sobota, 15 lutego 2014

Czesi podsumowują wydatki na oświatę i szkolnictwo wyższe ze środków unijnych a Słowacy ... sprawozdają, ilu wyhabilitowali Polaków









Wróciłem z Czech i Słowacji, które to kraje chętnie odwiedzam kilka razy w roku, by spotkać się z naukowcami, przyjaciółmi, pozyskać najnowszą literaturę naukową, wymienić się doświadczeniami z badań itp. We wtorek jeden z sekretarzy stanu w Ministerstwie Szkolnictwa Republiki Czeskiej udzielił wywiadu gazecie "Lidove Noviny" (11.02.2014, s. 17) , z którego wynika, że resort otrzymał z unijnych środków na realizację zadań w dwóch programach UE 100 miliardów czeskich koron. To dużo i mało biorąc pod uwagę to, że u południowych sąsiadów jedno ministerstwo zajmuje się całym szkolnictwem, także wyższym. Z tej puli nie wykorzystano jeszcze 2,8 mld koron na edukację. Budżet zamyka się w 2013 r., ale wydatkowane środki można rozliczać do końca 2015 r., więc być może okaże się, że dotychczas wydatkowane 89% z przyznanych przez UE środków, zostanie jeszcze powiększone o wydatki na doposażenie placówek i szkół w nowy sprzęt czy na realizację zadań w zakresie programu dotyczącego wzmocnienia zdolności do konkurowania na globalnym rynku.

Prowadzącego wywiad dziennikarza interesowała efektywność wydatkowanych środków na szkolnictwo, toteż zadał pytanie - Po co w ramach projektu KREDO (tzw. "miękkiego" projektu) ministerstwo wydatkowało aż 300 mln. koron tylko na to, by szkoły wyższe wypracowały strategiczne plany rozwoju? Czyżby nie mogły tego uczynić bez europejskiego wsparcia? Uzyskał odpowiedź, że "celem tego projektu była konsolidacja wizji i strategicznych planów poszczególnych szkół wyższych tak, aby resort mógł przygotować programowanie kolejnych wydatków w przyszłości i by były podstawy do wieloletniego finansowania uczelni." Z treści tego wywiadu wynika, że wprawdzie Czesi otrzymają środki unijne na realizację różnych projektów dla edukacji, ale pod warunkiem, że w przyznanym im limicie uwzględnią od 20 do 100 milionów koron na ekspertyzy, recenzje zagranicznych ekspertów. A jeśli jakieś centrum naukowe będzie chciało zakupić najwyższej klasy sprzęt do laboratorium, to przecież musi w nim kierować zespołem badawczym wysoko wykwalifikowany naukowiec zagraniczny. Czy czeskie władze są w stanie płacić porównywalnie wysokie jak w krajach UE pensje profesorom? odpowiedź była do przewidzenia: "Nie możemy". Jak widać, podobnie, jak w Polsce, urzędnicy chcą, by uczelnie konkurowały ze światowymi potentatami ... świetnie wyposażonymi laboratoriami, pracowniami i wysokimi płacami unijnymi, ale ... dla zagranicznych naukowców ("szpiczkowych"!). Coś przecież trzeba zrobić z bezrobociem profesorów w Anglii, Francji czy w Niemczech. Czy to jest jeszcze czy już postkolonializm?

Na Słowacji zaś uniwersytety publikują sprawozdania ze swojej działalności naukowej, a w tym zakresie także z "produkcji naukowej". Jednym z jej elementów jest promowanie docentów, czyli wykładowców, którym nadaje się uczelnianym dekretem (po pozytywnie ocenionym wykładzie "habilitacyjnym" i obronie "habilitacji") nieakademicki tytuł docenta, który jest tytułem naukowo-pedagogicznym. Czegoś takiego nie ma w żadnym z państw zachodnio-europejskich, a tym bardziej w Polsce. Skoro w "dekrecie" mianowania docentami jest informacja o odbytym postępowaniu habilitacyjnym, to w Polsce nikt nie analizuje jego istoty, gdyż słowo habilitacja brzmi u nas tak samo, chociaż nie jest tym samym. Była minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka dopisała do odpowiedniego rozporządzenia - jako równoważny polskiemu stopniowi naukowemu doktora habilitowanego - ów tytuł naukowo-pedagogiczny docenta, który nie jest tytułem naukowym w polskim rozumienia tego terminu, ani też nie jest stopniem naukowym. Na Słowacji można jednak ubiegać się na jego podstawie o tytuł profesora, kiedy spełni się stosowne wymagania.

