niedziela, 22 czerwca 2014

Studiuj pedagogikę w godnych tego kierunku uczelniach


Do strefy kształcenia w szkołach wyższych wkroczy po tegorocznych maturach kolejny rocznik niżu demograficznego. Młodzież będzie musiała zdecydować się, jaką wybrać drogę dla dalszego rozwoju, by zwiększyć swoje życiowe szanse. Rynek szkolnictwa wyższego coraz bardziej staje się czytelny dla pracodawców absolwentów studiów, toteż myślenie o przyszłej pracy i miejscu w życiu społeczno-gospodarczym naszego kraju czy poza granicami musi dotyczyć pierwszej decyzji - a mianowicie wyboru wyższej uczelni.

Czerwiec staje się pierwszym miesiącem propagandowej kampanii - głównie szkolnictwa prywatnego, które nie ma się już czym pochwalić, poza szumnie określanymi nazwami tzw. "nowych", czyli starych specjalności, z tą samą albo jeszcze gorszą kadrą, tylko w nowym opakowaniu. Szczególnie narażeni są na znacznie mniejsze szanse zawodowe w przyszłości ci, którzy kierują się ofertami niektórych szkół bez możliwego wniknięcia w to, co się za nimi kryje. Największy problem występuje w wielkich miastach, gdzie obok uczelni państwowych istnieje kilka czy nawet kilkanaście wyższych szkół prywatnych (tzw. wsp) prowadzących najmniej kosztochłonne, a zatem i najmniej oczekiwane przez pracodawców kierunki studiów.

Trzeba zatem odróżnić wyższe szkoły prywatne, które nie są uczelniami akademickimi, a więc ich jednostki (wydziały, instytuty) nie nadają stopni naukowych, od tych tzw. "wsp", które jedynie kształcą zawodowo na studiach I czy także II stopnia. O ile te pierwsze spełniają porównywalne, a często i lepsze warunki naukowo-badawcze i dydaktyczne dla swoich kadr i studentów od tych w uniwersytetach czy akademiach publicznych, o tyle te drugie nie muszą troszczyć się o jakość swoich kadr, gdyż im wystarczy "minimum". Pozostałych wykładowców zatrudniają na tzw., umowy śmieciowe.

Pracodawcy zaczynają zatem zwracać uwagę nie na to, czy kandydat do zatrudnienia się w ich instytucji czy firmie ma dyplom licencjacki lub magisterski, ale gdzie go uzyskał, w jakiej szkole wyższej. Zgodnie z reformą szkolnictwa wyższego, jaką przeprowadziła w 2011 r. prof. Barbara Kudrycka, kończący studia już nie otrzymają takich samych dyplomów, tylko oznakowane logo i pieczęciami szkoły, w której studiowali. To już nie będą, bo i nie są te same dyplomy, a w ślad za tym, nie odzwierciedlają one rzekomo tego samego wykształcenia, poza tożsamą nazwą kierunku studiów.

Czeka nas zatem nie 11% bezrobotnych wśród absolwentów szkół wyższych, ale w przypadku najsłabszych, szczególnie dotychczas warunkowo ocenianych przez Polską Komisję Akredytacyjną szkół prywatnych, często o nieadekwatnych do profilu kształcenia nazwach, wskaźnik ten będzie wynosił ponad 50%. Część z tych szkół, niezależnie od marketingu, stosowanej manipulacji informacyjnej, także na własnej stronie internetowej, będzie redukować koszty kształcenia kosztem osób w nich studiujących. Już dochodzą do nas sygnały o tym, że w wielu wyższych szkołach prywatnych ich właściciele, kanclerze obniżyli swoim wykładowcom pensje, zachęcają ich nawet do podejmowania dodatkowego zatrudnienia, nie płacą za nich ZUS-u itp.

