niedziela, 26 października 2014

Sześciolatki w toksycznej szkole


(źródło: IMG_8069848615339.jpeg)




W mijającym tygodniu finalizowały swoje studia egzaminem magisterskim dwie moje magistrantki z Wydziału Pedagogicznego Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Obie od dwóch lat już pracują - jedna w przedszkolu, a druga w szkole. Mogłoby się wydawać, że jak ktoś składa egzamin w październiku, to zapewne należy do najsłabszych studentów. Błąd albo stereotyp. Jedni wolą, a inni muszą jeszcze dopracować własną pracę dyplomową. Jednym się spieszy, by ukończyć studia w terminie, a innym nie, gdyż mają zupełnie inne plany np. związane z wyjazdem do innego kraju.

Coraz częściej jest tak, że stacjonarni studenci włączają się do zawodu nauczycielskiego czy terapeutycznego dzięki uczęszczaniu na praktyki pedagogiczne do placówek oświatowo-wychowawczych. Egzamin magisterski jest ukoronowaniem ich studiów, ale także znakomitą okazją dla wydziałowej komisji do wspólnej rozmowy, dialogu, kiedy magistranci odpowiedzą na protokołowane pytania formalne, akademickie.

Tak też stało się i teraz. W toku poegzaminacyjnej rozmowy z absolwentką studiów okazało się, że jest nauczycielką wspierającą w liczącej ok. 700 uczniów w jednej ze szkół podstawowych w stolicy. Już z liczby uczniów wynika, że jest to szkoła publiczna. Ze względu na jej lokalizację, gdyż znajduje się na dużym osiedlu, szkoła prowadzi kilka oddziałów dla pierwszoklasistów, przy czym udało się ich rozdzielić zgodnie z wiekiem do monogamicznych struktur klasowych. Tak więc, są osobne klasy pierwsze dla sześciolatków, osobne klasy pierwsze dla siedmiolatków i osobne klasy "zerowe" (status oddziałów przedszkolnych) dla sześciolatków.

To, co dzieje się od początku września, woła o przysłowiową pomstę. Sześciolatki nie są dojrzałe do uczęszczania do szkoły, która nie jest do tego odpowiednio przygotowana i być nie może. Nie wystarczy bowiem wydzielić na najwyższym piętrze budynku jego część, która będzie zarezerwowana tylko dla maluchów, gdyż - czy tego chcemy, czy nie - muszą one przebywać w gmachu niedostosowanym do psychiki jeszcze niedojrzałego emocjonalnie i społecznie dziecka. Wielki, obskurny, nieestetyczny z zewnątrz i wewnątrz gmach odstrasza dzieci, a wchodząc do szkoły natrafiają na nieprawdopodobny hałas na korytarzu szkolnym.

Jeszcze kilka miesięcy temu pięciolatki uczęszczały do przedszkoli, których budynki są małe, wejście do nich przyjazne, niemalże domowe, a korytarze i sale do zajęć znajdują się w bliskiej odległości, toteż nie ma problemu z przejściem z jednej grupy do drugiej w sytuacji nagłej epidemii i konieczności połączenia zespołów dziecięcych. Przedszkolaki po prostu znają się nawzajem, wiedzą, które dziecko jest z której grupy. Nie odczuwają lęku przed obcością, bo te placówki mają strukturę willową, wielorodzinnego domu. Każda sala do zajęć jest zupełnie inaczej urządzona, wyposażona, w ciepłym kolorze ścian, z ergonomicznymi mebelkami i pełna zabawek, gier dydaktycznych, pomocy do indukcyjnego poznawania świata.

Proszę zajrzeć do wielkich szkół publicznych, liczących ponad 300 uczniów, a przekonacie się państwo, jak w takich molochach mogą czuć się maluchy, które nie są jeszcze dojrzałe psychicznie i społecznie do funkcjonowania w tak dużej i zimnej przestrzeni. Co gorsza, dzieci mają w klasach stoliki ustawione klasycznie, w rzędach, frontalnie do tablicy, nawet tej interaktywnej. Od pierwszej klasy uczą się zatem w warunkach, które są doskonałym sposobem na zniechęcanie do szkoły i uczenia się pomimo dużej serdeczności większości nauczycielek.

