poniedziałek, 12 stycznia 2015

Czy naukowiec to zawód?



Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uruchomiło w październiku 2014 r. kolejną akcję pod nazwą: ZAWÓD NAUKOWIEC. Jak informuje na swojej stronie: "Do roku 2020 Unia Europejska potrzebuje miliona naukowców. Rosną nakłady na naukę – w Europie i w Polsce (w 2015 r. nakłady na naukę z budżetu państwa - o 10 proc.). W naszej kampanii ZAWÓD NAUKOWIEC zachęcającej najzdolniejszych do wyboru tej drogi zawodowej zgodziło się wziąć udział jedenaścioro wybitnych polskich naukowców młodego i średniego pokolenia. To nasi Ambasadorzy Nauki. Ich sylwetki i dokonania prezentujemy poniżej. Patronuje nam Isaac Newton, a symbolem kampanii jest jego jabłko."

Istotnie, jesteśmy i powinniśmy być dumni z tego, że są w instytutach nauk medycznych, weterynaryjnych, technicznych, matematyczno-fizycznych, chemicznych, biologicznych a nawet humanistycznych (chociaż jest tu tylko archeologia i antropologia kulturowa) wybitni naukowcy młodego i średniego pokolenia, których odkrycia służą nauce i ludzkości. Można na stronie internetowej resortu zapoznać się z ich sylwetkami i osiągnięciami. Nie ma wśród nich przedstawicieli wielu dyscyplin naukowych - ekonomii, nauk o zarządzaniu, społecznych - socjologii, psychologii, politologii, nauk o Ziemi, prawnych, filologicznych, filozoficznych, historycznych itp.

Czy to oznacza, że zawód ten można przypisać przedstawicielom tylko części dyscyplin naukowych? Psycholog, socjolog, ekonomista, historyk, filolog, teolog, pedagog itp. już nie są zawodowcami w świecie nauki? Nie są tylko dlatego, że nie uczestniczą w międzynarodowych konsorcjach badawczych? Znam pedagogów, socjologów, psychologów, którzy nie tylko uczestniczą w międzynarodowych sieciach badawczych, ale i kierują takimi, a jednak nie zostali uznani i dostrzeżeni jako ZAWODOWCY W NAUCE. Czy to jest jedyny wyznacznik zawodowstwa w naszym kraju?

Czy nie tworzymy nowych podziałów w nauce na tych, którzy są ZAWODOWCAMI i tych NIE-ZAWODOWCÓW? To kim są wszyscy pozostali? Istnieją w Polsce instytuty tylko i wyłącznie naukowo-badawcze, a więc takie, których kadry zajmują się tylko i wyłącznie konceptualizacją i prowadzeniem badań laboratoryjnych, eksperymentalnych lub terenowych. Jest też Polska Akademia Nauk, której jednostki i kadry powinny służyć tylko i wyłącznie nauce. Tu jednak, na skutek rządowych decyzji, w wyniku których sprowadzono Akademię do roli żebraczej, część naukowców zaczęła już wiele lat temu walczyć o własne przeżycie i podejmowała się dodatkowego zatrudnienia w szkolnictwie prywatnym, często współtworząc je lub organizując w celach zarobkowych kształcenie III stopnia i studia podyplomowe. To kadry PAN zalicza się do naukowych zawodowców czy też nie?

Zastanawiam się nad kreowaniem w naszym społeczeństwie fałszywego obrazu rzekomo naszej profesji, która jest przecież realizowana nie tylko w wymienionych powyżej instytutach, ale także, chociaż nie przede wszystkim, w najlepszych uniwersytetach czy akademiach. Zatrudnieni w nich naukowcy realizują statutowe funkcje naukowo-badawcze swoich uczelni, ale także związane z kształceniem elit (także dla nauki) oraz zawodowców (studia I st.) nie tylko dla potrzeb polskiego społeczeństwa. Zawodowcem jest zatem tylko ten w białym fartuchu, z łopatką, skalpelem, lunetą czy mikroskopem?

Czyżby ministerstwo chciało w ten sposób uzasadnić, że są naukowcy i quasi-naukowcy? Moim zdaniem, ani jedni, ani drudzy nie są zawodowcami, bo bycie naukowcem, to coś znacznie większego i szerszego od zawodowstwa. Jak to jednak sparametryzować, by przeliczyć na kolejne miliony dotacji dla jednych, a żebractwa dla pozostałych?

