sobota, 4 stycznia 2014

Czy będzie kontynuacja ubiegłorocznych zaburzeń oświatowych?













Powróćmy do tego pytania w kontekście ubiegłorocznej MEN-owskiej powtórki z dysfunkcji i kreowania na koszt obywateli świata pozorów.

29) O tym, z jaką biedą dzieci mamy do czynienia najlepiej świadczyły dane, na podstawie których wraz z rozpoczęciem roku szkolnego przeznaczyło z rządowego programu „wyprawka szkolna” środki pomocowe dla 575 tys. uczniów klas I-III i V szkoły podstawowej oraz klasy II szkoły ponadgimnazjalnej. Kryterium pomocy dla uczniów klas pierwszych stanowi dochód na osobę w rodzinie nieprzekraczający kwoty netto 539 zł, a w przypadku pozostałych uczniów – 456 zł netto. A przecież to nie są wszyscy potrzebujący. Wiemy, że część rodziców czy opiekunów nie ujawnia swojej trudnej sytuacji a część jest na granicy powyższego minimum, co przecież wcale nie świadczy o życiu w lepszych warunkach. Dlatego przewidziano też dla ok. 97 tys. uczniów wsparcie mimo niespełnienia kryterium dochodowego.

30) Trafnie oddał nauczycielskie nastroje bloger, nauczyciel i publicysta Dariusz Chętkowski przed 1 września 2013. Wielokrotnie też o tym pisałem, że rolą nadzoru pedagogicznego jest zastraszanie, szantażowanie, manipulowanie tym środowiskiem tak, by się nie buntowało i siedziało cicho, by pogodziło się z rolą marionetek do wdrażania centralistycznych bubli. Negatywizm w relacjach nadzoru pedagogicznego z nauczycielami przejawia się głównie w tych szkołach, w których im ktoś jest mniejszy, tym bardziej usiłuje poprawić sobie samopoczucie z posiadania skrawka władztwa nad rządem nauczycielskich dusz. Zdarzają się bowiem dyrektorzy z dużą kulturą osobistą, którzy osłaniają swoich nauczycieli przed niezasłużonymi ciosami i wspierają ich w codziennej pracy ogromną życzliwością. Oby takich dyrektorów i szkół było więcej.

31) W MEN są departamenty, które mają za zadanie zajmowanie się wspieraniem uczniów o specjalnych potrzebach, a wśród nich także tych najzdolniejszych. O skali bezużyteczności tego urzędu świadczy fakt intensywnego powoływania nowych i rozwoju już istniejących w Polsce organizacji pozarządowych. Zamiast decentralizacji mamy zatem lokowanie środków pomocowych w sposób pozwalający na zachowanie w urzędach pasożytów. Trzeba było importu z Ameryki Północnej Stanów Zjednoczonych prof.Uniwersytetu Stanforda Philipa Zimbardo, jednego z najbardziej uznanych na świecie i rozpoznawalnych przez naszych studentów psychologów, żeby przeanalizował dane Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Nasi nie potrafili? Wynika z nich, że mamy w kraju wyjątkowo duży odsetek dzieci i młodzieży zmagających się z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi. Z jednej strony część z nich ciśnie bieda, frustracja i negatywizm postaw wobec nich części nauczycieli, z drugiej zaś ciśnie tych najbardziej ambitnych lub ich rodziców presja osiągnięć, patologicznej już rywalizacji, wyścigu szczurów. Gdyby rodzice wiedzieli, ilu uczniów tzw. renomowanych gimnazjów i liceów leczy się psychiatrycznie, to nie kierowaliby tam swoich dzieci, by zaoszczędzić im duchowych i fizycznych kryzysów.

