piątek, 16 stycznia 2015

Edukacja i kultura w świecie rozproszonych tożsamości








Zakład Edukacji Wielokulturowej i Badan nad Nierównościami Społecznymi Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu zorganizował dwudniową konferencję naukową na wskazany w tytule problem. Kierownikiem naukowym debaty jest pani prof. UAM dr hab. Agnieszka Gromkowska-Melosik, która wraz z zespołem współpracowników oraz zgłoszonych do czynnego referowania naukowców z kraju oraz z Republiki Czeskiej i Ukrainy przygotowała bardzo interesującą strukturę obrad. Sama wprowadziła nas najpierw w kulisy powstania w XIX w. i nadal obowiązujących założeń edukacyjnych oraz norm społeczno-kulturowych elitarnej szkoły Eton College, ilustrując zasady jej funkcjonowania i sukcesy uczniów odpowiednimi fotografiami czy fragmentami filmów.
(fot. A. Gromkowska-Melosik, A. Cybal-Michalska)















(fot.2. referuje B. Przyborowska)

Prof. dr hab. Beata Przyborowska z Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu analizowała kategorię tożsamości osoby w sytuacji innowacyjnej nawiązując do nauk społecznych i nauk o zarządzaniu. Zwróciła uwagę na to, że w społeczeństwach postnowoczesnych nauczyciele permanentnie funkcjonują w sytuacji hiperinnowacyjnej. Każda zmiana uruchamia opór, toteż niezwykle ważne jest to, by w kształceniu przyszłych nauczycieli kłaść nacisk nie tylko na przekazywanie im kompendium wiedzy z nauk pedagogicznych i psychologicznych, ale także przygotowywać ich do radzenia sobie w sytuacjach zmian, reform.

Prof. dr hab. Agnieszka Cybal - Michalska poświęciła swoje wystąpienie stylom tożsamości młodzieży w rzeczywistości "kruchej teraźniejszości". Coraz bardziej doświadczamy w naszej codzienności i wglądzie w wydarzenia na różnych krańcach świata jak wszystko to, co jest w nim realne, w wyniku dynamicznie zachodzących procesów, wydarzeń staje się w nim tymczasowe, doraźne, chwilowe. Każdy z nas zaczyna funkcjonować pod presją konieczności dokonywania wyborów w sytuacji, gdy i te są w znacznym stopniu pochodną losu. Nieustannie jesteśmy rozdarci między światem rzeczywistym i niepewnością, brakiem reguł, które sprzyjałyby osiąganiu dojrzałej tożsamości. Przybliżyła nam trzy style formowania się tożsamości młodego człowieka oraz zilustrowała ich rozkład wśród badanej młodzieży.


Prof. Uniwersytetu Wrocławskiego dr hab. Wiktor Żłobicki nawiązał w swoim referacie do pedagogiki Gestalt, której przesłanki wyzwalają inspiracje dla rozwoju wśród uczniów poczucia ich tożsamości podmiotowej. Tożsamość człowieka składa się z dwóch subsystemów: 1) tożsamości osobistej, czyli spostrzegania siebie jako kogoś niepowtarzalnego oraz identyfikowania się z celami i standardami osobistymi oraz 2) tożsamości społecznej, czyli poznawczego powiązania własnej osoby z innymi ludźmi danej społeczności oraz identyfikacji z ich celami, wartościami i zasadami postępowania.

Pedagog, który udziela wsparcia innym w ich rozwoju - jak mówił - może funkcjonować na czterech poziomach:
- od nieświadomości swojej niekompetencji,
- przez świadomość swojej niekompetencji,
- ku świadomości swojej kompetencji,
- do nieświadomości swojej kompetencji.