Nie chcę i nie będę naukowcem w takim sposobie pojmowania tej kategorii. Jeśli bowiem zawodowstwo wiąże się z ludzką pracą, to dla mnie praca naukowa jest twórczością, w wyniku której ktoś staje się UCZONYM. Traktowanie nauki jako zawodu do zarobkowania, do zarabiania na codzienność jest redukowaniem naukowca do zaspokajania potrzeb rynku, oczekiwań władzy, interesów globalnych, wielkiej polityki czy kapitału światowych korporacji itp.

UCZONY tym różni się od NAUKOWCA, że skutek wewnętrzny jego pracy badawczej liczy się bardziej od skutku zewnętrznego. O wykorzystaniu skutku zewnętrznego pracy uczonego często decydują inni, albo go nie dostrzegają, przemilczają lub unikają. Sprowadzanie nauki do roli towaru a badań naukowych do komercyjnych usług, które podlegają prawom rynku, prowadzi do niszczenia cywilizacji, kultury, humanum. Naukowiec jako zawodowiec to - jak trafnie określa ks. prof. Michał Heller -"UPRAWIACZ NAUKI". (...) uczonym jest tylko ten, kto naukę traktuje jako życiowe powołanie. Względy koniunkturalne muszą być wtórne; trzeba się z nimi liczyć- życie bywa brutalne - ale nie można im pozwolić, by zapanowały nad wszystkim". (Jak być uczonym, Kraków 2009, s. 44-45)

13 komentarzy:

  1. Witam Profesorze,

    dziękuję za ten post, gdyż uświadamia mi i innym osobom interesującym się sektorem wiedzy w RP, iż staczamy się coraz bardziej w odmęty absurdu i szaleństwa.Zastanawiam się, czy jest to sabotaż? Wszyscy doskonale wiemy, jak nędzne środki finansowe przeznaczamy na sektor wiedzy, w relacji do krajowego PKB.Deklaracje polskich politykierów, że w 2020 r. owe nakłady wzrosną do 2% PKB, uważam za całkowicie absurdalne, gdyż już dzisiaj ledwo wiążemy koniec z końcem, aby przeznaczyć 0,86% PKB na szkolnictwo wyższe i 0,7 - 0,8% PKB na naukę.Kilka słów o Polskiej Akademii Nauk, a która jako jedyna ogólnopolska instytucja naukowa posiada dorobek naukowy i osiągnięcia na skalę światową, ale jakim kosztem.Rzeczpospolita Polska prowadzi wobec tej szacownej Instytucji Naukowej swoistą gospodarkę rabunkową.Kadry zatrudnione w Instytutach PAN nadal są najbardziej wyselekcjonowane, z pośród wszystkich pionów nauki polskiej.Natomiast kiepskie wynagrodzenia, szukanie dodatkowych etatów, to marnowanie przez polskie państwo owego intelektualnego potencjału, a jaki niewątpliwie istnieje w Polskiej Akademii Nauk.Obecnie akademicy przygotowują projekt nowelizacji ustawy z 30 kwietnia 2010 r. o Polskiej Akademii Nauk.Oczywiście zmiany mają usprawnić przepisy dotychczasowej ustawy, a która ma obowiązywać do 2022 bądź 2023 r. włącznie.Potem przewidziana jest kolejna, cyklicznie zresztą reforma PAN.Pierwszy scenariusz owej reformy zakładałby ewoluowanie PAN, w kierunku organizacyjno-strukturalno-prawnym zbliżonym do słynnego Max Planck Gesellschaft i właściwie byłby to scenariusz pożądany dla nauki polskiej, ale jest tutaj pewien problem dla władz państwowych, a mianowicie pełna niezależność polityczna takiej Instytucji Naukowej i oczywiście odpowiednie nakłady, z sektora finansów publicznych na badania stąd mało realny w sferze realizacji.Drugi scenariusz reformy związany byłby, z pozostaniem Polskiej Akademii Nauk tylko i wyłącznie klasyczną, tradycyjną korporacją uczonych na wzór Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, ale z możliwością realizacji grantów, wybranych projektów badawczych przy PAN.I ten scenariusz najprawdopodobniej jest możliwy, bo pieniędzy będzie coraz mniej, a Polska Akademia Nauk przy takim finansowaniu i gospodarce rabunkowej prowadzonej przez państwo po prostu straci swój dotychczasowy, olbrzymi intelektualny potencjał.Wniosek jest następujący, iż Polacy są głupi przed szkodą i po szkodzie niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni podzielam ten pogląd. To, w jak upokarzający finansowo sposób traktuje się PAN, źle świadczy o trosce rządzących i odpowiedzialnych za naukę. Chciałem zabiegać o powołanie Instytutu Pedagogiki PAN, by w Polsce były wreszcie prowadzone badania naukowe bez uwikłań politycznych, a dające odpowiedź na kluczowe problemy także polskiej oświaty. Niestety, prof. Z. Kwieciński uświadomił nam, że płace i środki na badania są na b. niskim poziomie, a tym samym nikt z tuz naukowych nie porzuci pracy w uniwersytecie na rzecz PAN. Tak więc koło się zamyka. Perspektywa przekształceń na wzór instytutów Maxa Plancka jest interesująca. Ciekawe, co na to władze PAN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Profesorze,