Kilka sytuacji z ostatnich dni w takiej szkole, które dobrze ilustrują krzywdę, jaką wyrządzono sześciolatkom (co ciekawe, nie są to jednostkowe przykłady, gdyż coraz częściej rodzice wrzucają do Fb albo memy, albo fotografie własnych pociech w tym wieku):

1) Przy wejściu do szkoły, codziennie słychać przeraźliwy płacz niektórych sześciolatków, które boją się wejścia do budynku i pozostania w nim przez pół dnia. Płacz - jak mówią sami rodzice - spowodowany jest lękiem, czy aby nie zostaną w tej przestrzeni same, czy rodzice przyjdą po nie, by zabrać do domu? Moja studentka opowiadała jak od 6 tygodni niektórzy rodzice muszą wprowadzać za rękę swoje dziecko na II piętro szkoły, bo inaczej nie uda się ono ani ze swoimi rówieśnikami, ani nawet z nauczycielką do własnej klasy;

2) Zdarza się, że niektóre sześciolatki udając się do toalety (z której korzystają przecież także uczniowie innych, starszych klas) nie chcą do niej wejść, tak silny mają lęk przed obcością, różnicą wieku czy brakiem estetyki i warunków higienicznych (np. brak papieru toaletowego). Są dzieci, które mówią, że za nic na świecie nie załatwią się w szkole, toteż zdarza się im moczenie (a to wzmaga poczucie wstydu i jeszcze większy lęk);

3) Dzieci absolutnie nie chcą ze sobą współpracować w klasie, gdyż co chwila jedno, drugie, trzecie itd. zabiega u nauczycielki o głaski, o przytulenie, o to, by mogło trzymać swoją panią za nogę, być blisko niej, gdyż to ona zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa. To sprawia, że nauczycielki mają problem z realizacją programu kształcenia, bowiem aktywność opiekuńcza przeważa nad dydaktyczną;

4) Pojawia się panika, kiedy dzieci muszą podporządkować się akcjom całej szkoły np. próbnemu alarmowi przeciwpożarowemu. Są takie, które nie chcą wyjść z klasy, nie rozumieją, dlaczego miałyby uciekać drogą ewakuacyjną, itp.

5) Dzieci pytają w czasie przerwy o to, gdzie jest piaskownica, gdzie są huśtawki i zjeżdżalnia, gdzie mają spędzać czas wolny od zajęć, skoro szkoła nie posiada placu zabaw dla maluchów. Przed budynkiem? Na betonie?


6) nauczycielki odnotowują u dzieci bardzo niski poziom koncentracji uwagi, co utrudnia kształcenie, alfabetyzację sześciolatków. Są dzieci, które zasypiają w klasie. Są takie, które nie są w stanie odrobić pracy domowej.

Wśród 33 uczniów z dwóch klas pierwszych - po przeprowadzonych przez studentkę badaniach - okazało się, że aż 22 jest zagrożonych ryzykiem dysleksji. Wśród 11 uczniów tylko dwie dziewczynki uzyskały we wszystkich sześciu sferach: motoryce małej, dużej, funkcjach wzrokowych, językowych – ekspresji, percepcji bądź uwadze - wynik w normie. Reszta uczniów, przynajmniej w jednej ze sfer, uzyskała wynik pogranicza lub umiarkowanego ryzyka dysleksji.

