środa, 18 lutego 2015

Likwidacja Karty Nauczyciela jest uzgadniana w zaciszu gabinetów MEN




To, że wyższe szkoły prywatne zatrudniają nauczycieli-wykładowców na umowy śmieciowe, nikogo już nie dziwi i nie zastanawia, bo - jak mawia jeden z kanclerzy takiej szkoły biznesowej dla jego rodziny - "wiedziały gały co brały". Jak się nie podoba, to zatrudni innego doktora czy doktora habilitowanego, bo b. minister szkolnictwa wyższego i nauki (zgodnie z troską o jakość kształcenia akademickiego czy wyższego zawodowo) obniżyła standardy kwalifikacyjne dla akademików z tzw. minimum kadrowego do prowadzenia studiów I lub I i II stopnia. Właśnie dlatego kanclerze, a nie rektorzy, bo ci tylko w niektórych szkołach wyższych mają cokolwiek do powiedzenia, zmieniają wykładowców jak sezonowe trzewiki. Jak się trochę zedrą, to można je wyrzucić, bo łatać się nie opłaca.

Niestety, ta praktyka ma też miejsce w wielu niepublicznych szkołach różnego typu. Sytuacja na oświatowym rynku pracy staje się coraz bardziej dramatyczna.

Jak pisze jedna z nauczycielek, odruchowo skomentowała na jednym z forów internetowych zapowiedź ministry edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej zamiaru zlikwidowania przez resort Karty Nauczyciela. Ledwo jej wpis pojawił się wieczorem w Internecie, a już następnego dnia rano miała telefon od dyrektora szkoły niepublicznej z pogróżkami, że za pomówienia jego jako pracodawcy może zapłacić 15 tys. zł. Zaczęto ją straszyć, że jak ujawni fakt odwlekania przez dyrektora (szkoły jako jej pracodawcy) podpisania z nią umowy o pracę, a tę wykonuje jako nauczycielka dopiero kilka dni, to stanie przed sądem za pomówienie. Powód? To oczywiste. Od pięciu dni pracowała w tej szkole "na czarno". Jak udowodni, że sama tak nie chciała?

Kiedy więc po upływie tygodnia nie otrzymała umowy o pracę, oświadczyła, że rezygnuje z takiej współpracy ze względów formalnych. Dyrektor szkoły nałożył na nią bowiem tak kuriozalny zakres obowiązków, że nie mogła się na nie dłużej godzić. Oprócz prowadzenia zajęć w świetlicy od 6.30 do 8.00, prowadzenia raz w tygodniu zajęć terapeutycznych z niepełnosprawnymi dziećmi, pełnienia funkcji pedagoga szkolnego, prowadzenia wykładów z licealistami tejże szkoły oraz zajęć z psychologii społecznej dla kadry miała jeszcze sprzątać codziennie w szkole. Wyraziła zdziwienie, że właściwie to jej obowiązki znacznie przekraczają nauczycielski status. Dowiedziała się wówczas, że w tej szkole wszyscy nauczyciele sprzątają, ponieważ panie sprzątaczki przychodzą dopiero na godz. 12.00. Oświadczyła zatem, że nie ubiegała się o stanowisko pracownika obsługi szkoły w zakresie sprzątania, ale na stanowisko pedagoga szkolnego i specjalnego.

Tego samego dnia zniknęła lista obecności pracowników szkoły, na której podpisywała się od kilku dni świadcząc nauczycielskie obowiązki. Od samego początku miała złe przeczucie. Kiedy drugiego dnia pracy nie podpisano z nią umowy, chciała zrezygnować mimo obiecanego słownie za pracę w ramach pełnego etatu wynagrodzenia w wys. ok. 3 tys. zł brutto. Chciała pracować w szkole, gdyż ma ukończone studia, dodatkowe kwalifikacje i lubi ten zawód. Nie była w tym czasie zarejestrowana w Powiatowym Urzędzie Pracy, bo nie widziała takiej potrzeby. Dopiero pod namową dyrektora wspomnianej tu szkoły pojechała się zarejestrować. On sam twierdził, że dla jego wizerunku będzie to także korzystne, gdyż zawsze będzie mógł się wykazać współpracą z PUP na rzecz osób bezrobotnych.

