niedziela, 12 października 2014

Po co historia? Jak kształcić historycznie młode pokolenia?


Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej oraz Instytut Historii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach zorganizował konferencję, która odbyła się w dn. 10-11 października 2014 r. w auli UJK z udziałem historyków - naukowców i nauczycieli/edukatorów oraz regionalnych władz oświatowych. Z przyjemnością przyjąłem zaproszenie do udziału w debacie, której temat koncentrował się wokół poszukiwania odpowiedzi na dwa tytułowe pytania. Ich wspólnym mianownikiem była kwestia: JAKA JEST ROLA NAUCZANIA HISTORII NAJNOWSZEJ W KSZTAŁTOWANIU PATRIOTYZMU I POSTAW OBYWATELSKICH UCZNIÓW?


Sesję otworzył referat Niederlandczyka (Holendra- coraz częściej spotykam się z prośba, by nie nazywać Hokendrów Holendrami, ale Niederlandczykami) Caspar ten Dam na temat: Patriotyzm, lojalność i honor: normatywne i empiryczne refleksje na temat dobrych i złych form patriotyzmu. Po mojej zaś prezentacji pt. "Edukacja wobec demokracji" kolejny referat wygłosił prof. dr hab. Tadeusz Sławek: Czy (każdy) patriotyzm jest cnotą? W drugiej zaś części sesji, której przewodniczyłem mieli swoje wystąpienia: prof. dr hab. Antoni Dudek: Specyfika nauczania historii najnowszej – szanse i zagrożenia; prof. UW dr hab. Jolanta Choińska - Mika: Opowiadać czy rozmawiać o historii najnowszej oraz Robert Szuchta: Nauczanie polskiej historii w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Była to pasjonująca debata na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich naszej młodzieży, jak i związanych z tym problemów dydaktycznych. Okazuje się, że w 25 lat po transformacji nadal historycy są niezadowoleni z metod, form oraz jakości kształcenia i wychowywania uczniów w szkolnictwie publicznym. Miałem wrażenie, jakbym cofnął się o 40 lat, kiedy to studiując pedagogikę na UŁ, a przede wszystkim kształcąc kadry instruktorskie dla ZHP doświadczałem dydaktyki, która wówczas była uznawana za innowacyjną, nowatorską (sam wiele publikowałem na temat metod aktywizujących w edukacji jak np. metoda przypadków, sytuacyjna, inscenizacji, gier dydaktycznych, psychodrama, socjodrama, itp.).

Tymczasem dzisiaj nauczyciele historii - jak twierdzili referujący - nadal w swej większości nauczają, a nie kształcą, podają wiedzę, a nie aktywizują uczniów do jej samodzielnego poszukiwania, krytycznego studiowania źródeł i rozwijania myślenia, dociekania prawdy historycznej.


Znakomicie mówił o tym prof. Antoni Dudek, autor ostatnio wydanej rozprawy pt. "Reglamentowana rewolucja. Najlepsza historia upadku PRL-u" (ZNAK, Kraków 2014). Profesor zaczął swój referat od podzielenia się zagrożeniami, jakie wynikają z wiedzy na temat współczesnej historii. Do tej zalicza
wszystkie fakty, wydarzenia i postaci, które są przedmiotem aktualnych debat i sporów historycznych, a żyją jeszcze ich świadkowie czy nawet aktorzy. W edukacji najnowszej historii zagraża (cytuję za A. Dudkiem):

1) uwikłanie się w aktualne spory polityczne;

2) konfrontacja z przekazem rodzinnym, który jest obecny w świadomości uczniów.


Nie lekceważąc najnowszej historii nauczyciele mają szansę pozyskać zamiłowanie młodzieży do tej dyscypliny wiedzy, kiedy - zdaniem prof. A. Dudka - wezmą pod uwagę:

1) tematy, problemy historyczne, o które spierają się dorośli, a więc i rodzice naszych uczniów;

2) możliwą konfrontację postaw uczniów z żyjącymi uczestnikami i świadkami niedawnych wydarzeń historycznych, które są kluczowe dla współczesnej Polski i naszego społeczeństwa;

3) szansę, jaką stwarzają zajęcia z historii w kształtowaniu postaw patriotycznych i obywatelskich uczniów.