Czyżby dlatego politycy lewej strony (wraz z J. Palikotem i J. Hartmanem) tak walczyli o młodych, by dostarczyć im - jak w stanie Colorado - marihuany i innych środków redukujących poziom stresu lub wyprowadzających ich z depresji? Już w przedszkolach należy zacząć od zabaw z własną seksualnością, bo jest to najlepszy - zdaniem "ruchersów" - środek na rozładowywanie napięć. Globalne koncerny są świadome tego, jak potężny jest rynek młodych klientów w Polsce. Mamy przecież w szkołach 4,6 mln uczniów. To z danych rządowych dowiadujemy się, że 50 proc. 16- i 17-latków, licealistów ma zaburzenia depresyjne, zaś wśród uczniów szkół zawodowych ten odsetek wynosi aż 
65 proc. Największy wzrost zaburzeń psychicznych notuje się w grupie osób do 18. roku życia. Nie mamy jeszcze danych z 2013 r., ale te z 2012 r. są porażające: aż 373 uczniów do 19 r. życia podjęło próbę samobójczą, na terenie szkół popełniono 25 tys. przestępstw. Wzrost jest dynamiczny z każdym miesiącem, a nie rokiem. Tymczasem MEN jest dumne z wyników młodzieży gimnazjalnej w monitoringu PISA. Możemy sformułować hipotezę, że część spośród najzdolniejszych i najbardziej odpornych psychicznie wyjedzie zagranicę, zaś część wyląduje w psychiatryku lub w hipermarketach "na kasie". Tylko nieliczni przecież mają możliwość uczestniczenia w warsztatach ratujących życie emocjonalne w Ośrodku P. Zimbardo.


32) Z początkiem września MEN uruchomił kolejną akcję ze środków unijnych pod tytułem „Szkoła Współpracy. Uczniowie i rodzice kapitałem społecznym nowoczesnej szkoły”. Od 1993 r. sukcesywnie centralistyczna polityka władz tego resortu prowadziła do niszczenia kapitału społecznego w szkołach, o czym przeczytamy w wielu rozprawach polskich pedagogów. Najbardziej udokumentowane empirycznie są badania zespołu prof. Marii Dudzikowej z UAM w Poznaniu, który w różnych przekrojach, w badaniach wzdłużnych , odsłania, co się wydarzyło w edukacyjnych biografiach pierwszego rocznika gimnazjalistów! Wydana przeze mnie z końcem 2013 r. "Diagnoza uspołecznienia szkolnictwa publicznego III RP w gorsecie centralizmu" jest porażającym świadectwem (badania objęły cały kraj) braku właściwego wychowania społecznego, edukacji obywatelskiej i upełnomocnienia koniecznych procesów demokratyzacyjnych także w szkołach. MEN-owska szkoła współpracy dotyczy zatem współpracy z kapitałem unijnym, bo będą w ramach tego projektu przeprowadzone m.in. szkolenia i warsztaty, które mają pomóc budować lepszą współpracę całego środowiska szkolnego.

Najciekawsze jest to, że w ramach tego projektu urzędnicy chcą się dopiero dowiedzieć na podstawie badania sondażowego jaka jest rola rodziców (rad rodziców) i uczniów (samorządów uczniowskich) w życiu szkoły. Jak piszą: Wyniki zrealizowanych badań sondażowych dostarczą istotnych informacji na temat istniejących w Polsce praktyk w zakresie współpracy różnych grup na terenie szkoły. Dzięki temu służyć będą realizacji wielu celów projektowych. Przede wszystkim pomogą lepiej zaplanować działania szkoleniowe. Stanowić będą jednak także istotny wkład w wypracowanie systemowych rozwiązań formalno-prawnych określających ramy współpracy szkolnej (rodziców, uczniów i nauczycieli) oraz przyczynią się do określenia praktycznych modeli takiej współpracy. Wypracowane systemowe propozycje rozwiązań formalnych i modelowych poddane zostaną ogólnopolskim konsultacjom. Śmieszne i żałosne zarazem, jak w tym kraju marnuje się budżetowe pieniądze.

33) Minister Edukacji Narodowej podała następujące podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa w roku szkolnym 2013/2014. Są nimi:

1.Wspieranie rozwoju dziecka młodszego w związku z obniżeniem wieku realizacji obowiązku szkolnego.

2.Podniesienie jakości kształcenia w szkołach ponadgimnazjalnych.

3.Działania szkoły na rzecz zdrowia i bezpieczeństwa Uczniów.

4.Kształcenie uczniów niepełnosprawnych w szkołach ogólnodostępnych
.