Według badań profesor Marty Bogdanowicz - największe deficyty u dzieci występują w sferze percepcji językowo – słuchowej, co uniemożliwia skuteczną naukę czytania i pisania. W badaniach mojej studentki ta teza również została potwierdzona. W grupie dzieci ryzyka dysleksji u wszystkich badanych obserwuje się znaczne trudności w tej właśnie sferze. Dzieci takie mają problemy z odróżnianiem głosek w nagłosie, śródgłosie, wygłosie, przekręcają wyrazy w zdaniach oraz źle formułują swoje wypowiedzi. Dlatego też bardzo ważna jest stymulacja tej sfery oraz wdrożenie ćwiczeń logopedycznych tej sfery.

Faktem niepokojącym jest również wysoki odsetek dzieci, które maja problem z koncentracją uwagi co znacząco wpływa na ich poprawne funkcjonowanie w czasie zajęć oraz na późniejsze wyniki w nauce. Zdiagnozowane sześciolatki mają duże problemy w zakresie motoryki małej oraz dużej, źle posługują się nożyczkami oraz mają nieprawidłowy chwyt narzędzia pisarskiego. Nie radzą sobie również w czynnościach samoobsługowych takich jak, zapinanie guzików czy wiązanie sznurowadeł. Stosunkowo lepiej przedstawiają się wyniki w sferze percepcji wzrokowej. Dzieci z takimi deficytami mają problemy z odwzorowywaniem nawet prostych wzorów czy szlaczków, niechętnie układają puzzle oraz klocki.

Taki los zgotowało sześciolatkom Ministerstwo Edukacji Narodowej. Na temat ulg dla dyslektyków w czasie egzaminów zewnętrznych stwierdza się, co następuje: Ministerstwo Edukacji Narodowej nie zamierza w najbliższych latach wprowadzać żadnych zmian w zasadach zdawania sprawdzianów i egzaminów zewnętrznych przez uczniów, posiadających opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej w sprawie specyficznych trudności w uczeniu się, w tym uczniów z dysleksją.

Ministerstwo uważa, że uczniom borykającym się ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się trzeba efektywniej pomagać. Dlatego też nowa podstawa programowa kładzie większy nacisk na indywidualizację procesu kształcenia i wsparcie uczniów ze specyficznymi potrzebami edukacyjnymi. MEN pracuje również nad programem, którego realizacja spowoduje skuteczniejszą niż dotychczas pomoc dzieciom mającym specyficzne trudności w uczeniu się. Będzie on polegał na wcześniejszym diagnozowaniu uczniów oraz prowadzeniu przez szkołę zajęć i organizowaniu specjalistycznej pomocy
.

Rodzice mogą sobie dzwonić na infolinię, klikać na mapkę internetową, czytać o tym, jak cudownie jest w innych szkołach (ciekawe, których?). Za kilka lat czekają ich duże wydatki na terapię i korepetycje. Co sądzą o ministrze edukacji? Na Facebooku wyrażają to politycznymi memami, które odzwierciedlają to, co naprawdę społeczeństwo sądzi o politykach oświatowych:


(źródło: .facebooku_1413231857312_resized.jpg)

29 komentarzy:

  1. Piszemy tu o sześciolatkach, a odnosimy do siedmiolatka. Oceniamy jak wielu rzeczy jeszcze nie wiedzą, nie umieją itp. Gdzie więc inkluzyjne podejście w edukacji? (w szerokim rozumieniu tego pojęcia - wszyscy mamy specjalne potrzeby edukacyjne). Bez warunków wstępnych - akceptujemy Cię, takim jaki jesteś i zaczynamy pracę od Twojego poziomu umiejętności, możliwości itp.Ciągle braki, braki, braki... Mamy do czynienia z dziećmi o rok młodszymi niż dotychczas były w klasie I ! Po montessoriańsku - daj dziecku czas. Obiecywano "przedszkolne" sposoby pracy z dziećmi, a już widać, że to sześciolatki edukowane na modłę szkolną, nie przedszkolną.
    Moje obawy co do losu sześciolatków budzi fakt, że ta grupa wiekowa i sposoby pracy z nią nie powinny być :tajemnicą" dla nauczycieli wczesnoszkolnych, bo dzieci takie na terenie szkoły to dawni "zerówkowicze". Skąd więc pomysł, aby tłumaczyć się "nieznajomością, trudnością w przestawieniu się itp"? Rozwiązanie jest prostsze niż się wydaje... warunki i przedszkolny model pracy. Takie są rozwiązania w Europie, a w Polsce "uszkolnianie", wbrew znanym prawidłowościom psychopedagogicznym i pomysłom na unowocześnienie pracy z uczniami - konstruktywizm, konektywizm- a wielu ciągle transmituje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to racja, ale jaki sens jest kształcić w szkole w sposób przedszkolny, skoro reforma miała na celu wcześniejszą edukację szkolną - innymi słowy kolejny minus reformy - przedszkole w szkole zamiast przedszkola- które było lepiej dostosowane do zdolności dzieci w tym wieku. Zresztą jak ktoś znosi obowiązek sprawdzenia w poradni pedagogiczno-psychologicznej dojrzałości dziecka do pójścia do szkoły (zapewne brak budżetu państwa) to nic mnie już nie zdziwi.