Tym samym, tocząca się kampania naboru do takich szkół obejmuje dane, które już nie potwierdzą się wraz z nowym rokiem akademickim. Część profesorów, doktorów już zrywa z tymi szkołami umowy o współpracę albo przemilcza decyzję o jej nieprzedłużaniu, by jak najszybciej ewakuować się do innych placówek, w tym uczelni publicznych. Do końca czerwca, jak szacują socjolodzy rynku pracy, odejdzie z wyższych szkół prywatnych (tzw. "wsp") ok. 40% dotychczasowych kadr.

Być może, po niskim lub nawet zerowym na niektóre kierunki naborze uzupełniającym we wrześniu, ich właściciele podejmą decyzje albo o likwidacji kształcenia na danym kierunku, albo będą zachęcać studiujących czy kandydatów do przenoszenia się na inne specjalności, niż te pierwszego wyboru. Przykładowo, ktoś, kto chciał studiować marketing czy grafikę lub pedagogikę specjalną może na początku października obudzić się z przysłowiową "ręką w nocniku", bowiem szkoła, do której się zapisze, nie będzie w stanie zaproponować mu specjalistycznej kadry, gdyż tej w niej nie będzie.

Kandydaci na studia w tzw. "wsp" nie zdają sobie sprawy z tego, że właśnie w tych szkołach dużą część kadr stanowią wykładowcy w wieku emerytalnym, z wątpliwej jakości dyplomami potwierdzającymi stopień naukowy, gdyż od lat niczego nie badali, nie opublikowali żadnej monografii naukowej, nie pozyskali środków z Narodowego Centrum Nauki na badania własne. Oczywiście, jak ktoś chce "kupić" sobie dyplom tylko po to, by go mieć, ale za to z negatywnymi konsekwencjami na przyszłość, to wybór będzie trafny.

Warto zatem po pierwsze, rejestrować się na studia w publicznych uczelniach akademickich, a więc w uniwersytetach, politechnikach, akademiach, gdyż te muszą utrzymać wysokie standardy w polityce kadrowej oraz zapewnić wysoką jakość kształcenia. Nadzór na jakością kształcenia spełniają w tych uczelniach odpowiednie gremia akademickie. Tu polityka kadrowa nie może wynikać - jak najczęściej ma to miejsce w tzw. "wsp" - z widzimisię pracodawcy, tylko jest pochodną pracy organizacyjnej, dydaktycznej i naukowo-badawczej każdego nauczyciela akademickiego. Tych uczelnie publiczne zatrudniają więcej, niż wymaga tego "minimum kadrowe", bowiem nie są nastawione na przetrwanie (jak najmniejszym kosztem, a z jak największym zyskiem dla ich właścicieli - jak ma to miejsce w tzw. "wsp"), ale podlegają transparentnym regulacjom prawnym, ekonomicznym i naukowym oraz ciągłości procesu badawczo-rozwojowego całej społeczności.

Zajrzałem do rankingu szkół wyższych - "Perspektywy" 2014, by w kategorii "Pedagogika i edukacja" odnaleźć wśród niepublicznych szkół wyższych - jako porównywalnych z uczelniami publicznymi, skoro poddały się ocenie (na 50 uczelni wśród ponad 440) tylko takie, jak:

Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu (16 miejsce),

Wyższa Szkoła Nauk Społecznych - Pedagogium w Warszawie (18 miejsce)

25 miejsce i powyżej zajęły:

Akademia Ignatianum w Krakowie
Akademia Humanistyczna w Pułtusku
Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi
Górnośląska Wyższa Szkołą Handlowa w Katowicach
Krakowska Akademia im. A. F. Modrzewskiego w Krakowie
Społeczna Akademia Nauk w Łodzi 4
Uczelnia Łazarskiego w Warszawie
Wyższa Szkoła Biznesu w Dąbrowie Górniczej.

