niedziela, 8 lutego 2015

Od czego psuje się uniwersytet?


Piszę dzisiaj o zjawisku, które wymyka się wszelkiej kontroli, bowiem toczy się w przyćmionym świetle prawa (kto wie, może celowo tak skonstruowanego). W jakiejś mierze pojawia się ono w rozmowie red. Agnieszki Kublik z panią minister nauki i szkolnictwa wyższego L.Kolarską-Bobińską ("Uniwersytet psuje się od rektora, "Magazyn Świąteczny. Gazeta Wyborcza" 7-8 lutego 2015, s. 16-17). Pani profesor wskazuje na nieodpowiedzialną politykę kadrową rektorów większości uniwersytetów, skoro tylko jedna z uczelni publicznych odważyła się zatrudnić na tej funkcji menadżera. Pozostali nie patrzą, gdzie są najlepsi naukowcy i w jakich dziedzinach mogliby osiągnąć sukcesy, tylko uruchamiają konkursy dla "swoich". Nie myślą o rozwoju uczelni, (...) sukcesie wydziału czy instytutu, tylko zapewnieniu pracy konkretnej osobie".

Nawiązuję do tej kwestii, biorąc pod uwagę różne przypadki w akademickim środowisku. Proszę zatem nie doszukiwać się tego, o jakiej osobie piszę, gdyż jej identyfikacja jest tu niemożliwa. To pewien typ nieidealny (zatem fatalny), na którego cechy składają się różne postaci. Mam tu na uwadze na szczęście nieliczne jednostki, które uczyniły z formalnego dostępu do środków unijnych czy resortowych grantów (UE, NCN, NCBiR) doskonałą okazję do wzmacniania własnego kapitału finansowego. Niektórzy tworzą też dzięki grantom nowe miejsca pracy tyle tylko, że dla osób nic nie wnoszących do nauki. Nie o naukę tu przecież chodzi, tylko o miejsce w uniwersytecie jako zakładzie pracy (dla niektórych, pracy chroniącej przed pracą).

Nie ma w tym nic złego, jeśli te działania służą postępowi w nauce, znakomitym osiągnięciom i uczciwym awansom naukowym. Gorzej, kiedy następuje "prywatyzacja" środków finansowych dla celów mających niewiele wspólnego z nauką, ale "realizowanych" pod jej szyldem. Oto, pewien doktor nauk humanistyczno-społecznych oferował rektorom kilku już uniwersytetów duże zyski, gdyż jako asesor (oceniający projekty unijne) ma kolesiów w tej "branży", którzy właściwie oceniają wnioski wskazanych przez niego jednostek. Ba, on sam jest tak wyspecjalizowany w tej dziedzinie (w końcu wie, jakie kryteria są kluczowe), że pisze dla innych projekty, które potem sam ocenia i ułatwia sobie (via rodzina, znajomi) czerpanie odpowiednich profitów. Apetyt zaś rośnie w miarę jedzenia. Stać go na powiększanie własnego majątku na uniwersyteckim etacie.

Po co takim osobom habilitacja, profesura, skoro można realizować w ramach etatu naukowego dobry biznes? Najważniejsze, że uczelnie też przy tym się "wyżywią". Nauka nie ma z tego żadnego pożytku, gdyż humanistyka jest niewymierna, niepoliczalna. Środki zostają przejedzone i przespane na konferencjach, w wydaniach zbiorów tekstów częściowo wartościowych, a w większości miernych. To, że trzeba było zapłacić karę w wysokości X za naruszenie jakiegoś przepisu przez owego kierownika projektu, a nawet kilku projektów i tak opłacało się uczelni, bo sama "zarobiła" na tym procederze znacznie więcej. Przed nami kolejne, ponoć ostatnie transze wielkich sum EURO na naukę. Kto będzie kontynuował ów proceder, a kto przejmie pałeczkę?