      na początku powiem, iż rządzący, a także w ogóle polska klasa politykierów, czyli z opozycją włącznie mają w nosie sektor wiedzy w RP.Uważam, że są to osoby delikatnie mówiąc pozbawione wyobraźni z elementarnymi brakami w edukacji itp.Wracając do Polskiej Akademii Nauk, to faktycznie były bardzo przychylne głosy, aby powołać do życia Instytut Pedagogiki PAN, ale niestety nie ma pieniędzy w MNiSzW, a jak słusznie stwierdził prof. Zbigniew Kwieciński, że płace i środki na badania są na b. niskim poziomie w Instytutach PAN.Natomiast w bieżącym roku powstanie Centrum Badawcze PAN w Jabłonnie pod Warszawą, a w planach mowa jest o budowie Instytutów PAN w Olsztynie i Białymstoku (dokładnie dwa instytuty).
      Jednak wszystkie one reprezentują inne dyscypliny i specjalności naukowe, niż nauki humanistyczne i społeczne, a które uchodzą za niedochodowe, nierynkowe itd.Odnosząc się do przyszłej, kompleksowej reformy Polskiej Akademii Nauk po 2022 bądź 2023 r. włącznie, to pewne rozwiązania zaczerpnięte z Max Planck Gesellschaft już wdrożono do Polskiej Akademii Nauk, ale fragmentarycznie np. nadzór administracyjny wiceprezesów PAN nad wydziałami PAN.Tutaj rzecz idzie o skopiowanie struktury organizacyjno - prawnej MPG w całości, a w stosunku do Instytutów PAN chodziłoby o większą integrację z korporacją najwybitniejszych polskich uczonych, a także o niezależny od MNiSzW budżet PAN.
      Idea ewoluowania PAN w kierunku MPG jest słuszna, ponieważ jest to jedna z najlepszych na świecie tego typu struktur badawczych, a już dziś częściowo zbliżona do PAN.Natomiast polskich politykierów, legislatorów, biurokratów trafia szlag, gdyż Polska Akademia Nauk byłaby Instytucją Naukową o charakterze non - profit, dotowaną z sektora finansów publicznych, posiadającą niezależny budżet, możliwości działania i niezależność polityczną, od świata polskiej polityki i centralnej administracji.Władze PAN zdają sobie dobrze sprawę, że marginalizacja, ubezwłasnowolnienie PAN, to stopniowy proces destrukcji całego sektora nauki w RP.Dlatego powyżej wspomniałem, czy jest to sabotaż? W jakim idiotycznym i chorym państwie żyjemy.Państwie, które nie ma przyszłości.Chciałoby się powiedzieć do polskich politykierów, legislatorów i biurokratów.Panowie/a widły i do gnoju.