KONIEC. Pozostałe, to szkoły zawodowe, z których większość lada moment skończy swoją egzystencję z braku studentów, kwalifikowanych kadr nauczycielskich, z powodu m.in. niegospodarności, niespłaconych kredytów, fałszowania dokumentów, lekceważenia kadr i studentów, wysokiego self esteem ich założycieli i właścicieli, bowiem część z nich już spożytkowała studenckie czesne na własne interesy itp. W wielkich miastach, w których jest kilkanaście szkół wyższych, a nawet powyżej 20, warto zastanowić się, zanim podejmie się decyzję o ich dotowaniu z własnego portfela, gdyż wkrótce mogą zniknąć z mapy naszego szkolnictwa. Znacznie pewniejsze są małe - tak państwowe, jak i niepubliczne szkoły wyższe - w odległych od centrów akademickich miejscowościach.

Platforma Obywatelska zatroszczyła się w nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym o to, by nie ujawniać danych z pierwszego badania losów zawodowych byłych studentów. To tylko pokazuje hipokryzję władzy. Polska Komisja Akredytacyjna ocenia przecież to, czy uczelnie monitorują losy swoich absolwentów. Prowadzony równolegle do tego monitoring rządowy, który polega na tym, że analizuje się informacje uzyskane z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, może być kolejną "bombą", która odsłoniłaby prawdę o podtrzymywaniu przez brak właściwej kontroli ze strony MNiSW pseudoszkółek (także pedagogicznych) w sektorze prywatnym.

Dlaczego ministerstwo boi się ujawnienia danych na temat tego, jak szybko absolwenci i jakiego typu szkół wyższych znajdują zatrudnienie (czy w ogóle je znajdują?), ile zarabiają oraz w jakich branżach zostali zatrudnieni? To prawda, że ten monitoring nie uwzględnia absolwentów studiów, którzy zostali ubezpieczeni w KRUS, ale to zdaje się efekt lobby PSL?

32 komentarze:

  1. "(...) wykładowcy w wieku emerytalnym, z wątpliwej jakości dyplomami potwierdzającymi stopień naukowy, gdyż od lat niczego nie badali (...)"

    Powątpiewa Pan w jakość dyplomów oraz kompetencji kolegów, ze względu na brak aktualnych publikacji oraz badań? Jakież to małostkowe i niegodne profesora wnioskowanie...

    "Warto zatem po pierwsze, rejestrować się na studia w publicznych uczelniach akademickich, a więc w uniwersytetach, politechnikach, akademiach, gdyż te muszą utrzymać wysokie standardy w polityce kadrowej oraz zapewnić wysoką jakość kształcenia."
    "Studiuj pedagogikę w godnych tego kierunku uczelniach"

    Jako pedagog powinien Pan wiedzieć, że sama jakość i standard kształcenie to nie wszystko, bo najwięcej zależy od nastawienia osoby uczącej się. Przy odpowiedniej upartości największe nieuki zdobędą magistra, nie ucząc się prawie wcale, przepychani na licznych poprawkach. Czego prawdopodobnie Pan nawet nie przyzna, bo większość nauczycieli akademickich to nie obchodzi. Im więcej będą robić kłopotów studentom, tym będzie ich mniej i stracą robotę. Ze względu na coraz mniejszą liczbę studentów standard kształcenia leci na łeb na szyję. Może prywatyzacja by to zmieniła. Kto wie...

    Pana wpis to nic innego, jak zaowalowaną reklama pedagogiki jako kierunku dalszego kształcenia i podpieranie się autorytetem, by zaklinać rzeczywistość, że absolwenci pedagogiki będą tak bardzo poszukiwani przez pracodawców. Wolne żarty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy może się nie martwić. Nie powątpiewam w jakość dyplomów czy kompetencji wszystkich koleżanek czy kolegów. Mam za sobą udział w kilkudziesięciu audytach PKA, więc wniosek ma swoje uzasadnienie empiryczne. Publikowałem dane na ten temat. Czy rzeczywiście anonimowy uważa za słuszną tezę- Niech się wstydzi ten kto widzi?
    Zgadzam się, że nie można pomijać w analizie procesu kształcenia poziomu kandydatów i ich aspiracji. O tym piszę nieustannie. Będę też kontynuował i ten wątek

    OdpowiedzUsuń
  3. "Anonimowy może się nie martwić."

    Co ma anonimowość do rzeczy? Proszę sobie darować tanie chwyty erystyczne.

