niedziela, 15 marca 2015

Jak robi się biznesik oświatowy kosztem rzeczywistej troski o młodzież


Trafił do mnie list w sprawie niepublicznej placówki oświatowo-wychowawczej w jednym z województw. Jego autor prosi o zainteresowanie się tym, co ma w niej miejsce. Zdaniem nadawcy cierpią w niej przede wszystkich wychowankowie. Poszukuje zatem pomocy, reakcji kogoś spoza tzw. lokalnego układu.

Co jakiś czas media natrafiają na pseudowychowawcze postawy zarządzających tego typu placówkami czy wykonujących w nich role nauczycielskie, terapeutyczne lub resocjalizacyjne. Zapewne są to marginalia, ale czyż wolno nam przymykać oczy nawet na jednostkowe wydarzenia?

Nie będę w tym miejscu podawał żadnych danych, które pozwoliłyby na identyfikację tej placówki, gdyż sprawa została przez jednego z członków Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN skierowana do odpowiednich służb w naszym kraju.

Rzecz dotyczy przekształcenia w miejscowości X zespołu szkół publicznych, którego organem prowadzącym była gmina, via powiat w prywatną placówkę opiekuńczo-wychowawczą. Mamy niż demograficzny, toteż nic dziwnego, że władze postanowiły szybko pozbyć się kłopotu na rzecz firmy prywatnej (edukacyjnej”). Jej właściciel dostrzegł szansę na realizowanie - na bazie publicznego majątku – własnego biznesu oświatowo-wychowawczego.

Samorząd terytorialny był tak hojny i „wdzięczny” za przejęcie tej placówki, że nie tylko przekazał publiczną infrastrukturę firmie za darmo, ale jeszcze dokłada do jej prowadzenia znaczne kwoty z tytułu subwencji oświatowej (co jest zgodne z prawem).

Placówka może poszczycić się nędzą i rozpaczą swoich podopiecznych. Mają w niej bowiem miejsce ciągłe ucieczki podopiecznych, próby samobójcze, seks wychowanków (w końcu po coś jest koedukacja), a jej dyrektor ponoć nawet kupował im papierosy, czemu, jakiś czas temu, poświęciła nawet uwagę lokalna prasa. Nic się nie stało.

W ciągu jednego roku szkolnego dyrektorzy zmieniali się w niej jak rękawiczki, przy czym żaden nie musiał wykazać się kwalifikacjami i odpowiednim wykształceniem. Takie sprawy, jak pobicia, ucieczki są w tej placówce zamiatane pod dywan. Liczy się bowiem tylko subwencja, dzięki której ów biznes można prowadzić, zatrudniając w nim co rusz bliskie dyrekcji osoby.

Wychowankowie są tu poniżani, wyzywani, zastraszani przez niekompetentnych wychowawców. Nie mają prawa do wyjścia na dwór czy rozmowy z rodzicami. Wychowawców do pracy też brakuje, bo kto będzie pracował w trudnych społecznie warunkach za kwoty dalece niższe od tych, jakie uzyskałby w placówce publicznej. Może dlatego pracują tu osoby bez kwalifikacji, w tym emeryci bez wyższego wykształcenia.


W ośrodku nie zapewnia się stałej opieki pielęgniarskiej, nie mówiąc już o medycznej, bo przecież szkoda na to pieniędzy. Jak się młodzieży nie podoba, to trudno. Niech cieszy się, że to dzięki prywatnemu właścicielowi ma zafundowany pobyt, a więc powinna to uszanować. Ponoć były jakieś kontrole, ale jak to w Polsce terenowej, wystarczy, że płatnik ma powiązania z nadzorem np. pedagogicznym czy penitencjarnym, by nikt niczego nie widział, nie słyszał i nie odczuwał.

2 komentarze:

  1. Dobrze, że ktoś oficjalnie skierował opisywaną sprawę do odpowiednich służb. Przykłady instytucjonalnie kreowanej patologii są w tym ośrodku drastyczne. Myślę, że nie powinno się przymykać publicznych oczu na przemoc, pobicia, samobójstwa, seks (w jakich okolicznościach ?) i uzależniania w placówkach opiekuńczych lub resocjalizacyjnych gdzie są nieletni. Nawet jeśli nie są tam z własnej woli, a ich zachowanie jest znacząco problematyczne. Wydaje się, że potrzebne jest w danym ośrodku wnikliwe śledztwo i kroki prawne wobec wskazanych incydentów i sposobu fatalnego zarządzania tym ośrodkiem. Może dodam, że w łagodniejszej formie bez incydentów pobicia, samobójstw lecz o przyzwoleniu na seks (wyłącznie pełnoletniej metrykalnie młodzieży) oraz paleniu przez nią papierosów, jako akceptowanej normie w kilku polskich ośrodkach stacjonarnych dla młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną wiem, lecz niestety nie mogę podać źródła. Te dane są obwarowane klauzulą niejawności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pytanie tylko, czy przed sprywatyzowaniem tej szkoły było tam inaczej?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.