      Usuń
  3. Nie za bardzo wiem o co chodzi w tym poście...Od 10 lat jestem chemikiem prowadzącym regualrne badania naukowe. Nie wybrałem tego zawodu z jakiegoś "powołania" a dlatego, że nic innego nie umiałem. Nie przepadam za swoją robotą, ale na moje nieszczęście wykonuję ją dobrze - tak przynajmniej twierdzi mój pracodawca (firma prywatna). Szanowny Panie Profesorze proszę wybaczyć, ale chodzę do pracy aby uczciwie zarabiać pieniądze (a płacą nieźle) a nie realizować jakąś misję uzdrawiania świata(?). Dla mnie to robota jak każda inna co jest zarazem odpowiedzią na zadane przez Pana pytanie. TAK naukowiec to zawód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest pan zawodowym naukowcem w odróżnieniu od tych, którzy jeszcze są uczonymi. Nie ma w tym nic złego.
      Asia

      Usuń
    2. Szanowna Pani Asiu,

      ładnie i trafnie ujęła Pani owe zagadnienie, a ja tylko dodam, iż uczonych mamy niewielu, bo dominują zawodowi naukowcy (rzemieślnicy), ale jest to naturalna kolej rzeczy.Ci pierwsi, to jednostki wybitne, a pozostali uprawiają rzemiosło.Niektórzy na swoje nieszczęście, jak przypadek Pana chemika powyżej.Czasami w życiu i tak bywa.

      Usuń
  4. Panie Profesorze,
    akcja, o której Pan pisze według mnie ma na celu spopularyzowanie nauki w potocznym rozumieniu tego słowa. To, że spośród jedenastu dyscyplin, tylko dwie są humanistyczne, potwierdza mit naukowca siedzącego w laboratorium. Humaniści nadal są kojarzeni z poetami siedzącymi pod gruszą w oczekiwaniu na natchnienie. Naszemu rządowi najwyraźniej nie opłaca się prowadzić akcji na tak szeroką skalę mającej na celu zmianę tego mitu, dla napędzania gospodarki na tę chwilę ważne są "(stereo-)typowe" dziedziny, dlatego te właśnie są reklamowane.
    Paulina Anacka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Paulino,

      powiem to żartobliwie, iż tymi siedzącymi pod gruszą, a szukającymi natchnienia są polscy politykierzy, legislatorzy i biurokraci, a którzy dumają i dumają, aby wdrożyć jakieś nowe, oryginalne, biurokratyczne rozwiązanie, które zdławi rozwój nauki polskiej.Pozostałe kwestie odnoszące się do akcji ZAWÓD NAUKOWIEC, to klasyczne deja vu, w wersji polskiej rzecz jasna.Silimy się na oryginalność w organizacji nauki, ale nie posiadamy pieniędzy, na jej funkcjonowanie i rozwój.Dziwny to kraj.

      Usuń
  5. Martwi mnie proces marginalizacji i zjawisko lekceważenia nauk humanistycznych. Czy słuszne jest moje odczucie, że w krajach "starej Europy" tak nie jest, że tam humaniści są mocno obecni w przestrzeni publicznej, że ich głos jest ważny i donośny, że są słuchani i doceniani ?
    Słyszę, że "tam" filozofia jest elementem edukacji przedszkolnej, że największe korporacje interesują się głosami filozofów, psychologów, socjologów, że zatrudniają ich, itd. itp.
    W Polsce utrwala się obraz humanisty, jako gawędziarza i felietonisty, który coś tam opowiada o swoich "filozofiach". Profesor, dziennikarz, pisarz, malarz - wszystko jedno, aby był medialny. Filozof, etyk, pedagog są zapraszani do zabrania głosu, gdy wydarzy się jakaś spektakularna katastrofa, typu morderstwo lub powódź. W jednej minucie ma odpowiedzieć na pytania w w rodzaju "dlaczego tak się dzieje ?" lub "jak żyć ?". Na niwie oświatowej spotykam się z lekceważeniem badaczy i uczonych, bo "oni się na znają", "są daleko os szkoły i życia", "bujają w obłokach i nic nie robią". Mam ochotę odpowiedzieć na takie opinie: tak, wymażmy z naszej świadomości zbiorowej i indywidualnej wszystko co powiedzieli i napisali ci "gadacze", poczynając od Sokratesa, a kończąc na żyjących profesorach - co wtedy zostanie, kim wówczas będziemy ? Kim wówczas będą, na przykład fizycy ? - naukowcami, którzy pracują po to, żeby powstał kolejny nowy model telefonu komórkowego, ... i nic więcej ?
    Mam wrażenie, że pogubiliśmy się w Polsce w wielu sprawach. Nasza cywilizacja i kultura jest oparta do dokonaniach humanistów. O tym uczymy się w gimnazjum i liceum. Czy to koniec naszej nauki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Wiesławie,

