czwartek, 20 marca 2014

Wychowanie i kształcenie w erze cyfrowej












to tytuł pracy zbiorowej pod redakcją dwóch naukowców łódzkiego pochodzenia, ale pracujących w różnych uniwersytetach: Piotra Plichty z Uniwersytetu Wrocławskiego i Jacka Pyżalskiego z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Zbiorowa monografia zawiera artykuły specjalistów od nowych mediów, którzy skupili się w swoich studiach na problemach wychowania i kształcenia młodzieży w ponowoczesnym świecie. Odsłaniają tym samym wyraźne przesunięcie socjalizacyjne ku nowoczesnym mediom jako kreującym wirtualne środowisko rozwoju młodzieży. Zaletą tej publikacji jest to, że można mieć do niej otwarty, a więc bezpłatny dostęp dzięki temu, że została przygotowana na zamówienie Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi w ramach środków EFS.

Takich publikacji będzie powstawać coraz więcej, a żadna z nich nie będzie mogła stanowić wyczerpującego studium wiedzy na temat specyfiki uwarunkowań edukacyjnych i rozwojowych młodego pokolenia, gdyż ma tu miejsce niezwykle dynamiczne tempo zmian w sferze komunikacji pośredniej. Dobrze jednak się stało, że autorzy tego tomu nie zawiesili własnej refleksji na ten temat, tylko podjęli ją z poczuciem pokory wobec rzeczywistości wirtualnej i z jednoczesną troską o to, by wesprzeć rodziców i opiekunów nastolatków oraz osoby dorosłe w rozwiązywaniu codziennych problemów, które są pochodną także nowego typu doświadczeń społecznych i komunikacyjnych.

Tom ma też częściowo charakter komparatystyczny, gdyż niektórzy autorzy odwołują się w analizie interesujących ich zagadnień do diagnoz czy modeli teoretycznych, jakie mają miejsce w innych krajach świata. Dzięki temu rozprawa może być ważnym dopełnieniem dostępnych w naszym kraju źródeł wiedzy na tytułowy temat. Mają tu miejsce rozprawy nie tylko polskich, ale i brytyjskich naukowców, którzy skupili się na problematyce agresji elektronicznej wśród uczniów szkół średnich w różnych państwach na świecie, by na tej podstawie zaplanować własne diagnozy z uwzględnieniem wśród badanych różnic płciowych i etnicznych.

Zostajemy odarci ze złudzeń, że cyberbullying jest czymś incydentalnym i nie zdarza się we wszystkich placówkach oświatowych. Otóż badacze twierdzą, że jest on wszędzie, a dokumentują to syntetycznym odniesieniem do danych empirycznych na ten temat. Co ważne, zatroszczono się w tych badaniach o zasadę intersubiektywnej komunikowalności, co jest niestety dość rzadkie w polskich diagnozach społecznych, a pozwala na ustalenie, czy respondenci istotnie rozumieją to, o co są pytani. Uzyskane wyniki dają nam jednak jedynie odpowiedź na pytanie, czy młodzież szkolna jest sprawcą i/lub ofiarą w zakresie czterech rodzajów przemocy) dwóch tradycyjnych i dwóch elektronicznych). Nie wynika z niego, dlaczego to zjawisko ma miejsce i jaki jest jego zakres.

Nasi badacze wcale nie są gorsi od brytyjskich, gdyż analizują zjawiska, które dodatkowo wskazują na inne jeszcze zmienne różnicujące zakres wspomnianej przemocy. Przykładowo Piotr Plichta docieka w bardzo interesujący sposób, jak nowe media stają się środowiskiem opresyjnym dla uczniów z lekką niepełnosprawnością intelektualną jako społeczności podwyższonego ryzyka w świetle opinii ich rodziców. Jego analiza zjawiska wiktymizacji tych osób jest znacznie ciekawsza od badań brytyjskich, gdyż sięga znacznie głębiej, niż tylko ustalenia samego faktu jego występowania, bowiem odwołuje się do diagnozy opinii ich codziennych opiekunów - rodziców, a więc najbardziej zatroskanych o ich losy wychowawców. Tekst jest bardzo dobrze udokumentowany a zawarte w nim dane zostały rzetelnie opracowane jakościowo.

Całości tomu nie muszę tu omawiać, gdyż każdy po kliknięciu, znajdzie w nim interesujący go zakres zagadnień.



1 komentarz:

  1. Jestem nauczycielem wychowania przedszkolnego i codziennie stawiam sobie za cel stworzenie takich warunków moim dzieciom, aby miały szanse rozwoju na miarę swoich możliwości. Wymaga to ode mnie właściwego wykorzystania przestrzeni oraz pomocy jakimi dysponuję. Z niepokojem obserwuję, że coraz większe znaczenie odgrywają media i współczesna technologia. Mój niepokój nie wynika z braku umiejętności korzystania z ich dobrodziejstwa , ale z obawy, że tak łatwo są w stanie zastąpić dziecku realny świat. Dlatego staram się nie zapomnieć, że wiosna jest za oknem i można ją „dotknąć i posmakować” czego przynajmniej dziś nie jest wstanie zapewnić moim maluchom współczesna technologia. Moje obawy co do „cudownych wynalazków” z których sama chętnie korzystam, jest taka, że jeżeli młodym przygotujemy „niespodziankę” w postaci wyłączenia zasilania, pogubią się z braku możliwości : zdobycia wiedzy, nawiązania kontaktu, a tak naprawdę to zakrzyczą nas, że świat jest nudny i w co tu się bawić ?  M.M

    OdpowiedzUsuń