Są też profesorowie czy doktorzy, którzy najpierw dzięki "wpływologii" (rozumianej jako kolesiostwo) wpisują do wniosku NCN swoją kochankę (pozanormatywną "żonę"), a potem chwalą się, że "doktorantka nie wie jak przejeść te pieniądze". W ramach projektu badawczego lata "nie/do/uczona" np. do Barcelony lub Londynu na zakupy... ubrań (faktycznie miała w projekcie przewidziane wyjazdy naukowe m. in. do tych miast, by konsultować metodologię badań z ekspertami czy studiować literaturę przedmiotu). Na miejscu podbija pieczątką odpowiednie formularze, z których wynika realizacja "poważnych zadań badawczych".

Ponoć ten model konsumowania grantów określany jest przez jednych mianem akademickiego sponsoringu, a przez innych - wprost grantową prostytucją. Temat jest interesujący dla naszych socjologów i pedagogów badających życie seksualne dorosłych Polek. Niektórym tak się to podoba, że po otrzymaniu stopnia doktora podejmują pracę u "profesora-sponsora" w kolejnym projekcie. Zresztą, ów fundator ponoć jest bardzo obrotny i zaradny, gdyż jeszcze nie skończył się jeden projekt, a już złożył do NCN wniosek ma kolejny, w którym kryteria zatrudnienia wykonawcy są pisane pod jego oblubienicę. Świat jest duży i piękny, więc tym razem trzeba poszerzyć teren "naukowych" podróży. Badaczka penetrująca temat zamierza teraz wyjechać ze sponsorem do Grecji, Włoch, Moskwy, Argentyny, a nawet Afryki Południowej. Oczywiście on musi brać udział w tych wyjazdach jako kierownik, a ona jako (pod-)wykonawca. Zapewne recenzenci docenią wartość tak unikalnego zamysłu badawczego.

Granty są także słusznie pomyślaną okazją do wzbogacenia uniwersyteckiej infrastruktury badawczej. Co jednak potrzebuje humanista do pracy? Pokoju, sprzętu elektronicznego i dobrej pensji. Nie ma problemu. Wystarczy odnotować we wniosku badawczym, że do napisania książki konieczny jest oddzielny pokój wraz z umeblowaniem (nie wiemy tylko, czy obejmuje ono także leżankę, żeby profesor mógł chwilę odpocząć, zregenerować twórcze siły?), najlepiej wynajmowanym od macierzystego uniwersytetu. Każdy musi mieć z tego jakiś zysk. Nikt już po tych sukcesach badawczych nie wersyfikuje, dlaczego zatrudnia się byłą współpracowniczkę profesora na stałe w jego katedrze czy zakładzie.

Granty badawcze czy infrastrukturalne stają się dla niektórych pomysłem na ułożenie sobie (i komuś życia) w świetle zupełnie legalnych działań i korzystania z dostępnych a publicznych pieniędzy. Tak więc kryzys humanistyki generują też takie postaci, a wielu świadków i współsprawców uczestniczy w konferencjach, w trakcie których narzekają na coraz gorsze warunki pracy. W wielu polskich uczelniach publicznych przetrzymuje się adiunktów, doktorów habilitowanych, którzy pasożytują na organizmie, któremu na imię universitas. Najlepszych trzeba się pozbyć lub wywierać na nich destrukcyjny wpływ. Jak powiada minister nauki: "To obrona status quo, ale nie tylko. Również zwykłą rutyna. Zamiast wyciągać wnioski z czyichś sukcesów , patrzymy na nie z zazdrością". (tamże)

Jak przejść od kryteriów oceny biurokratycznej, hierarchicznej do merytorycznej? Jak rozliczać dziekanów z fatalnych skutków ich lub kontynuowanej przez nich (nawet nie w złej wierze) złej polityki kadrowej na wydziale? Tego nie załatwi żadne ministerstwo, żaden premier. Uczelnie publiczne są autonomiczne, ale nie zawsze i nie we wszystkich jednostkach korzystają właściwie z przysługującej im suwerenności. W wielu nadal ma miejsce dominacja konsumpcyjnego, pasożytniczego stylu trwania z nadzieją, że "czy się stoi, czy się leży, dotacyjka się należy".

