Anonymous w edukacji czy w nauce jako świadek ZŁA staje się jego współsprawcą


Jesteśmy już 25 lat po transformacji politycznej, po rzekomo stworzonych podstawach dla państwa demokratycznego. Wyższe szkoły uzyskały autonomię, ale - co wydaje się mi się - najważniejsze, dysponują nią już w znacznie wysokim stopniu studenci. Mają przecież nie tylko własny samorząd na uniwersytecie, w akademii czy politechnice, ale jest też Parlament Studencki a przedstawiciele studentów znajdują się nie tylko w senatach, radach wydziałów, instytutów, ale także w znaczących gremiach ogólnokrajowych, z których opinią powinny liczyć się władze resortu nauki i szkolnictwa wyższego.

Skąd zatem bierze się tak wielki strach, lęk, obawa przed ujawnieniem patologii, łamania prawa, nieuczciwości naukowej nauczyciela akademickiego czy studenta w sytuacji, gdy są tego ewidentne znamiona, dowody czy możliwości ich zarejestrowania? Co jakiś czas do różnych instancji wpływają pisma, których treść zdaje się być wysoce prawdopodobną do opisanych w nich zdarzeń, postaw wymienionych z nazwiska osób, ale są to anonimy. Anonim zaś może mieć różne podłoże. Ktoś może chcieć celowo komuś zaszkodzić, obawiając się poniesienia odpowiedzialności za treść, która wcale nie musi być zgodna z prawdą.

Wiele jest sytuacji konfliktowych, sporów personalnych, zawiści czy postaw odwetowych itp., by pod pozorem troski o uczciwość, rzetelność, sprawiedliwość, ład prawny skierować przeciwko komuś oskarżenie. Jeśli nie jest ono podpisane, nie może być inaczej traktowane jak właśnie pozbawione dowodów w anonimowo opisanej sprawie. Będąc świadkiem czy ofiarą czyjegoś zła, nie można go kryć zasłaniając się rzekomą troską o własne bezpieczeństwo, bo być może jest to chęć obciążenia kogoś w niegodny sposób, bo pozbawiony realnych podstaw. Co z tego, że opisywane dość ogólnikowo wydarzenia czy fakty mogły mieć miejsce, kreują wysokie prawdopodobieństwo ich zaistnienia, skoro nie ma ich świadków, a zatem nie ma możliwości dochodzenia do prawdy i wyciągnięcia wobec rzekomych sprawców konsekwencji służbowych, prawnych itp.?

Są instancje, które mogą rzetelnie przeprowadzić stosowne dochodzenie, ale muszą mieć ku temu podstawę. Anonim nie uruchamia żadnej reakcji, bo nikomu nie wolno kierować się w podejmowaniu działań wobec oskarżanej "zza węgła" osoby - być może pomówieniami, insynuacjami, a być może rzeczywistymi przewinieniami określonych w anonimie osób itp. Proszę zatem nie uciszać własnych sumień faktem skierowania pisemnej skargi na kogoś czy na jakąś instytucję, gdyż jest to niczym innym, jak współdziałaniem ze sprawcą zła. Prof. Jacek Filek trafnie opisuje to zjawisko w swoich studiach z filozofii etyki. Kierując anonim stajemy się siewcami zła, a nie prawdy, gdyż ta wymaga dowodów (materialnych, osobowych). Anonim nie może być dla świadka zła alibi, gdyż w ten sposób wcale nie sytuuje się poza złem, ale staje jego współsprawcą.

O tym, że mają miejsce w uczelniach publicznych i prywatnych sytuacje zmuszania studentów czy nawet współpracowników do kupowania rozpraw "naukowych" przez samego autora, wykorzystującego swoją funkcję kierowniczą czy społeczną pozycję, że zdarzają się akademicy "kradnący" własność intelektualną swoich podwładnych(studentów, młodszych współpracowników), że bywają postaci ordynarne w zachowaniach wobec innych itd. itd., słyszymy, wiemy także z różnych doniesień, ale ... potrzeba cywilnej odwagi, by przeciwstawić się złu, zareagować w odpowiedzialny sposób.