    "Czy rzeczywiście anonimowy uważa za słuszną tezę- Niech się wstydzi ten kto widzi?"

    Które moje słowa Pan tak mylnie zinterpretował?

    Pragnę zwrócić uwagę na sofizmat, jakiego się Pan dopuścił. Wiek emerytalny (Panu też już chyba niedaleko) oraz brak aktualnych badań i publikacji, nie implikuje wątpliwej jakości dyplomu potwierdzającego stopień naukowy.

    "Mam za sobą udział w kilkudziesięciu audytach PKA, więc wniosek ma swoje uzasadnienie empiryczne. Publikowałem dane na ten temat."

    Podałby Pan link do publikacji zbiorczej na ten temat? Istnieje w ogóle? Chciałbym zobaczyć to uzasadnienie empiryczne, ale znalazłem jedynie raporty PKA z poszczególnych uczelni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliwerski B., Dys(a)akredytacja pedagogiki w uczelniach akademickich i wyższych szkołach zawodowych, w: Przetrwanie i rozwój. Niezbywalne powinności wychowania, red.Mirosława Dziemianowicz, Bogusława Dorota Gołębniak, Robert Kwaśnica, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji TWP, Wrocław 2005, s. 321-345

    Śliwerski B., Autodegradacja pedagogiki jako nauki i kierunku kształcenia, w: Kultura-edukacja. Ciągłość i tendencje zmian, red. Jolanta Szempruch, Mariola Wojciechowska, Joanna Karczewska, Kielce: Wydawnictwo LIBRON; Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy Jana Kochanowskiego w Kielcach 2011, s.25-40

    Śliwerski B., Anomia akademickiej pedagogiki z jej własnym udziałem, w: Przeszkody dla rozwoju humanistyki w szkołach wyższych (z pedagogiką w tle). W perspektywie troski o uniwersytet, kulturę humanistyczną i podręczniki, red. Monika Jaworska-Witkowska, Lech Witkowski, Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałem 2011, s.113-133


    Śliwerski B., Pedagogika jako kierunek kształcenia w kontekście zmian i reform w szkolnictwie wyższym, w: Szkoła wyższa w toku zmian. Diagnozy i konstatacje, red. Janina Kostkiewicz, Agnieszka Domagała-Kręcioch, Mirosław J. Szymański, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2011, s. 67-87

    Śliwerski B., Klinika akademickiej pedagogiki, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2011.

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto poczytać treść raportów PKA, żeby przekonać się, że moja diagnoza jest i tak łagodna. Nie trzeba odwoływać się do sofizmatów. Wystarczy umiejętność czytania ze zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, ludzie w ogóle się nie zastanawiają nad poziomem kształcenia, bo najważniejsze jest to, żeby się dostać i skończyć, żeby mieć papierek, a to, co się wie, to już jest mniej ważne. Ocenę warunkową ma na przykład pedagogika na łódzkiej WSP, dlatego też warto mówić o poziomie kształcenia i nie brać nauki tak, że byle się dostać. Trzeba mieć wymagania i ambicje.

      Usuń
  6. Mam nadzieję, że zdaje sobie Pan sprawę z tego, iż książki wydane przez Pana oraz artykuły w mało znanym wydawnictwie naukowym - NIE SĄ merytorycznym argumentem potwierdzającymi Pana tezy. Chyba nie muszę pisać dlaczego?
    Jedynie do ostatniej wypisanej przez Pana pozycji udało mi się dotrzeć przez Internet.

    To już nawet nie chodzi o to, że nie ma Pan racji, bo z większością się zgadzam, ale stawianie swoich opinii i obserwacji na równi z rzetelną i empiryczną wiedzą naukową, jest jakąś pomyłką. Chociażby biorąc pod uwagę nasze zwykłe ludzkie błędy poznawcze.