      Usuń
  2. Dziś jeszcze jest w większości szkół znośnie(!), ale one (te miejskie, szczególnie w nowych dzielnicach!) wykorzystały ostatnie rezerwy lokalowe!!!Uczniowie w nich pozostają w zdecydowanej większości na świetlicy czy w klasie od 8 do 16. Gdzie się podzieje ta druga połowa rocznika 6-latków w przyszłym roku??? To jest problem! Co prawda nie dla MEN, bo jest szczęśliwe, że żadnych poważnych (!!!) wpadek w związku z pierwszą połową i eleMENtarzem nie było, ale za rok będzie tragedia! :-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Opisane sytuacje są dopiero początkiem paranoi oświatowej , której kolejną odsłoną są sześciolatki które aktualnie są już w czwartej klasie. Mimo że nauczyciele klas czwartych (zwyczajna warszawska publiczna podstawówka) deklarują na każdym zebraniu z rodzicami, że że są przygotowani do pracy z dziećmi o rok młodszymi wszystko temu przeczy.
    Po pierwszych miesiącach nauki okazuje się że dzieci w klasie IV kompletnie nie umieją szybko i sprawnie pisać, zero ortografii tak jakby nigdy się jej nie uczyły, zupełnie nie radzą sobie z ilością zeszytów do każdego przedmiotu, z poszatkowaniem wiedzy na przedmioty, ilością podręczników (2 do muzyki (sic!), 2 do techniki, informatyki nawet uczą się z książki, przyrody z 2 książek !!!!), ojciec jednego dziecka przyznał, że z angielskiego musiał zaraz we wrześniu załatwić synowi korepetycje !!!!!!!!!!!!!!! Miejsc na świetlicy dla czwartoklasistów brak, biblioteka czynna do 14.00 i tak dalej i tak dalej ........
    Gratulacje dla pomysłodawców reformy!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest teraz!!!A co będzie z wejściem do szkół podstawowych dodatkowo kolejnej połowy rocznika 6-latków od września 2015 - dramat!!! Na razie w nauczaniu początkowym jest 3,5 rocznika, za rok będą 4 roczniki, a w całej SP - dziś jest 6,5 rocznika (w tym sam dołek niżu!), a za rok będzie 7 roczników ! :-(

      Usuń
  4. Opisałem sytuację tylko w jednej szkole. Jak jest w kilkunastu tysiącach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo albo gorzej ... :-(

      Usuń
    2. Moja córka ma 7 lat, jest w pierwszej klasie i jest przerażona hałasem podczas przerw (nie wolno jej zostawać w klasie), jest rezolutna więc w toalecie sobie poradzi, ale ciągl jej przypominam: pamiętaj sprawdź czy jest papier toaletowy i zabieraj husteczki na wszelki wypadek. Nienawidzi czytać, wstydzi się przed klasą. Chciałaby wrócić do zerówki lub do przedszkola bo tam czuła się bezpiecznie. Coś w tym jest, tylko ja jako matka nie mam możliwości uchronić ja przed systemem, w którym sama jestem i każdego dnia widzę błędy i muszę uśmiechać się (bo nie wypada powiedzieć tego co się myśli). Aaaa,.. to straszne w jakim pańswie żyjemy - wstydzę się tego.