      uważam, że cywilizacja łacińska, europejska, zachodnia oparta jest na dokonaniach przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych, a które stanowią fundament kultury narodowej danego państwa, cywilizacji itd.W Rzeczypospolitej Polskiej postępuje proces marginalizacji szkolnictwa wyższego i nauki w ogóle.Szczególnie dotyczy to nauk humanistycznych, społecznych i badań podstawowych ogółem.Pana spostrzeżenia odnośnie roli humanistyki w życiu publicznym starej Europy są słuszne.Natomiast w RP sektor nauki jest lekceważony, poniżany, ubezwłasnowolniony - organizacyjnie, finansowo, kontrolnie itd. itp.Żyjemy w kraju, gdzie panuje chłopska, swojska demokracja, a która ulega także stopniowej klerykalizacji stąd sektor wiedzy jest i pozostanie wewnętrznym, urojonym wrogiem.Innym osobliwym zjawiskiem w RP jest nadzwyczajna promocja badań aplikacyjnych, stosowanych, ale z całkowitym pominięciem, negacją badań podstawowych.I mamy swoiste, polskie deja vu.Nigdzie w skali globu, nie ma takiego idiotycznego myślenia i prób jego realizacji.Czy to koniec naszej nauki ? Sądzę, że jeszcze nie, ale za 10 - 11 lat poznamy pierwsze owoce, wyniki polskiego deja vu w sektorze wiedzy RP.Generalnie jesteśmy zaściankowym krajem o ewidentnej strukturze agrarnej.
      Maciej

      Usuń
  6. Panie Macieju. Dobrze, że Pan przypomniał o naszych agrarnych korzeniach, zupełnie innych niż w "tamtej" Europie. Jan Szomburg określa to mianem "mentalność folwarczna". To jest jeden z hamulców naszej demokracji i gospodarki. Z mentalnością folwarczną mamy do czynienia wszędzie - w mikrofirmach, w samorządzie lokalnym, w wielkich korporacjach, w partiach politycznych i w rządzie. Specjalnie nie wspomniałem o szkołach i całym systemie oświaty, bo tu chyba jest coś więcej - tu trudno mówić o mentalności folwarcznej, to jest po prostu system folwarczno-pańszczyźniany w fazie pełnego rozkwitu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Wiesławie,

      zgadzam się, iż owa mentalność folwarczna jest jednym z hamulców polskiej demokracji i gospodarki.Faktycznie jest wszechobecna w życiu RP.Obawiam się, że przyczyni się również do upadku, bankructwa polskiego państwa, a które według mnie winno nastąpić za 11 - 12 lat, ale warto tutaj dodać, iż naród polski będzie trwał dalej, w tej mentalności folwarcznej, ale już bez własnego państwa.Winą za zaistniały stan rzeczy naród polski obarczy innych, jak chociażby Rosję, Niemcy, Czechy, Francję itd. itp.Powiem Panu, że irytuje mnie postawa moich rodaków względem państwa, prawa, szkolnictwa wyższego, nauki, edukacji bądź służby zdrowia, gdyż owa postawa jest pełna pogardy do wszystkiego, co jest jeszcze państwowe.Nieuzasadniona wyższość własności prywatnej nad państwową, to kolejny element tej układanki prowadzącej do upadku RP.Właściwie jest to smutne, bo niebawem będziemy kolonią, śmietniskiem Europy, a naród polski będzie trwał dalej, w pogardzie względem jakiejkolwiek państwowości polskiej.

      Usuń
  7. Cała ta kampania to jest pic na wodę. Większość naukowców nie ma funduszy żeby takie badania prowadzić. U nas zabrakło pieniędzy, żebyśmy wzięli udział w konferencji z okazji XX lecia naszego wydziału - będą więc sami zewnętrzni goście. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić tych wszystkich ambasadorów nauki, że oni faktycznie robią te wielkie rzeczy za 3-4 tys. miesięcznie.

    OdpowiedzUsuń