    Bez wątpienia ma Pan dużą wiedzę, wiele dokonań i jeszcze większy autorytet, na którym zbyt często się Pan opiera. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  7. To miałem publikować we "Wprost"? Wystarczy przeczytać raporty PKA. Doprawdy, Jak ktoś chce, to znajdzie. A moja analiza w: Śliwerski B., Dys(a)akredytacja pedagogiki w uczelniach akademickich i wyższych szkołach zawodowych, w: Przetrwanie i rozwój. Niezbywalne powinności wychowania, red.Mirosława Dziemianowicz, Bogusława Dorota Gołębniak, Robert Kwaśnica, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji TWP, Wrocław 2005 była pierwszą i jedyną tego rodzaju, chociaż przez PKA przewinęło się kilkuset członków i ekspertów. Nie rozumiem natomiast tezy, że "artykuły w mało znanym wydawnictwie naukowym - NIE SĄ merytorycznym argumentem potwierdzającymi Pana tezy."

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie ( Pani?) Poyu : dlaczego argumenty zawarte w książkach Profesora Śliwerskiego i w jego artykułach to nie są argumenty w dyskusji o jakości studiów pedagogicznych? Mam Pan jakiś miernik ważności argumentów? I cóż to za bzdura o słabych, nieznanych wydawnictwach ( współczuję, że nieznanych Panu/Pani). Śliwerski od lat pisze i mówi ( angażuje się) o jakości i pozorze wiedzy, edukacji, wykształcenia. A jako głos polemiczny o jakości Wydawnictwa Naukowego DSW zapraszam na stronę dsw/ wydawnictwo. Znajdzie tam Pan/Pani wybitne książki polskich autorów i zagranicznych, dotąd w Polsce nie publikowanych. Miłej lektury. Mirka Dziemianowicz



    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie Profesorze,




    z zainteresowaniem przeczytałam na Pana blogu post "Studiuj pedagogikę w godnych tego kierunku uczelniach". Cieszę się, że wymienił Pan Dolnośląską Szkołę Wyższą, jako tę prywatną, która wyróżnia się na tle innych niepublicznych szkół. Tym bardziej to dla nas ważne, że w tym roku po raz pierwszy w ogólnym rankingu Perspektyw 2014 zajęliśmy bardzo wysoką 8. pozycję w kraju i tym samym znajdujemy się w dziesiątce najlepszych niepublicznych szkół wyższych w Polsce. Niezmiennie od lat pozostajemy także liderem na Dolnym Śląsku wśród niepublicznych uczelni magisterskich. Ten wynik osiągnęliśmy dzięki kontynuowanej od lat strategii rozwoju Dolnośląskiej Szkoły Wyższej jako uczelni akademickiej. Stawiamy na jakość, wiarygodność, praktyczność i współpracę z zagranicą oraz nowatorskie programy nauczania.




    Dobrze byłoby, żeby rynek usług edukacyjnych został "oczyszczony" i pozostały na nim podmioty wiarygodne, świadczące usługi na wysokim poziomie, takie jak np. DSW. Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce fraza "prywatna uczelnia" będzie marką pozytywnie kojarzoną. Tego Panu i sobie życzę :)








    Z poważaniem,

    Wioletta Samborska

    rzeczniczka prasowa


    OdpowiedzUsuń
  10. Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej to jak najbardziej państwowa uczelnia. Nie jest Pan pierwszym, którego zmylił mało typowa nazwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istotnie. Miałem na uwadze inną a niepubliczną uczelnię o podobnej nazwie.

      Usuń
  11. Ciekawe, że kilka łódzkich szkół niepublicznych kształcących na kierunku pedagogika nie jest nawet klasyfikowana w rankingu "Perspektywy". Tam chyba obce są pojęcia "... wiarygodność, praktyczność i współpraca z zagranicą oraz nowatorskie programy nauczania".

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Mirka Dziemianowicz

    "Panie ( Pani?) Poyu : dlaczego argumenty zawarte w książkach Profesora Śliwerskiego i w jego artykułach to nie są argumenty w dyskusji o jakości studiów pedagogicznych? Mam Pan jakiś miernik ważności argumentów?"

