czwartek, 22 stycznia 2015

Fora z facebookowego dwora ... akademickiego prostactwa









Facebook - ileż to już powstało prac naukowych na temat tego komunikatora społecznego? Pewnie co najmniej kilka tysięcy na świecie, a w naszym kraju minimum kilkadziesiąt artykułów i monografii. Nie ma już rozprawy socjologicznej, psychologicznej czy z pedagogiki mediów, by jej autor pominął to źródło i nośnik komunikacji.

Nie prowadzę badań w tym zakresie, toteż nie będę pisał o tym komunikatorze. Jedno mnie natomiast zastanawia, czy zamieszczanie przez facebookowiczkę (-cza)treści głęboko odzwierciedlających stan własnego umysłu, emocji, kultury, w tym języka nie staje się swoistego rodzaju odkrywaniem treści prywatnych "rozmów", których w tradycyjnej komunikacji telefonicznej nikt by nie poznał (chyba, że służby specjalne)? Niektórzy zapewne pamiętają opublikowanie nagrań polityków, których wulgarny język odsłania ciemną stronę niskiej kultury osobistej rozmówców, wywołując oburzenie szeroko rozumianej opinii publicznej i podziw wśród tych, którym jest to bliskie. Polityk może być niewychowanym gburem, arogantem, artysta może być wulgarny, bo im przystoi być takim ze względu na pozyskiwanie fanów.

W powyższym kontekście można zapytać: Czy nauczyciel akademicki może być człowiekiem popkultury, a nawet subkultury siarczyście, kuchenną łaciną komentując wydarzenia społeczno-polityczne czy jednak powinien być przedstawicielem kultury wysokiej? Kogo to dzisiaj obchodzi? Akademikiem może być każdy, bez względu na cechy osobowe - na zaburzenia psychiczne, niedostosowanie społeczne czy ekstrawagancję, bo prawdziwy naukowiec może być "postrzelony", może być dziwakiem. Ale czy może być prostakiem?

W jakim zakresie i jak daleko możemy ujawniać siebie innym, nie tylko bliskim, znajomym, przyjaciołom, ale i naszym współpracownikom, podwładnym czy zwierzchnikom? Skoro wrzucamy coś do sieci opatrując to własnym imieniem i nazwiskiem, a także serwując w niej wiele fotografii, których historii nie jesteśmy przecież w stanie tam opisać i uzasadniać (kto by to czytał), to pojawia się pytanie, czy nasze JA PUBLICZNE jest NA WYNOS? Czy jest naszą prawdą czy fałszem, grą sobą czy innymi, informowaniem innych o czymś czy manipulowaniem nimi, wyrażaniem własnej samooceny czy jej podwyższaniem, pomniejszaniem lub podtrzymywaniem? Jak dalece możemy posunąć się w wyrażaniu prawdziwych stanów własnej kultury lub jej braku?

Są tacy nauczyciele akademiccy, którzy obnażają części swojego ciała tak, by widoczne były na nim wulgarne tatuaże, ale są też adiunkci czy profesorowie operujący w trakcie wykładów seksistowskimi czy wulgarnymi dowcipami sądząc, że w ten sposób staną się np. bardziej przyjaznymi oceniającym ich w ramach ewaluacji studentom, albo będą mogli pozyskać "zwierzynę łowną". Ujawniane przez niektóre osoby w Sieci ich zwierzęce instynkty, dno ludzkiej natury są przejawem niezakończonego procesu inkulturacji, uspołecznienia czy wychowania wywołując naturalny dysonans p0oznawczy i moralny w konfrontacji z ich statusem jako polskiej inteligencji. Tylko czy to jest inteligencja kulturowa czy może popkulturowa?

Jak postrzegać wpisy na facebooku nauczyciela akademickiego ze stopniem naukowym doktora nauk humanistycznych, który pisze w stylu (usuwam jedynie dane osobowe, pozostawiając w oryginale język doktora nauk humanistycznych, pedagoga na jednym z polskich uniwersytetów):

Do roboty się brać, a nie pierdolić farmazony...(kurwa)...;

...studentki pewnie już zacierają...tylko co...?

Hiszpańskie ślepe jebane kurwy popsuły Nam mecz!!! Wypierdalać!!!!!!!!;

Mój ukochany (...) ...gdyby w tym pierdolonym kraju dało się z tego wyżyć, drugi doktorat wystukałbym dwoma stopkami, bo jak się postaram, to też tak umię...umnę...umie...umi...da radę...;

(...) Będzie można przyjść i się z nami przelecieć (...albo nas...). Zapraszamy!!!

poseł (...) ...kurwa twoja mać...jakaś gruba, brzydka, głupia suka przekonuje mnie, że to episkopat ma największe kompetencje w dziedzinie uprawiania seksu i sensu przyjemności z niego wynikającego...rozumiem, że biskupi już dawno zabezpieczają swoje gosposie przed wpadką...brawo...tylko co, jak gumka pęknie albo dziewczę nie będzie miało ochoty na laskę z połykiem...czy wystarczy dobę krzyżem leżeć???...powiedzcie mi, gdzie przed tą bandą idiotów uciekać...?

Aparycja pani poseł jest najskuteczniejszą antykoncepcją...

Oczywiście, że ten język, stylistyka wypowiedzi są adresowane do osób, które wpisały się na listę czytelników i zapewne podziwiają go jako idola albo kumpla. Są wśród nich także rówieśnicy tego "inteligenta inaczej", jego studentki, współpracownicy i przypadkowi podglądacze. Może powinien załączyć wydruk z fejsa do arkusza własnej oceny nauczyciela akademickiego, żeby pochwalić się, jak "wielkie" ma grono wielbicieli i wielbicielek? W końcu powinniśmy wykorzystywać różne źródła dokumentujące tak rozumiany szacun społeczny.

Tylko dwie osoby na profilu tego "pedagoga" zareagowały krytycznym komentarzem pisząc:

- Jestem zdumiona Pana językiem, Panie Doktorze. Przypominam, że Pan jest nauczycielem akademickim! Studenci uczą się od Pana kultury języka także na tym forum, Pan o tym zapomniał! Wszystkie poglądy, także pańskie, można wyrazić bez konieczności uciekania się do tego typu sformułowań. Być może Panu pochlebia, że 44 osoby podzielają Pana opinię, ale zapewniam Pana, że jest to akurat mało wartościowe poparcie, które nie powinno Pana cieszyć. Pan Doktor chyba nie pamięta, że mówi o drugim człowieku, notabene kobiecie. Dziwię się, że żadna z Pana koleżanek feministek jeszcze nie zaprotestowała....A co więcej, pani, która uważa się za feministkę, z Panem solidaryzuje się, upowszechniając Pana wypowiedź. Z przykrością muszę Panu oznajmić, że usuwam Pana i Pana koleżankę z listy moich znajomych na FB, mimo że z Panem pracuję w jednej Katedrze.