(fot. W. Żłobicki)

W tej części obrad referowała problematykę relacji między autorytetem a wychowaniem prof. dr hab. Alena Valisova z Uniwersytetu Karola w Pradze wskazując na wielowymiarowość pojęcia autorytet i potrzebę jego analizowania nie tylko z perspektywy nauk pedagogicznych, ale także psychologicznych, filozoficznych i socjologicznych. W dyskusji prof. Kazimierz Przyszcypkowski zwrócił uwagę na potrzebę ponownego uwzględniania w tych relacjach jawnej lub ukrytej formy przemocy.

Druga część obrad trwa, toteż przywołam z niej najciekawsze tezy w kolejnym wpisie.










10 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze. Jak Pan sądzi, jak sądzicie Czytelnicy tego blogu - ilu ludzi jest zainteresowanych takimi rozważaniami, konferencjami, dylematami, debatami, sporami, wątpliwościami, problemami egzystencjalnymi, ... ?
    Jestem bardzo ciekaw odpowiedzi.
    Z wyrazami szacunku
    Wiesław Mariański

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równie dobrze, można zapytać o to: po co naukowiec ma czytać prasę codzienną, tygodniki, miesięczniki, periodyki specjalistyczne, książki, chodzić do teatru, słuchać muzyki, oglądać filmy, serfować w Internecie, rozmawiać z badaczami innych dyscyplin naukowych itd.?
      Są konferencje, które skupiają setki uczestników (tu kwestia proporcji między ilością a jakością), są wąskospecjalistyczne, kameralne, interdyscyplinarne debaty o różnym zasięgu i skali zainteresowań. W odróżnieniu od konferencji organizowanych przez MEN czy podległe mu instytucje, naukowcy nikogo nie zmuszają do udziału w debatach naukowych, nie organizują ich z pieniędzy publicznych, z noclegami w hotelach pięciogwiazdkowych, nie selekcjonują doboru uczestników według kryterium poprawności politycznej i nie oczekują przyjazdu Prezydenta, Premiera czy ministra, by lokalne urzędasy mogły - jak w filmie Zanussiego "Barwy ochronne" - rywalizować w ukłonach. To nie są konferencje dla BMW.

      Usuń
  2. Świetna konferencja. Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem więcej: konferencja fascynująca. Żałuję, że mnie tam nie było, że w telewizji nie było sprawozdania lub nawet transmisji. Dlatego "nie zgadzam się" z odpowiedzią prof. Śliwerskiego na moje pytanie i wkrótce zamieszczę tu moją "polemikę".
      Dodaję jeszcze jedno pytanie: komu są potrzebne takie konferencje, debaty i rozważania o problemach egzystencjalnych, fundamentalnych, cywilizacyjnych ?
      CDN.

      Usuń
    2. Panie Wiesławie, media przyjadą, jak ktoś kogoś na takiej konferencji obrazi, wygwiżdże, pobije, albo gdy uczestnikiem będzie osoba niepożądana przez władze. Konferencjami naukowymi nie interesują się ministrowie, wiceministrowie i dyrektorzy departamentów, ani tym bardziej pełnomocniczki pani premier.
      Debaty na tematy egzystencjalne, aksjonormatywne, polityczne, społeczne, kulturowe są potrzebne nauczycielom akademickim, badaczom, bo muszą konfrontować własne zainteresowania poznawcze z tym, jak są one postrzegane przez innych specjalistów. Spotykamy się po to, by inni dali nam odpowiedź na pytanie, a przynajmniej pomogli w jej odnalezieniu, czy ma sens to, czym oni sami się zajmują, co właśnie badają lub o czym piszą kolejną rozprawę. To także źródło nowych perspektyw dla procesu kształcenia, pomocy w formacji tym, z którymi przebywamy, itd.

