


Wprawdzie „serce umiera w każdym uderzeniu na ułamek chwili”, więc każdy z nas kroczy „coraz wolniej w furtę cienia”, to mogę wyrazić jedynie wdzięczność z okazji spotkania z poetą, którego twórczość jest wyjątkowym świadectwem prawdy, która uwolniona w słowach nie przemija, gdyż dzięki jego poezji przenoszona jest w ludzkich sercach i umysłach z powiewem ludzkiej miłości i utrwalana w nowych formach życia ręką Mistrza. Zakochani, oczarowani pięknem uczuć powinni sięgnąć po tę poezję, by nie pozwoliła im odejść w milczeniu, utonąć w zapomnieniu, bo „każdy człowiek osobną szkatułą”, którą można otworzyć mocą człowieczej miłości.

Psychologia jako nauka o ludzkiej duchowości i cielesności zostaje nasycona pięknem słowa, niedającą się sparametryzować prawdą o ludzkim istnieniu, rytmie życia, emocjach, o możliwym zanurzaniu się w tajemnicę narodzin i jakości życia. Cóż przy tym warte są wskaźniki korelacji Persona, skoro nie są one w stanie wydobyć na jaw rzeczywistych powodów czyjegoś chcenia i niechcenia, nie dotrą do wzburzenia lub ciszy sumienia, nie odczujemy w statystycznych parametrach magii słów nienazwanych, rozmowy rąk przez dotykanie ciepła, pulsowania drżenia każdej tkanki, poczucia czyjegoś istnienia, ludzkiej namiętności?

Tak, bo
(…) każde życie jest innym kosmosem
cierpienia,
beznadziejnością,
zapamiętaniem w sobie,
ale też miłością
po brzegi niebytu
… (s. 56)


Jak przystało na poetę miłości, znajdziemy w jego wierszach swoisty alfabet miłości, nie tylko poznawania i doznawania piękna, ale i rozkoszy, muzyki uniesień, ekstazy, by zdobyć „magisterium znajomości rzeczy” (s. 58). Czy jednak czytanie poezji zaspokoi wymóg nabywania kompetencji społecznych?

O profesorze Stanisławie L. Popku i jego twórczości m.in.:

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/773315,sagi-lubelszczyzny-przodkowie-prof-stanislawa-popka-zdjecia,id,t.html?cookie=1
http://pisarze.pl/eseje/7501-prof-dr-hab-stanisaw-leon-popek-w-poszukiwaniu-rode-wartoci-wspoczesnej-tworczoci-artystycznej.html
http://www.kul.pl/files/714/media/Recenzja4_4.42.1999.pdf.pdf
http://teatrnn.pl/leksykon/node/1656/stanis%C5%82aw_leon_popek
http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2014/09/opowiadaja-nam-swoje-pasje-sowem.html
http://mbpwlodawa.pl/regionalia/1595-zapraszamy-na-qspacery-z-poezjq-spotkanie-ze-stanisawem-leonem-popkiem-i-ro-popek.html
http://kultura.lublin.eu/wydarzenia,0,36308,Promocja_ksi%C4%85%C5%BCki_Stanis%C5%82awa_Leona_Popka_Kwiaty_dla_Afrodyty_Wyb%C3%B3r_poezji_lirycznej.html?locale=pl_PL



5 komentarzy:

  1. Tego mi trzeba było :) Piękne dusze artystyczne, dla mnie szczególnie miłe są te związane z poezją, dobrze wiedzieć, że w pedagogice również można tworzyć słowem lirycznym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Elu w pedagogice zdominowanej teorią krytyczną nie tylko można tworzyć słowem lirycznym. Taki jest wręcz wymóg, który zaświadcza przecież o otwartości pedagogiki na światowe współczesne tendencje.Bez tego ozdrowieńczego "otwarcia pedagogiki" nie dałoby się przeprowadzić zmiany społecznej. Bo . nie było by niezbędnych dla tego rewolucyjnego przedsięwzięcia nowych narzędzi - czyli nurtów pedagogicznych. Przykładowo nie było by PEDAGOGIKI ODLOTOWEJ. Znakomicie destabilizująco wpływającej na zacofane, prawicowo- konserwatywne - fundamentalistyczne myślenie o wychowaniu.Bez "pedagogiki odlotowej" - dopuszczającej nawet u pięknych dusz artystyczno- profesorskich stan "wzdęcia wyobraźni" poetycko pedagogicznej - Pani Elu - grozi nam rzekomo życie w społeczeństwie opresyjnym i nietolerancyjnym. Grozi nam neofaszyzm. Ostrzegał przed nim na VIII Zjeździe Pedagogicznym w Gdańsku sam prof. Zbigniew Kwieciński.Z punktu widzenia wzmiankowanych zagrożeń oraz nadziei na zbudowanie nowego raju na ziemi Pani radosne uniesienia są zrozumiale i oczywiste. No cóż trzeba mieć nadzieję, że prędzej czy później się Pani zreflektuje ( z pełnym szacunkiem dla poezji!), że świat jest jednak racjonalny i takiej też wymaga refleksji odnoszącej się do fenomenu wychowania. Była studentka Niewyemancypowanego teoretyka wychowania.

    OdpowiedzUsuń
  3. niewyemancypowanego teoretyka, czyli jakiegoś zniewolonego, nieodlotowego umysłu. Jaki nauczyciel taka uczennica.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pojawiające się od czasu do czasu w tym blogu komentarze podpisującego się jako "Niewyemancypowany teoretyk wychowania" wskazują jednoznacznie, że istotnie jest to pedagog, któremu w czasach najwyższej wartości - za jaką ogłoszono - wolność ( a więc w czasach rzekomo postępowego , emancypacyjnego/wyzwolonego już prawie od wszystkiego, w tym także czasach wyzwolonych od rozumu) jednak mu "nie odbiło" .Nazywa siebie - i nie jest to zapewne przypadek - "Niewyemancypowanym teoretykiem..." dla podkreślenia, że wie - przykładowo -, iż owszem WOLNOŚĆ jest bezcenną wartością społeczeństwa demokratycznego, ale nie wolno jej odrywać od prawdy i odpowiedzialności. Czyli wielbiciel WOLNOŚCI, który ODLECIAŁ od wartości jaką jest PRAWDA i ODPOWIEDZIALNOŚĆ nieuchronnie wpada w nieszczęście spod fatalnego - dla ładu społecznego, dla autentycznej demokracji - znaku "róbta co chceta". Słowem: wpada w zniewolenie.I to bez udziału czynnika zewnętrznego.Jak to bywa w państwie totalitarnym znanym nam z niedalekiej przeszłości. W takim rozumieniu, że w ramach modnego/postępowego, liberalnego procesu emancypacyjnego - wyzwolony od własnego rozumu znalazł się w sidłach fałszywie pojętej wolności i tolerancji."Odleciał" i na dodatek jeszcze jest z tego nieszczęścia dumny... Co można by w tej sytuacji dla niego zrobić? Tak sobie myślę , że my katolicy - bo warto przypomnieć, że tacy wciąż w Polsce istnieją - nie mają z tym kłopotów. Oni wiedzą, że warto i należy tego "Odleciałego"nieszczęśnika polecić Bożemu miłosierdziu.Koleżanka byłej studentki "Niewyemancypowanego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frustracja i własna nieudolność przykryta rzekomą troską o prawdę i wolność , to mechanizm samozakłamania. Nie iđźcie tą drogą. Zacznijcie od siebie. Prawda anonimowa jest manipulacją.

      Usuń