    Pani uważa, że cytaty z samego siebie to merytoryczne argumenty na poparcie własnych tez? Jeśli nie widzi Pani w tym nic złego, to ma Pani chyba zupełnie rozkalibrowaną własną ocenę rzetelności argumentów lub po prostu niezachwianą i nieskalaną myślą wiarę w autorytet.


    @ Bogusław Śliwerski

    "To miałem publikować we 'Wprost'?"
    "Nie rozumiem natomiast tezy, że 'artykuły w mało znanym wydawnictwie naukowym - NIE SĄ merytorycznym argumentem potwierdzającymi Pana tezy.' "

    Ze wstydem przyznaję, iż trochę się zapędziłem z tym argumentem o wydawnictwie. Po krótkim research'u okazało się, że próżno szukać jakoś szczególnie wyróżniających się w Polsce periodyków stricte pedagogicznych.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy to prawda, że z WSP w Łodzi odchodzą kolejni profesorowie - I. Adamek i B.Szczepankowski? Kto tam jeszcze uczy?

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mam pojęcia. Nie jestem biurem kadrowego kręciołka. Na szczęście nie mam nic wspólnego z tą szkołą. Proszę szukać odpowiedzi u tych profesorów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Będzie jeszcze gorzej, bo otrzymałam w prywatnej szkole wyższej kolejną obniżkę pensji. Jaka płaca - taka praca. Nie będę się przejmować studentami. Jak mi kanclerz mało płaci, redukuje pensję, to niech nie liczy na zaangażowanie. Przyjdę i wyjdę, a rektor niech sobie kupuje drogie cygara i jada policzki wołowe z krewetkami wraz z cała ferajną pasożytów kanclerzowej.

    OdpowiedzUsuń
  16. W najnowszym "Forum Akademickim" red. Marek Wroński pisze:

    "Prezydium Centralnej Komisji na posiedzeniu 26 maja 2014 r. wznowiło doktorat Pawła Stanisława Czarneckiego Geneza, rozwój i skutki rozłamu w Starokatolickim Kościele Mariawitów w roku 1935. Studium teologiczno-historyczne . Praca została obroniona w 2004 r. na Wydziale Teologicznym Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Szczegóły tej sprawy opisano w artykule Nierzetelny doktorat rektora (FA 2/2014). Dr hab. Paweł S. Czarnecki jest rektorem Wyższej Szkoły Menedżerskiej (WSM) w Warszawie.

    Po ukazaniu się artykułu wystąpiłem do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z zapytaniem, czy wszczęto dyscyplinarne postępowanie wyjaśniające. Poinformowano mnie, że minister nie zleci rzecznikowi dyscyplinarnemu ministra wszczęcia wyjaśniającego postępowania dyscyplinarnego wobec dr. hab. Pawła Czarneckiego, rektora WSM, któremu w artykule z cyklu „Z Archiwum Nieuczciwości Naukowej” zarzucono naruszenie praw autorskich innych osób i plagiat doktoratu obronionego w 2004 r. w ChAT w Warszawie. Powodem jest przedawnienie karalności zarzucanego czynu.

    Stanowisko to jest niezrozumiałe, bowiem według art. 139 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym , nauczyciele akademiccy podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej za postępowanie uchybiające obowiązkom nauczyciela lub godności zawodu nauczycielskiego. Art. 144 ust. 3 mówi, że rzecznik dyscyplinarny ministra wszczyna postępowanie wyjaśniające z urzędu, w przypadku gdy nauczycielowi akademickiemu zarzuca się popełnienie czynu polegającego na przywłaszczeniu sobie autorstwa albo wprowadzenia w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu. Art. 144 ust. 5. mówi, że nie stosuje się przedawnienia do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec nauczyciela akademickiego, któremu zarzuca się popełnienie czynu, o którym mowa w ust. 3 pkt. 1-5. Obowiązująca ustawa jednoznacznie zobowiązuje rzecznika dyscyplinarnego ministra do wszczęcia postępowania z urzędu."
    To jeśli rektorem uczelni jest plagiator, to jak możemy mówić o jakiejkolwiek kulturze kształcenia?