A zatem, na prośbę czytelników, podaję dane o Polakach, którzy zostali docentami naukowo-pedagogicznymi na Słowacji lub też trwają postępowania w powyższym zakresie, gdyż w Polsce zapewne nie mieli możliwości uzyskania habilitacji na podstawie posiadanego dorobku naukowego i dydaktycznego. Nie są to tylko pedagodzy, ale także przedstawiciele innych dyscyplin wiedzy.

Na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy zakończyły postępowania habilitacyjne następujące osoby:


11. 4. 2013 dr. inż. Ewa Wszendybył-Skulska , temat habilitacji: The essence and importance of human capital measurement in the hotel industry (Podstata a význam merania ľudského kapitálu v hotelierstve - tłum. Istota i znaczenie badania kapitału ludzkiego w hotelarstwie)

Wydział Nauk Humanistycznych

Tu trwają postępowania habilitacyjne:

dr Andrzej Hadzik - Temat rozprawy habilitacyjnej: Analýza vybraných faktorov ovplyvňujúcich rekčnú účasť na športe fanúšikov medzinárodných športových podujatí (tłum -Analiza wybranych czynników wpływających na udział w sporcie fanów międzynarodowych imprez sportowych)


dr Jakub Bartoszewski , Temat rozprawy habilitacyjnej: Meeting of the philosopher with the reality.On research of Mordecai Roshwald’s philosophical thought (Stretnutie s filozofom reality. Štúdie filozofického myslenia Mordecai Roshwalda - tłum.Studia myśli filozoficznej Mordecai Roshwalda). O sobie pisze, że: "Uzyskany stopień doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie filozofii, dotyczy specjalności: pedagogika społeczna, filozofia społeczna, polityka społeczna).



Wydział Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych:

Trwające postępowania:

dr Michał Gołoś, Temat rozprawy habilitacyjnej: Koncepcja społeczeństwa obywatelskiego Edmunda Burke´a i Thomasa Paine´a (Koncepcia občianskej spoločnosti Edmunda Burkeho a Thomasa Paina). Kandydat zamierza uzyskać docenturę z kierunku kształcenia : "teoria polityki"



Wydział Pedagogiczny:

Zakończone postępowania:

19. 9. 2013 dr Maciej Kołodziejski, Temat rozprawy habilitacyjnej: Hodnotenie na hodinách hudby na základnej škole (Ocenianie na lekcjach muzyki w szkole podstawowej)


19. 9. 2013 dr Izabela Bieńkowska , Temat rozprawy habilitacyjnej: Pedagogické a sociálne aspekty adaptácie osôb so zdravotným postihnutím v Poľsku a vo vybraných krajinách EÚ (tłum. - Pedagogiczne i społeczne aspekty adaptacji osób niepełnosprawnych w Polsce i w wybranych krajach UE)


19. 9. 2013 dr Małgorzata Przybysz-Zaremba, Temat rozprawy habilitacyjnej: Rodina, práca a vzdelávanie ako životný priestor žien (Rodzina, praca i edukacja jako życiowa przestrzeń kobiet)


24. 5. 2013 dr Eugenia Karcz , Temat rozprawy habilitacyjnej: Sociálno-pedagogické aspekty vzťahu lokálneho prostredia a výchovy v Poľsku na začiatku 21. storočia (Społeczno-pedagogiczne aspekty relacji między środowiskiem lokalnym a wychowaniem w Polsce na początku XXI wieku)

W następnym wpisie poinformuję o kolejnych sukcesach Polaków poza południową granicą naszego kraju.