      Usuń
  5. Dobry wieczór!
    Czytając powyższy artykuł oraz komentarze muszę przyznać, iż jest mi to wszystko obce. Pracuje w szkole od dwóch lat i w tym roku otrzymałam klasę pierwszą. Mam grupę dzieci mieszanych- połowa 6 latków (jeden chłopiec jest jeszcze 5-latkiem!) i połowa 7 latków. Jakaś różnica? Żadna. Prędzej powiedziałabym, że 6-latki górują nad 7-latkami. Dzieci uwielbiają chodzić do szkoły, uwielbiają się uczyć. Dodatkowo są bardzo mądre i nie mam z nimi żadnych problemów edukacyjnych. Jedyną różnicą może być fakt, że klasa nie liczy 25 dzieci tylko połowę. Każdemu mogę poświęcić wystarczającą ilość czasu. Są naprawdę niesamowite, ich twórczość, kreatywność mnie zachwyca. Mogę dziękować za bardzo dobre przygotowanie jak uczęszczali do zerówki. Prędzej powiedziałabym, że dużo by stracili idąc później do szkoły. Placówka nie jest super nowoczesna i nie posiada super wyposażenia. A jakoś bawimy się bardzo często, sami wymyślamy zabawy czy tworzymy sami zabawki, nie są przerażone- wręcz przeciwnie każdego dnia chcą dłużej zostać w szkole a wieczorem nie mogę się doczekać kolejnego dnia (wiadomość od rodziców :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kontakt z paniami ewaluatorkami "ministry" Berdzik już Pani miała? Jeśli nie, to nic pani nie wie o urokach polskiej szkoły i o tym co w niej jest najważniejsze ... ;-)

      Usuń
  6. To pewnie pracuje pani w szkole prywatnej. Nie trzeba tego opatrywać zatem kontr-komentarzem.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety albo stety, ale szkoła jest państwowa. A co do powyższego komentarza, to jeżeli ktoś pracuje w szkole i zdaniem tej osoby, nie wie co jest w niej najważniejsze .... to ja nie mam nic więcej do dodania. Dziwne tylko, że z mojego rejonu ( kilkanaście oddziałów) i dzieci i nauczyciele nie mają z tym problemów. I tak jak jak w mojej klasie dzieci chcą chodzić do szkoły i chcą się uczyć. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja mam w klasie 25 dzieci - klasa mieszana wiekowo: 6- i 7-latki, w tym 8 uczniów wymaga specjalnego wsparcia, 5 ma poważne zaburzenia emocjonalne. Radzę sobie, ale żal mi tych dzieci, które słaniają się z głodu, chłodu, poczucia niższości wobec starszych, braku gotowości do uczenia się.

      Krystyna

      Usuń
    3. @Anonimowy27 października 2014 19:26
      Sądząc z nieprawdopodobnego, klasycznie urzędowego, optymizmu to twoja szkoła jest fikcją, a ty sam/sama zwykłym menowskim trollem wklepującym takie rzeczy za kasę lub/i dla urzędniczej "kariery" ... ;-)

      Usuń
    4. No to skoro państwowa szkoła taka dobra i rodzice zadowoleni to może wpisze Pani gdzie to tak jest. Przecież nie powinno to być tajemnicą???

      Usuń
    5. Odnośnie "trolla urzędowego"- to są kpiny!!! Brak słów. Wiem, że moja klasa jest wyjątkiem od reguły, że są klasy gdzie 6-latki wymagają większej indywidualizacji. Ale czy to jest powód aby obrażać innych??!! I tutaj niby wypowiadają się ludzie wykształceni?? Nie mam zamiaru się tłumaczyć czy moja szkoła jest fikcją czy nie, bo tłumaczy się winny a ja napisałam tylko prawdę. A jeżeli ktoś, pracuje tylko dla realizacji programu i ma nadal "kierowniczy styl nauczania" to niech nie ma pretensji do MEN tylko do siebie. Więc może zamiast odraczać pójście dziecka do szkoły, walczmy o mniej liczebne klasy.