- nie tak ostro - masz syna, ale jeszcze możesz mieć córkę - chciałbyś żeby co tydzień przyprowadzała innego przyjaciela i łykała te piguły np. jako nastolatka ucząca się w gimnazjum - sam jak pamiętam uczyłeś mnie zasad zdrowego dbania o ciało i duszę , a chciałbyś aby dla przyjemności dzieci łykały chemię , a co do opisu samej posłanki to zrobiło mi się smutno, bo jestem już w takim wieku ,że też mi przybyło, do pięknych też nigdy nie należałam , a można zranić wartościowych ludzi pozdrawiam

Jak państwo sądzicie, jaka była reakcja "bohatera" dla jego towarzystwa? Oto jego odpowiedź:

"Będę pisał, co mi się podoba...bycie doktorem nie polega na używaniu takiego a nie innego słownictwa, tylko na dobrym, fachowym wypełnianiu swoich dydaktycznych i naukowych obowiązków, a te-z tego co mi wiadomo-realizuję bez zarzutu...jestem doktorem pedagogiki i TYLKO I WYŁĄCZNIE te kwestie wypełniają treści prowadzonych przeze mnie zajęć...(...) ...żegnam bez żalu..."

Czy mamy zajmować się w uniwersytetach tożsamością nauczycieli akademickich, ich osobistą kulturą, prywatnym życiem i "popędowym byciem"? Obawiam się, że tacy nauczyciele akademiccy nie są w stanie zrozumieć, a co dopiero przekazać chociaż cząstkę kultury, naukowej tradycji i akademickiego etosu. Być może rację ma prof. Lech Witkowski, kiedy pisze o tym, że mamy do czynienia z totalnym upadkiem uniwersytetu jako sacrum nauki, kultury, religii i sztuki. Nawet nie polecam studiowanie jego lektur tego typu wykładowcom, bo im wystarczy gitara, kobiety, wino i śpiew. Resztę studenci sami sobie dośpiewają, doczytają bez zrozumienia czegokolwiek, albo skorzystają z jego korepetycji, bowiem ów "doktor" świadczy usługi także i w tym zakresie. Jak pisze: "Zapraszam na korepetycje!!! Chętnie udzielę pomocy w pisaniu prac licencjackich i magisterskich: zasady pisania i robienia przypisów, konstruowanie założeń badawczych, opracowanie wyników badań własnych: adres i tel. (...)."

Nie dziwmy się i nie krytykujmy. Toż to ktoś z nas, przedstawiciel "nowego" pokolenia cool-wykładowców uniwersyteckich. W sieci nie ma anonimowych wpisów nawet jak komuś się wydaje, że będzie hejtował czyjeś strony prywatne, blog, facebookowy czy twitterowy profil. Młodzież i tak wynosi się do innych komunikatorów, więc moi drodzy: JAK NIE CHCECIE CZYTAĆ WPISÓW PANA DOKTORA/PROFERSORA CZY PANI DOKTOR/PROFESOR TO jak nam podpowiadają - FORA Z TEGO FORA. A na uniwersytecie ten pan czy ta pani grzecznie powie "dzień dobry", głęboko ukłoni się przed swoim szefem, a co o nim pomyśli, to już znajdzie się na fejsie lub w innej prywatnej rozmowie. Jak będzie politykiem, to nagrają go służby i opublikują w odpowiednim momencie. Te bowiem troszczą się o wysoką kulturę jelit.

57 komentarzy:

  1. No cóż, myślę, że niejeden źle wychowany gimnazjalista by takich wpisów nie dodał, choćby ze wstydu przed "babą od maty". Straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Taki uczniak jednak mimo wszystko czuje przed kimś respekt, a doktorowi może się wydawać, że już jest ponad wszystkimi, więc to on wyznacza trendy i może mówić i pisać, co mu się żywnie podoba... No bo kto mu zwróci uwagę?

      Usuń
  2. Z nieskrywanym niesmakiem i oburzeniem zapytuję: Czy zamierza Pan Profesor osłaniać tego akademickiego menela, czyli doktora pedagogiki/Inaczej?Jeśli nie - to oczekuję podania danych umożliwiających jego identyfikację.Póki co w naszym kręgu kulturowym zdrowe środowisko akademickiej pedagogiki ma nie tylko prawo, ale święty obowiązek zareagować.Nie obawiając się zarzutu dyskryminacji i braku tolerancji dla wolności/ zachowań INNEGO. Niniejszym zareagował dr Herbert Kopiec.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze, czy tak obrzydliwe i wulgarne wpisy nie powinny skutkować natychmiastowym zwolnieniem dyscyplinarnym?? Nie trzeba mówić, jak bardzo to nieetyczne, niewychowawcze i zwyczajnie po ludzku - nieludzkie. W ten sposób ten człowiek wystawia świadectwo nie tylko sobie, ale stawia w złym świetle środowisko pedagogiczne i sprawia, że społeczeństwo (a zwłaszcza młoda jego część) straci w nas wiarę. Skoro wolno pisać takie rzeczy, bez skrępowania, bezczelnie, pod własnym imieniem i nazwiskiem, i WIDZI TO TAKI WIELE OSÓB, A NIKT NIE REAGUJE, to jak młodzież ma mieć ochotę budować lepszy i sprawiedliwy świat, skoro DOROŚLI, PEDAGODZY, UCZENI TAK ZAWODZĄ! Nie można tego tak zostawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oburzenie na napisane przez rzeczonego doktora jest zrozumiałe, ale żeby od razu zwalniać? Problem patologicznych i nieetycznych zachowań dotyka (niestety) całe środowisko akademickie. Jeżeli komuś puszczają nerwy to (może lepiej), jak "wentyluje się" w Internecie, a nie na wykładzie lub seminarium. I pytanie na koniec: czy lepiej być nieokrzesanym chamem, czy plagiatorem? Komu stryczek, a komu banicja?

      Usuń
    2. Pisze Anonimowy: "Jeżeli komuś puszczają nerwy to (może lepiej), jak <> w Internecie, a nie na wykładzie". Równie dobrze możemy powiedzieć o damskim bokserze: To chyba lepiej, że wali w twarz własną żonę, a nie obce kobiety albo uczennice.
      Dalej pyta Anonimowy, "czy lepiej być nieokrzesanym chamem, czy plagiatorem?". Równie dobrze możemy zapytać: Czy lepiej być rozbójnikiem czy oszustem? Tylko po co? Lepiej być przyzwoitym człowiekiem. A jak ktoś mieni się NAUCZYCIELEM i tego nie rozumie, to chyba jednak powinien zmienić pracę.

      Usuń
    3. To chyba większość nauczycieli w tym kraju powinno zmienić pracę

      Usuń
    4. Być może wtedy żyłoby się nam w Polsce lepiej.