Dla przypomnienia, rok wcześniej MEN ogłosiło następujące kierunki realizacji polityki oświatowej w roku szk. 2012/2013 m.in.:

1) "Monitorowanie wdrażania podstawy programowej wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego" (Jak Państwo pamiętacie, a nie raczyli wziąć tego pod uwagę badacze z IBE - chodziło o to, by sześciolatki w przedszkolach były pozbawione możliwości uczenia się czytania i pisania, bo od tego miała być szkoła);

2) "Monitorowanie realizacji zajęć wychowania fizycznego w formach proponowanych do wyboru przez uczniów" (Po roku dowiedzieliśmy się, że cel nie został zrealizowany, bowiem powiększyła się znacznie liczba uczniów nieuczęszczających na zajęcia z wychowania fizycznego! Efektywność pracy nadzoru jest, że mucha nie siada! Podwoiła się w kraju liczba dzieci otyłych w stosunku do tego, co miało miejsce jeszcze kilka lat wcześniej. Raport Najwyższej Izby Kontroli sprzed 3 lat alarmował, że odsetek niećwiczących dzieci zwiększa się wraz z ich wiekiem i czasem uczęszczania do szkoły. O ile w szkołach podstawowych nie brało udziału w zajęciach 19 proc. dzieci, o tyle w szkołach ponadgimnazjalnych już ponad 30%. Może zatem słusznie premier odwołał obie panie z resortowych stołków, bo kolejni ministrowie będą mogli mówić, że wzrost patologii był poza ich możliwością, gdyż powstałe straty są nie do odrobienia).

3) "Zgodność organizacji kształcenia uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym w szkołach podstawowych i gimnazjach ogólnodostępnych, integracyjnych oraz ogólnodostępnych z oddziałami integracyjnymi z przepisami prawa" (Zgodność z prawem stwierdzono, więc na następny rok przerzucono ten cel na poziom kształcenia. Cóż za farsa? Na rok 2014/2015 celem zapewne będzie: Rewalidacja uczniów niepełnosprawnych w szkołach ogólnodostępnych, integracyjnych oraz ogólnodostępnych z oddziałami integracyjnymi. Służę do wymyślania takich celów jako wolontariusz.).

O tym, że nie zrealizowano celów polityki oświatowej państwa ani w powyższych, ani w niewymienionych tu dziesiątkach celów, pisać nie będę, bo doskonale wiemy, że nikt MEN nie rozlicza z czegokolwiek, więc jak dawne plena KC PZPR może minister edukacji kreować przez kolejne lata dowolne cele. Nikt tego nawet nie ewaluuje.


34) Rzecznik Praw Obywatelskich złożył we wrześniu skargę do Trybunału Konstytucyjnego dotyczącą bezprawnego regulowania aktami wykonawczymi MEN, a nie Ustawą o systemie oświaty zasad i kryteriów klasyfikacji i oceniania uczniów. Obecne prowadzą m.in. do chaosu terminologicznego, na który skarżą się uczniowie i rodzice, gdyż takie określenia, jak „ocenianie” i „promowanie”, a nawet "klasyfikowanie" niosą z sobą szereg trudności interpretacyjnych. W rozporządzeniach MEN one tylko częściowo pokrywają się ze znaczeniem określenia „ocenianie”, podobnie jak kwestie sprawdzianów i egzaminów. Tymczasem to osiągnięte wyniki w nauce są jedynym dopuszczalnym warunkiem różnicowania dostępu do szkół i uczelni publicznych, toteż wystawiane im oceny muszą być wystawiane na podstawie jasnych i przewidywalnych kryteriów. Zdaniem RPO organizacja egzaminów i sprawdzianów powinna zaś gwarantować możliwie obiektywne wyniki, które będą mogły stanowić podstawę rekrutacji do szkół, a nie ustanawiany w swobodny sposób przez minister edukacji narodowej w rozporządzeniu system oceniania i organizowania egzaminów. Trzeba przyznać, że mamy niezły chaos. Taki woluntaryzm ma miejsce przecież w naszym MEN od socjalizmu. Może w rocznicę wolności, zamiast nazwy dla autostrady, wreszcie ją odzyskamy także w oświacie?