      Usuń
    6. Szanowna Pani, skoro klasa jest wyjątkiem, to po co przedstawiać ją jako regułę? Świetnie, że się tak wszyscy wspaniale bawicie, tylko te twórcze radosne dzieci trafią wkrótce do 4 klasy i tam okaże się, że zderzyły się ze ścianą programową. Nie ma co się oburzać, że ludzie dają wyraz swojej frustracji w mocnych słowach. Moja niespełna sześcioletnia córka pójdzie za chwilę do przepełnionej szkoły, a wolałabym żeby rozwijała się kreatywnie w dobrym przedszkolu. Nie opowiadajmy bzdur o walce o mniej liczne klasy, skoro nie ma na nie pieniędzy!

      Usuń
  7. http://wpolityce.pl/lifestyle/219710-przemeczone-dzieci-zasypiaja-w-szkole

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje 6 letnie dziecko chodzi do I klasy..Emocjonalnie nie dorósł.. Mam wrażenie, że szkoły nie traktuje na poważnie..Niby robi zadania, jednak jak dostaje do napisania (po śladzie, czy według wzoru) 3-4 kartki A4 to zajmuje mu to ok, 1godziny! Jest jeszcze druga strona medalu - nauczyciel.Pani wprost mówi że jest do tyłu z programem, bo są dni, kiedy nic konkretnie z nimi nie zrobi, bo są rozgadani, rozkojarzeni, chcą się bawić, mają wolne tempo pracy..
    Osobna kwestią jest grupa pięciolatków - panie w "zerówce" głupieją..zadają dzieciom do domu zadania..normalnie pisanie literek w zeszycie w cienkie linie..Aż taka presja, żeby dobrze przygotowac dzieci do szkoły? Normalnie paranoja!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za wpis o dobrej szkole państwowej. Mój syn także do takiej chodzi, ale ponieważ w klasie jest 19 uczniów, to nie jest ta sama klasa:). Szkoła jest średniej wielkości - około 500 uczniów. Panie - dobrze wykształcone i życzliwe dla dzieci - każda klasa jest przekonana, że ma najlepszą:)
    Racja jest w tym - trzeba promować i walczyć o lepsze szkoły, a nie kruszyć kopie o 6-latki. To trywialne, ale jeśli dla 6-latka problemem jest pójście do toalety bez papieru - dla 7-latka to też problem, podobnie jak hałas, brudna szatnia czy brak boiska. 6-latki pokazały, jak wygląda szkoła - i wreszcie społeczeństwo (a przede wszystkim rodzice) o tym wie. A teraz - nie krytykować, ale zakasać rękawy - i do pracy - np. kształcenia takich nauczycieli, którzy nie narzekają, tylko umiejętnie pracują z każdym dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani/u bardzo za komentarz :) w pewnym momencie straciłam już wiarę w nauczycieli którzy tak okropnie komentowali moje komentarze a co za tym idzie moją szkołę:) jeszcze raz bardzo dziękuję :) i pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Czyli najpierw wrzucimy 6-latki do szkoły a później zakasamy rękawy aby je ratować? A może kolejność powinna być odwrotna? Najpierw urzędnicy zakasają rękawy i przygotują szkoły pod małe dzieci, a dopiero wówczas będziemy obniżać wiek szkolny? To jest logiczne i nie wzbudzało by takiego sprzeciwu. Najlepiej to nazwał Kazik Staszewski: ROZPOZNANIE BOJEM "Rzuca się jakąś kretyńską ustawę, czy rozporządzenie, zupełnie nie dbając o to, w jaki sposób będzie to wprowadzone w życie. To jak rozpoznanie bojem. To pojęcie Rosjan z frontu wschodniego: puszczali mały oddział pod ogień niemieckich karabinów maszynowych i kiedy już wiedzieli, ile tych karabinów strzela, dopiero wtedy ruszały konkretne siły. I tak dokładnie dzieje się w tym przypadku. Zrobiono rozpoznanie bojem, a szkoły nie są przygotowane do przyjęcia sześciolatków i edukowania ich w jakikolwiek sposób."