    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W lutym red. Wroński pisał o tym też w Forum Akademickim:

      "Wybitny i młody uczony w ciągu trzech lat od ukończenia studiów magisterskich obronił doktorat oraz uzyskał słowacką docenturę. Wszystkie trzy stopnie dotyczyły tego samego tematu. O tym, czy doktorat sprosta ponownej ocenie Centralnej Komisji, będziemy informować." http://forumakademickie.pl/fa/2014/02/nierzetelny-doktorat-rektora/
      Dobrze zatem, że teraz poinformował nas o reakcji Centralnej Komisji. Czekamy na dalszy bieg wydarzeń.

      Usuń
    2. Czy te wiadomosci sa potwierdzone Panie Profesorze?

      Usuń
    3. M. Wroński pisze na podstawie dokumentów. Najnowszy numer FA jest dostępny on line.

      Usuń
    4. Panie Profesorze, przeczytałam z uwaga materiał Wronskiego. Nie widzę tam żadnych dokumentów. Czy moze sie Wroński mylić biorąc pod uwagę zarzuty jakie postawiła Wronskiemu Rzeczpospolita w sprawie plagiatu habilitacji?

      Usuń
    5. Pan M. Wroński nie napisałbym artykułu, gdyby nie dysponował wglądem w dokumenty Prezydium CK. Inaczej groziłyby mu procesy zniesławienie.

      Usuń
    6. Szanowny Panie Profesorze to oznacza ze do dokumentów CK moze sobie zaglądać każdy? Wydawało mi sie ze CK to instytucja państwowa która obowiązuje KPA, a w jego rozumieniu dostęp, wgląd do dokumentów maja tylko strony postępowania.

      Usuń
    7. Do dokumentów może zajrzeć każdy dziennikarz, a takim jest pan Marek Wroński. Na podstawie prawa prasowego instytucja publiczna musi mu udostępnić dokumenty w sprawie. Nie rozumiem zatem tego komentarza. Czy anonimowy uważa, że skoro CK jest organem państwowym, to ma ukrywać przed opinią publiczną kwestie, które są naganne, a w tym przypadku związane z naruszeniem prawa? Proszę się zastanowić dobrze nad tym.

      Usuń
    8. Mnie to jednak wyglada na kolejna prowokacje Wronskiego

      Usuń
    9. To musiałby być "samobójcą". Są dokumenty, a jako dziennikarz śledczy ma prawo wglądu do nich, do czego obywatele nie mają, by na rzecz dobra wspólnego, badać patologie i je ujawniać. Nie można przecież pisać o kimś krytycznie, nie mając ku temu podstaw, gdyż grozi to odpowiedzialnością. Doskonale wiemy, że oszustwa także akademickie - mają miejsce w różnych krajach. W Niemczech dotyczyły nawet dwóch ministrów, w tym b. minister edukacji i nie pomogły polityczne wsparcia wobec twardych dowodów winy. Warto zatem szanować pracę tych, którzy ujawniają fałszerstwa osób, mieniących się naukowcami/nauczycielami akademickimi.

      Usuń
    10. Mógłby zając sie Wroński korupcja w szkolnictwie wyższym, to dopiero patologia.

      Usuń
    11. Tym musimy zająć się my wszyscy - zgłaszając korupcję do prokuratury, bo na Julię Piterę liczyć nie można. Jest już w PE.

      Usuń
  17. A ja polecam artykuł na temat niskiego poziomu kształcenia w państwowych wyższych szkołach zawodowych:

    "Znaczną część zasobów kadrowych PWSZ-etów tworzą osoby bez doświadczenia akademickiego lub emeryci, pozostający od lat poza obiegiem naukowym.
 Analiza sytuacji państwowych wyższych szkół zawodowych
".

    http://forumakademickie.pl/fa/2014/06/zlikwidowac-lub-przeksztalcic/

    Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  18. interesujący i przydatny artykuł - pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń