niedziela, 29 czerwca 2014

Kiepskie zakończenie roku szkolnego


Szkolna młodzież zapewne cieszy się z wakacji, bo będzie miała przerwę na relaks, mniej lub bardziej aktywny wypoczynek, w miejscu zamieszkania lub poza nim. W rodzinach następuje przegląd świadectw i dyplomów, sprzątanie pokoi czy tych miejsc, w których gromadzone były przez cały rok szkolny materiały dydaktyczne - zeszyty, podręczniki, resztki różnych prac egzaminacyjnych czy sprawdzianów itp. Czyszczenie własnego środowiska z pozostałości materiałów minionego roku szkolnego nie jest jednak możliwe we wszystkich domach.


Od dwóch dni trwają dyskusje na temat żenującego wyniku matur. Najlepiej poradzili sobie z tym egzaminem uczniowie liceów ogólnokształcących, bo zdało 80% z nich (w ubiegłym roku - 90%). W liceach profilowanych maturę zdało 42% maturzystów, w technikach - 54%, w liceach uzupełniających - 14%, a w technikach uzupełniających -11%. Biorąc pod uwagę kanon przedmiotów egzaminacyjnych
maturę z języka polskiego zdało 94% uczniów (w 2013 r. - 96 proc.), z matematyki - 75% (2013 r. - 85%), z języka angielskiego - 92% (2013 r. - 95%), a z języka niemieckiego - 97%(2013 r. - 91%).

Jak widać, 29% tegorocznych maturzystów nie zdało egzaminu dojrzałości, w tym ok. 19% ma jeszcze szansę na poprawienie wyniku w trakcie sierpniowej sesji powtórkowej. Co dziesiąty absolwent szkół ponadgimnazjalnych musi jednak rozstać się w tym roku z myślą o naprawie - nie tylko własnych - błędów, zaniedbań, zlekceważenia progu, jaki należało pokonać. Czy dokonają rachunku sumienia? Czy się tym przejmują? Co sami sądzą o własnej sytuacji, której wskaźnikiem jest brak dowodu wykształcenia średniego? Jak podchodzą do tak niskiego wyniku matur ich nauczyciele?

Nie musimy o to pytać polityków, gdyż ci - już po zapowiedzi nauczyciela-egzaminatora maturalnego z XXI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi Dariusza Chętkowskiego, że ma miejsce wywieranie presji przez niektórych pracowników Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych, by podwyższyć punktację, a tym samym i końcowy wynik matur najsłabszym uczniom - wykorzystali nadarzającą się okazję do krytyki rządu, a szczególnie ministry edukacji narodowej. Niektórych rozsierdziło stwierdzenie ministry edukacji, to z rocznikiem uczniów jest coś nie tak. Jedni uważają, że to nie sami uczniowie odpowiadają za poziom wiedzy i ich wykształcenia, są jednak i tacy, którzy lokują negatywne sprawstwo po stronie samych nauczycieli. Jakoś nikt nie dostrzega, że proces jest wieloczynnikowy, a jedną z jakże pomijanych zmiennych jest fatalna polityka MEN.

Resort edukacji też ponosi winę za tak beznadziejny stan wiedzy młodzieży, skoro do tego przyczyniła się polityka resortu od 1999 r., kiedy zaczęto wdrażać centralistyczną reformę edukacji, i to zarówno ustrojową, w zakresie sieci szkolnej, jak i programową oraz związaną z wymaganymi kwalifikacjami nauczycieli. Tak dużego chaosu, przypadkowości, arogancji i ignorancji władzy w strukturach zarządzania polityka oświatową nie było w dziejach polskiego szkolnictwa. Ewentualnie można do tego doliczyć jeszcze okres kierowania resortem przez SLD i PSL w latach 1993-1997 czy w latach 2005-2007 PiS-LPR i Samoobrony. Patologiczna, bo lekceważąca konieczność reform centrum władzy na al. Szucha 25 polityka każdego premiera rządu po Henryku Samsonowiczu, sukcesywnie przyczyniała się do coraz większych zaniedbań, wzmacniania dysfunkcji i centralizowania edukacji szkolnej jak w PRL.

Egzaminy zewnętrzne stały się narzędziem w rękach polityków, którzy podjęli się ukrytego sterowania konstruowaniem i profilowaniem poziomu trudności tych egzaminów w takim stopniu, by móc uzyskać w okresie wyborczym wynik pozwalający na wypięcie własnej piersi i upomnienie się o społeczny zachwyt. Tymczasem sprawa jest bardzo poważna, bowiem niezdanie matury w Polsce jest naprawdę dużą sztuką, czyli dowodem na strukturalnie, prawnie upełnomocniony przez polityków analfabetyzm. Skoro wystarczy zaledwie 30% punktów do uzyskania dowodu dojrzałości, do legitymowania się wykształceniem średnim, które zarazem jest przepustką do szkolnictwa wyższego to znaczy, że tak nisko osadzona granica stała się już normą edukacyjną bez jakiegokolwiek cienia krytyki, bez jakichkolwiek już wątpliwości czy poczucia wstydu.

Jeden z nauczycieli tak komentuje na forum przyczyny złych wyników egzaminu maturalnego:

1. matematyka w liceum w podstawie programowej to 3 godziny;

2. uczeń dopuszczający z gimnazjum wobec tego - bez indywidualnej pracy nie - ma szans;

3. wielu uczniów podchodzi do egzaminu coraz mniej poważnie, mają w sierpniu poprawki, można zdawać przez kolejne 5 lat;

4. no i..........jakość kadry.


Z czego jesteśmy dumni? Z "produkowania" z publicznych środków, w publicznych szkołach, w dużej mierze z udziałem częściowo źle wykształconych nauczycieli - młodych ludzi do prac wymagających niskich kwalifikacji. Przy rozbudzonych aspiracjach nawet do prostych robót nie ma chętnych, gdyż młodzieńcy chcą mieć natychmiast bardzo wysokie zarobki przy ich niskim nakładzie pracy i braku kompetencji. Wystarczy spojrzeć na dane statystyczne policji, by dostrzec jak z każdym rokiem powiększa się sfera nierobów, pasożytów, przestępców itp., a więc osób pragnących żyć na koszt społeczeństwa.

Tegoroczni maturzyści nie zdali matury głównie z języka polskiego i matematyki. Tego pierwszego uczyć się nie muszą, bo przecież przykład idzie z góry. Wiedzą, że wystarczy wejść do struktur partii politycznej i operować łaciną kuchenną, by zdobyć szacunek i awansować do zasobów władzy państwowej. Matura z matematyki na poziomie podstawowym była na niższym poziomie niż dawny egzamin wstępny do liceum, toteż w większości sami uczniowie są wręcz zaszokowani łatwością zadań maturalnych. Z świadomością takiego pseudopoziomu przestają się uczyć, rozwijać własne myślenie, bowiem mają nadzieję, że i tak im się uda w kolejnym roku. W końcu to władzy bardziej zależy na tym, by oni zdali, więc niech to ona się martwi o wskaźnik maturalnych sukcesów.

Dziennikarze informują o przesłaniu przez pracowników naukowych Instytutu Fizyki UJ protestu do CKE i MEN w związku z tym, że arkusz matury z fizyki na poziomie rozszerzonym zawierał zbyt trudne zadania, by można było je rozwiązać w przewidzianym czasie 150 minut. Wiele zadań wymagało wykonania pracochłonnych i czasochłonnych rachunków, niemających nic wspólnego z wiedzą z fizyki, jakby głównym celem matury było sprawdzenie poprawności wstukiwania liczb w klawiaturę kalkulatora. Podobno arkusz z matematyki na rozszerzonym poziomie był też niespójny z przeznaczonym na rozwiązanie zadań czasem.