      Usuń
  4. W całym wpisie najbardziej oburzające są zarówno język nauczyciela akademickiego ze stopniem doktora jak i jego jawna pogarda dla ludzi - studentów, znajomych z FB etc. Nawet się nie zastanawiam ile jednostek alkoholu lub dragów drenuje jego mózg. Coś z pewnością go drenuje. Trochę mnie jednak dziwi, że Pan Profesor jest w gronie znajomych na FB takiego antypedagoga. Pan dr H. Kopiec napisał wyżej, że to menel. Chyba niechcący obraził meneli. Iga

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda gadać. Gdyby to zrobił nauczyciel w liceum, gimnazjum czy podstawówce na pewno zrobiłoby się o tym głośno... tutaj pracownik uczelni wyższej i nikt na to nie zwraca uwagi

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowni Panstwo;
    Pomijam wartosciowanie wpisow Pana doktora. To na co zwrca uwage Pan Profesor pokazuje doskonale ulomnosc edukacji uniwersyteckiej, ktora jest niezdolna wylapac zaburzenia osobowosciowe i tozsamosciowe kandydata na stanowisko nauczyciela badz pedagoga.
    W pewnym sensie odpowiedziec winni wszyscy Ci ktorzy dospuscili owego doktora do pelnienia takowej funkcji, bowiem mysle ze wnikliwy pedagog (chocby promotor) ma mozliwosc rozpoznia tego typu stanu patologicznego wystepujacego u kandydata na doktora.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście szokujące są te wpisy. Jeśli ten pedagog pisze w ten sposób na profilu publicznym, pod swoim nazwiskiem, to jestem bardzo zaskoczona... W tym przypadku jednak sprawa jest dość oczywista: poziom tych wpisów nie budzi wątpliwości i bardzo łatwo je potępić, nie zgadzać się z nimi. Nie trzeba cywilnej odwagi do "potępiania" wspomnianego Pana doktora. Trudniej jednak to zrobić w przypadku innych zachowań, postaw o których Pan wspomniał: seksistowskich uwagach, "żartach" ze strony kadry profesorskiej, najczęściej części męskiej tej kadry. Żarty te dosięgają studentek, pracowniczek uczelni. Nikt nie reaguje. Chłopcy, koledzy rechoczą wraz z kolegą dziekanem/profesorem. Któż mu się sprzeciwi? Tym bardziej studenci nie reagują, bo się boją. Proszę Pana Profesora i innych przedstawicieli kadry profesorskiej, nasze autorytety, o reakcję także w takich sytuacjach i wobec takich zachowań. Te nie są tak oczywiste (nadal pokutuje przekonanie, że to przecież miłe dla koleżanek, koleżanki lubią taką "adorację" kolegów) i dotyczą osób u władzy. I od razu ciszej brzmią protesty...

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Profesorze. Chylę czoła na Pański artykuł. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowni Państwo, proszę nie oczekiwać ode mnie nazwiska przypadku, gdyż takich jest więcej. Władze wydziału i bezpośredni przełożony tego "doktora" mają wiedzę na ten temat. Poruszyłem problem, który ma znacznie szerszy zasięg. Jak pan dr Kopiec ma czas i chce tworzyć sądy "uliczne", to nie ma na to mojej zgody. Mój blog jest osobistym - a nie instytucjonalnym - komentarzem do spraw i instytucji publicznych a związanych z pedagogiką. Są osoby odpowiedzialne za sprawy kadrowe w uczelniach, jest Komisja Etyki przy PAN, są komisje dyscyplinarne w jednostkach akademickich itd. itd. a Iga niech najpierw dobrze rozejrzy się wśród własnych "znajomych" i dokonuje oceny zaczynając od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Profesorze, nie chodzi o sądy "uliczne", tylko o konkretną reakcję uprawnionych do tego osób. Chciałabym zapytać, co Komisja Etyki przy PAN, czy stosowne komisje/przełożeni tego adiunkta ZROBIŁY w jego sprawie. Prof. Hartmana za jego osobliwe prywatne opinie usunięto z Komisji Etyki oraz tysiące osób podpisywały się pod petycją, w której stwierdzano, że taki człowiek nie powinien mieć przystępu do studentów. Pisze Pan Profesor, że nie ma Pana zgody na sądy "uliczne". A na bierność osób, które "mają wiedzę" o takich patologiach jest zgoda?

      Usuń
    2. Tak, dokonujmy oceny zaczynając od siebie...nikt z nas nie jest krystaliczny...

      Usuń
    3. To wypuśmy ludzi z więzień i zlikwidujmy sądy - nie sądźmy innych, skoro "nikt z nas nie jest krystaliczny". Pewne normy muszą jednak istnieć, a pracownik nauki, zwłaszcza humanista i PEDAGOG ma obowiązek zachowywać się tak, jak przystało na reprezentanta tej profesji o szcególnej godności i zaufaniu społecznym. A jesli nie chce lub nie potrafi pewnej kultury reprezentować, to niech znajdzie dla siebie inne, bardziej adekwatne środowisko.

      Usuń
    4. Hmm...prosze więc popytać studentów jak zachowują się wykładowcy - pedagogdzy na zajęciach to padnie Anonimowy (z 25.01., godz. 20.20) z wrażenia - obgadywanie swoich kolegów z Wydziału dziwne podteksty kierowane w stronę studentekczy studentó, a jak student zada niewygodne pytanie (a wykładowca nie zna na nie odpowiedzi bo fuksem obronił czy obroniła mgr czy doktorat i słychać, iż dawno zgłębiała czy zgłębiał wiedzę na ten temat) to ma już przechlapane do końca studiów, jak zgłasza to do wydawałoby się odpowiednich Władz - zamiatają wszystko pod dywan - ot taka nasza uczelniana rzeczywistość

      Usuń
    5. Tak jak już tu napisano wcześniej - mnogość patologii nie oznacza, że należy je usprawiedliwać. Uważam, że w dążeniu do prawdy i promowaniu uczciwości nie należy ustawać. Jak zauważył Edmund Burke: "Aby zło zatriumfowało wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili". A więc róbmy, przeciwstawiajmy się patologiom.

      Usuń
  10. ja bym wolała, żeby jednak sądów takich jak nad Hartmanem nie było. No ale takie mamy te komisje etyczne...

    OdpowiedzUsuń
  11. To mi się chyba śni. Ilona Drapała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście - jak w koszmarnym śnie! To jest nie do wiary
      Wyszło na to, że odruch naturalnego oburzenia i zniesmaczenia na degrengoladę - został już prawie ZAKAZANY?.

