wtorek, 17 czerwca 2014

O rodzajach możliwej współpracy ludzi ze sobą








Psycholog społeczny Jaroslav Křivohlavý (Ja a Ty.O zdravych vztazích mezi lidmí, Praha 1977, s. 174–175) wyróżnia następujące rodzaje działań kooperacyjnych, które mogą skutkować – że użyję tu wymownego określenia Ericha Fromma - biofilią albo - jeśli do nich nie dojdzie - nekrofilią społeczną:

1) koegzystencja – czyli możemy żyć, pracować, funkcjonować obok siebie, unikać zachowań rywalizacyjnych, ale także nie interesować się innymi (osobami, jednostkami, dyscyplinami itp.);

2) tolerancja – okazywanie innym wyrozumiałości, pobłażania dla cudzych, odmiennych od naszych poglądów, upodobań, wierzeń, postaw, ale zarazem koncentrowanie się na sobie i własnych zamierzeniach;

3) koordynacja – podejmowanie działania synchronizującego indywidualne czy instytucjonalne lub grupowe zamiary, co jest odwrotnością postępowania polegającego na tym, że każdy robi to, co chce.

4) kooperacja – oznacza wspólną pracę prowadzącą do osiągnięcia wspólnego celu.

5) wzajemność – skłonność do odpłacania dobrem za dobro.

6) altruizm – postępowanie nacechowane troską o los innych ludzi, gotowością poświęcenia interesów osobistych dla dobra ogółu.

7) solidarność – wzajemne wspieranie się (my pomagam komuś, a ten ktoś pomaga nam.

8) proegzystencja – chęć udzielenia pomocy innym, nawet za cenę własnej szkody, bezinteresowna pomoc oparta na wyrzeczeniu, poniesieniu ofiary.

9) rekoncyliacja – ponowne zjednoczenie się, pogodzenie, odnowienie zerwanych wcześniej kontaktów, dążenie do przebaczenia, pojednania.

Warto mieć świadomość tego, że relacje międzyludzkie mają różne odmiany, w które wtapiają się emocje, pamięć wydarzeń i - u osób moralnie uformowanych, autonomicznych - także sumienie. Cynizm, hipokryzja, rozsiewanie plotek, intrygi, podważanie czyjegoś autorytetu osobowego, ośmieszanie, szydzenie, straszenie itp., byle tylko zaspokoić własne potrzeby, załatwić interesy i interesiki, nie prowadzą do pozytywnych efektów. Jak się okazuje, nie zawsze jest tak, że rację ma ten, kto ma władzę, kto posiada formalny, instytucjonalny autorytet bez względu na to, ilu prawników pracuje nad uzasadnianiem jego postaw.


Można mieć kilka tytułów przed i po nazwisku, nominacje prezydenta czy premiera, ale wystarczy sprzęt nagrywający lub pamięć społeczna, by szybko utracić nie tylko te "insygnia" władzy, ale przede wszystkim twarz. Nie jest prawdą, że ludzie nie pamiętają, kto i jak zachowywał się wobec nich w przeszłości czy "tu i teraz", żeby nie wiem co obiecywał im na przyszłość.

Ciekaw jestem, jak sprawujący władzę chcą przekonywać młode pokolenia, że warto być przyzwoitym człowiekiem, w każdej sytuacji, nawet wówczas, gdy się spożywa w restauracji wraz z innymi kolesiami kolację za pieniądze własne lub podatników? Młodzież zaś hula już w Internecie sformułowaniami ministra Bartłomieja Sienkiewicza, prezesa Marka Belki i in. pseudopolityków, mając świetną zabawę. Wkrótce będą pytać swoich nauczycieli, czy odpowiedzi mają udzielić zgodnie ze "skryptem" czy "skrótem myślowym" B. Sienkiewicza czy S. Nowaka? A może dyrektorzy szkół "polecą M. Belką" i ocenią radę pedagogiczną?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.