wtorek, 25 listopada 2014

Jaka edukacja, taka demokracja



Była ministra edukacji Katarzyna Hall stawia poważne pytanie: Oddaliście głos nieważny? Dlaczego? i zaraz na nie odpowiada: Przyczyną rosnącej liczby głosów nieważnych, wcale nie musi być rosnąca liczba osób niemądrych, które nie rozumieją procedur wyborczych, ale rosnąca liczba osób świadomie wymagających od kandydatów większego zaangażowania.

Ma absolutną racę, o czym mówiłem pani minister w dn. 15 października 2008 r. w trakcie zwołanej przez Marka Michalaka - Rzecznika Praw Dziecka w Warszawie debaty na temat kształtu i konsekwencji obniżenia wieku szkolnego. Wzięli w niej udział także przedstawiciele środowisk naukowych, samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych i rodziców. Wówczas powiedziałem o tym, że spór władzy centralnej ze społeczeństwem, w tym władz resortu edukacji z rodzicami będzie się nasilał, skoro polskie szkolnictwo nie zostało poddane uspołecznieniu, oddolnej kontroli obywatelskiej. Błędem było zlekceważenie przez MEN rodziców oraz naukowców, pedagogów wczesnoszkolnych, którzy jednoznacznie wskazywali na toksyczność obniżenia wieku szkolnego naszych dzieci. Nie wolno regulacjami prawnymi wdrażać zmian strukturalnych w oświacie, które są sprzeczne z uwarunkowaniami psychorozwojowymi dzieci. Maluchy nie powinny być ofiarami reform tylko dlatego, że rząd szuka ratunku dla ZUS-u. Takie bowiem było prymarne uzasadnienie tej zmiany: im wcześniej dzieci zostaną objęte obowiązkiem szkolnym, tym szybciej pójdą do pracy.

Platforma Obywatelska stała się formacją antyobywatelską, której politycy uważają, że można prowadzić eksperyment na dziecięcych duszach nie obawiając się jego skutków, gdyż ci, którzy podejmowali kluczowe decyzje, za kilka lat nie będą już obecni na scenie politycznej. Niektórych już nie ma. Powołanie przez minister K. Hall w styczniu 2008 r. Rady Edukacji Narodowej było rozwiązaniem kompromitującym ideę demokratyzacji oświaty. Wprawdzie należały się słowa uznania, że była pierwszym ministrem, który wreszcie doprowadził do powstania tego organu, ale jego skład zaprzeczał założonym funkcjom tego organu. To nie jest organ kontroli społecznej, organ opinii społecznej, tylko ciało dekoracyjne władzy centralnej. Ta Rada nigdy się nie spotkała i nie zajęła stanowiska w kluczowych i konfliktogennych zmianach edukacyjnych. Tak rozwija się w tym kraju ORGANOKRACJĘ POSPOLITĄ.

MEN wraz z podległymi sobie kuratorami oświaty lekceważyło procesy angażowania uczniów, rodziców i nauczycieli w czynną demokrację, bezpośrednią, lokalną, bo ma świadomość tego, że projekty reform musiałyby być zdezawuowane przez kompetentnych sędziów, ekspertów, znawców problematyki szkolnej. Dlatego po 25 latach finalizujemy polską wolność i demokrację - pseudodemokracją, demokraturą proceduralną, obciążoną pozoranctwem, niechlujstwem, korupcją, partyjnym kolesiostwem, brakiem kompetencji osób powoływanych i zatrudnianych (zgodnie z linią partyjnej poprawności i afirmacji) w resorcie, instytucjach centralnych oraz organach terenowych władz oświatowych. Dlaczego mieliby się angażować, skoro wiedzieli, że określone funkcje, role należą im się z tytułu usłużności. To inni mają pracować na nich.

Reformy MEN zostały narzucone polskim dzieciom i nauczycielom z góry, wbrew logice, fundamentalnej wiedzy z psychologii rozwojowej dziecka i dydaktyki wczesnoszkolnej, ale z wykorzystaniem całego aparatu propagandy medialnej do wdrażania patologii (zob. poniższy mem polityczny). Samorządności, demokracji trzeba uczyć się od małego - najpierw w domu przez włączanie dzieci do czynnej odpowiedzialności za własną przestrzeń (pokój, miejsce do uczenia się i zabawy itp.), następnie w przedszkolu przez angażowanie dzieci w czynności samoobsługowe - indywidualne i zespołowe, a wreszcie w szkole - przez stwarzanie im warunków do niekłamanej samorządności, do autentycznego współdecydowania o sprawach społeczności klasowej (a z biegiem doświadczeń - ogólnoszkolnej i oświatowej).


