piątek, 17 kwietnia 2015

Ministerstwo Edukacji Narodowej ma Hoana










(Usunięta już ze strony MEN, a kompromitująca autorkę, karta pracy do III części elementarza).


Błędy ortograficzne zdarzają się niemalże każdemu śmiertelnikowi spoza grona językoznawców, bo oni chyba takich błędów nie popełniają. Natomiast sam fakt, że Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało z błędem ortograficznym materiał dydaktyczny do swojego - bo przecież nie naszego - beznadziejnego elementarza, jest kolejną w tym projekcie kompromitacją władzy. Potwierdza, że resort edukacji od ponad roku narusza - bez jakiejkolwiek odpowiedzialności - standardy profesjonalizmu i pedagogicznej odpowiedzialności. W tym bublu dydaktycznym nie jest to pierwszy błąd tej rangi, czego nie raczy już pamiętać rzeczniczka pani minister - Joanna Dębek.

Błąd dostrzegła jedna z nauczycielek Szkoły Podstawowej Nr 2 w Łodzi i poinformowała o tym swoją dyrektorkę, też nauczycielkę wczesnej edukacji. Ta zaś podzieliła się ową wpadką niekompetentnej autorki na fejsie, a odrębnie także z ministrą edukacji. Łódzka prasa wraz z czytelnikami miała niezły ubaw, podobnie zresztą jak nauczyciele w szkołach, którzy obserwują wpisy w Fb dyrektorki SP Ewy Drewnowicz.

Rzecznik braku profesjonalizmu MEN przeprosiła za ten błąd przyznając, że nie powinien się zdarzyć. Dodała zarazem, że nikt wcześniej tego nie zgłaszał. Takie tłumaczenie jest tym bardziej kompromitujące także tę panią, bo to oznacza, że do szkół nasyła się setki wizytatorów, hospituje, ocenia, ewaluuje, pomiata się nauczycielami na prawo i lewo, ale jak w samym urzędzie produkuje się buble, to winę za ich upublicznienie ponoszą ... nauczyciele. Mogli przecież wcześniej to dostrzec. To raz jeszcze potwierdza, że z budżetu państwa finansowany jest produkt "elemantarzopodobny", bez recenzji, bez solidnej korekty.

Już nawet urzędnicy tego resortu nie są w stanie zrozumieć, że nauczyciele nie korzystają z tego materiału, z różnych zresztą powodów. Wydrukowanie takich kart do ćwiczeń wymaga w szkołach sprawnych drukarek i papieru, a przecież na to środków brakuje nieustannie. Dla 25 uczniów wydrukowanie 4 stron kosztuje. Kogo? Nas, rodziców, bo nauczyciele w pierwszej kolejności zwracają się do rodziców z prośbą o składkę na ksero, na toner itp. W MEN środków finansowych na honoraria dla częściowych analfabetów dydaktycznych jest pod dostatkiem. Nadal ten urząd nie chce ujawnić, jakie są rzeczywiste i pełne koszty wydawania "EleMENtarza" dla klas I, bo ktoś musiałby za to ponieść odpowiedzialność przynajmniej polityczną.

Sześciolatki wraz z siedmiolatkami mają dzisiaj czytać o jakimś Hoanie, a nie o Heniu, Hani czy Hubercie. Być może autorka i tu popełniła czeski błąd podając zamiast Huan słowo Hoan? Może chciała, by dzieci przepisywały imię psa z powieści J.R.R. Tolkiena? Co bowiem uzasadnia konieczność odwzorowywania imienia Hoan w ćwiczeniach do rzekomo "Naszego eleMENtarza"? Ponoć jest to imię Koreańczyka mieszkającego w Polsce, który pojawia się w każdej części tego elementarza. Równie dobrze Hoan może być imieniem Chińczyka, który zginął na placu Tiananmen.

Już od rana, hart "MEN-skiego harta" Hoana, rzuca nas ze śmiechu na kolana.


(źródło:IMG_8069848615339.jpeg)

10 komentarzy:

  1. Kiedyś już, za Hall, MEN, korzystając. z lenistwa i niekompetencji, z tłumacza googla do tworzenia angielskiej wersji swojej oficjalnej strony,spowodował, że jego oficjalnym adresem w angielskiej wersji strony stała się "Aleja Gestapo 25". Wywołało to lawinę zagranicznych protestów. Bo oznaczało, że w III RP czci się tą zbrodniczą instytucję specjalną nazwą stołecznej ulicy... ;-) Konsekwencji nikt nie poniósł!!! Teraz mamy podobny pokaz niekompetencji i nieodpowiedzialności! :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Swego czasu pisałem do Pana, kiedyś było Ala ma kota, a mój syn w 2 klasie Sp uczył się o: samorodku Galeny i To mata Toma:)
    takie czasy.....

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może imię Ala-n (Alan)? Będzie i wilki syty i koza cała, a więc i po polsku i międzykulturowo.

      Usuń
    2. I jeszcze będzie gender :-)

      Usuń
  3. Pomijając błąd ortograficzny, nie mam nic przeciwko Hoanowi w podręczniku. Z moją córką do klasy chodził Kharim.

    OdpowiedzUsuń
  4. To może w części IV materiałów pomocniczych będzie Kharim. Proponuję, by wszyscy nauczyciele, którzy uczą dzieci obcokrajowców, wysłali do pani minister wykaz ich imion. Może pani Lorek wprowadzi kolejne. To dopiero będzie międzykulturowa edukacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem nie tylko ma wymiar międzykulturowy. Pomysł bieżącego wykazu imion jest żartem podobnie jak unikanie zmian w podręcznikach dla dzieci, bez uwzględnianiania zmieniającej się rzeczywistości społecznej. Współcześnie na Podlasiu (region podobnie jak Podkarpacie o stałej, pokoleniowej emigracji do USA od przełomów XIX i XX wieku.) obecnie nadaje się polskim dzieciom imiona Kewin, Syntia, Sofia. Czy nie powinno się rozważyć podręczników regionalnych uwzględniających np. Kewina przy wprowadzaniu litery K ? Te spory o imiona są bezprzedmiotowe i jałowe.

      Usuń
  5. Polska język - trudna język. Heniek musiałby miec charta, Hoan może mieć harta. Sprytna ta Pani Ministra!

    OdpowiedzUsuń
  6. Żeby było śmieszniej, to w polskich szkołach dzieci z Korei czy Wietnamu (szczególnie - jest ich sporo, w przeciwieństwie do Koreańczyków!) i tej okolicy mają, ze względu na kłopoty ze skomplikowaną azjatycką fonetyką ich imion, polskie imiona, którymi się do nich polskie dzieci i nauczyciele zwracają, nie kalecząc za każdym razem niemiłosiernie ich narodowych imion. I one to akceptują jako wygodniejsze dla obu stron ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hyba hcieli napisać, rze Hoan ma harta ducha le to terz niepoprawnie i niegramatycznie

    OdpowiedzUsuń