      Usuń
    2. Racja, Anonimowy z 20:02.2015 brawa za refleks i naturalne odruchy zniesmaczenia. Niewiele już brakuje a niektórzy czytelnicy forum kolejno zinterpretują wulgarny język, ordynarne zachowania, propozycje oraz obyczaje Pana Doktora, jako akt odwagi czy poświęcenia dla ludzkości na FB. Wykreują obraz prześladowanego i wykluczonego w niszowej mniejszości, bo posługuje się kloaczną polszczyzną a nie kanonem reguł języka polskiego w środowiskach akademickich. Teraz kolejne wpisy zachęcają do: "Przyjrzenia się swoim znajomym" (jako nagana i reakcja z pozycji supremacji oraz zachowawcza).
      "Oceniania czynu a nie człowieka" (jasne, że czyn zrobił się sam, nie potrzeba podmiotu który czyni. W świecie akademickim - naukowym takie możliwości stwarzają badania na kulturach bakterii a nie ludzi. W życiu społecznym trudno jest wyizolować osobę od czynu, jak ktoś wyżej zaleca).
      "Kto niewinny niech rzuci kamieniem" (relatywizowanie, bo przecież wystarczy posłuchać studentów na korytarzach wydziałów aby się przekonać, że "wszyscy posługują się wulgaryzmami, ordynarnym językiem, z częstymi repetycjami "ch..." i "k... " i tak mówią i traktują innych"). To tylko kilka uwag, na gorąco. Iga

      Usuń
  12. Przykro się czyta takie rzeczy. Wydaje mi się, że wykładowca akademicki, przedstawiciel polskiej nauki, jest w pewnym sensie osobą publiczną. Chcąc nie chcąc jest kojarzony nie tylko z Uczelnią, na której pracuje, ale (mówię z perspektywy doktoranta) ocena jego osoby w środowisku akademickim rzutuje także na promowanych przez niego młodych naukowców. Z własnego doświadczenia wiem, że na początku swojej kariery naukowej częściej byłam kojarzona, jako "doktorantka prof. X" niż z własnego imienia i nazwiska.
    Zresztą już coraz częściej różnego rodzaju firmy, z różnych sektorów biznesu, zatrudniając pracowników na stanowiskach wymagających kontaktu z ludźmi uwzględniają w umowach tzw. "klauzule etyczne" zdając sobie sprawę, że zachowanie pracowników (także w sferze prywatnej) bardzo często ma znaczenie dla utrzymania dobrego wizerunku firmy. Ta sama zasada dotyczy, wydaje mi się, uczelni. A w internecie nic nie jest prywatne...
    To, co jednak zwróciło szczególnie mocno moją uwagę, to reakcja komentatorów, którzy z jednej strony krytykują zachowanie Pana Doktora, z drugiej strony pozwalają sobie na obraźliwe komentarze w stosunku do jego osoby. Piętnujmy zachowanie, nie osobę.
    Najlepszym wyjściem jest chyba przytoczona reakcja znajomej Pana Doktora: zdecydowana, ale nadal z szacunkiem.
    Pozdrawiam
    Emilia

    OdpowiedzUsuń
  13. To przykład który dobrze obrazuje zmiany w edukacji. Jeżeli coś staje się masowe, oparte o kryteria ilościowe (masowa "produkcja" stopni naukowych), a nie jakościowe - przygotowanie intelektualne zdolności do funkcjonowania i kreowania pozytywnych zmian społecznych w oparciu o normy i zasady to tak się kończy - mamy "agresywnego prymitywa lewackiego", sądząc po prezentowanych poglądach. A inaczej rzecz ujmując to konstruktywizm praktyczny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Komentarze i wpisy zamieszczone prze Pana Doktora zasługują na potępienie. Ich emocjonalny entourage i "jarmarczny" język nie przystoi doktorowi nauk humanistycznych. Niemniej jednak zastanawiam się, czy oceniając wypowiedzi Pana Doktora - i przez ich pryzmat od razu jego osobę, nie powinniśmy oddzielić funkcjonowania w przestrzeni publicznej (wykładowca) od sfery prywatnej, jaką niewątpliwie są poglądy i przekonania Pana Doktora oraz fakt ich publikowania na swoim koncie profilowym. Kierowanie takich wulgaryzmów w kierunku konkretnych osób należy JEDNOZNACZNIE POTĘPIĆ. Rozumiem, że każdemu czasami puszczają nerwy i chce złe emocje z siebie wyrzucić. Posiadanie wyższego wykształcenie i fakt bycia wykładowcą powinno pociągać za sobą inne standardy i formy wyrażania swoich poglądów i w tej kwestii należy postępowanie Pana Doktora potępić. Nie mogę jednak wyjść z osłupienia, że takie słowa przytrafiły się tak miłej i sympatycznej osobie. Znam osobiście Pana Doktora i wiem, że nigdy nie pozwoliłby sobie na takie słowa w obecności studentów i kolegów z pracy (choć jest osobą impulsywną). Pan Doktor ma dobrą opinię wśród studentów, jest powszechnie lubiany i pozytywnie oceniany. Dobrze prowadzi zajęcia. Może gdzieś się pogubił i zabrnął w "ślepą uliczkę". Błądzić jest rzeczą ludzką...Być może również przykład Pana Doktora jest przyczynkiem do dyskusji o granicach wolności wypowiedzi i określenia, co komu przystoi, a co nie...Współczesny dyskurs polityczny jest brutalny i zawłaszcza do swoich potrzeb kwestie najbardziej intymne i osobiste. Wywołuje przy tym ogromne emocje, których (jak widać) nie sposób czasami pohamować...To smutne...

    OdpowiedzUsuń
  15. Portal "Facebook" charakteryzuje się tym, że wpisy i komentarze docierają tylko do grona "znajomych"...oznacza to, że ich treść czyta tylko dość wąskie grono osób...oczywiście poziom i temperatura wypowiedzi tego wykładowcy powinna być nieco łagodniejsza, wydaje mi się jednak, że żyjemy w kraju demokratycznym, w którym istnieje jakaś wolność wypowiedzi (nawet tej najbardziej radykalnej, niegrzecznej, obraźliwej...). Prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze na tyle dojrzałą demokracją, że dopuszczamy możliwość posiadania przez każdego swojego "hyde parku", w którym istnieje zupełna wolność wypowiedzi. Kto jest niewinny, niechaj pierwszy rzuci kamieniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio bezustannie, gdy chce się usprawidliwić jakieś zło w przestrzeni publicznej, mówi się o demokracji i wolności słowa. Wolność słowa, która polega na tym, że mówię wszystko, co myślę, może występować u malutkich dzieci. Od ludzi dorosłych wymaga się jednak odpowiedzialności. NIE WOLNO mówić wszystkiego, co się myśli. Wolny człowiek potrafi zapanować nad sobą i mówić takie rzeczy, które nie będą raniły. To śmieszne, że w XXI wieku trzeba jeszcze tłumaczyć oświeconym demokratom, że wolność nie równa się samowoli.

      Usuń
  16. Brawo, brawo anonimowy. Schizoidalna osobowość. Doktor Jekyll and Mister Hyde?

