wtorek, 3 czerwca 2014

Czy będzie "łatwiej" z awansami naukowymi po nowelizacji ustawy o stopniach i tytule naukowym?

Nadal nie wiemy, które poprawki, sugestie, uwagi ekspertów zostaną zaakceptowane przez Sejm i Senat. Zawsze zmiany strukturalne, a taką była nowelizacja w 2011 r. naruszają fundamenty prawne, przyzwyczajenia, tradycje, także z całym bagażem ich słabości czy zalet. Kiedy są konfrontowane z nowymi regulacjami prawnymi wywołują opinie zarówno zadowolonych z nich apologetów, jak i sfrustrowanych antagonistów. Nikomu się nie dogodzi. Zawsze ktoś będzie z tego powodu szczęśliwy, albo rozgoryczony. Obojętni są wobec zmian tylko ci, których one w żadnej mierze nie dotyczą.

Generalnie panuje opinia, że nowy tryb uzyskiwania habilitacji jest zdecydowanie łatwiejszy od poprzedniego. Nie ma już kolokwium i wykładu habilitacyjnego. O nadaniu stopnia doktora habilitowanego rozstrzyga ocena ekspercka zarówno 3 recenzentów, jak i pozostałych czterech członków Komisji. Wszystko jest transparentne, gdyż recenzje i treść uchwały są opublikowana na stronie internetowej jednostki, w której jest prowadzone postępowanie awansowe. Każdy sam wybiera sobie jednostkę i nie musi o to pytać dziekana czy dyrektora instytutu, tak własnego, jak i obcego. Nie trzeba być zatrudnionym w uczelni czy instytucie naukowym, by ubiegać się o habilitację czy tytuł naukowy. Wszystko zatem, a w każdym razie bardzo dużo jest w rękach tej osoby, która wnioskuje o nadane jej stopnia czy tytułu naukowego.

Co proponowali eksperci Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów? Przede wszystkim zwracali uwagę m.in. na to, że proponowane zmiany rządowe zmierzają w dobrym kierunku, gdyż sprzyjają wyeliminowaniu wielu problemów i nieporozumień, jakie już pojawiły się w okresie niemalże 3 lat praktycznego stosowania aktualnie obowiązujących przepisów ustawowych. W szczególności, Centralna Komisja poparła takie propozycje, jak:

- urealnienie wymogów stawianych kandydatom do tytułu naukowego profesora (art.26 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych w nowym brzmieniu), gdyż powszechnie zgłaszane były przez kandydatów zbyt wysokie kryteria, które nie uwzględniają polskich realiów;

- bardziej precyzyjne określenie zasad i wymagań stawianych kandydatom do stopnia doktora (przede wszystkim art. 11 ust. 2 ustawy w nowym brzmieniu), który wywołuje wątpliwości dotyczące spełnienia do otwarcia przewodu doktorskiego wymogu przedłożenia np. książki. Nie chodzi przecież o to, by otwierając przewód kandydat przedłożył książkę jako gotową już dysertację, skoro miałaby ona stanowić warunek do otwarcia przewodu pod kierunkiem promotora. Wystarczyłoby zatem dookreślenie w art. 11 ust. 2, przed wyrazami „publikacji naukowej w formie książki” wyrazów „niebędącej rozprawą doktorską”;

- stworzenie wyraźnych podstaw do przeprowadzania – co jest szczególnie ważne w sytuacji, z jednej strony, mnożenia u nas dyscyplin naukowych, przy, z drugiej strony, ogólnemu postępowi interdyscyplinarności a nawet już post- czy transdyscyplinarności – interdyscyplinarnych przewodów doktorskich (art. 14 a ustawy w nowym brzmieniu i nowe przepisy art. 20 ust. 4a i 4 b);

- sprecyzowanie formalnych aspektów postępowania w sprawie nadania tytułu profesora (nowy art. 27 ust. 6);

- podjęcie rozwiązania – wielokrotnie podnoszonego przez Centralną Komisję - problemu osób, które uzyskały tytuł profesora z naruszeniem prawa lub dobrych obyczajów w nauce albo sztuce (nowe przepisy art. 28 ust. 3a i 3b oraz art. 29 b ustawy). Przepis art. 29b nie obejmuje całości dyspozycji art. 28 ust. 3b, mimo, że powinien być z nim w pełni skorelowany.

Środowisko naukowe zwracało też uwagę na to, że nie została zapewniona spójność prawa, w wyniku czego pojawia się problem publikowania recenzji z przewodów/postępowań, których treść jest niespójna z ustawą o ochronie danych osobowych. Niekorzystnie też zadziałała zmiana związana z obniżeniem wymagań dotyczących tzw. minimum kadrowego (art. 6 ustawy), stawianych jednostkom uprawnionym (i ubiegającym się o przyznanie uprawnienia do nadawania stopni doktora i doktora habilitowanego). Spowodowało to wyraźne obniżenie jakości prowadzonych przez jednostki uprawnione postępowań awansowych, co skutkowało m.in. do końca września 2013 r. lawiną niespełniających kryteriów naukowych wniosków o otwarcie przewodów habilitacyjnych w starym jeszcze trybie.

W ustawie jest też wiele terminów, które są niedookreślone, jak np. „uznana renoma naukowa, w tym międzynarodowa” (art. 18a ust. 5 w postępowaniu habilitacyjnym, a za to tylko „renoma międzynarodowa” w postępowaniu w sprawie tytułu – art. 27 ust. 4)czy powinność „kierowania samodzielnie zespołami badawczymi” (art. 21a ust. 1 i art. 27 ust. 5 – przy czym w art. 26 ust. 1 wobec kandydatów do tytułu jest mowa, trafniej, o „doświadczeniu w kierowaniu zespołami badawczymi”) itp.


15 komentarzy:

  1. Panie Profesorze,
    czy jest usprawiedliwienie dla takich postępowań:
    http://www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-ekonomicznych/1382-bizon-gorecka-jadwiga

    nowy tryb, 3 pozytywne recenzje, pozytywna opinia komisji habilitacyjnej, odmowa nadania stopnia przez RW
    czy jest to oczywista podstawa do odwołania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwołanie przysługuje Wnioskodawcy, w tym przypadku jak najbardziej. Trzeba jednak pamiętać o tym, że komisja przeprowadza postępowanie, ale uchwałę o nadaniu stopnia, podejmuje jednostka, która ma takie uprawnienia. Nie wiemy, co było przedmiotem dyskusji a zarazem uzasadnieniem dla decyzji.

      Usuń
  2. Paradoksalnie to co najbardziej powinno być poprawione - część dotycząca habilitacji - będzie nieruszone.
    Powinni zdefiniować czym jest międzynarodowa renoma.
    Wprowadzić kilka zmian uniemożliwiających habilitowanie się na podstawie nieistniejących publikacji. Teraz jest to stan taki, że nie wiadomo, czy którykolwiek z posiadaczy dr hab. robionego w Polsce, w ogóle miał jakiekolwiek publikacje po doktoracie - mógł je wszystkie wymyślić sekundę przed wpisaniem do autoreferatu. Brak procedury gwarantującej istnienie prac wchodzących w skład osiągnięcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma słowacka docenta racji. W Polsce - w odróżnieniu od Słowacji - do postępowania komisja musi mieć wgląd w publikacje, ba, nawet w pracę doktorską (nieopublikowaną). Nie ma zatem możliwości ubiegania się o habilitację na podstawie wyimaginowanych publikacji.

      Usuń
  3. W Polsce jest możliwe aby habilitant zgłosił nieistniejącą publikację, Tak to w Polsce się nadzwyczaj często zdarza, że habilitanci maja wszczynane procedury habilitacyjne i nawet nadawane stopnie naukowe na podstawie nieistniejących publikacji.

    http://forumakademickie.pl/fa/2014/05/nieistniejace-publikacje-habilitanta/

    Jak pisze Marek Wroński:

    [[ Fakt, że habilitant podaje nieistniejący dorobek, opisywany jest w ciągu ostatniego roku na łamach „Z Archiwum Nieuczciwości Naukowej” po raz drugi (patrz: sprawa dr hab. Ewy Kulińskiej z Wydziału Ekonomii i Zarządzania Politechniki Opolskiej, opisana w artykule Podwójny przewód doktorski , we fragmencie zatytułowanym Zaginione prace , FA 5/2013). Niestety w tym ostatnim wypadku do dzisiaj sprawa nie została oficjalnie wyjaśniona przez Centralną Komisję, mimo że przewodniczącym Komisji Habilitacyjnej był prof. dr hab. Bogdan Nogalski z Uniwersytetu Gdańskiego, który jest przewodniczącym Sekcji Nauk Ekonomicznych CK, zaś recenzentem był wiceprzewodniczący sekcji, prof. dr hab. Krzysztof Jajuga. ]]

    za: http://forumakademickie.pl/fa/2014/05/nieistniejace-publikacje-habilitanta/

    Na Słowacji taka sytuacja jest niemożliwa. Bibliotekarz musi mieć fizycznie dostęp do pracy aby nadać jej kategorię EPC oraz indywidualny numer, następnie publikacja wprowadzana jest do centralnego rejestru, a habilitant w dokumentacji musi podać konkretne dane przy każdej publikacji.W drodze wyjątku możliwe jest, że habilitant nie ma zarejestrowanych prac i wtedy na pierwsze posiedzenie komisji habilitacyjnej dostarcza fizycznie i w oryginale wszystkie swoje publikacje przedstawione w postępowaniu i wszystkie prace cytujące go. Z powodu uciążliwości - "wyjątkowa ścieżka" jest niepraktyczna i dziekan niechętnie się na nią zgadza gdyż łatwiej jest habilitanta z tymi wszystkimi publikacjami wysłać do biblioteki aby biblioteka wprowadziła je do centralnego rejestru, przypisała Kategorie EPC oraz numery identyfikacyjne.

    W Polsce niestety habilitanci próbują i ilu z obecnych polskich dr hab. ma stopnie nadane na podstawie nieistniejących prac?

    OdpowiedzUsuń
  4. Co to za uogólniające pomówienia! Przypadki nieuczciwości zdarzają się i są ujawniane - tak w kraju, jak i i za granicą. Nie wiem, jak mogło dojść do sytuacji opisanych w linkowanych tekstach. Moim zdaniem nie powinny się zdarzyć, to zwykłe kłamstwo w dokumentacji, wymaga osądzenia, ale nie stanowi na Boga podstaw habilitacji. Czy docentce słowackiej chodzi o dyskredytację krajowych habiitacji? Albo jej ktoś zrobił wodę z mózgu, albo nawet nie zapoznała się z krajowymi procedurami. Cały dorobek podlegający ocenie w polskich habilitacjach przedstawiany jest w postaci fizycznej właśnie - zresztą innaczej sobie nie wyobrażam. To habilitant typuje ile i które publikacje przedstawia do oceny, ale jeśli je wskazuje - musi dostarczyć je komisji. Dlatego recenzent może przeczytać, co habilitant napisał, a nie tylko zapoznać się z numerkami wystawionymi przez bibliotekarza. W Polsce ocena dorobku ma charakter merytoryczny, a nie inwentaryzacyjny. Argument z "uciążliwością" niepraktycznej "wyjątkowej ścieżki" jest po prostu śmieszny! Owszem, widziałam kilka wielokilogramowych paczek przygotowanych do wysłania wraz z polskim wnioskiem habilitacyjnym. Faktycznie, uciążliwe, ale jedyne uczciwe. Co zamiast tego poddać ocenie - listę nieznanych tytułów z pieczątką bibilioteki? Niech docenta nie kopromituje już bardziej swojej docentury! Lista z numerkami i nie opublikowana (nie ogłoszona publicznie) praca habilitacyjna - to mają być merytoryczne kryteria??? To absurd i żenada. Ja nie mam nic do osób, które wybierają drogę zagranicznych habilitacji. Ich wybór, ich droga. Ale udowadnianie, że białe jest czarne i odwrotnie - to już przesada. Chęć ratowania na siłę reputacji słowackich habilitacji powoduje, że docentka próbuje jako atut przedstawiać to, co jest jedną z ich słabości. Nie tędy droga do oczekiwania uznania ich wartości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie. Docentka słowacka nie ma pojęcia o polskich procedurach, które są wysoce rygorystyczne. A już nieporównywalnie wysokie w stosunku do tego, co ma miejsce na Słowacji. To właśnie w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku było możliwe przedłożenie przez Polkę fałszywych danych o rzekomo własnych publikacjach, na podstawie których usiłowała wyłudzić docenturę. Słowacka profesura nie czyta, bo i w większości nie rozumie polskich rozpraw, natomiast nadaje stopnie docenta na podstawie streszczeń i oświadczeń, bez rzetelnej weryfikacji. Recenzje polskich profesorów, które się zdarzają, są kolesiowskie, nieadekwatne do ich rzeczywistych kompetencji i wykształcenia. Wystarczy zajrzeć na stronę przewodów habilitacyjnych i zamieszczonych na niej treści recenzji, by zobaczyć z jakim matactwem mamy tam do czynienia. Sprawa, którą przywołuje z FA nie jest jej znana, więc powoływanie się na publicystykę nie najlepiej świadczy o znajomości obowiązującego w naszym kraju prawa..