14 komentarzy:

  1. Szanowny Panie, wprowadza Pan ludzi w błąd. Według Pana rozumowania to nie tylko docent staje się wykładowcą ale także słowacki profesor. Podobnie bowiem docent i profesor to na Słowacji tytuły naukowo-pedagogiczne. Po zdobyciu tytułu docenta uzyskuje się samodzielność naukową (jak po habilitacji w Polsce) i możliwość promowania doktorów. Zatem słowacki docent to odpowiednik polskiego doktora habilitowanego. W Rosji i na Ukrainie to z kolei doktor nauk.
    Na Słowacji piszę się rozprawę habilitacyjną (habilitacna praca), wygłasza się wykład habilitacyjny (prednaska) a całość to postępowanie habilitacyjne (habilitacne konanie).
    Myślę też, że nieelegancko jest podawać nazwiska osób, które habilitowały się na Słowacji, wytykając im, że mają zbyt ubogi dorobek, by uzyskać habilitację w Polsce. Nie zna ich Pan i to zwykłe oszczerstwa. Ale to w Pana humanistycznym stylu.
    Nie zdziwiłbym się, gdyby któraś z tych osób zgłosiła cały proceder do prokuratury czy sądu.
    Jak znam Pana to ten komentarz nie zostanie opublikowany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wprowadzam nikogo w błąd. Podaję publiczną informację na temat postępowań na tytuł naukowo-pedagogiczny, który nie jest stopniem/tytułem akademickim w rozumieniu prawa słowackiego. Tym bardziej nim nie jest w rozumieniu polskiego prawa. Proszę nie straszyć prokuraturą czy sądem. Już odpowiednie instancje w Polsce zajmują się tym zjawiskiem, więc warto poczekać, by samemu nie trzeba było przepraszać.
    O tym, jaki dorobek naukowy posiadają w/w osoby informują one same w bazie OPI. Proszę więc do nich skierować apel, by ową bazę uzupełniły dla lepszego samopoczucia Anonimowego komentatora. Czyżbym uderzył w stół.... ?

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie co jest stopniem/tytułem akademickim w rozumieniu prawa słowackiego? W takim razie kim jest słowacki profesor z takim tytułem naukowo-pedagogicznym? To dlaczego słowacki docent ma prawo być promotorem pracy doktorskiej? Coś tu się nie zgadza?

    OdpowiedzUsuń
  4. Na Słowacji są dwa rodzaje tytułów naukowych. Jedne -akademickie , do których zalicza się tzw. duży doktorat, DrSc- czyli odpowiednik polskiej habilitacji i Prof. Koniec. Kropka. Natomiast tzw.docentura to jest tytuł naukowo-pedagogiczny, o czym Ci, którzy go uzyskali doskonale wiedzą. Nie jest to stopień akademicki w rozumieniu prawa słowackiego. Przykre?

    OdpowiedzUsuń
  5. Istotnie, ma pan rację. Jest zasadnicza różnica między stopniem naukowy a tytułem naukowo-pedagogicznym. Wyraźnie w dyplomie docenta jest zapisane, że habilitował się w ramach kierunku kształcenia (studijny odbor), a nie z dyscypliny naukowej. Na Słowacji wszystko, co może być przedmiotem kształcenia w szkole wyższej, może być podstawą do uzyskiwania tytułu docenta właśnie dydaktycznego, czy jak oni to określają naukowo-pedagogicznego. Tam jest tak, jak w Polsce, tzn. jedne rady starają się bardzo mocno podkręcać śrubę i nie jest tak łatwo uzyskać nawet tę docenturę, a inne nie mają żadnych oporów. w końcu nie dają dekretu docenta swoim, tylko obcym, a więc to nie u nich oni będą kształcić, gdyż nawet nie znają języka słowackiego.
    Dobrze zatem, że pokazuje pan profesor tę kwestię. Nie jest jednak tak , że w Polsce każda habilitacja jest na wysokim poziomie. W jednym z uniwersytetów na pedagogice habilitację uzyskała pani, która miała dwie negatywne recenzje. I co? I jest doktorem habilitowanym. Tak więc trzeba w kraju zwracać uwagę na to, by nie dochodziło do tego typu sytuacji, które kompromitują nie tylko siebie, ale i inne osoby ze stopniem naukowym doktora habilitowanego.

