niedziela, 29 marca 2015

Jak lewicowe media wprowadzają w błąd opinię publiczną



W weekendowym wydaniu "Gazety Wyborczej" Maciej Orłowski opublikował artykuł pt. "On "siewcą", ona "glebą", czyli edukacja seksualna" (GW z dn.28-29.03.2015, s. 6). Nie polemizuję z jego treścią, bo jest ona jednoznacznie jednostronnym elementem w wojnie światopoglądowej w naszym kraju, której lewą stronę od lat współfinansuje i wzmacnia redakcja tej gazety.

Zwracam w dzisiejszym wpisie uwagę na dwie sprzeczności i zafałszowania, które wbija się do świadomości Polaków, mimo że nie mają one nic wspólnego z prawdą albo są przykładem hipokryzji politycznej i braku odpowiedzialności za słowo oraz za instytucje publiczne czy urzędy państwowe.

Pierwsze fałszerstwo polega na tym, że oto pan Maciej Orłowski przytacza gęsto i często wypowiedzi pani dr Marii Pawłowskiej, pod której nazwiskiem - a nawet w wyróżnionej przez redakcję ekspozycji danych - podaje się, że jest wykładowczynią PAN. Ma to wzmocnić w odbiorze przekaz, jakoby reprezentowała ona Polską Akademię Nauk. Jest to, moim zdaniem, skandaliczne nadużycie, na które powinny reagować władze Polskiej Akademii Nauk, tym bardziej po mającym miejsce, a szeroko omawianym także przez tę Gazetę - konflikcie w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN w związku z patologią prowadzonych tam studiów podyplomowych.

Rzecz bowiem dotyczy prowadzonych przez niektóre instytuty PAN studiów podyplomowych. Otóż w Instytucie Badan Literackich PAN prowadzone są studia podyplomowe Gender Studies i podyplomowe studia „Strategie zmian na rzecz równości. Gender mainstreaming” mimo, że nie jest to jednostka powołana do kształcenia zawodowego, tylko naukowego i do prowadzenia badań naukowych oraz kształcenia kadr naukowych. Zapisano jednak w Statucie IBL prowadzenie także studiów podyplomowych, by zapewne mieć środki na przeżycie (budżety jednostek PAN są żałośnie niskie).

Instytut Badań Literackich PAN informuje na swojej stronie o tym, jakie instytucje wspierają jego działalność. Otóż wśród czterech instytucji, a są to bardzo szacowne podmioty: Fundacja "Akademia Humanistyczna"; Fundacja "Centrum Międzynarodowych Badań Polonistycznych"; Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria" i Zespół Badań Obszarów Trzecich Literatury nie znajdą Państwo Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz Grupy Edukatorów Seksualnych "PONTON", którą reprezentuje właśnie pani dr M. Pawłowska. Jakim prawem zatem posługuje się ona szyldem PAN, skoro nie jest ani pracownikiem Akademii, ani też współpracownikiem? W Radzie Naukowej IBL, w której zasiadają przecież także doktorzy, nie ma pani M. Pawłowskiej. Może jej członkowie i dyrekcja nie wiedzą, jakich mają tzw. wykładowców?

To, że w ramach prowadzonych studiów podyplomowych ktoś z grona kierownictwa IBL powierzył tej pani prowadzenie jednego tematu czy zajęć na umowę nie jest żadnym upoważnieniem do posługiwania się statusem wykładowcy PAN. Ponton jest - jak podaje to także GW - "grupą edukatorów przy lewicowej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny." Czyżby szacowny IBL stał się teraz agendą, przybudówką dla tego typu organizacji?

Druga kwestia, jaką dostrzegam w artykule M. Orłowskiego - dotyczy stosunku Ministerstwa Edukacji Narodowej do uznawalności podręczników szkolnych. Otóż cytowana w artykule rzeczniczka MEN Joanna Dąbek - z niedostrzeganą u siebie hipokryzją, lamentuje wraz z autorem tego tekstu nad tym, że przekazywana wiedza w podręcznikach do przedmiotu "Wychowanie dożycia w rodzinie" powinna być bezstronna i nie powinna być dyspozycyjna. Ten fragment wywołał u mnie śmiech i niedowierzanie, że ktoś z takim poglądem może reprezentować ten urząd. No, ale skoro i dziennikarka może być ministrem edukacji, to już nic mnie nie dziwi, szczególnie po prowadzeniu przez nią kampanii politycznej z wykorzystaniem do tego celu właśnie MEN.

Hipokryzja pani J. Dąbek ujawnia się w następującym zdaniu: "Też chcielibyśmy, aby podręczników do WDŻ było więcej, ale to nie my je piszemy. Decyzja o ich publikacji należy do wydawców". Jak zatem rozumieć decyzję jej zwierzchniczki o tym, że do wczesnej edukacji ma być tylko jeden podręcznik i to napisany przez niekompetentnych "swoich" autorów, o czym świadczą nareszcie i częściej ujawniane opinie nauczycieli? Czyżby MEN przygotowywało teren do przejęcia formacji światopoglądowej w edukacji seksualnej w Polsce?