29 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze
    niestety, widać to gołym okiem - trafna diagnoza
    Z wyrazami szacunku za taką krytykę

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę na wstępie powiedzieć ze z dużym zainteresowaniem czytam kazdy Pana wpis. Ale mam jednak małe "ale". Jak już Pan pisze o przykładach - teoretycznych oczywiscie bo nie popartych nawet afiliacja czy dyscypliną nauki to zastanawiam się czemu taki wpis służy. A tak by the way uniwersytet psuje się od ministra nie od rektora. Jak czytam o Pani Minister Kolarskiej-Bobińskiej to mi się wszystko w brzuchu przewraca. Nie wystarczy być żoną Bobińskiego, byłą dyrektor CBOS, ISP czy przyjaciółką Misia Uszatka, trzeba jeszcze mieć pomysł na szkolnictwo wyższe w takim kraju jak Polska. Wzorce amerykańskie nie są tutaj dobre. Na Zachodzie jest nie do pomyślenia to o czym Pan Profesor pisze. Ja polskiemu szkolnictwu wyższemu daję szansę do 2020. Pozdrawiam i dziękuję za bloga

    OdpowiedzUsuń
  3. Psucie się uniwersytetu w sensie obyczajów i moralności jest stare jak sama ludzkość i uniwersytety. Pomijam wątek finansów publicznych lub nepotyzmu. Odniosę się do problematyki seksualności w organizacji badań naukowych. Można by się zastanawiać i postawić do wpisu wiele pytań typu "dlaczego"? a także dokonać wstępnych, hipotetycznych odpowiedzi.
    D: Dlaczego proceder nazwany przez Autora blogu "akademickim sponsoringiem" prostytucją akademicką jest nadal tolerowany w Polsce? O: Być może omawiane projekty badawcze są rozliczane realnymi badaniami i wynikami, zatem w sensie naukowym uniwersytetom opłaca się podtrzymywanie seksualno-naukowych zespołów badawczych etc. Takie tandemy zamienić się mogą w związki trwałe lub małżeństwa jeśli pojawią się inne elementy więzi.
    D: Dlaczego kierownik grantu chwali się zdobyczą (nie grantem lecz młodą kochanką i jej podróżami) ?
    O: A czym się może pochwalić, skoro sam zdobył np. wszystkie możliwe szczyty naukowe a młodą kochankę ma tylko on a nie starzy koledzy ?
    D: Dlaczego zespoły seksualno-naukowe mogą być przedmiotem krytyki ? O: Być może z powodu zazdrości. Inni mężczyźni zazdroszczą niemoralnego życia seksualno-naukowego kolegom samcom aktywnym i niemonogamicznym.
    D: Dlaczego kierownik projektu (być może profesor lub dr hab. o uznanej renomie w Polsce lub zagranicą) buduje zespół naukowy oparty na badaniach naukowych i seksie ?
    O: Najprawdopodobniej uważa, że nie jest przestępcą gdy wywiązuje się z obowiązków badawczych w zespole, w którym z innym badaczem (-czką) łączą go dobrowolne i niewymuszone stosunki seksualne. Poza tym jest wygłodniały a życie się kończy...
    Ostatnie dlaczego dotyczy perspektywy ujęcia problematyki pozanormatywnej seksualności w zespołach badawczych, jednoznacznie zresztą potępionej przez Autora blogu.
    D: Autor blogu pisze "temat jest interesujący dla naszych socjologów i pedagogów badających życie seksualne dorosłych Polek"?
    O: Dopowiadając drugą stronę medalu, myślę, że polscy socjolodzy i pedagodzy badający zachowania seksualne Polaków byliby pewnie zainteresowani poznaniem motywów i uwarunkowaniami tworzenia naukowo-seksualnych zespołów przez mężczyzn, Polaków, kierowników projektów.
    Widzę, że od biologii nie ma ucieczki nawet na poziomie profesorskiej interpretacji. Chcę dodać, że temat i wątek seksualności w realizacji i organizacji badań naukowych bywał badany na świecie włączywszy w obszar rozważań związki heteroseksualne i homoseksualne i nie budził(i) jakichś silnych emocji ani skrajnych ocen moralnych. W Polsce budzi. Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesor tratuje wątek seksualności jako kluczowy dla wyłudzania kasy i stanowisk dla naukowco-podobnych postaci. Takich badań Iga nie przedstawia. Czyżby wątek biologii był dla niej ważniejszy? Nie dostrzega innej kwestii?