35) Rząd tak się zachwycił neoliberalną ideologią, że już nawet wiceminister edukacji zaczął ubolewać nad jedną z głównych przyczyn wysokiego poziomu bezrobocia wśród młodych ludzi. Zdaniem PSL-owskiego urzędnika - Tadeusza Sławeckiego - jest nią to, że zdecydowana większość polskich uczniów nie wie, co chce robić w życiu, a jej wybory dotyczące kolejnych ścieżek kształcenia często bywają przypadkowe. Co gorsza, wybory absolwentów szkół zawodowych nie odpowiadają na zapotrzebowanie rynku pracy. Z badań Forum Obywatelskiego Rozwoju wynika, że w krajach, w których doradztwo zawodowe jest na wysokim poziomie, problem bezrobocia wśród młodych jest o wiele mniejszy, co świadczy o większym dopasowaniu kwalifikacji absolwentów do potrzeb rynku pracy. Tymczasem w Polsce, w 2011 r., na blisko 14,5 tys. gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych profesjonalnego doradcę zawodowego zatrudniało tylko 1,1 tys. placówek, czyli mniej niż 8 proc. To wiceminister nie wie, dlaczego w tych szkołach nie ma doradztwa zawodowego? Biedaczek... dotrwa do końca kadencji w tej nieświadomości? Dotrwa.

36) Zmiana na funkcji przewodniczącego Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży na jej dotychczasowego wiceprzewodniczącego dra Piotra Pawła Baucia, który pracuje od lat w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, znaczącego w kraju ośrodka genderowych badań w edukacji, spowodowała - w sposób zapewne przypadkowy - lawinową krytykę ideologii gender w naszym kraju. Jego poprzednik nie miał o tym pojęcia, bo był absolwentem szkoły zawodowej, ale "ruchersi" zatroszczyli się o promocję Gender Study i natychmiast wszyscy zaczęli się interesować tym fenomenem w naukach społecznych. Musze przyznać, że żadna z dotychczasowych ideologii nie uzyskała tak wysokiej rozpoznawalności w naszym kraju, jak właśnie ta, a ponoć mamy problemy ekologiczne, wychowawcze, a nawet duchowe. To jednak zrozumiałe. Sam przewodniczący interesuje się bardziej osobami transpłciowymi, które oczekują na refundowanie im kosztów związanych ze zmianą płci, która wymaga działań medycznych, medykamentów, hormonów itd. Pan przewodniczący wolałby też, żeby w przedszkolach zajęcia dodatkowe prowadziły osoby bez kwalifikacji pedagogicznych, gdyż wielu rodziców chce, żeby dzieci uzyskiwały dodatkowe umiejętności i sprawności. "Ruchersi" proponują program wychowania seksualnego, a ten może poprowadzić przecież każdy, kto tylko posiada odpowiednią aparaturę..., czyli zestaw odpowiednich środków dydaktycznych dla przedszkolaka.

Brawo dla przewodniczącego Komisji za solidarną i obywatelską postawę w czasie debaty Sejmu dotyczącej rozpatrzenie obywatelskiego wniosku o poddanie pod referendum ogólnokrajowe sprawy o szczególnym znaczeniu dla państwa i obywateli dotyczącej systemu edukacji - ˝Ratuj maluchy i starsze dzieci też˝ Poseł Piotr Paweł Bauć powiedział:

Pani Marszałkini! Panie Premierze! Wysoka Izbo! Pani Minister! To głosowanie jest głosowaniem za demokracją i nie ma tu dyskusji. Jeżeli ktoś uważa, że jest inaczej, to chyba nie wie, co to jest demokracja. Natomiast mam jedno pytanie: Dlaczego rząd tak się boi tego referendum? Ano dlatego, że nie słucha nie tylko ludzi, ale również nie słucha opinii instytucji. W 2011 r. Państwowa Inspekcja Sanitarna podała, że nie spełnia wymagań co do stanu higienicznego 975 szkół, co do przystosowania mebli - 762 szkoły itd. Pytam w komisji, czy minister ma listę tych szkół i czy uruchomił kontrolę. Cisza. (Oklaski) Nie interesuje go sprawozdanie inspekcji itd. Dlaczego rząd się boi? (Dzwonek) Bo trzeba będzie wstać, pójść z tej sali i przekonywać ludzi, a nie komisje mdłymi wypracowaniami. (Oklaski) Także - moje oklaski!

37) Odwołanie minister Krystyny Szumilas i mianowanie kolejnej, jeszcze bardziej niekompetentnej osoby na tym stanowisku oznacza, że premier rządu wymienił jeden zderzak na światła wsteczne. Tytułowe pytanie tego postu jest retoryczne.