      Usuń
  10. Klasy liczące po 19 uczniów - gdzie tak jest? Na wsi czy w Kleszczowie (najbogatsza gmina w Polsce!)? Posłanie 6-latków do nieprzygotowanej szkoły (czyli całego rocznika więcej) oznacza m.in. w prawdziwych(a nie wyimaginowanych przez MEN-owskich trolli) szkołach nieprawdopodobny tłok! Nie tylko w klasach, ale również w skrajnie przepełnionych i przez to niewydolnych świetlicach. Szkoły nie są z gumy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro najbogatsza to co za problem szkołę wybudować?

      Usuń
    2. Właśnie szkoły nie są z gumy, u nas na świetlicy w pewnej godzinie jest w salce ok.50tki dzieci.siedzą rządkiem na podłodze bo nie ma nawet jak przejść.ani nie moga się pobawic ani porysowac nic.W klasach mamy po ok.22 osoby

      Usuń
    3. A co będzie za rok jak dojdzie kolejne dodatkowe pół rocznika? Strach się bać :-(

      Usuń
  11. Nie wiem, mam nadzieję że coś wywalczymy bo drugie moje dziecko jest z 27 grudnia i ona pojdzie jako ponad 5,5 latka i nie wiem jak bedzie pisac i czytac na już!strach się bać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze z przyjemnością czytam pana blog. Jest on niekończącym się źródłem ciekawych informacji, a także ( i tu może pana zdziwię) źródłem pomysłów na memy. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że kilka z nich znalazło uznanie w pana oczach i umieścił je pan na swojej stronie. Pozdrawiam Administracja strony na FB "Pani minister, dajmy już spokój z tą reformą."

    OdpowiedzUsuń
  13. nauczycielka przedszkola
    Mam dzieci 5-letnie, znam podstawę programową przedszkola i klasy pierwszej na wylot po "ewaluacji " zewnętrznej kuratorium, znam moje kochane dzieci po 3 latach pracy z nimi i standardowej "diagnozie gotowości szkolnej", którą podpisują rodzice.90%jest na wysokim poziomie - uogólnionym badaniu. Mam świadomość,że do końca roku BĘDĄ CUDOWNE. W szkole dzieci będą walczyć z emocjami, brakiem zaradności rodziców ( rozchwianych emocjonalnie, z brakiem opieki rodziców bo muszą pracować nawet jak dziecko jest chore, brakiem znajomości podstawy programowej p-la przez n-li szkół- DZIECKO ma być zainteresowane nauką w klasie pierwszej a nie czytać i pisać- o czym zapominają n-le w szkole).Dzieci w kl.I uczą się pisać i czytać( chociaż większość już to umie). To są wielkie rozbieżności i problemy dzieci , rodziców, nauczycieli. Dzieci rozwijają się nierównomiernie do 6-7 lat z mową ,psychiką i dojrzałością do nauki. Dajmy im szansę indywidualnego rozpoczęcia nauki przez poradnie, które badają a wytyczne też mają naciągane( jak w ciągu kilku godzin badania poznać dziecko?). Od początku zmian ministerialnych byłam przeciwna posłaniu dzieci 6-letnich do szkoły jako nauczyciel p-la od 27 lat. NASZE DZIECI SĄ NAJPIĘKNIEJSZE JAK MOGĄ TWORZYĆ WSZELKIE ZABAWY- WTEDY SIĘ UCZĄ- nawet jak się kłócą

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.