środa, 25 czerwca 2014

Aktwyność seksualna studentów zamiast wf




Redaktor "Gazety Prawnej" Urszula Mirowska-Łoskot przyjrzała się odpowiedzi Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na interpelację poselską (nr 25514), z której wynika, że resort nie monitoruje efektów reformy zobowiązującej szkoły wyższe do wprowadzenia wychowania fizycznego na wszystkich typach studiów. Uczelnie powinny na każdym rodzaju studiów zapewnić studiującej młodzieży zajęcia wychowania fizycznego. W związku z tym, że reforma 2011 r. nie narzuciła formy i liczby godzin na te zajęcia, to szkoły zaczęły je lekceważyć.

W efekcie uczelnie różnie realizują ten obowiązek. Np. na Uniwersytecie Warszawskim na studiach dziennych licencjackich i jednolitych magisterskich zajęcia z wychowania fizycznego są obowiązkowe. W trakcie pięciu pierwszych semestrów do wykorzystania jest 120 godzin. Studenci niestacjonarni również otrzymują żetony na WF, ale o tym, czy wymagane jest z niego zaliczenie, decydują władze poszczególnych wydziałów. – Spotkałem się też z taką sytuacją, że zamiast tradycyjnych zajęć sportowych uczelnia realizowała wychowanie fizyczne na dyskotece – wskazuje prof. Marek Rocki, przewodniczący Polskiej Komisji Akredytacyjnej (PKA).
Te praktyki są dopuszczalne. (...)

Szkoły wyższe wybrnęły też z konieczności przyznawania za WF punktów ECTS, które są potrzebne do zaliczenia studiów. Zgodnie z rozporządzeniem ministra nauki z 5 października 2011 r. w sprawie warunków prowadzenia studiów na określonym kierunku i poziomie kształcenia (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 131) jedynym z warunków, jakie musi spełniać program, jest określenie minimalnej liczby punktów ECTS, którą student musi uzyskać na zajęciach z WF. – Wystarczy zatem, że w tę rubrykę uczelnie wpiszą „0” i spełniają wskazane w rozporządzeniu kryteria – tłumaczy prof. Marek Rocki.
.

Niektórzy twierdzą, że skoro można zaliczyć wf na dyskotece, to może wystarczy też, by studenci realizowali ów obowiązek w ramach indywidualnej aktywności seksualnej. Mogą nawet prowadzić indywidualny dzienniczek praktyk w tym zakresie. Takie zajęcia spełnią też unijne normy genderowe. Tylko czy zero punktów ECTS z tego tytułu nie wbije młodych w kompleksy? Tak czy siak, ważne jest, że wyższe szkoły zaoszczędzą na kosztach kształcenia w zakresie kultury fizycznej.

7 komentarzy:

  1. Co ma Pan na myśli pisząc, że takie praktyki spełniałyby europejskie normy genderowe?

    OdpowiedzUsuń
  2. Na mojej uczelni - Uniwersytet Szczeciński - jest Wf, trwa jeden cały rok. Wf jest problematyczny, ponieważ trudno dopasować godzinowo ćwiczenia by nie kolidowały z planem zajęć - a ilość miejsc na daną godzinę, w danym typie wfu jest ograniczona, ja np. chodziłam na wf zupełnie z moim wydziałem z tego względu- żeby pomysł z wfem mógł dobrze funkcjonować potrzeba naprawdę dobrej organizacji. Jeśli chodzi o opinie studentów moja jest taka, że jest potrzebny, ale ja zawsze lubiłam wf... natomiast niektóre koleżanki uważają, że jest zbędny i jest to strata czasu (plus dojazdy), którą mogły poświęcić na bibliotekę lub naukę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wiele się zmieniło od czasu, kiedy sam studiowałem. Myśmy mieli wydzielone całe przedpołudnie na wf i mogliśmy wybierać dyscyplinę sportową - judo, siatkówka, piłka ręczna, lekka atletyka... Czyżby w PRL było lepiej?

      Usuń
  3. a co szanowny Pan powie na wynalazek Uniwersytetu Technologiczno Przyrodniczego z B.? Tutaj niestacjonarni mają wykłady teoretyczne z WF na wykładach jest agitacja aby się więcej ruszali, teoretyczne podstawy gry w siatkówkę itp. teoretyczne rozważania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nadaje się do kabaretu.

      Usuń
  4. Albo do prasy...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.