      Krystyna

      Usuń
    2. Oczywiście, że dostrzegam inne kwestie ale wiem, że czytelnicy podejmą te wątki i różnorodnie się do nich ustosunkują. Już to robią. Odpowiedziałam na problematykę seksualności w organizacji badań i pracy naukowej i chyba słusznie, ponieważ na razie nikt tych wątków nie podjął.
      W sprawie podawania źródeł: no cóż, należy droga Krystyno zadać sobie osobisty trud i zrobić pogłębione kwerendy w bibliotekach zagranicznych. Rzadko stosuję mentorski ton jednakże nie zamierzam wyręczać czytelników bloga w myśleniu. Iga

      Usuń
    3. Iga nie zamierza wyręczać w myśleniu formułując bezmyślne tezy. Projektuje na czytelników i autora bloga własne doświadczenia? Jeśli się twierdzi, że są jakieś badania, to warto to poprzeć chociażby ich autorem.
      Krystyna

      Usuń
    4. Rozumiem, że Krystyna jest badawczo ciekawa problemu i dlatego stosuje "męskie" wymuszenia i prowokacje. To blog a ja nie jestem na egzaminie u Krystyny, zatem odsyłam do bibliotek online i żegnam. Iga

      Usuń
    5. Dobrze, że Iga zadała wiele pytań. Chyba sobie samej, bo przecież nie mnie. Poziom interpretacji godny akademika.

      Usuń
    6. Niezupełnie. Potraktowałam wątek na blogu jako pretekst do głosu w dyskusji wybranej płaszczyzny problemów akademickich, wcale nie nowych. Sarkazm do dyskusji nie wnosi wiele. Iga

      Usuń
  4. Panie Profesorze, żeby tak łatwo te granty i dotacje dostawać! Oj dobrze by było. Aplikuję w wielu (jako doktor), i mam przykład "rzetelności" oceniania. Nie mówię tu o meritum założeń, treści, pytań badawczych, bo ten aspekt rzeczywiście może jednym recenzentom wydać się ważny, a innym szkoda pieniędzy na badania- i dobrze, w ten sposób zmuszają do myślenia jak "kombinować" dalej. Myślę np. o ocenie dorobku kierownika. Jak to jest możliwe, że w jednym wniosku za osiągnięcia naukowe kierownika projektu, w tym publikacje w renomowanych wydawnictwach/czasopismach naukowych dostaję 3,5 punktu, a w kolejnej ocenie (gdzie swoje osiągnięcia "podbiłam" 4 artykułami z listy ERIH) tylko 1,5? W poprzednim (realizowanym) recenzenci podkreślali właściwe rozpoznanie literatury i odpowiedni język naukowy (jeśli taki istnieje, bo dla mnie to jednak zastanawiające sformułowanie), w kolejnym dostałam zarzut, że został sformułowany w sposób odbiegający od języka współczesnej humanistyki. I tu mam dopiero problem, a jakiż to jest ten jeden, niepodważalny język współczesnej humanistyki? No cóż mam wrażenie, że jestem dr Jekyll and mr.Hyde :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Profesorze do tego dochodzi kolesiostwo partyjne i traktowanie uniwersytetu jako trampoliny do karier politycznych. Organizuje się "spendy" partyjne gdzie przyjeżdżają działacze różnych partii i pod pozorem "debat" publicznych robi się kampanie wyborcze przed kolejnymi wyborami wykorzystując do tego studentów jako "mięso armatnie". Zajęcia się nie odbywają i jest fajnie bo dziekan, czy inny funkcyjny ma darmową rzeszę słuchaczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno umoralniającymi połajankami niczego się nie zbuduje - potrzebna jest pogłębiona analiza mechanizmów (!) negatywnych zjawisk oraz mechanizmów proponowanych zmian! A "Satyry na leniwych chłopów" już pisano z wiadomym skutkiem. Wystarczyło proste oczynszowanie i ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba ... na leniwe chłopki?