Niestety, jak władza organizuje w dn. 1 czerwca - w gierkowskim stylu - Sejm Dzieci i Młodzieży, by "polizały" demokrację przez szybkę, to trudno spodziewać się obywatelskiego zaangażowania Polaków. Elity polityczne zdewastowały scenę oświatowej demokracji w naszym kraju przyzwalając latami na błędy, fałszywki, pozory i manipulacje. W rzeczy samej, o czym już pisałem, władze lekceważą głosy i opinie uczących się, a w zamian powołują przy MEN - rady, zespoły, fora, komitety, byle tylko znalazły się w ich składzie osoby poprawne politycznie, usłużni eksperci, bezkrytyczni doradcy itd.,

Dlatego część Polaków ma już dość zdrady solidarnościowego etosu, przyzwoitości, rzetelności i profesjonalizmu, które są już widoczne niemal w każdym obszarze funkcjonowania państwa i ich życia. Ktoś słusznie wywiesił na PKiN napis: "Wszystkich nas nie zamkniecie!". W PRL zamykano do więzień, w III RP "zamyka się" obywatelom drzwi do demokracji, co dość wymownie wyraziła w spocie wyborczym premier rządu. Tak, tak, już spierać się nam nie wolno, nie należy mieć odmiennego zdania od władzy tym bardziej, kiedy ta działa w sposób sprzeczny z interesami własnego społeczeństwa i kraju. Dokładnie w tej samej stylistyce komunikowały się z Polakami władze reżimu socjalistycznego w okresie PRL. Nie pamiętacie tych apeli o spokój, o ład, o interes narodowy, o przestrzeganie prawa itd.?

Dariusz Chętkowski - bloger "Polityki", felietonista "Głosu Nauczycielskiego", autor świetnych książek o drugim życiu szkoły, a zarazem nauczyciel języka polskiego XXI LO w Łodzi w swoim przedwyborczym wpisie pt. "Wybory bez młodzieży" odnotował m.in.:

"Z niepokojem obserwuję w szkole totalny brak zainteresowania wyborami. Pocieszam się, że jako nauczyciel dostrzegam tylko kilka procent tego, czym zajmują się uczniowie. Liczę, że młodzież pasjonuje się polityką, ale po kryjomu. A może jednak źle liczę? W tym tygodniu zacząłem trochę tropić, nasłuchiwać, wtapiać się w tłum i obserwować. Miałem nadzieję, że nakryję uczniów na rozmowach o wyborach. Wczoraj udało się namierzyć grupkę, która rzucała bardzo krwawym mięsem. Wulgaryzmy były tak dużego kalibru, że byłem pewien, iż rozmowa dotyczy działalności polityków. Dokładnie w ten sam sposób rozmawiam z rówieśnikami o większości kandydatów do przejęcia władzy w mieście." Posmutniał, kiedy okazało się, że licealiści (cóż za zwulgaryzowana "inteligencja" nam rośnie?)wcale nie rozmawiali o wyborach.

Tymczasem jeden z komentatorów tego postu napisał: ync 19 listopada o godz. 5:01 Czego oczekujecie ? Przez dwanaście lat edukacji szkoła uczy i ćwiczy dzieci i młodzież, że nie warto zabierać głosu i być aktywnym, a my oczekujemy od młodych dorosłych frekwencji, aktywności i partycypacji. Jaki poziom szkolnictwa, taki poziom frekwencji wyborczej. Ślepota starych dorosłych, w tym szczególnie polityków, dziennikarzy i nauczycieli, jest nadzwyczajna.


Otóż to. Młodzi widzą, jak są traktowani, jak władze reagują na protesty ich rodziców, a w kilka dni później przekonali się, jak skandaliczna była organizacja tegorocznych wyborów samorządowych. Opozycja w kraju, w Parlamencie - bez względu na opcję polityczną - została zmarginalizowana, bowiem widać to w komisjach, którymi rzekomo ona kieruje. Owszem, przedstawiciel opozycji jest przewodniczącym komisji (marginalnych z punktu widzenia rządzących), ale jej skład jest rządowo większościowy, więc czego uczymy naszą młodzież? W obszarze edukacji i szkolnictwa wyższego jest to już coraz bardziej widoczne.