      Usuń
    3. Panie Profesorze, zdaję sobie z tego sprawę i ubolewam nad tym. "Nie zgadzam" się z Panem w tym sensie, że uważam, być może naiwnie, iż debaty na tematy egzystencjalne potrzebne są prawie wszystkim ludziom.
      CDN

      Usuń
    4. Przypisuje mi Pan pogląd, którego nie wygłosiłem. Nie wykluczam zainteresowania tymi debatami "wszystkich ludzi". Co jednak znaczy dla Pana kategoria "wszyscy"? Wszyscy Polacy? Wszyscy rodzice? Wszyscy nauczyciele? Wszyscy politycy? itd., itd., Kto czyta książki, czasopisma, ogląda programy publicystyczne, uczęszcza na spotkania z ekspertami? Nie bądźmy naiwni.

      Usuń
    5. Panie Profesorze. Oczywiście moje "nie zgadzam się" było naciągane i prowokacyjne, dlatego w cudzysłowie.
      Wracam do pytań: kto interesuje się fundamentalnymi problemami, kogo interesują debaty prowadzone przez uczonych ? Jakie określenia są tu dobre: wszyscy, każdy, prawie każdy, wielu, niewielu, prawie nikt ?
      Bliskie mi są dwie tezy:
      1. Debaty uczonych o problemach egzystencjalnych są potrzebne nam wszystkim, zwłaszcza teraz, gdy cywilizacja grecko-rzymsko-chrześcijańska zderza się z innymi kulturami, czasem bardzo gwałtownie i krwawo, z czasem bardzo banalnie, jak z kulturą zachłannej konsumpcji i rywalizacji.
      2. Problemami egzystencjalnymi interesuje się wielu ludzi, czasem wydaje mi się, że prawie wszyscy. Gdy w ubiegłym stuleciu byłem przez osiemnaście lat nauczycielem, widziałem, że dzieci uwielbiają rozmawiać o sprawach, które śnią się filozofom. Czasem miałem wrażenie, że im młodszy człowiek, tym bardziej chętny do rozważań i debaty. Będąc przez kilka lat, jak wielu innych nauczycieli, sprzedawcą domowym (domokrążcą), miałem okazję spotkać setki ludzi z różnych środowisk. Z perspektywy lat mogę powiedzieć, że wspólnym mianownikiem dla tych spotkań było bardzo żywe zainteresowanie trzema obszarami: zdrowiem i medycyną, szkołą oraz sensem życia. Jeśli dobrze nastawić ucho, to słychać, że każdy człowiek ma swoją filozofię i , co bardzo ciekawe, chce o tym mówić, jeśli ma po temu odpowiednie warunki.
      Sądzę, że o przyszłość nauk humanistycznych i humanistów w Polsce możemy być spokojni. "Oni wyżywią się sami". Natomiast powinniśmy się niepokoić się o nas, o zwyczajnych ludzi - nauczycieli, lekarzy, sprzedawców, polityków, informatyków, bankowców, aktorów, fryzjerów, górników, ... . Być może jesteśmy uczestnikami procesu odcinania zwykłych ludzi od świata nauki, myśli, sztuki i wartości.
      W przeszłości, w tradycyjnych społeczeństwach europejskich , transmisja idei i sporów uczonych i intelektualistów odbywała się poprzez kilka kanałów: elity, kościół, artyści, szkolnictwo. Niedawno dołączyły trzy strumienie: prasa, radio oraz najpotężniejsze medium - telewizja. Niestety, my Polacy, nie jesteśmy tradycyjnym społeczeństwem europejskim. Od dwustu lat odsuwamy się od mainstreamu. Przyczyną jest fatalny zbieg okoliczności składających się na zjawisko zaniku elit. Chaos i upadek ekonomiczny w XVIII wieku + rozbiory (wywózki, emigracja, zubożenie) + katastrofa II wojny światowej + największy cios: ponad 40 lat realnego socjalizmu. Zniszczenie elit można odczuć na każdym kroku. Żaden kraj starej Europy nie został tak ogołocony z ludzi, którzy mogliby być odbiorcami i przekaźnikami wartości, kultury i nauki. Zniszczenie elit ma też skutek odwrotny: zanikło podstawowe źródło dostarczające "materiału ludzkiego" dla kościoła, nauki, edukacji, polityki, mediów, sztuki.
      Skutek jest taki, że konferencja relacjonowana tu przez Gospodarza, wydaje się być sztuką dla sztuki i zabawą potrzebną tylko dla jej uczestników.
      Jak jest w innych krajach ? - Nie wiem. Słyszałem, że program prowadzony przez jakiegoś profesora w którejś niemieckiej telewizji cieszy się dużą popularnością. Nie wiem czy to prawda.