      Usuń
  7. Uniwersytetów już nie ma...
    to są produkty uniwersyteto-podobne...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadza się ... :-(

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Profesorze, takie wpisy nikomu nie służą. Osoby, które nie dostają grantów sądzą, że procedura ich przyznawania albo pracy w nich wiedzie "przez łóżko" - oraz oczywiście jest nieuczciwa - jak mówi się miedzy ludźmi na korytarzach. Tymczasem prawda jest taka, że większość wniosków z zakresu nauk społecznych jest bardzo słaba (wiem z pracy w NCN). Natomiast gdyby Pan znał jakieś przypadki nierzetelnego przydzielania wniosków lub zatrudniania w nich młodych badaczy proszę koniecznie zgłosić to do prokuratury i do NCN. To pozwoli położyć kres takim praktykom. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym samym nie można byłoby w ogóle pisać o patologiach, chociaż wiemy, że są one marginesem, ale jednak bulwersującym. Osoby, które znają takie przypadki z imienia i nazwiska mają możliwość skierowania wniosku do prokuratury. Pozostawmy im to prawo do samostanowienia. Jak będę znał osobiście, to niewątpliwie sam z tego skorzystam. Tymczasem wszyscy wiemy, że większość wniosków, które są odrzucane w NCN, nie tylko z nauk społecznych, jeśli przekroczy próg I etapu i tak nie ma szans na realizację dzięki finansowaniu - pomimo swojej świetności - gdyż nie pozwala na to pula przyznanych przez MNiSW środków. Prawda jest brutalna, a niektórzy wmawiają młodym, że jest inaczej.

      Usuń
    2. Błagam jeśli już Pan/ Pani pisze w imieniu NCN to proszę mieć szacunek dla tych z których Pan/ Pani żyje. Napisałem kilka wniosków na grant. Recenzenci nawet nie uzgodnili wersji ostatecznej. Jeden napisał ze nie umiem prowadzić badań, drugi, że moja uczelnia nie daje szansy na skończenie z powodzeniem badań. Za to w konsorcjum kilku wydziałów z różnych krajów napisaliśmy wniosek i okazało się, że wszystko jest okey. Nawet nie próbowali podważyć moich kompetencji i kompetencji moich współpracowników. Nie wierzę w instytucje takie jak NCN. Niech ziemia będzie NCN lekka i tym nowoeuropseudobiurokratom także. Skąd inąd cała Polska to Krakowskie Przedmieście.

      Usuń
    3. Szanowny Panie, nie pisze w imieniu NCN tylko w imieniu swoim - byłego członka jednego z paneli w NCN. W mojej opinii, w opinii zagranicznych i krajowych recenzentów, w opinii innych osób które zasiadały w panelu (w tym pedagogów) wnioski, które były oceniane były (w większości) bardzo słabe. Na tyle słabe, że niektóre osoby z panelu sugerowały aby nie przyznawać całej sumy pieniędzy przekazanej na dany panel. To jest niezależne od tego, że w NCN są różne problemy - także takie o których Pan pisze. Natomiast cieszę się, że Profesor, autor tego bloga będzie zgłaszał podobne do opisanych nierzetelności do prokuratury. I cieszę się, że opisane sytuacje są tylko "zasłyszane" - czy prawdziwe, nie jesteśmy tego pewni.

      Usuń
    4. Co to za dziecinne i irytujące wysyłanie Profesora z donosami do prokuratury? Czy Szanowny Anonim zgłaszał tam kiedykolwiek cokolwiek ? To są hektolitry straconego czasu na przesłuchania , potem jeszcze nie daj Boże konfrontacje stron, narażenie się na kontrdoniesienia strony przeciwnej, a po bliżej nieokreślonym czasie (może być i parę lat!) rzecz kończy się zwykle umorzeniem. Kierowanie takich tekstów do autora bloga odczytuję jako tanią prowokację. Sam lataj Szanowny Anonimie z każdą nieprawidłowością do prokuratury - abstrahując od skuteczności tych działań, chciałbym też zobaczyć, kto Cię po paru takich numerach gdziekolwiek zatrudni.

      Usuń
  10. W nauce pracują dorośli ludzie, którzy oczywiście też nawiązują kontakty erotyczne (co normalne u ludzi spędzających wiele czasu razem - generalnie ogromna liczba związków formalnych i nieformalnych powstaje w oparciu o kontakty zawodowe!) - robienie z tego problemu jest jakąś paranoją - w końcu, na szczęście dla nauki, małżonkowie Curie (dwie pary!) też poznali się w pracy ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, gdyby to były postaci tej rangi, co Curie... a oni zdaje się byli małżeństwem, a mój wpis dotyczy zupełnie innych przypadków.