Kto dostał się do władz samorządowych? Medialni idole: Dariusz Dziekanowski - b. piłkarz reprezentacji Polski i Legii Warszawa, który startował w warszawskim okręgu nr 3 z list Platformy Obywatelski i wszedł w skład Sejmiku Mazowsza; Piotr Pręgowski - aktor z serialu "Ranczo", który startował z list PSL do sejmiku kujawsko-pomorskiego; Marek Citko - b. piłkarz, który dostał się do sejmiku województwa podlaskiego czy Anna Palka - policjantka z serialu "W-11". Będzie radną gminy Babice. Nie dostały się inne medialne VIP-y, jak m.in.: Dorota Zawadzka ("Superniania"), Andrzej Rosiewicz czy Bartłomiej Bonk - brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie w podnoszeniu ciężarów.

Rację ma prof. Witold Kieżun:


Każda władza polityczna, każdy z wyłanianych przez nią rządów w wyniku demokratycznych wyborów jest od tego, by nie tylko dbać o stan zastany edukacji wraz z jej historią, tradycją i kulturą, ale także ją reformować, zmieniać, nie tylko dostrajać do zmieniających się warunków życia w globalnym świecie, ale działać przewidująco i wyprzedzająco, by edukowane dzisiaj młode pokolenia były przygotowane do życia w przyszłości.

Niestety, najłatwiej jest mówić, że przyszłość jest nieoczywista, nieprzewidywalna, niedookreślona, a zatem trzeba kurczowo trzymać się władzy, by utrwalając i lekko „pudrując” polskie szkolnictwo odpowiadać na populistycznie rozbudzane i podgrzewane potrzeby społeczne, które niewiele mają wspólnego z edukacją w jej ścisłym tego słowa znaczeniu. Edukować bowiem to podnosić stan czyjegoś rozwoju na coraz wyższe poziomy, wspomagać, wzmacniać potencjał rozwojowy człowieka bez względu na jego wiek, płeć, wyznanie, stopień sprawności, zdrowia itp. Przemocą bowiem jest wszystko to, co uniemożliwia czy ogranicza potencjalny rozwój osoby.

(źródło memów: - facebook_1416766679689_resized.jpg; facebook_1405681401952.jpg; facebook_1405681401952.jpg)



5 komentarzy:

  1. Witam Profesorze,
    podzielę się swoimi skromnymi przemyśleniami na temat demokracji polskiej, Trzeciej Rzeczypospolitej i obecnej władzy.Demokracja polska, a która funkcjonuje w sensie instytucjonalno-polityczno-prawnym, od ponad 25 lat jeszcze niedojrzała i nieokrzepła na tyle, aby można było wdrożyć solidarnościowy etos, przyzwoitości, rzetelności i profesjonalizmu.Trzecia Rzeczpospolita Polska dojrzewa do bycia właściwie rozumianym państwem demokratycznym, ale nie jest pozbawiona patologii i uchybień.Dlatego istotna jest tutaj konstruktywna krytyka płynąca z różnych warstw i środowisk społecznych pod adresem rządzących i kreujących zarazem politykę państwa we wszystkich kluczowych obszarach życia.W odniesieniu do obecnie rządzących, to powiem, że pomimo ułomności, braku solidarnościowego etosu i profesjonalizmu, stanowią gwarant utrzymania demokracji parlamentarnej w RP.Mam świadomość, że owa demokracja wymaga pracy, naprawy, dobrej organizacji, ale winna być dla nas dobrem wspólnym, a które trzeba chronić i pielęgnować.Natomiast opozycja polityczna (PiS) dryfuje, w kierunku modelu państwa stanu wyjątkowego, gdzie demokracja jest tylko fasadą.Stan wyjątkowy wprowadza podziały, chaos i destabilizację obecnego porządku i ładu społecznego.Realna władza pozostanie w dłoniach wodza i jego drużyny.Państwo stanu wyjątkowego cechuje wielka gra pozorów, gdyż formalnie aparat biurokratycznego państwa zostanie utrzymany, ale równolegle do niego powstanie aparat partyjny, a który zdominuje z czasem ten pierwszy.Dlatego bądźmy ostrożni Profesorze, a ja doskonale pamiętam lata 2005-2007.Była to zaledwie próbka pewnego niedokończonego szaleństwa.I niech tak pozostanie.Reasumując, zmieniajmy razem RP stopniowo i chrońmy demokrację przed tymi, którzy są gotowi ją podpalić.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Maluchy nie powinny być ofiarami reform tylko dlatego, że rząd szuka ratunku dla ZUS-u. Takie bowiem było prymarne uzasadnienie tej zmiany: im wcześniej dzieci zostaną objęte obowiązkiem szkolnym, tym szybciej pójdą do pracy."

    Wybaczy Pan, ale to bzdura.
    Oznaczałoby to, że rząd myśli w perspektywie kilkunastu-kilkudziesięciu lat naprzód. Żaden kadencyjny demokratyczny rząd nie ma tak odległej perspektywy. Krótko- i średnioterminowe skutki akcji "maluchy do szkół" są przeciwne i obciążają budżet: dając "darmową" szkołę dzieciom w wieku, w którym dotąd rodzice płacili za przedszkola, albo sami zajmowali się dziećmi. Stokroć prostszym sposobem byłoby skrócenie obowiązkowej powszechnej szkoły z 13 lat do 12 albo i mniej. Pamiętajmy, że zmianie "sześciiolatki do szkół" nie towarzyszy obniżenie górnej granicy (18 lat) obowiązku nauki, ani regulacje, pozwalające podejmować 17-latkom regularną pracę.

    Podobnie jak Pan nie pałam entuzjazmem do tej zmiany -- jednak widzę za nią zupłnie inne źródło: przypodobanie się ZNP i uniknięcie problemu nauczycielskich protestów, jakie spowodowałaby redukcja zarudnienia, wynikająca z demografii -- obniżania się liczebności kolejnych roczników dzieci.
    Cóż: siła głosów nauczycieli i ich rodzin jest dużo większa, niż siła głosu rodziców 6-latków, a tym bardziej, niż siła głosu tych, którzy mieliby brać emerytury ZUS za 15 lat, a jednocześnie dziś są w stanie przeanalizować skutki dzisiejszych zmian dla ich przyszłych emerytur.




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to też nielogiczne- nauczyciele, stracą pracę, bo dzieci będą się uczyć o rok krócej. Po krótkotrwałej górce, znów będzie niż. A od tego momentu w przedszkolach będą już tylko 3 a nie 4 roczniki

      Usuń
    2. Nielogiczne?

      Gdy znów będzie kolejny głębszy niż, to rząd wymyśli coś nowego jako kiełbasę wyborczą dla nauczycieli, choćby dwóch nauczycieli w klasie albo zmniejszenie liczebności klas.

      Ta akcja ma jednak nie "krótkotrwałą" górkę, tylko trwającą 12 lat. Ani rząd ani ZNP nie myślą w dłuższej skali.
      Przez następne 12 lat w dwunastoletniej szkole będzie 13 a nie 12 roczników. By to obsłużyć potrzeba 8% więcej (około 40 tysięcy) nauczycieli.

      A kto się przejmuje zmniejszeniem zapotrzebowania na przedszkola? S.Broniarz? Czy J.K-R? Przecież to tylko wygoda dla rządu, bo ludność przestanie wybrzydzać, że przedszkoli jest za mało i nie tak łatwo zapisać dziecko do państwowego (dotowanego) przedszkola.
      Zresztą przedszkolanki rzadko należą do ZNP - w przeciwieństwie do nauczycielek 1-3.

      Usuń
    3. Skrajny idiotyzm i nieznajomość szkoły! Teraz przyjęto pewną ilość nauczycieli nauczania początkowego, przyjmie się jeszcze w tym roku. Już za 2,5 roku zdublowany rocznik zacznie opuszczać nauczanie początkowe, wtedy się będzie w krótkim czasie zwalniać masowo nauczycieli nauczania początkowego, a przyjmować nauczycieli klas IV-VI! by po kolejnych 3 latach masowo ich zwalniać. I tak aż do liceum ... ;-)

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.