Pojechała zatem do urzędu, ale podczas rejestracji powiedziała, że w zasadzie ma już zapewnioną pracę. Podpisanie umowy o pracę odbędzie się za kilka dni. Urzędnik PUP zaproponował, by pracodawca przesłał podpisaną umowę faxem. Nauczycielka była szczęśliwa, jakby złapała Pana Boga za nogi. Tymczasem każdego dnia pracy mówiono jej, że ma siedzieć cicho i być cierpliwą, bo przecież umowa będzie z nią podpisana.

W domu rodzinnym narastało poczucie niepokoju. Nauczycielka wstawała każdego dnia o godz. czwartej rano, by dojechać na czas do szkoły. Tam zaś słyszała, że ma nie rezygnować z podjętej pracy, a kiedy wracała do domu, to słyszała, że jak tak dłużej będzie miał miejsce ten stan rzeczy, to nie ma co liczyć na wsparcie ze strony rodziny. Chciała zgłosić do Inspekcji Pracy ten fakt, ale rodzina ostrzegała ją, że będzie spalona na rynku pracy i może mieć w przyszłości ogromne problemy z zatrudnieniem.
Tygodnik "Głos Nauczycielski" informuje, że Sekcja Oświaty "Solidarności" wyraziła poparcie dla likwidacji Karty Nauczyciela. Opiera się temu pomysłowi już tylko ZNP. Pani pełnomocnik premier, sekretarz stanu w MEN - poseł Urszula Augustyn uważa, że w kwestii zatrudnienia nauczycieli w szkołach mógłby mieć zastosowanie kodeks pracy, ale to jej prywatne zdanie. O tym powinno rozmawiać całe środowisko. Dobrego nauczyciela nikt z rynku nie wyrzuci, bo upomną się o niego rodzice, uczniowie, a dyrektor zapłaci mu nawet więcej, tylko po to, aby mieć go w swojej placówce". (Dziennik Gazeta Prawna 2015 nr 29, s. B5)

To już nauczyciele szkół publicznych będą wiedzieć, co ich czeka, kiedy zniknie Karta Nauczyciela, a dyrektor szkoły (gmina czy powiat) będzie mógł swobodnie ustalać zakres obowiązków.

14 komentarzy:

  1. Nie liczcie na to, że ktoś się za nawet bardzo dobrym nauczycielem upomni. Rodzice nie, bo ich dzieci chodzą do tej szkoły, a nie ma nauczycieli niezastąpionych. Koleżanki -nie, bo ich to samo może spotkać. Człowiek zostaje zupełnie sam w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taj ja właśnie tego doświadczyłam. Szkoda moich 3 lat pracy i zaangażowania (ślęczenia po nocach, przepraszania za niewydarzoną dyrektorkę i błędy prezesa). A koleżanki, przy pierwszej okazji wbiły mi nóż w plecy, zajęły moje miejsce i podzieliły się kasą.Nigdy więcej!!!!

      Usuń
  2. Na ogół opinie o nawet najlepszych nauczycielach bywają podzielone - to zależy co dzieci i rodzice rozumieją przez dobre nauczanie. Nawet najlepszego w Polsce nauczyciela (oraz nauczyciela roku itp.itd.) dyrektor może się pozbyć ze szkoły jak ma taki interes albo polecenie - vide przypadek p.Marka Golki z VI LO w Radomiu (obecnie XIII LO w Szczecinie) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wara od Karty Nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry nauczyciel to taki który siedzi cicho. Zostaną zwolnione osoby mające swoje zdanie, krnąbrne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To święta prawda !!!