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak czytam i nie mogę się nadziwić, jak łatwo przychodzi Państwu ocenianie, krytykowanie, szykanowanie i skazywanie drugiego człowieka . Osądziliście już człowieka po przeczytaniu artykułu na blogu czy innym forum internetowym. Jeden komentujący nazywa tego człowieka menelem, czy po przeczytaniu artykułu ma takie prawo? Zna go osobiście? Czy na podstawie wyrwanych z kontekstu kilku zaiste wulgarnych zdań ma prawo oceniać w ten sposób? Autor nazywa go wykładowcą, któremu wystarcza gitara , kobiety, wino i śpiew. Czy to na podstawie cytowanych w artykule wpisów ocenia Pan tak nisko wartość tego wykładowcy jako człowieka? Krytykujecie tu wypowiedzi w/w doktora nauk humanistycznych ale sami robicie dokładnie to samo, tylko pod woalką hipokryzji. Nazywacie siebie tu Państwo elitą, inteligencją narodu. Pragnę więc się wypowiedzieć na temat inteligencji i elit naszego kraju. Pochodzę także z takiej rodziny dlatego temat jest mi znakomicie znany. Oboje rodzice należeli do elity tego kraju, bywałam więc z nimi na różnych spotkaniach, bankietach, konferencjach np. w Białymstoku, Warszawie, Krakowie, Gdańsku. Towarzystwo składało się z doktorów, profesorów, lekarzy, dyrektorów, prezesów renomowanych firm. To były lata 70, 80 –te lecz do dziś niewiele się zmieniło a może nawet i nic. Byłam wtedy młodą osóbką i jednocześnie świetnym obserwatorem. Szczególnie na bankietach Elity nie wylewając za kołnierz, podszczypywali po tyłeczkach, łapali za biust kobiety, które nie szczególnie się przed tym broniły. Pod wpływem trunków tańczyli na stołach, nie przebierali w słowach i śpiewali obrzydliwie wulgarne piosenki. W naszym domu także bywała elita więc nie jedno w swoim ówczesnym młodym życiu widziałam. Dlatego daleka jestem od pochopnego oceniania kogokolwiek. Nie skreślajcie człowieka po kilku wypowiedzianych zbyt emocjonalnie i zbyt ekspresyjnie słów. Po przeczytaniu artykułu wniosek nasuwa mi się jeden. Ewidentnie jest to nagonka na jednego, konkretnego wykładowcę. Podpadł komuś, komuś się naraził i teraz zbiera tego żniwo. Autor pisze o wykładowcach wytatuowanych, czy operujących seksistowskimi dowcipami , wyłaniających cyt. zwierzynę łowną, nie cytuje jednak ich wypowiedzi , za to dogłębnie inwigiluje profil fejsbukowy w/w doktora. Każdy z nas powinien spojrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć sobie na pytania : Czy ja sam, sama jestem bez skazy? Czy jestem tak moralny / moralna, że mogę oceniać innych? Naprawianie świata zacznijmy od siebie. Taka moja refleksja na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiemy, że jedne pseudoelity zdaniem anonimowej usprawiedliwiają zachowania pracownika uniwersytetu? Profesor nie oceniał człowieka, bo zapewne go nie zna, a wprost odwrotnie, pokazał problem, zjawisko, pewien typ postaw, które same w sobie są bez wątpienia charakterystyczne dla ludzi innego świata niż kultura wysoka.. Widocznie kogoś tu przerosła ta bariera.

      Staś

      Usuń
    2. Zgadzam się z Anonimowym z 20:52. Patologie trzeba nazywać po imieniu, a nie usprawiedliwiać - tylko dlatego, że znamy jeszcze inne patologie. Zaraz się okaże, że kulturalni ludzie to jakaś zdziwaczała mniejszość, która represjonuje wyluzowaną i "emocjonalną" większość. Nie pozwólmy Uniwersytetowi zejść na psy. Jeśli przewodnicy (uczeni, pedagodzy) będą ślepi, kto poprowadzi młodych ludzi i uchroni społeczeństwo przed upadkiem? Chrońmy dobro, choćby już go było bardzo, bardzo malutko. Nie usprawiedliwiajmy nigdy tego, co ewidentnie złe.

      Usuń
  18. A jak do powyższego artykułu ma się kwestia polityki prywatności użytkowników portalu jak i ochrona praw autorskich osoby zamieszczajacej wpisy? Czy kopiowanie wypowiedzi oraz cytowanie bez zgody ich autora jest zgodne z prawem?

    OdpowiedzUsuń
  19. Niczyja prywatność nie została tu naruszona. Chyba, że anonimowy ma na myśli siebie, to niech się przedstawi, a wówczas ją naruszy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Znam Pana Doktora prywatnie i nie sądzę, by zasłużył On na takie potępienie. Jego niefortunna wypowiedź niesie ze sobą konsekwencje, które myślę dotkliwie odczuwa. Wierzę, że żałuje swoich wpisów. Apeluję zatem, do zaprzestania osądu nad Panem Doktorem. Niech jego kompetencje oceniają osoby uprawnione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Pan Doktor żałuje swoich wpisów i widzi swój błąd, to jest to bardzo dobra wiadomość i dowód na to, że warto głośno sprzeciwiać się złu. Niech Pan Doktor sięzastanowi, jak czułaby się posłanka, o której pisał, czytając jego wpisy, jak czuły się studentki i inne kobiety, jak czuli się ludzie wierzący, gdy wypisywał takie obrzydliwe insynuacje pod adresem duchownych. Jak czuli się wszyscy normalni patrioci, kiedy obrażał wulgarnie nasz kraj (sam jako Polak jakie wystawia mu świadectwo??) i gwałcił jężyk polski rynsztokowymi wulgaryzmami. I jak czuli się pedagodzy,nauczyciele, uczeni, czytając jacy ludzie wśliznęli się na uczelnię. Pani Doktorze, te wpisy są po prostu haniebne.