    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  6. http://www.pf.ku.sk/component/comprofiler/userprofile/slawomir_mazur.html
    W komisji do docentury słowackiej pani dr Barbary Kiereś z KUL będzie wojskowy. Nie ma żadnych danych o jego dorobku naukowym, publikacjach itp.
    Może docentka słowacka coś wie o tym recenzencie, który będzie oceniał dorobek naukowy pani doktor z KUL-u dotyczący katechetyki?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma sensu prowadzenie tu jakiejś "wojny słowacko-polskiej", gdyż są przewody na docenturę w KU, w których dorobek kandydata jest rzetelnie oceniony w recenzji z Polski, a i recenzent jest b.kompetentny np. http://www.ku.sk/images/stories/habilitacne_a_inauguracne_konania/Lipinski.pdf
    Nie zgadzam się jednak z tezą "docentki" jakoby w Polsce można było dopuścić kogokolwiek do kolokwium habilitacyjnego bez uprzedniego przestudiowania przez 4 recenzentów kompletu jego publikacji. Niektórzy Polacy uciekają na Słowację, bo w kraju nikt by ich nie dopuścił ze względu właśnie na ich nienaukowy poziom. O patologiach w tym zakresie pisałem wielokrotnie, w także w książce "Klinika akademickiej pedagogiki".

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakich 4 recenzentów?
    Panie Profesorze
    W Polsce w przewodzie habilitacyjnym JEST 3 recenzentów. Już dobre 3 lata - od 2011 roku jest 3 recenzentów.
    Przy składaniu do CK wysyła się wniosek, autoreferat i trochę innych dokumentów - żadnych pudełek. Na stronach CK "wiszą" recenzje w których recenzenci skarżą się, że nie otrzymali publikacji i sami musieli je wynajdywać.
    Oba przypadki opisane przez Wrońskiego nie są jedyne. Habilitant otrzymał stopień naukowy mimo, że nie istnieje to co napisał.
    Habilitant drugi otrzymał 3 pozytywne recenzje za nieistniejące prace.
    W Polsce. I nic się z tym nie robi jak utyskuje Marek Wroński w felietonie. Pisma jego w tej sprawie są zbywane a przecież ten człowiek wie gdzie napisać i co napisać aby zobowiązać do działania.
    Wpis Pana Profesora jest na temat polskiego nowego trybu. I podzielam zdanie Pana Profesora, że nowa procedura w Polsce jest błędem.
    Zresztą Trybunał Konstytucyjny obok sprawy nielegalności odpłatności na studia wypowiedział się na temat trybu legislacji (ministry Barbary Kudryckiej ):

    http://trybunal.gov.pl/rozprawy/wyroki/art/6890-odplatnosc-za-studia-w-uczelniach-publicznych/

    A to na tym trybie legislacji oparta jest obecna polska habilitacja.

