czwartek, 5 marca 2015

Ministra edukacji kończy z komfortem pracy nauczycieli...





Redakcja Rzeczpospolitej zamówiła w profesjonalnej firmie badanie opinii nauczycieli na temat rządowego "EleMENtarza" (M. Lorek. L. Wollman). Warto zajrzeć do zamieszczonych danych liczbowych, które ilustrują zarówno słabości, jak i główne zalety tego (u-)tworu. Generalny wniosek brzmiał: PRAWIE 70 proc. NAUCZYCIELI OCENIA RZĄDOWĄ PUBLIKACJĘ GORZEJ, NIŻ PODRĘCZNIKI, Z KTÓRYMI PRACOWAŁO DO TEJ PORY.

Wyniki sondażu mają istotne znaczenie dla zrozumienia fundamentalnych błędów, jakie zostały popełnione przez resort edukacji. Kompromitują populistyczne rozwiązanie, które w żadnej mierze nie skutkuje wyższą jakością kształcenia dzieci. Co gorsza, jego ofiarami są sześciolatkowie, których rodzicom resort obiecał stworzenie jak najlepszych warunków do uczenia się. Tymczasem aż 78% nauczycieli wskazało, że rządowy elementarz nie jest dostosowany do pracy z uczniem sześcioletnim. Podręcznik w ogóle nie sprzyja różnicowaniu kształcenia dzieci nie tylko ze względu na wiek, ale przede wszystkim na poziom ich wiedzy i potencjału rozwojowego. Utrwala tym samym syndrom NiL-u (określenie psychologa J. Kozieleckiego), tzn. nudy u najzdolniejszych i lęku u mniej dojrzałych do uczenia się w I klasie.

Diagnoza ma jednak także optymistyczny charakter. Dowiadujemy się z niej bowiem o kondycji profesjonalizmu polskich nauczycieli. Ich wypowiedzi potwierdzają, że są bardzo dobrze przygotowani do kształcenia dzieci. Wiedzą, że konieczna jest nie tylko umiejętności aktywizowania dzieci w czasie zajęć (tu elementarz spełnia swoje funkcje zdaniem 75% pedagogów), ale przede wszystkim muszą mieć autonomię w doborze źródeł wiedzy i wprowadzania małych uczniów w świat liter, liczb, przyrody oraz sztuki.

Trafnie wskazują na to, że zostali niejako „zmuszeni” do pracy z pomocą, która nie spełnia podstawowych funkcji dydaktycznych i wychowawczych, skoro nieodpłatność tego bubla postrzegają jako jego najwyższy walor.

To, że wśród nauczycieli ze stosunkowo najkrótszym stażem pracy w zawodzie największą popularnością - po podręczniku MEN - cieszy się inny elementarz jest potwierdzeniem właściwego ich przygotowania w toku studiów do pracy właśnie z najlepszymi wydawnictwami metodycznymi. MEN swoją polityczną rozgrywką całkowicie zlekceważył proces kształcenia zawodowego nauczycieli wczesnej edukacji, w toku którego studiujący pedagogikę wczesnoszkolną poznawali różne modele kształcenia i pomoce dydaktyczne po to właśnie, by mogli korzystać z nich adekwatnie do środowiska uczniowskiego i stanu jego zróżnicowania.

Nauczyciele najmłodsi stażem potrafią ocenić zbyt małe zróżnicowanie poziomu różnych rodzajów edukacji, co zapewne wynika z faktu przejścia przez prowadzenie przynajmniej jeden raz pierwszej klasy. Mają zatem właściwy punkt odniesienia do tych kwestii.

Natomiast fakt korzystania z rządowego elementarza w większości przez najstarszych stażem nauczycieli potwierdza tylko ich lęk przed nadzorem, by nie wylądowali nagle na bruku bez środków do życia. Młodzi nie mają nic do stracenia, gdyż i tak nie są nauczycielami mianowanymi. Cieszy, że większość nauczycieli (ok. 75%) negatywnie ocenia ograniczenie ich profesjonalnej autonomii.

Czy premier rządy wyciągnie konsekwencje służbowe wobec swoich koleżanek z MEN, czy nadal będzie forsować model opresyjnego pozbawiania nauczycieli możliwości wyboru podręcznika do edukacji wczesnoszkolnej? Wątpię, bo przecież tak populistycznego rozwiązania, które nie znajduje akceptacji nie tylko wśród nauczycieli, ale i obywateli, partyjna grupa trzymająca władzę będzie bronić za wszelką cenę. To, że przy okazji dalej się ośmiesza, kompromituje, nie ma dla niej już żadnego znaczenia.