      Usuń
  21. Nikt tu nie oceniał kompetencji tego pana. Coś się anonimowemu pomyliło.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kilka uwag do komentarzy, niektórych kuriozalnych. 1. wolność, także wolność słowa, to nie swoboda wypowiadania publicznie wszystkiego, co zjawi się w głowie. Wolność ma granice, są nimi godność drugiego człowieka i jego niezbywalne prawo do dobrego imienia. W tym wypadku granica zostało naruszona. Dr lżył posłankę z nazwiska, używając określeń wyjątkowo poniżających i obraźliwych. „Adwokaci” pana dra podnieśliby larum, gdyby te słowa publicznie padły pod ich adresem. Szukaliby sprawiedliwości i zadośćuczynienia! Obrażanie innych poprzez odnoszenie się do czyjejś zewnętrzności wskazuje na szczególny prymitywizm umysłowy. Zdaje się, że dr ma żonę/ partnerkę (ktoś wspomina o synu). Cudownie, że owa partnerka jest najprawdopodobniej wysoka, długonoga, szczupła i piękna w przeciwieństwie do zwyzywanej posłanki, ale gdy ukochana kiedyś straci swój fizyczny powab, to doktor określi ją tak samo...? Wypowiedź pana dra nosi znamiona ukrytego seksizmu, nietolerancji, pogardy i mowy nienawiści i może być przedmiotem zainteresowania organów ścigania. 2. Zarzut o naruszenie prywatności i kopiowanie wypowiedzi jest żałosny. Profesor był i tak nad wyraz uprzejmy i dyskretny, bo pewnie chciał chronić uczelnię. W sensie prawnym jednak nic nie stało na przeszkodzie, aby wyjawił nazwisko bohatera tej narracji. 3. Apologia pana dra zaczyna przybierać charakter "obrony męczennika" - ktoś na biednym naukowcu chce się zemścić, chce mu szkodzić, komuś się naraził, pada słowo "nagonka". Jednym słowem z doktora, winnego, robi się ofiarę. Uruchamia się współczucie dla niego, aby w końcu inni poczuli sympatię do niego. Autor niniejszego bloga z pewnością, nie ma podstaw, aby chcieć szkodzić jakiemuś doktorowi lub dręczyć go. Opisał tylko pewną patologię, na którą zwrócił uwagę środowiska akademickiego. 4. Najbardziej żałosny jest apel Anonimowej, która pochodzi, jak podkreśla z „elit”. Musi pani wiedzieć, że elity, to pojęcie nieostre, może wskazywać na różne grupy. O elicie mówi się nawet w grupach mafijnych. To, co Pani opisała (lata 70, 80) jak picie, tańczenie na stołach, śpiewanie wulgarnych,obrzydliwych piosenek, macnie kobiet w miejscach intymnych, wskazuje na systemowe "elity" tamtych lat. W latach 80. XX wieku przyzwoici ludzie walczyli o wolną Polskę, bywali internowani, siedzieli w więzieniach. Nazywa pani tę nomenklaturową wierchuszkę "elitą" (bo byli tam profesorowie, lekarze, doktorzy) i w ten karkołomny sposób chce pani usprawiedliwić zachowania, jak się to odczuwa z wpisu, pani kolegi. Inni się tak zachowywali (zachowują) wobec tego jest to jakiś rodzaj normy, ba…wszyscy to robimy, lecz jesteśmy hipokrytami. Gratuluję logiki tego rozumowaniem, która prowadzi panią do błędnych wniosków. Autentyczne elity, pani Anonimowa, po prostu tak się nie zachowują. Wyobraźmy sobie, gospodarza tego bloga, aby upijał się i obmacywał biusty koleżanek, na swoich profilach wyzywał kobiety od "suk", zachęcał do "przelecenia go" czy bredził publicznie o "laskach z połykiem"? Nie umiem wyobrazić sobie tego, choć Profesora nie znam osobiście. Przylepianie zatem tej samej łaty wszystkim jest po prostu nie na miejscu. Owszem, ma pani rację, nikt nie jest bez skazy, ale to nie znaczy że nikt nie ma prawa do oceny zła i niemoralnego postępowania, jednak bez potępienia drugiej osoby (nie nasza to rola). Proszę pamiętać – ta dyskusja toczy się wokół wpisów uczonego, a nie jego osoby i jego kompetencji naukowych i dydaktycznych. Ani tekst ani komentarze, w których nikt nie operuje nazwiskiem, bezpośrednio nie szkodzą autorowi mowy nienawiści, którą ujawniał w wielu swoich wypowiedziach. To jego macierzysta uczelnia zareaguje albo i nie. A powinna, ponieważ te wypowiedzi naruszają też dobre imię uczelni, w której pan uczy. 5. Trzeba żywić nadzieję, że autor zrozumiał, iż swoimi słowami i postawą, chluby sobie ani swojemu miejscu pracy nie przyniósł, że na FB wycofa wszystkie obraźliwe teksty, publicznie przeprosi za nie, i zacznie nowy etap w swoim życiu, czego mu życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam z niejaką ulgę ten wpis. To prawdopodobnie męski, zdroworozsądkowy głos. Być może profesorski, pedagogiczny. Wiele w tym logiki, racji + wyobraźni. Sytuacje hipotetyczne zdumiały pewnie niejedną czytelniczkę jak i samego protagonistę. Zgadzam się z analizą elit lub raczej pseudo elit środowisk partyjnych PRL-u i konkluzją wpisu. Ważne są zadośćuczynienie i przeprosiny kobiet przez antybohatera tego wątku. Iga

      Usuń
  23. Szanowny Panie Profesorze, Szanowni Komentatorzy. Dzisiaj, pierwszy raz w życiu moje niewłaściwe zachowanie stało się głównym tematem artykułu – trafionego, przenikliwego i zdystansowanego – do czego zdążył przyzwyczaić nas prowadzący bloga. Chciałbym bardzo przeprosić za posługiwanie się w swoich komentarzach językiem, którym wykładowca – pedagog posługiwać się nie powinien oraz wyrażanie opinii, które mogły dotknąć i obrazić czytających je ludzi. Nigdy nie miałem zamiaru nikogo obrażać, było to działanie spontaniczne a nie wynikające z negatywnych nastawień do określonej jednostki czy grupy. Moje zachowanie było karygodne, działałem w afekcie, pod wpływem silnych emocji, co zasługuje na potępienie, wyciągnąłem z tego odpowiednie wnioski. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji, które zapewne mnie spotkają i poniosę je z pełną odpowiedzialnością. Jednak nie znają Państwo sytuacji, która doprowadziła do takich zachowań. Prawie dwa lata w pracy byłem poddawany uporczywemu, długotrwałemu nękaniu, zastraszaniu, naruszano moje dobra osobiste, rozsiewano plotki, żyłem w ciągłym stresie i nikt nie chciał mi pomóc (pomimo zgłaszania sytuacji mojemu bezpośredniemu przełożonemu). Czułem się (i nadal tak się czuję) naznaczany za to, iż jestem aktywny w sferze naukowej, społecznej, życzliwy a jednocześnie wymagający w stosunku do studentów. Tylko dzięki wsparciu kilku bliskich mi osób nie dopadła mnie depresja czy inne zaburzenie psychiczne. Oczywiście nie chcę robić z siebie męczennika (uprzedzam ewentualne komentarze w tej kwestii). Nigdy nie wyrządziłem nikomu fizycznej krzywdy, choć wiem, że słowa też mogą ranić. Lektura wpisów wskazuje jednak, że Państwo Komentatorzy już „wydali” na mnie wyrok. Chciałbym jednak poprosić, żeby nie skreślać tego, co udało mi się w pracy naukowej i dydaktycznej osiągnąć z powodu paru komentarzy (nawet najbardziej nieprzyzwoitych). Takie zachowanie więcej na pewno się nie powtórzy. Będę panować nad emocjami i powstrzymam się od komentowania otaczającej rzeczywistości. Jeszcze raz przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Doktorze, błądzić jest rzeczą ludzką, życzę wszystkiego dobrego!

      Usuń
    2. Panie Doktorze, przepraszać powinien Pan swoich znajomych na FB. Iga

      Usuń
  24. Szanowny Panie, Czytelnicy, jestem przekonany, że sformułowania, jakie tu padły ze strony osoby, której zachowania w sieci stały się powodem także mojego, anonimowego dla niej - komentarza , stwarzają wiarygodną nadzieję na realną zmianę. Ja nie dociekam powodów tej sytuacji, gdyż nie dotyczy ona tylko i wyłącznie tej osoby, o czym pisałem w blogu, ale wierzę w człowieka i zdolność wyciągania wniosków na przyszłość. Czyż nie o to chodzi, byśmy w swoich działaniach mieli świadomość ich skutków? Dziękuję za powyższą deklarację. To dla nas wszystkich było trudne doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Profesorze, dziekuję za komentarz z 29.01.2015r. (godz. 16.20) - ogromna klasa i wyrozumiałość. Odpowiedź Pana Doktora bardzo mnie ucieszyła i wzruszyła, życzę mu spokoju, wyciszenia negatywnych emocji i oderwania się od toksycznego środowiska akademickiego, w którym przebywa (jesli zdoła).Trzymam kciuki za niego, bo wierzę, podobnie jak Szanowny Pan Profesor, w człowieka i jego dobroć, o czym tak pięknie mówił Jan Paweł II:
      "Zanim stąd odejdę, proszę was...
      - abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,
      - abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
      Proszę was:
      - abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości (...)
      - abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha (...),
      - abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest "największa", (...) bez której życie ludzkie
      nie ma ani korzenia, ani sensu.