Jak się okazuje, w niektórych regionach kraju, jak np. w województwie podkarpackim, zrezygnowało z przystąpienia do tegorocznej matury aż 542 uczniów ze 102 szkół. Były też takie szkoły, w których ucieczka od matury obejmowała niemal całą klasę - aż 25 uczniów. Nie ma się co dziwić, że najczęściej z matury rezygnowali absolwenci techników, szkół dla dorosłych i niepublicznych, bowiem albo to oni nie traktowali tych placówek jako szansy na własne wykształcenie, tylko jako przedłużenie własnej młodości, życie na koszt państwa i rodziców, albo zatrudnieni w nich nauczyciele zostali skazani na wdrażanie MEN-skich dyrektyw bez możliwości skupienia się na lokalnej formie wspierania maturzystów.

Można zatem zapytać, dlaczego resort edukacji nie rozlicza z jakości kształcenia szkół o najniższych wskaźnikach sukcesów? Po co utrzymujemy szkoły policealne, szkoły dla dorosłych, skoro stają się one jedynie przykrywką dla czyichś interesów? Może przydałby się niezależny audyt w samej Centralnej Komisji Egzaminacyjnej i kontrola relacji między jej dyrektorem a władzami MEN, by rozstrzygnąć, czy rzeczywiście to MEN manipuluje w celach politycznych nie tylko doborem zadań, ale i sposobem obniżania kryteriów ich oceny? Jak długo nie powstanie w Polsce niezależna od MEN instytucja do przeprowadzania egzaminów państwowych oraz jak długo resort edukacji będzie poza kontrolą społeczną, tak długo będziemy mieli do czynienia z nieustanną grą polityczną kosztem naszych dzieci.

12 komentarzy:


  1. Ten rocznik nie jest tragiczny tylko ostatni, którego Hall (wg recepty „prof.prof.” Konarzewskiego i Marciniaka) nie „zreformowała”!!! I na nim, na kolejnych etapach „reformatorzy” usiłują pokazać swój „sukces”… ;-)
    Takie obrażanie całego rocznika (300 tys. uczniów) wraz z rodzicami przed wyborami dowodzi na dodatek "świetnej" inteligencji wielopartyjnej ministry... ;-)

    OdpowiedzUsuń

  2. Ten rocznik nie jest tragiczny tylko ostatni, którego Hall (wg recepty „prof.prof.” Konarzewskiego i Marciniaka) nie „zreformowała”!!! I na nim, na kolejnych etapach „reformatorzy” usiłują pokazać swój „sukces”… ;-)
    Takie obrażanie całego rocznika (300 tys. uczniów) wraz z rodzicami przed wyborami dowodzi na dodatek "świetnej" inteligencji wielopartyjnej ministry... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani minister, wraz z poprzedniczkami, jedną ręką wprowadza obłędną biurokrację&ewaluację i paznokciową podstawę programową, kompletnie paraliżujące możliwości efektywnego uczenia szczególnie takich przedmiotów jak matematyka czy fizyka, a jednocześnie straszy uczniów i nauczycieli przyszłoroczną maturą!!! :-( To tak jak okładanie batem ciągnącego naładowany wóz konia przy jednoczesnym kurczowym naciskaniu na hamulec ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. >Można zatem zapytać, dlaczego resort edukacji nie rozlicza z jakości kształcenia szkół o najniższych wskaźnikach sukcesów?<
    Dla ewaluatorów p.Berdzik nie ma znaczenia, czy szkoła osiągnęła najlepszy czy najgorszy wynik w kraju - oni sprawdzają papierki, a nie efekty!!! :-( Częstotliwość ich najazdów też jest identyczna!!! I wykazują się w szkołach, niezależnie od efektów, takim samym brakiem szacunku oraz lekceważeniem dla ich kadry i dyrekcji!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wstyd mi przed moim dzieckiem, że mamy taką szkołę, jaką mamy. Przynosi to swoje świadectwo: jak mam mu powiedzieć, że nic nie umie!
    A nie umie, niestety. Ale na standardy szkoły jest ok. Szkoda mi tego pokolenia