    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  6. Panowie, nie macie racji. Osoba po postępowaniu habilitacyjnym uzyskuje status DOCENTA HABILITOWANEGO i może ubiegać się po upływie 5 lat o tytuł naukowo-pedagogiczny profesora. Na dekrecie widnieje, że jest to habilitacja - temat pracy HABILITACYJNEJ, przewodniczący KOMISJI HABILITACYJNEJ. Ten tytuł nie ma nic wspólnego z polskim stanowiskiem docenta. Docentura na Słowacji daje samodzielność naukową i przepustkę do bycia profesorem. Tytuł DrSC został wyparty przez DOCENTA HABILITOWANEGO.

    OdpowiedzUsuń
  7. Poszperałem nieco w internecie, opierając się na swojej przeciętnej znajomości języka czeskiego, i tak jak oto rozumiem stopień naukowy doktora nauk (Doktor věd). Pierwotnie w czasach Czechosłowacji stosowano rzeczywiście te nomenklaturę, na wzór radziecki, a więc kandydat nauk (Kandidát věd -CSc) oraz wspomniany doktor nauk (DrSc). Odpowiednio, tak jak do dzisiaj w Rosji, polski doktorat i habilitacja. W 1998 r. zrezygnowano z nadawania tych stopni i zastąpiono je w uproszczeniu dotoratem PhDr., lub doktorat branżowy np. PaedDr., nastepnie po przeprowadzeniu procedury (řízení) habilitacyjnej prawem do uzywania tytułu docenta, oraz odpowiednio profesora po odrębnej procedurze nadania tego tytułu. Doktor nauk pozostał jako nieoficjalny tytuł naukowy nadawany przez Akademie věd České republiky, taki czeski PAN jako raczej honorowe uznanie najwyższych osiągnięć w nauce. Sprawozdawczość czeska jest dość dobra, więc mozna przeczytać sobie w internecie kto w ciągu ostatnich 10 latach uzyskał ten stopień. Niestety nikt z pedagogiki. Na liście tej nie ma także żadnego Polaka. Zrównanie umową naszej habilitacji z doktorem nauk nie miałoby sensu, gdyż nikt nie mógł by z polskich kandydatów uzyskać tego stopnia. To tak jakby ślimakowi kazać biec na 100 m. razem ze sprinterami - ludźmi. Poza tym większość naukowców w Czechach nie posiada tej godności, a pracuje spokojnie na uniwersytetach jako docenci a potem profesorowie. Moim osobistym zdaniem wędrówka po habilitacje na Słowację jest patologią. Natomiast uzyskanie ich na najważniejszych uniwersytetach w Pradze lub Brnie nie jest moim zdaniem "wielkim obciachem", gdyż rzeczywiście w rankingach uczelnie te pokonują nasze UW lub Jagiellonkę. Być może tu jest klucz do rozwiązania tego problemu, nie zrywać umów międzypaństwowych, aby nie uznali tego za naszą megalomanię, ale ograniczyć ośrodki, na których uzyskanie habilitacji byłoby rzeczywistym zadaniem naukowym. Szczególnie w przypadkach gdy habilitant musiałby wygłosić wykład habilitacyjny i odpowiedzieć na pytania komisji po czesku. Sa przeciez badacze w Polsce, którzy zajmują się rożnymi związkami polsko-czeskimi i taka praca byłaby istotnym wkładem w naukę obu państw. Poważna debata na ten temat jest oczywiście potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Proszę nie straszyć prokuraturą czy sądem. Już odpowiednie instancje w Polsce zajmują się tym zjawiskiem, więc warto poczekać, by samemu nie trzeba było przepraszać"

    Czyżby była nadzieja na rozwiązanie tego problemu? Obcna sytuacja nikomunie służy: trzeba albo jednoznacznie potwierdzić status naukowy tych osób, albo go jednoznacznie zakwestionować.