      Usuń
    2. Pisze Pan Profesor, że " to dla nas wszystkich było trudne doświadczenie".Owszem,ale w tym draństwie - zauważmy - nie wszyscy byli draniami. Tymczasem w takim sformułowaniu . taka sugestia istnieje.Może warto by przerwać tę manipulację? Ja jestem za tym aby to zrobić. Nadto proponuję, aby na razie może powstrzymać się od wznoszenia pomnika dla deklarującego swoje nawrócenie i przepraszającego grzesznika. Tak będzie może sensowniej ...choć nie razi mnie wzruszenie serca z powodu nawrócenia.

      Usuń
  25. Pan doktor jeszcze bardziej pogrąża się. Pan kłamie i Pana wpis będzie dowodem na to, usprawiedliwiajac swoje chamstwo i prymitywne zachowanie oskarża Pan innych. Nie ma pan odrobiny honoru. Ten wpis pana zupełnie pogrążył jako człowieka i mężczyznę. Wstyd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, Anonimowy z 29.02.15 z godz. 23.47 potwierdza tylko nagonkę na Pana Doktora, Uderz z stół a nożyce się odezwą, chyba Anonimowy ma coś na sumieniu, Ludzie opamietajcie się!!Skąd w Was tyle nienawiści i jadu!!!Pan Doktor przeprosił, nikogo nie oskarża, może ma jeszcze czołgać się przed toksycznym środowiskiem, które doprowadziło go do takiego stanu emocjonalnego?Po wpisie z 23.47 zaczynam rozumieć Pana Doktora. Boże widzisz nie nie grzmisz - jak dobrze, że pracuję w otoczeniu ludzi miłych, którzy dają człowiekowi drugą szansę, bo widzę, iż Anonimowy z 23.47 ukamienowałby Pana Doktora i dopiero wtedy by mu ulżyło, to Anonimowy powinien się wstydzić nawołując do agresji....albo śnię, albo stalinizm powrócił ale w gorszej postaci

      Usuń
    2. Tak, tak ma Pan rację - powraca stalinizm.No, powiedzmy mocno złagodzona jego wersja. Problem w tym, że ten powrót dokonuje się za sprawą takich omamionych kultem dla nieograniczonej wolności i tolerancji nieszczęśników, których sporo na tym blogu. Stalinizm nie przeszedł - zauważmy - bo był okrutny i krwawy.Był jednoznaczny i wyrazisty. Łatwy - jako zło- do rozpoznania Natomiast nawrócony/skruszony akademik zwalczał te same wartości co Stalin ( Pana Boga i Kościół, biskupów itd)lecz inną metodą. Nie na silę. Bezkrwawo. Ironią i ośmieszaniem, wulgarnoscią. Ale robił dokładnie to samo (gdy idzie o wartości) co Stalin. Jak się okazuje jest to sposób bardziej skuteczny od tego co nazywamy stalinizmem.Ma swych obrońców pośród przyzwoitych ludzi . Do których i Pan zapewne się zalicza. I ta mutacja/wersja stalinizmu zwana bezkrwawą/podstępną rewolucją kulturową jest groźniejsza od wszystkich dotychczasowych rewolucji ...i może się skończyć tym razem sukcesem. Dzięki czemu? Przykłada do tego nieszczęścia rękę ( w jak najlepszej wierze , iż czyni dobrze) sporo pięknych /fantastycznych ludzi. Bez świadomości tego jakiej sprawie służą!. To prawdziwe nieszczęście , że się to i Panu przytrafiło. Może gdzieś Pan indziej o tym prędzej czy później więcej przeczyta. I wtedy się Pan zreflektuje, że zrobiono z Pana - proszę wybaczyć- tzw. "pożytecznego idiotę" . Z wyrazami szczerego współczucia - Niewyemancypowany teoretyk wychowania.

      Usuń
    3. Problem mobingu i defaworyzowania ludzi zdolnych, aktywnych i oddanych swojej pracy ma miejsce prawdopodobnie w wielu ośrodkach akademickich. To może budzić frustracje, prowadzić do nagromadzania się złych emocji i wubuchów gniewu...czasami przyjmujących wykraczające poza ramy przyzwoitości rozmiary...chyba wszystkim nam czasami brakuje spokoju, zrozumienia i akceptacji dla naszej pracy...takie czasy...

      Usuń
  26. Zwracam się tutaj nie do Szanownego Pana Profesora, lecz do Anonimowych komentatorów. Zapoznałem się z ich treścią i zastanawiam się, czy "kopanie leżącego" na prawdę jest sposobem podnoszenia swojego "ego"? Mam nadzieję, że Państwa sumienia są tak czyste, jak pełne ostracyzmu dla osoby tego antybohatera są komentarze, które zamieszczacie. Pomyślcie Państwo o tym...

    OdpowiedzUsuń
  27. Panie Profesorze,
    dziękuję za ten wątek. To takie cenne, że są Profesorowie, Pedagodzy Humaniści, którzy WOLNOŚĆ pojmują inaczej, niż się ją zwykło współcześnie przyoblekać w znaczenie.
    Nawiązując do literatury Profesora Lecha Witkowskiego –pamiętam, gdy u progu studiowania trafiłam na tekst, w którym Profesor Witkowski określił studentów jako "roje uczące się", co wywołało natychmiast mój Uśmiech, a zaraz później smutną refleksję. I tak sobie dziś myślę, że odrobina dystansu do nas samych w połączeniu z odrobiną krytycznego namysłu, i krytycyzmu, w niczym nam nie zaszkodzi, a jeśli może jeszcze pomóc odrzeć z iluzji - to chyba tym lepiej.
    Pamiętam też dobrze pewne zdanie, które wynotowałam 6 lat temu z wykładu Profesora Witkowskiego. Proszę mi wybaczyć osobisty wymiar komentarza, jednak wspomnienie to w kontekście przywołanego problemu wydaje mi się dość adekwatne. Spontaniczność jest bezrefleksyjna, budowanie tożsamości nie może mieć związku ze spontanicznością - zdanie to, porwane, wyrwane (najpierw z wykładu, później z pośpiesznie czynionych notatek), zapisałam sobie na małej karteczce i nosiłam zawsze przy sobie, w portfelu, by przypominało, JAK mam się "stawać", i brzmi w mej pamięci do dziś. Pamiętając, jak ważny udział w mym życiu miało to jedno zdanie, pragnę tylko nieśmiało zasygnalizować, jak ważną rolę pełnicie Drodzy Nauczyciele Akademiccy - Wy i Wasz język, w kształtowaniu tożsamości Waszych studentów.