Poproszona przez redakcję o komentarz tego sondażu ministra Joanna Kluzik-Rostkowska odpowiedziała najgorzej, jak tylko można było. Stwierdziła bowiem, że po pierwsze to nauczyciele są leniwi,oporni i czas skończyć z ich poczuciem komfortu pracy, a po drugie to jest najlepszy elementarz na świecie, bo miał ponad tysiąc uwag krytycznych, a zatem, musi być wspaniały.

Nadal nie ma też wyjaśnienia MEN redakcji Tokfm w sprawie wydania z budżetu państwa znacznie większych środków na ten kicz dydaktyczny, niż gdyby zakupić najlepszy merytorycznie i metodycznie na naszym rynku elementarz (bez tzw. dodatkowych zeszytów ćwiczeń, chociaż i na te przeznaczono po 50 zł na ucznia, więc niby dlaczego i nie na to). Czyżby zbierały się czarne chmury nad MEN?

Zastanawiam się, czy pani minister wierzy w to, co mówi, czy jeszcze sobie nie uświadomiła różnicy między profesjonalizmem pedagogicznym a lokajstwem politycznym?


9 komentarzy:

  1. Były czasy, że nauczyciele po prostu dyktowali albo pisali na tablicy, a uczniowie po prostu notowali. Nauczyciel wtedy żadnego komfortu nie miał(uczniowie niestety też!) - i komu to przeszkadzało ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prof. Legutko: Kluzik-Rostkowska powinna prowadzić świetlicę a nie szkolnictwo dużego kraju europejskiego.

    Zob. http://wpolityce.pl/polityka/236174-prof-legutko-kluzik-rostkowska-powinna-prowadzic-swietlice-a-nie-szkolnictwo-duzego-kraju-europejskiego-nasz-wywiad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że akurat w tym wypadku przyganiał kocioł garnkowi - poziom niekompetencji i ignorancji w zakresie realiów edukacji szkolnej jest u obu państwa, którzy ministrowali zresztą w tym samym rządzie Kaczyńskiego jest podobny, i podobnie wynika ze skrajnego egocentryzmu ... ;-) Legutko to facet-"humanista", który przez 3 miesiące (na szczęście!) ministrowania usunął całkowicie(!) ze szkół ponadgimnazjalnych jakiekolwiek resztki rachunku różniczkowego a jednocześnie, przy pomocy brata -szefa CKE, wprowadził zwyczaj wymuszania (!) egzaminami szczegółowej znajomości treści(!) określonych utworów literackich ! :-(

      Usuń
    2. Zgadzam się! O 3. miesiącach ministrowania Legutki zwyczajnie zapomniałem. Jednak, mimo wszystko, Kluzik-Rostkowska bije wszelkie rekordy niekompetencji i szkodnictwa.

      Usuń
  3. W CKE jest super i CKE jest super, a już jej dyrektor ... ;-)
    http://metro.gazeta.pl/Lifestyle/1,141122,17526003,Miedzy_testomania_a_testofobia__Rozmowa_z_dyrektorem.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za Sprawiedliwy Głos. Od kilku lat szkoła jest niszczona, nauczyciele deptani. Zdeptany nie uformuje wartościowych Osób. Szkoda, że (my, nauczyciele) nie potrafimy zawołać jednym głosem. Stop!!! Ratujmy polską szkołę! A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie! W biurokratycznym, zuniformizowanym, zarządzanym często od góry do dołu mobbingiem nie da się po prostu wychować wartościowych ludzi :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Elementarz
    za darmo:
    https://www.youtube.com/watch?v=0a8irSBdmCg#t=13

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że nasze (nauczycieli, naukowców i rodziców) wołanie o rozsądek, okaże się skuteczne. Jestem nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej od ponad 20 - u lat i powoli zaczynam tracić chęć wykonywania zawodu. Pomijając już ten nieszczęsny bublasty twór, jakim jest ministerialny elementarz za publiczne pieniądze, obsypywanie przez arogancką ministrę inwektywami dotyczącymi moich kompetencji czy pracowitości, najgorsze jest poddawanie szkół wiecznym i niekończącym się kontrolom szarańczy kuratoryjnej, która w świetle prawa wkracza do szkoły, burzy cały dotychczasowy porządek pracy, wymaga od nauczycieli wypełniania sterty ankiet, w których każde słowo odmienne od socjologicznego schematu doprowadza do negatywnej oceny, straszy Myślę, że nadchodzi najwyższy czas, by rodzice i nauczyciele po prostu się zbuntowali.
    Pozdrawiam
    Małgorzata Majewska - nauczyciel, który w ciągu kilku miesięcy nauczył sześciolatki czytać, pisać, dodawać i odejmować w zakresie 20 - u (na szczęście nie z menowskiego elementarza).

    OdpowiedzUsuń