Jak to jednak czynić efektywnie, by nie tylko nie zakłamywać najnowszej historii, nie przemilczać niewygodnych politycznie faktów, ale pobudzać zainteresowania uczniów wiedzą o minionej przeszłości? Zdaniem prof. A. Dudka powinniśmy przyjąć następujący cykl pracy z młodzieżą: po pierwsze, należałoby najpierw oddzielić dane faktograficzne od warstwy ich ocen i interpretacji oraz spowodować, by uczniowie sami wyciągnęli z nich wnioski; po drugie, należy pogłębić samodzielne studia nad źródłami wiedzy o danym wydarzeniu, by uzupełniać wiedzę o faktograficzne szczegóły; po trzecie, przeprowadzić z uczniami "starcie racji": kto jest ZA jedną perspektywą interpretacyjną, a kto jest jej przeciwny?

Całość powinna być przedmiotem końcowych wniosków na podstawie zestawienia ze sobą informacji, danych i opinii o nich. Ważne jest jednak, by nauczyciel nie unikał ujawnienia własnej postawy wobec omawianego zdarzenia historycznego. Do tego referatu nawiązała prof. UW dr hab. Jolanta Choińska - Mika, która kieruje w Instytucie Badań Edukacyjnych Pracownią Historii i projektami badawczymi, które dotyczą diagnozy kompetencji historycznych w polskiej szkole, w tym przede wszystkim wprowadzania nowej podstawy programowej z historii. Celem tych badań jest zdefiniowanie, identyfikacja i analiza dobrych praktyk oraz wypracowanie, a ślad za tym upowszechnienie projektów odpowiadających potrzebom nauczycieli.

Zdaniem prof. UW J. Choińskiej - Miki nauczyciele przekazują wiedzę historyczną, ale w znacznie mniejszym stopniu są w roli opowiadających i wyjaśniających omawiane zagadnienia. Raczej koncentrują się na autorytatywnym przekazywaniu treści historycznych wraz z gotowymi wyjaśnieniami. Bardzo często lekcję kończy podyktowanie uczniom gotowej notatki do wykucia na pamięć. To zaskakujące, że nadal nie korzysta się w szkolnictwie publicznym znacznie szerzej z metody kształcenia problemowego, aktywizującego-konstruktywistycznego.


Przytaczane przez w/w ilustracje z wspomnianych badań jakościowych, które realizuje w IBE nie są znaczące dla nauki, ani też dla wiedzy o rzeczywistej jakości kształcenia historycznego w polskich szkołach, gdyż zostały oparte na niewielu przypadkach, w dodatku zostały przeprowadzone metodą wywiadów z nauczycielami, którzy zostali laureatami konkursu. Ani to reprezentatywne, ani poznawczo znaczące.

Czy podobnie kształcimy na studiach pedagogicznych z historii wychowania? Jaka jest nasza (w ramach kształcenia na kierunku pedagogika) edukacja historyczna?








12 komentarzy:

  1. Historia podobnie, jak filozofia, nie może być poddana, poddawana procesowi, procesom ideologizacji, a w przypadku historii najnowszej jest to realne zagrożenie.Ukazywanie tylko jednej strony medalu z pominięciem drugiej jest takim zjawiskiem.W 25 lat, od upadku realnego socjalizmu, w naszej umiłowanej demokracji proces instrumentalizacji historią najnowszą jest widoczny i przybrał wymiar swoistego wynaturzenia narodowego.Właściwie jest to przykre zjawisko, a które kompromituje państwo i prawodawstwo polskie.Można stwierdzić, iż jest to kolejna porażka polskiej demokracji.Reasumując historię najnowszą RP trzeba przedstawiać obiektywnie w oparciu, o różnorodne materiały, publikacje, stanowiska poszczególnych stron sporu, sporów itp.Rzetelność, obiektywizm, to podstawa wszelkiego sukcesu, a szczególnie w edukacji młodych pokoleń narodu polskiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykle interesująca konferencja - tym bardziej dla mnie! Zajmuję się od ponad 25 już lat prowadzeniem zajęć z historii wychowania i myśli pedagogicznej dla studentów pedagogiki. Żałuję, że nie udało mi się w tym arcyważnym wydarzeniu uczestniczyć. Tym bardziej winna jestem podziękowania dla Pana Profesora za relację z przebiegu obrad, a i przy okazji również za podejmowane dawno temu próby zainteresowania mnie aktywizującymi formami zajęć akademickich, bo mam do dziś pożółkłe kartki z pomysłami, które Pan Profesor sam tworzył i zachęcał innych do inspirowania się nimi..... Moja trwająca do dziś przygoda z nauczaniem (zwłaszcza) historii edukacji miała więc dzięki Panu Profesorowi swoisty wymiar i zyskała mi nawet u niektórych osób opinie ekstrawaganckiej (!). Spróbuję więc podzielić się garścią moich spostrzeżeń dot. tych doświadczeń, bo to raczej materiał na spory artykuł, który przygotowuję. Po pierwsze - nieco spotrzeżeń dotyczących diagnozy poziomu wiedzy historycznej studentów I roku oraz również ich nastawienia do tego przedmiotu. Przekazywany przez nich obraz tego, czego doświadczali w szkołach niższego stopnia pozwala sądzić, że nie spotykali nauczycieli historii z pasją, a kształcenie metodyczne z zakresie historii powinno być mocno zmodyfikowane - absolutnie zgadzam się więc z uwagami prof. UW J. Choińskiej-Miki. Moje próby przełamania standardu kształceniana poziomie uniwersyteckim metodami słownymi prowadzą do tego, że doznaję ogromnej satysfakcji zachęcając studentów do stosowania metod symulacyjnych, inscenizacyjnych, burzy mózgów, dyskusji w różnych formach. Efekty tegoż bywają imponujące. Ponieważ Łódź z przebogatą historią wielokulturowośći - także w dziedzinie szkolnictwa i oświaty jest moim miastem jest od kilku pokoleń, a i moje zainteresowania badawcze dotyczą regionalnej historiografii, to przebogate w zabytki kultury materialnej otoczenie, w połączeniu z zasobami archiwalnymi, pomaga mi również z poszukiwaniach alternatywnych metod i form edukacji w zakresie historii wychowania na poziomie wyższym.

    OdpowiedzUsuń
  3. 1.A może by się tak przyczynami takiego a nie innego sposobu nauczania historii przez nauczycieli zająć i niestosowania różnych znanych od dawna metod aktywizujących - kwestia czasu, paznokciowe, biurokratycznie egzekwowanej, nowej podstawy programowej p.Hall (ona najbardziej szkodzi dobremu nauczaniu przedmiotów sekwencyjnych/liniowych czyli matematyki, fizyki czy chemii, ale i w historii nie pomaga), absurdalnych przepisów BHP oraz sposobu ich egzekwowania wymagających osobistego(!) nadzoru nad uczniem ze strony nauczyciela przy każdej aktywności itp.itd.) To nie jest kwestia zmiany świadomości nauczycieli (nie tylko historii!) tylko zmiany mechanizmów i usunięcia barier!!!
    2.Tacy kosynierzy Kościuszki byli analfabetami, a patriotyzmu nikt im nie odmawia ... ;-) Patriotyzm nie polega na wykuciu iluś dat i nazwisk, a tak, we własnym interesie, sugerują historycy! To raczej emocjonalna (!) więź ze swoją ojczyzną!
    3.Polska historia najnowsza od roku 1918 jest ciągle żywa we wspomnieniach i emocjach rodzinnych, że jej uczenie natrafia na barierę osobistych przeżyć i interesów politycznych. Jeśli, tak mniej więcej, na podstawie statystyki wyborczej 1/3 Polaków uważa Wałęsę za Bohatera, 1/3 za agenta Bolka, a kolejna 1/3 za agenta imperializmu, który rozwalił kwitnący kraj, to jak uczyć o nim i o tych czasach??? Co będzie się działo przy zmianie opcji politycznych w wyborach - co 4 lata inna historia?Jak uczyć o stanie wojennym jeśli jego oceny w społeczeństwie są mniej więcej pół na pół pozytywne i negatywne? Co więcej - mijają kolejne terminy ujawniania akt tajnych przez inne państwa (50 czy 100 lat) - niektóre z tych akt mogą w wielkim stopniu przewartościować nasze spojrzenie na wiele wydarzeń. Moim zdaniem nie powinno się w szkołach uczyć o tzw. historii współczesnej - za dużo w niej subiektywizmu związanego z własnymi przeżyciami różnych osób oraz bieżącymi, aktualnymi interesami politycznymi. Bohaterowie tej historii bądź ich dzieci jeszcze żyją!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie to ująłeś.Co będzie się działo przy zmianie opcji politycznych w wyborach - co 4 lata inna historia? Odpowiem ci, iż faktycznie, co zmiana ekipy rządzącej, a tym samym stanowisk ministerialnych, to występuje nowa, poprawna politycznie historia, nowi bohaterowie i nowi zdrajcy-agenci.I znów, kto kim był, a gdzie kto stał, a kto na kogo, jak spojrzał i inne typowo polskie idiotyzmy.Uważam, że Polacy stali się zakładnikami zideologizowanej, poprawnej politycznie historii rodem z państwa stanu wyjątkowego.Dokąd prowadzi ta droga? Do obiektywnej prawdy? Wątpię, gdyż czyny przeczą faktom.Szkoda mi Polski i tego narodu bez przyszłości.