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyczyn tych porażek uczniowskich trzeba też szukać już w edukacji wczesnoszkolnej. Zbyt ogólnie brzmiąca ocena opisowa często bywa niesprawiedliwa, krzywdząca i w efekcie zniechęca uczniów do pracy w następnych latach nauki. Często też jest tak, że właśnie taka "ogólna opisówka" umożliwia nauczycielowi wyróżniane słabszych uczniów - i tym samym godzenie w zdolniejszych czy pracowitszych - po to, by odwdzięczyć się rodzicom tych słabeuszy za przysłużenie się (datkami, darowiznami czy innymi zasługami) szkole. Niestety takie praktyki są dość powszechne w polskich szkołach. Innymi słowy, te wyróżnienia (np. w postaci nagród książkowych wręczanych na uroczystym apelu) są bardziej dla rodziców niż uczniów. Taki proceder ma miejsce w Szkole Podstawowej Nr 26 w Opolu. Dzieci lekarzy i darczyńców są oficjalnie wyróżniane, a te faktycznie dobrze uczące się ignorowane i jawnie napiętnowane. Temat wart badań pedagogicznych. Niskie ukłony dla Szanownego Pana Profesora :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do tej ilości godzin na matematykę i np. język polski. Jest ona mała, ale tez prawdą jest, iż w każdej prawie szkole dyrektor ze swojej puli dodaje godziny właśnie z tych przedmiotów i jest to nieraz 5 godzin matematyki i tyleż polskiego. Problem jest złożony, ja odniosłem się tylko do tego aspektu.
    Ale za to mamy religię i to 2 godziny w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I cztery ( trzy) godziny wychowania fizycznego!

      Usuń
  8. Zachowania, w tym chęć samorealizacji (w tym samokształcenia) nabywa się od najmłodszych lat od rodziców. Trzeba przyznać, że na studia kierunkowe nauczycielskie - powinny być wprowadzane egzaminy wstępne (przy rekrutacji) nie tylko z poziomu wiedzy, ale również ukierunkowane na osobowość kandydata. Autor tego wpisu ma słuszność przydałoby się zwiększyć % próg świadectwa dojrzałości - bo póki co to na pewno dyplom maturalny dojrzałości nie określa. Świetny artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  9. "matematyka w liceum w podstawie programowej to 3 godziny;" - to akurat brzmi jak usprawiedliwianie się. Nie od dziś wiemy, że (na szczęście!) uczniowie bardzo dużo uczą się poza szkołą. Odchodzimy od transferu nauczyciel-> uczeń do nauczyciel <-> uczeń. Materiał matury podstawowej z matematyki nie powinien być trudny dla ucznia, który ma konto w banku, gra w gry w których rozdziela się zasoby oraz grzecznie, 3h w tygodniu przez 3 lata robi kilka zadań... Najłatwiej napisać, że system jest ble, uczniowie są ble bo są zniszczeni przez system....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. System jest owszem ble, niestety, a uczniowie - tacy jak zawsze... ;-)

      Usuń
  10. Cóż - dzieci, idźcie do nauczycieli, niech wam zwrócą pieniądze za naukę.
    A tak w ogóle dzieci i młodzież po prostu się nie uczą, bo... przede wszystkim nie mobilizują ich do pracy rodzice. Ci biedni... uczą dzieci lenistwa i wyciągania ręki po pieniądze na przetrwanie, ci bogaci gwarantują dzieciom pracę w ich firmach lub poparcie przy znalezieniu pracy. A tych takich zwykłych, szanujących pracę i naukę po prostu brakuje, bo już dawno wyjechali ze swoimi dziećmi z Polski. Zatem w krajach zubożałych, okazuje się, że marnieje poziom intelektualny i moralny. A oto, co jest napisane w 10 Rozdziale Księgi Koheleta - wersety 5-6 - wstrząsające i prawdziwe:
    "5 Jest zło - widziałem je pod słońcem,
    to błąd ze strony władcy:
    6 wynosi się głupotę na stanowiska wysokie,
    podczas gdy zdolni siedzą nisko".

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.