      Usuń
  5. Karta Nauczyciela nie jest dokumentem doskonałym, ale przynajmniej reguluje podstawowe relacje etyczno-zawodowe w edukacji. Jej likwidacja będzie kolejnym przykładem upolitycznienia i centralizacji zarządzania oświatą, i uczynienia z dyrektorów szkół marionetek każdej opcji politycznej, która przejmie władzę w województwie, powiecie i gminie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziadzieją relacje personalne w placówkach, najlepszy nauczyciel to stażysta, zatrudniony nie 1 września, ale np. 2 września, bo wówczas nie musi szkoła płacić "za wakacje", tylko ekwiwalent za urlop. Mianowany i dyplomowany za drogi, poza tym "trudniej" go zwolnić.
    Ale też w małych miejscowościach jest taki hermetyczny zastój, mimo tego, że jakaś cześć kadry się wypaliła, nie chce się im pracować to trwają. Zatrudnia się znajomych. Ci co powinni- nie mają na to pomysłu, nic nie robią, stan trwa i trwa. A podany przykład z Nauczycielem Roku- wówczas mnie dobił i do dzisiaj mnie trzęsie na wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja po proszę o zapisy porównywalne zapisy dla kierowców, bo za kółkiem można świra dostać, dla sprzątaczek bo sprzątają po wszystkich brudasach świata, dla kelnerów bo słuchają uszczypliwych uwag, dla marynarzy bo ciągle widza wodę a nie żonę, dla inżynierów bo przynoszą pracę papierkową do domu i dla pozostałych grup zawodowych bo przecież nie można ich zostawić bez żadnych przywilejów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat nauczyciel pracuje "cały sobą" z obiektem znacznie wrażliwszym od samochodu czy miotły albo powierzchni płaskich - z dzieckiem. Jak kierowca się wkurzy i kopnie w oponę, a sprzątaczka połamie szczotkę o podłogę - żadna strata. A jak ktoś kopnie dziecko czy ciśnie nim o podłogę ... ;-) Samochody i odkurzacze nie przyzwyczajają się do obsługi, a dzieci - owszem! I

      Usuń
  8. I będzie tak, jak z reforma oświaty ...

    OdpowiedzUsuń
  9. O tym powinno rozmawiać całe środowisko. Dobrego nauczyciela nikt z rynku nie wyrzuci, bo upomną się o niego rodzice, uczniowie, a dyrektor zapłaci mu nawet więcej, tylko po to, aby mieć go w swojej placówce".
    ...Wcale nie!!!! Ja też tak myślałam, wszyscy walczyli, rodzice i nauczyciele o to by szkoła była prowadzona prawidłowo, by nikt się na niej nie dorabiał (władze stowarzyszenia czerpią ze szkoły niezłe zyski, o których się nie mówi a władze lokalne na to pozwalają). A dobry nauczyciel....jak powiedziała Pani Wójt : "Jak nie ten to inny. Jak im nie odpowiadają warunki pracy (niepłatne zastępstwa, nadgodziny, nie wiadomo jak rozliczany urlop, praca do nocy i na każde zawołanie) to się znajda inni. Szkoda,że kilka miesięcy temu miała inny pakiet wyborczy. Ja już nikomu nie wierzę. Dla mnie należy zabrać dodatki wszystkim zawodom uprzywilejowanym z dawnych lat. Może wówczas nauczyciel ze stowarzyszenia i ten ze szkoły publicznej byli by takimi samymi ludźmi tak jak górnik z prywatnej kopalni i ten z państwowej z dodatkami. Ludzie nagradzajcie za osiągnięcia a nie za stołek!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Miał profesor rację. Prezesowi Broniarzowi podano w MEN "czarną polewkę".

    OdpowiedzUsuń
  11. Z kolejnych Polaków chce się zrobic śmieci, niepewne jutra, bez perspektyw. Kolejnych niewolników

    OdpowiedzUsuń