4 komentarze:

  1. Witam Profesorze,

    dobrze, że Pan profesor podniósł ten temat, gdyż nie brakuje różnych osób, organizacji, które lubią się podpiąć pod logo Polskiej Akademii Nauk - największej i najważniejszej ogólnopolskiej państwowej instytucji naukowej.Prestiż i splendor związany z logo PAN, wpinają sobie do CV i wizytówek przekazywanych kontrahentom.Doskonale pamiętamy casus studiów podyplomowych social media, a realizowanych w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN.Zadziwiające jest, iż dosłownie wszędzie roi się, od różnego rodzaju ekspertów, którzy wchodzą, jak nie drzwiami, to oknem nawet do PAN.Inteligentni i światli Polacy doskonale wiedzą, że logo PAN jest najbardziej rozpoznawalną, cenioną polską marką w Europie i na świecie stąd warto je wykorzystać, chociażby do celów marketingowych i szerokiej reklamy.Osobiście protestuje przeciwko takim praktykom w życiu społecznym.Mam żal do redakcji Gazety Wyborczej, którą cenie, iż nie weryfikuje dokładnie zdobytych informacji, danych, a potem mamy takie fajne kwiatki w ogrodzie, jak podano powyżej.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poglądy rządzących - poglądami mediów. Zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z wypowiedzią anonimowego, ale warto tutaj dodać, iż polscy politykierzy są źle wykształceni i nie rozumieją otaczającej ich globalnej rzeczywistości.Faktem też jest, że za ich sprawą i mediów włącznie zanika, w społeczeństwie i państwie polskim znaczenie, rola pracownika naukowo-badawczego, sektora szkolnictwa wyższego i sektora nauki w ogóle.To jest przerażające.Media obecnie interesuje tylko reklama i zysk.Natomiast idea popularyzacji nauki i edukacji społeczeństwa polskiego jest pomijana chyba, że jakiś naukowiec zaplącze się w aferę finansową lub obyczajową, to wówczas jest to pożywka dla mediów i gawiedzi.

      Ponadto ukazał się całkiem niedawno znakomity artykuł w prasie zagranicznej, a poświęcony przyszłości polskiej gospodarki, w kontekście postępującej globalizacji gospodarki światowej i programu unijnego HORYZONT 2020.Okazuje się, iż po upadku realnego socjalizmu w Polsce, czyli po 4 czerwca 1989 r. nakłady na sektor wiedzy stopniały w naszym kraju do poziomu 0,9% PKB, co właściwie nas bezdyskusyjnie kompromituje, gdyż 26 lat od przemian polityczno-społeczno-gospodarczych uwsteczniliśmy się cywilizacyjnie i gospodarczo.To moja prywatna opinia.Następnie polskie firmy, przedsiębiorstwa mają dosłownie 5 lat, aby zwiększyć nakłady na badania i rozwój, i rozpocząć kooperację z sektorem wiedzy RP, bo już niższe stawki płac i tania siła robocza ogółem zwyczajnie nie wystarczą.Rzut oka na polską gospodarkę w procesie globalizacji.

      Okazuje się, iż 98% polskiej gospodarki stanowią mikro, małe i średnie firmy, które to nie posiadają żadnej strategii marketingowej, ani żadnego zaplecza logistycznego, ani żadnego zaplecza serwisowego, ani żadnego zaplecza badawczo-rozwojowego, ani odpowiedniego kapitału inwestycyjnego stąd np.nie mogą uczestniczyć w otwartych, dużych, europejskich przetargach z zakresu zamówień publicznych poza pewnymi wyjątkami.Kolejny aspekt całej sprawy obejmuje brak świadomości i znaczenia sektora B+R w gospodarce, biznesie u polskich przedsiębiorców, gdyż nakłady na badania są kosztowne i niepewne dlatego wolą nabyć już gotowe technologie na rynku bez jakiegokolwiek finansowego ryzyka.Tutaj dochodzi także wspomniany powyżej brak odpowiedniego kapitału inwestycyjnego.
      Sytuacje można zobrazować następująco.W Polsce jedynie ok.100 przedsiębiorstw i firm przeznacza pieniądze na sektor wiedzy (B+R), a jest to łącznie ok.180 mln euro rocznie.Natomiast w Niemczech tylko sam VW rocznie przeznacza na ten cel aż 11 mld euro.Myślę, iż to nie wymaga poważniejszego komentarza.Dzisiaj w dobie postępującej globalizacji gospodarki światowej przyszłość należy do dużych koncernów, konsorcjów, zakładów produkcyjnych, fabryk i firm inwestujących w sektor B+R, czyli dążących do poprawy innowacyjności własnych produktów, towarów i usług.Polska gospodarka z jej archaiczną strukturą odpłynęła już dawno w kierunku państw peryferyjnych, kolonialnych cywilizowanego, rozwiniętego świata.Niestety, to są dokonania naszej 26 letniej polskiej, chłopskiej demokracji parlamentarnej.Ignorancja i głupota kosztuje.

      Usuń
  3. dr Maria Pawłowska jest po prostu córką prof. dr hab. Moniki Płatek i synową prof. dr hab. Krzysztofa Szamałka. I to by było na tyle ... ;-)

    OdpowiedzUsuń