      Usuń
    2. O ile pamiętam to Maria Curie po śmierci męża rozbiła małżeństwo młodszego od siebie wybitnego fizyka Langevina, z którym potem żyła długo i szczęśliwie. Zgodnie z tym samym absurdalnym nurtem polskiego ustawodawstwa małżeństwo (!) Curie wogóle nie miałoby prawa razem (!) pracować na Sorbonie ... ;-) Jest wiele relacji międzyludzkich, które mogą powodować brak obiektywizmu i podobne zjawiska (np. znajomości i wpływy rodziców, "wymiana usług", dalsze więzy rodzinne etc.) - próby wyeliminowania ich drogą prawnych zakazów prowadzą donikąd ... -)

      Usuń
  11. Od czego psuje się uniwersytet? od głowy, czyli od MNiSW.
    I poprzednia minister i obecna posługując się retoryką (i ustawami) kupieckohandlową (student - klient, zysk, konkurencja, rywalizacja, biznes, itp.) infekują środowiska uniwersyteckie wirusami zarazkami grantozy, punktozy, impactfaktorozy, itp.
    Nie oczekuję recept, ale przydałaby się jakaś szczepionka i trochę nadziei że akademicy nie wymrą (nie staną się kupczykami)!

    OdpowiedzUsuń
  12. Oprócz wielu patologii w polskich uniwersytetach na szczególną uwagę zasługuje możliwość zaliczania do minimum kadrowego obcokrajowców. W praktyce nie są to osoby z UE, ale Ukraińcy, którzy nie mówią w językach kongresowych i nie znają polskiego. Jak można mówić o jakości kształcenia !!!! Dlaczego PKA zalicza do minimum kadrowego takie osoby oraz innych, którzy uzyskali stopnie docenta na Słowacji w niewyjaśnionych okolicznościach. Ministerstwo tworzy tony urzędniczej makulatury a przymyka oko na fikcyjną kadrę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest bezrobocie. W takiej sytuacji zawsze zwycięży dbałość o poczucie bezpieczeństwa własne i znajomych, niż ideały. Ścieżki edukacyjne w szkole, banalny przykład, też były dobre, ale co z tego, jak trzeba było tymi godzinami łatać etaty nauczycieli z sąsiednich szkół. W życiu zawsze zwycięży dbałość o napełnienie żołądka i zapłacenie czynszu. Temu służy też gromadzony kapitał społeczny, te sieci koleżeńskie i rodzinne. To takie proste.... Żadnymi przepisami tego się nie załatwi. Potrzebny normalny rozwój kraju i roztropne rządzenie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowni Komentujący - problem nietrafionych recenzji grantów NCN czy NCBiR można rozwiązać w ciągu miesiąca, po zmianie (nowelizacji) ustawy o działaniu NCN. Wystarczy jedna zmiana - WPROWADZENIE SYSTEMU JAWNYCH RECENZJI EKSPERTÓW lub SYSTEM DUOBLE-BLIND, w którym recenzenci nie znają danych kierowników projektów. Proste ! Pani Minister może w ciągu kilku miesięcy radykalnie naprawić 'patologiczny' system anonimowych recenzji, w którym nie zawsze strona merytoryczna jest najważniejsza. Polecam Ecology Blog Michała Żmichorskiego i opisywane problemy z grantami. Bardzo ciekawe wnioski dla nas wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  15. 1.Poziom sukcesu w konkursach ncn wynosi około 15% (pedagogów pewnie koło 1% i nad tym warto chyba się pochylić). 2. Główne składniki oceny to dorobek kierownika i wszystkich zgłoszonych wykonawców oraz jakość wniosku ( w tym umiejętność planowania budżetu i inne aspekty techniczne badania). Do wniosku nie dołącza się zdjęć. Wniosek: trzeba być bardzo mocnym, by wygrać grant dopisując ładne asystentki, których uroda jest jedynym atutem.

    OdpowiedzUsuń