    Ja odczuwam cała sytuację jako formę obejścia trudnego dostępu do habilitacji w Polsce - niezależnie od tego, co jest tego przyczyną. Jednak jestem w stanie uznać wiążące rozstrzygnięcia w tej sprawie, bo chodzi także o to, by osoby te nie były narażane na inwektywy i nieuzasadnione ataki. Mam znajomego, godnego szacunku naukowca, którego losy polskiej, nieskutecznej habilitacji nie najlepiej świadczą - niestety - o polskim środowisku naukowym i panujących weń układach. Zatem to, że "robił habilitację" na Słowacji to przede wszystkim strata dla nas. Bardzo szanuję jego dorobek. Myślę, że czytając te komentarze uśmiecha się ironicznie, widząc zupełnie inny poziom problemu. Tego nie rozstrzygnę. Mam tylko nadzieję, że tego typu patologia to margines.

    Natomiast myślę o tym procesie wykluczenia, który się dokonuje na podstawie tylko i wyłącznie kategoryzacji, a więc sterotypu. Akurat ten człowiek na to nie zasłużył, a myślę czasem i i innych, którzy czasem tu się czasem odzywają, jak nożyce po uderzenieu w stół. Nie mam habilitacji - ani polskiej, ani słowackiej, o słowackiej nie myślę, o krajowej tak, ale szkoda mi ludzi, którzy muszą udowadniać, że nie są wielbłądami, także z tego powodu, że taka a nie inna interpretacja otworzyła im ścieżkę, której środowisko nie chce uznać. Jeśli więc środowisko naukowe ma podstawy do nie uznawania tych habilitacji, niech faktycznie zawalczy o jednoznaczność wykładni! To obowiązek profesorów, CK, PAN: wywalczyć stanowisko lub zamilknąć i nie narażać - było nie było - ludzi nauki na ostracyzm.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przez przypadek w Internecie natrafiłem na artykuł dr hab. J. Bartoszewskiego - widać, że już uzyskał habilitację na Słowacji - http://www.studiasieradzana.pl/artykuly/5/SSnr5.pdf Polecam od strony 16. Jeżeli tak wygląda twórczość wszystkich polskich habilitantów na Słowacji, to się nie dziwię, że nie przeprowadzali przewodu w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wypowiadam się jako socjolog prawa. Ta dyskusja nie ma sensu. Albo ustawodawca polski arbitralnie uzna, że tytuł słowacki jest równoważny habilitacji polskiej, albo nie. To jest kwestia uznaniowa i niezależna od faktów. Zadekretować można wszystko. Oczywiście ustawodawca pod wpływem jakiejś grupy interesów może zmienić zdanie i słowackie tytuły mogą stać się bezwartościowe. Powyższa dyskusja może mieć znaczenie dla ustawodawcy przed ewentualnymi zmianami przepisów.

    OdpowiedzUsuń
  11. i oby miała. Najwyższy czas.

    OdpowiedzUsuń
  12. Na jakiej podstawie prawnej wymienia Pan na tej stronie dane osobowe osób, co do których toczy się lub toczyło postępowanie habilitacyjne?

    OdpowiedzUsuń
  13. Prawo Słowackiej Republiki oraz Prawo III RP czyni postępowania na stopnie naukowe jawnymi, stąd wszystkie informacje nie mają charakteru pokątnego, prywatnego, ale publiczny! Każdy może je znaleźć na stronach internetowych uczelni, w których one przebiegają. Oczywiście, dla Anonimowego mogę wprowadzić jeszcze hiperłącza do tych stron, żeby nie było wątpliwości. Anonimowy jest przeciwny temu, by pisać o sukcesach Polaków poza granicami kraju? Czy oni czynią coś niewłaściwego, niezgodnego z prawem?

    OdpowiedzUsuń
  14. W Polsce też tak jest. Każdy, kto składa wniosek o habilitację, musi przekazać dane do CK, a ta publikuje je na swojej stronie. Nauczyciel akademicki jest osobą publiczną, a doktor nauk złożył odpowiednie w tym względzie ślubowanie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.