      ... ciąg dalszy w następnym kawałku


      Usuń
    6. Jak w odrodzonej Polsce działają wspomniane kanały transmisyjne ?
      Kościół - najlepiej.
      Elity - brak.
      Artyści - chyba nieźle, ale z jakim odbiorem - patrz niżej *
      Szkolnictwo powszechne - katastrofa *
      Szkolnictwo wyższe - chyba nieźle, ale za późno - * patrz wyżej
      Telewizja - katastrofa
      Radio - bardzo elitarne
      Prasa - odchodzi do lamusa ?
      Moim zdaniem mamy trzy olbrzymie i bolesne wyrwy: elity, szkoły powszechne i telewizja publiczna. Kiedyś myślałem, że TVP Kultura będzie nośnikiem idei i sporów. Oświata "odjeżdża" na boczne tory - nie przyciąga elit i nie tworzy elit. Największym dramatem są licea ogólnokształcące (określenie staje się ironiczne). Wiek licealny ma zasadnicze znaczenie dla rozwoju człowieka i wybory drogi życiowej. To czas gwałtownych inicjacji i fascynacji - nie tylko seksem, ale także filozofią, sztuką, religią, sprawiedliwością. Od tysięcy lat ludzie przed dwudziestką zaczynali pisać poezje, pochłaniać książki, buntować się, realizować dziwne pomysły. Nam udaje się niszczyć tę tradycję. Tworzymy nową: przygotowywanie do olimpiad, egzaminów i matury. Licea powinny dostarczać wam, profesorom, "materiał" ludzki zarażony fermentem umysłowym i duchowym. Polskie licea zabijają młodych ludzi i dostarczają do UAM, UJ, UMK, ... prawie zwłoki, które trzeba reanimować. Kim zostałby Kopernik lub Mickiewicz, gdyby teraz chodzili do zwykłego lub renomowanego liceum ?
      Znałem osobę, która miała ukończone cztery klasy szkoły podstawowej. Oglądając w TVP wykłady Leszka Kołakowskiego, mówiła: niewiele z tego rozumiem, albo prawie nic, ale bardzo lubię słuchać tego człowieka. Chcę słuchać mądrych ludzi, którzy mówią mądrze o ważnych sprawach, bo to jest dobre i piękne.
      Podobno każde narzekanie i marudzenie powinno być zakończone jakąś propozycją ("to co Pan proponuje ?"). Mam bardzo skromną i konkretną propozycję: kontynuować te wykłady. Skoro telewizja publiczna, czyli moja i twoja, może godzinami sączyć jad polityczny, to niechaj wygospodaruje jeden kwadrans w tygodniu, w dobrym czasie, żeby swoje "nikomu nie potrzebne" mądrości mogli sączyć filozofowie, pedagodzy, etycy, antropolodzy, .... . Sączenie, to jest naprawdę dobra metoda transmisji.

      Usuń
  3. Telewizja publiczna nie jest publiczna. Partie podzieliły między sobą kanały. Proszę spróbować rozmawiać z TVP .
    Dla nauki ważne jest dociekanie prawdy, a nie jej głoszenie. Jak uniwersytety stracą resztę wolności, to będzie rozwijać się w II obiegu. Polacy zawsze radzili sobie z totalitarną władzą nawet tą ubraną w szaty wolnego rynku.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.