    Z serdecznymi pozdrowieniami,
    - Aleksandra, UKW.

    OdpowiedzUsuń
  28. Szanowny Panie Profesorze. Ze smutkiem przeczytałam Pański tekst. Człowiek, który zachował się w tak nieodpowiedzialny sposób jest moim kolegą z pracy. Ciągle nie mogę zrozumieć, skąd biorą się w tak sympatycznej osobie tak złe emocje? Chciałam darować sobie komentowanie tej przykrej sprawy ale wydaje mi się, że ktoś przebrał miarę. W weekend byłam na naszym wydziale i O ZGROZO na jednej z tablic informacyjnych spostrzegłam przedrukowany i powiększony do rozmiarów sporej wielkości ogłoszenia Pański tekst dotyczący tej sprawy! Z odnośnikiem źródłowym (adresem Pańskiego bloga)! Jestem zniesmaczona i zdegustowana...i tak sobie myślę, że chyba jednak przekroczone zostały pewne granice. Nie próbuję usprawiedliwiać postępowania mojego kolegi, ale wydaje mi się oczywiste, że ktoś próbuje wykorzystać chwile słabości rzeczonego pana doktora do niszczenia jego osoby. Bezwzględnie i bez ogródek ”zawłaszczając” do swoich niecnych czynów Pański tekst. To chyba chwyt „poniżej pasa”. Nie wiem, czy pozwala Pan przedrukowywać artykuły z Pańskiego bloga, wydaje mi się jednak, że Pana profesjonalna, przenikliwa publicystyka nie potrzebuje takich „reklam”. Przecież napisał Pan, że blog jest Pana osobistym, a nie instytucjonalnym. Jednocześnie, trochę zaczynam rozumieć tłumaczenie się mojego kolegi, który czuje się w swojej pracy niedoceniany, prześladowany i szkalowany. Rzeczony pan doktor-pedagog zachował się bardzo źle, ale jak widać inni pedagodzy pracujący razem z nim również postępują niegodziwie. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, bo to jest również mój wydział....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwracam się do Pani, która w porywie szlachetnej koleżeńskiej solidarności broni sympatycznego kolegi z pracy. Widać, że ma Pani świadomość - co się chwali - że sprawa jest przykra. I Pani też jest przykro, bo lubi Pani swojego kolegę. Od biedy taki stan Pani ducha można by jeszcze próbować zrozumieć Ale jak się to ma do niekwestionowanego obiektywnego chamstwa tego żula. Prawdopodobnie do głowy by nigdy Pani nie przyszło, że ten uroczy menel prawdopodobnie wypełnia zlecone mu zadanie. W ramach doprowadzenia do tzw. zmiany społecznej/cywilizacyjnej/kulturowej ma testować odporność i granice wytrzymałości na swoje chamstwo, wulgarność itp. ze strony tzw. tradycyjnie/przyzwoitych ludzi. Zwłaszcza ma obserwować , czy będą oni (ci przyzwoici!) bronić Kościoła katolickiego. Słowem chcę powiedzieć : niech się Pani w związku z tym o losy tego eksperymentatora nie boi.On i jemu podobni są tzw. intelektualistami transformatywnym, czy jakoś tak się ich nazywa. , Ma możnych protektorów, którzy nie pozwolą mu zrobić krzywdy. Zrobił swoje i jak Judasz otrzyma swoją należną mu zapłatę... W takiej perspektywie niech się Pani raczej obawia bardziej o siebie. Mam bowiem poczucie, że zbyt łatwo/pochopnie przychodzi Pani wołać "O ZGROZO" i to w najmniej stosownym kontekście? Co? – wedle Pani jak ktoś jest Pani kolegą i bardzo sympatycznym menelem/żulem ( a to co napisał pozwala przecież na taką kwalifikację) to już nie wolno się przed nim bronić?. Mamy udawać, że: bez przesady!, a „niech ta”. Raczej nic się nie stało? Ot!, to takie tylko zwyczajne oswajanie, banalizacja chamstwa, prostactwa, wulgarności, itd. Myślę, że pora się przyzwyczajać …A komu to przeszkadza w czasach obowiązującej, nieograniczonej wreszcie wolności i tolerancji?, Komu? A co nie można już być, żulem, chamem, itp? – A wdzięk – to już się nie liczy? Mamy przecież wolność wyboru, a zwłaszcza – powtórzę – mamy tolerancję !. No, chyba coś mi się jednak trochę w tych wywodach „pokićkało” i nie wszystko udało mi się powiedzieć co bym chciała. Dodam może tylko, że chciałam – korzystając z genialnego narzędzie humanistycznego pana profesora Lecha Witkowskiego - pokazać dwoistość problemu chamstwa. I , że przecież świat nie jest znowu taki przejrzysty. Prawda? Kończąc: tak czy owak i tu mówię już bez najmniejszego migotania znaczeń. Mówię jednoznacznie: wara mi od mojego kolegi. I już ! Przypomniała z pewnym zaniepokojeniem o tych wszystkich oczywistościach/inaczej : Ania z Wrocławia – prawnuczka – Niewyemancypowanego teoretyka wychowania.

      Usuń
  29. Pani Aniu z Wrocławia. Wydaje mi się, że Pani wypowiedź potwierdza pewną prawidłowość. Ciągle nie potrafimy mówić o sprawach światopoglądowych bez emocji. Autor komentowanych przez Pana Profesora wpisów posunął się za daleko, ale tak, czy inaczej powinniśmy piętnować zachowanie, a nie osobę, nazywając ją "żulem" i "menelem". Właśnie dlatego, że nie zgadzamy się na takie zachowania powinniśmy zachować chłodny dystans i pokazać, że nie wszyscy-mówiąc o rzeczach trudnych-dajemy się sprowadzić do "parteru". Kasia ze Szczecina.

    OdpowiedzUsuń
  30. Pani Kasiu ze Szczecina - bardzo proszę mi pomóc zrozumieć oraz podpowiedzieć jak to zrobić ; aby oddzielić to łajdackie menelsko- żulowskie zachowanie, którego się (ponad wszelką wątpliwość!!!) dopuścił od Niego samego. Czyli od sympatycznego Pana Doktora - intelektualisty transformatywnego? Za okazaną pomoc z góry serdecznie dziękuję.W imieniu mojej prawnuczki Ani z Wrocławia - zapytuje Niewyemancypowany teoretyk wychowania.

    OdpowiedzUsuń
  31. Czy wiadomo już cokolwiek w sprawie pana doktora? Wyrzucono go, czy w dalszym ciągu toleruje się tego typu chamstwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Anonimowego z 27.02.2015, godz. 9.20 co to obchodzi, zajmij się Pan swoimi sprawami a nie mącisz, co za ludzie, nie macie swoich problemów, zostawcie człowieka w spokoju!!!

      Usuń