    Moja procedura była normalna, miałam obhajobe (kolokwium habilitacyjne) i wykład, dwugodzinny magiel sprawdzający samodzielność habilitanta w realu, a nie, czy stać go by wynając dobrego prawnika i dobrego tłumacza, którzy dobrze przygotują mu dokumentację, jak w Polsce.
    Zaoczna procedura jest zła zarówno dla kandydatów (jakby motyla pozbawić możliwości "męczarni w kokonie" - nie będzie latał i nie będzie piękny) jak i dla środowiska, gdyż oszustwa nie są niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy tak się wypowiada, jakby znał dokumentację całego postępowania. Ja w ogóle nie rozpatruję tego przypadku, bo go nie znam. Nie reprezentuję nauk ekonomicznych czy nauk o zarządzaniu . Natomiast nie jest prawdą, że ocenia się czyjś dorobek na podstawie czyjegoś zeznania, wykazu, bo wystarczy przeczytać odpowiedni komuni8kat na stronie CK, żeby wiedzieć o zobowiązaniu do przedłożenia przez Wnioskodawcę po otwarciu przewodu habilitacyjnego wszystkich publikacji, które mają być przedmiotem oceny. W sekcji I, którą kieruję, jest to oczywiste i egzekwowane w 100% więc nie zgodzę się na taką ocenę.
      Procedura na Słowacji jest podporządkowana kierunkom kształcenia a nie dyscyplinom naukowym. Właśnie dlatego muszą tam kandydaci na docentów bronić swoich prac, jak u nas ma to miejsce w przypadku doktoratów. Nie oceniam i nie podważam pańskiego dorobku , bo go nie znam, ani też tytułu docenta, ale mam dziesiątki przykładów matactw i wyłudzeń przez Polaków, których nagminnym już przykładem jest przedkładanie na Słowacji wydanej w Polsce rozprawy doktorskiej jako samodzielnej monografii. Proszę więc nie eksponować kryteriów z tego kraju, bo mają się nijak do jakości i poziomu naukowego, który wciąż jeszcze obowiązuje w Polsce. Pisałem o 4 recenzentach. bowiem nadal trwają przewody habilitacyjne, które były otwierane do 30 września 2013 r. w starej procedurze. Tych w nowej było mało, więc trudno jest tu mówić o patologiach, gdyż jeszcze żadne postępowanie w tym trybie nie podlegało kontroli i ocenie organów nadrzędnych. A kiedyś to nastąpi i wówczas jednostka, w której do tego doszło utraci uprawnienia dla kolejnych pokoleń, blokując im rozwój. Na Słowacji plagiaty są nagminne, nawet dziekana Wydziału Pedagogicznego , ale ich się nie ściga, bo nie ma stosownych regulacji prawnych. A w Polsce są. Gdyby pan wydał jako habilitację swój doktorat, by uzyskać na podstawie zmienionego tytułu, układu treści, ale tej samej zawartości, to utraci pan w Polsce stopień naukowy nawet po latach, bo to przestępstwo nie ulega przedawnieniu.

      Usuń
  9. Do słowackiej docentki,
    Proszę nie stosować porównań ścieżki kariery akademickiej w Polsce i na Słowacji, gdyż stopień naukowy doktora habilitowanego, w naszym kraju jest zdecydowanie trudniej uzyskać niż na Słowacji.Procedury prawne są rygorystyczne i klarowne.Swoją drogą:dlaczego anonimowy wybrał Słowację?

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiadomo, żeby było łatwiej...

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyraźnie jednak słowacka docentka dąży do dyskredytacji polskich habilitacji, choć nikt tu nie atakuje ani jej wyboru, ani jej - anonimowego tutaj przecież - dorobku. Po co więc te uparte konfrontacje? A ja potwierdzam: widziałam przygotowane do wysyłki wielokilogramowe pudła (nie pudełka!) z dorobkiem, obejmujące kilka-kilkanaście książek, kserokopie kilkudziesięciu artykułów + pozostałe wymagane dokumenty. Ale widocznie mamy kontakt z innymi kandydatami na habilitowanych, co jest dla mnie satysfakcją samą w sobie, bez konieczności dalszego udowaniania sfrustrowanej docentce, że drogą do podnoszenia własnej wartości nie jest deprecjonowanie innych. Nawet Autor blogu, tropiący nieprawidłowości w słowackich uczelnach (także w polskich, ale teraz o słowackich tu mowa), potrafi przyznać, że są - a nawet wskazać imiennie - wartościowe przewody i recenzje. A docentka uparcie, choć niezasadnie kąsa i nic jej widać nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Znajomy otrzymał uchwałę o odmowie nadania stopnia (w nowym trybie). Ścięło go to z nóg. Odpuścił sobie ale po ponad 3-4 miesiącach wróciła mu chęć do walki i chce zaskarżyć / odwołać się / cokolwiek.
    I teraz pytanie.
    Uchwała nie zawiera informacji o możliwości odwołania się ani nie informuje o drodze odwołania.
    Czy ta uchwała istnieje?
    A jeśli istnieje - to czy fakt tego braku umożliwia coś - mimo upłynięcia terminów?
    Bo jeśli uchwała nie istnieje - to przepisy ustawy dopiero wyznaczają termin od uchwały - a tej nie ma. To co wtedy - może gdzieś się poskarżyć na opieszałość rady? Mimo, że poleconym dostał kartkę udającą uchwałę...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.