      Usuń
  4. Nauczyciele historii też są podzieleni w ocenie różnych faktów z "historii współczesnej" - najlepiej podać oficjalną (aktualnie!) wersję i się nie wychylać ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak uczyć o Powstaniu Warszawskim - zbrodnia (Anders!), odważna decyzja wymuszona nastrojami, Stalin się wstrzymał czy miał inne strategiczne(!) priorytety w postaci choćby rumuńskiej ropy... ;-) Co z paktem Ribbentropp-Beck, albo z pięknym samobójstwem - są takie ksiązki... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. >Przytaczane przez w/w ilustracje z wspomnianych badań jakościowych, które realizuje w IBE nie są znaczące dla nauki, ani też dla wiedzy o rzeczywistej jakości kształcenia historycznego w polskich szkołach, gdyż zostały oparte na niewielu przypadkach, w dodatku zostały przeprowadzone metodą wywiadów z nauczycielami, którzy zostali laureatami konkursu. Ani to reprezentatywne, ani poznawczo znaczące. <
    Ale Pani Mika, po skasowaniu za nową podstawę programową, na dwóch etacikach sobie dorobi! I o to chodzi ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestudiowałem raporty IBE i jestem zdumiony, że ktokolwiek odpowiedzialny za naukową wartość badań mógł je przyjąć i zaakceptować. Tak jednak wydaje się w III RP miliony zł., by róże podmioty mogły dzięki temu dorobić. Tak instrumentalne traktowanie nauki zaprzecza jej fundamentalnym celom. Przykre, że dzieje się to pod szyldem rzekomo badawczego instytutu. To nie ma nic wspólnego z badaniami. Każdy, kto wpisuje się w doktrynę polityczną władzy powinien stać na straży metodologii badań naukowych. Takie przyczynkarskie, powierzchowne diagnozy są dobre dla studentów jako prace licencjackie czy magisterskie.

      Usuń
    2. IBE to od dawna miejsce żerowania na funduszach unijnych różnych odpadów ze świata polityki - weźmy choćby Chłoń-Domińczak (m.in. od OFE!) czy Sławiński (ona b. wiceminister z PO on z PiS - swietnie się w sprawie kasy w Krajowych Ramach Kwalifikacji dogadują!) czy "tfurców" nowej podstawy programowej Hall jak p.Mika czy Gruszczyk -Kolczyńska !!!

      Usuń
    3. Chyba Anonimowy nie lubi p. prof. E. Gruszczyk-Kolczyńskiej, ale nie zwalnia go to z odpowiedzialności za prawdę, a w jej świetle profesor nie ma nic wspólnego z IBE.
      Małgorzata

      Usuń
  7. Historia ma pełnić rolę edukacyjną - powiadacie. Żeby tak było, trzeba pisać prawdę, nie zmyślać, co nagminnie czynicie - historycy. Mam parę książek p. Janusza Choińskiego, który odsłania zupełnie inny obraz dziejów Polski, niż ten który znamy z podręczników szkolnych. Chodzi o przyczyny upadku I i II. Rzeczp. Niestety, żeby tak pisać , jak On to czyni, trzeba już być na emeryturze, bo wywalą z roboty. Jak rozwiązać ten dylemat?

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście książki Choińskiego ujawniają kompletnie inny obraz historii Polski, niż znamy. Znakomity król Korybut Wiśniowiecki, beznadziejny Sobieski, złota epoka saska (od 1717 r) koszmarny politycznie okres Międzywojnia po śmierci Piłsudskiego. Moim zdaniem należałoby stworzyć możliwości zupełnie niezależnej pracy dla osób posiadających wyższy stopień naukowy. Dr habilitowany powinien mieć stałą pensję i odpowiadać tylko przed Bogiem i Historią.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.