4 komentarze:

  1. Panie Profesorze,
    pragnę zwrócić uwagę na pewien problem,
    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,15218612,Oswiecenie_Ministerstwa_Oswiaty.html
    sądzę, że dotyczy on tysięcy pracujących rodziców mających kilkoro dzieci w wieku szkolnym. Nikt nas nie pyta o to co będą robić dzieci w te dni (ministerstwo i wielu dyrektorów szkół jest przekonanych, że na pewno wszyscy wyjadą na narty do zagranicznych kurortów). Część rodziców zostanie w domu i zajmie się dziećmi ale niestety ministerstwo nie zbadało ilu może bo nie wszyscy
    Przed laty prof. E.Gruszczyk-Kolczyńska publikowała w jednej ze swoich książek dane o tym ile dni marnotrawionych jest w szkole z powodów różnych nadarzających się okazji do świętowania.
    Wprawdzie rodzice mogą przywieźć dzieci na świetlicę, tylko że one nie chcą tam siedzieć za karę, z Panią, która została wylosowana do pracy w dni wolne, nawet obiadu, nie dostaną, gdyż stołówki nie opłaca się uruchomić...więc i biedniejsze dzieci nie skorzystają
    Stała czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat list czytelniczki "Wysokich obcasów" jest szalenie demagogiczny i egocentryczny, na dodatek to co jest losowe (kalendarz!) przypisuje złej woli nauczycieli!!!
      1. Wolne dni różne od standardowych to 23 grudnia (o 24 nie piszę, bo w niewielu miejscach w Polsce ludzie wtedy pracują, czas pracy nawet handlu jest skrócony itd.) piątek 27 grudnia(kiedyś to był 3 dzień świąt!) oraz 30 i 31 grudnia(przy czym ten ostatni też nie jest nawet w handlu normalnym dniem pracy. Wszystkie te dni przedzielone dłuższymi okresami dni wolnych ustawowo. Czyli tak naprawdę 3 "normalne" dni robocze!!! W okresie świąteczno-sylwestrowym (takie święta) jeżdżą w większości do rodzin! Niektórzy wykorzystują ten czas na zimowy odpoczynek, co też nie jest naganne. Przypominam, że polski kalendarz i tradycja nie przewiduje dłuższych niż jeden dzień (poza weekendami) w okresie pomiędzy wrześniem a majem (w innych krajach typowe są tygodniowe ferie co mniej więcej 2-2,5 miesiąca, przy czym wprowadzono je ze względu na potrzeby uczniów, nie nauczycieli!). W drugim semestrze ferie i różne przerwy są zdecydowanie częstsze. Na razie jest mowa o okresie 12 dni, nie 17. Dyrektorzy mogli, na 2 i 3 stycznia skorzystać z "dni dyrektorskich" jakie mieli do dyspozycji. U mnie w liceum akurat nie skorzystała - skutek obecna połowa uczniów "przytrzymujących powieki zapałkami" z niewyspania po Sylwestrze. Pożytek z tych lekcji żaden. Większość rodziców i uczniów miała do szkoły pretensje o ten bezsens!!!Z tymi dyrektorskimi dniami oraz weekendem i świętem Trzech Króli(akurat poniedziałek!) mamy dopiero 17 dni. I jeszcze te narzekania na zwyczajowe (i budujące pozytywne zwyczaje - skrócenie zajęć w ostatnim dniu nauki przed feriami żeby był czas na klasowe wigilie, które akurat, dobrze poprowadzone, znakomicie budują dobrą, ludzką atmosferę w szkole i integrację uczniów i nauczycieli!!!
      Ja rozumiem,że samotne wychowywanie 4 dzieci to ciężka sprawa, ale nie szkoła ją sprawiła tylko życiowe wybory autorki listu (na przykład męża!) Niewielu jest też relatywnie rodziców w podobnej sytuacji i chce się pozbyć dzieci z domu na maksymalnie dużo czasu bo o to tu chodzi. Większość (zdecydowana) chce z dziećmi pobyć w Święta, odwiedzić rodziny poza miejscem zamieszkania, wyjechać na krótki zimowy wypoczynek itp.itd.
      Szkoda za to, że nikt nie mówi o dezorganizującym rytm pracy uczniów(!) i szkoły oraz podział na semestry rotacyjnym potworku min. Łybackiej, dzięki czemu raz ferie zimowe są danym województwie 2 tygodnie po Nowym Roku, a raz - 6 tygodni.Przy tym nie wiadomo w czyim interesie - bardzo niewielki odsetek uczniów wyjeżdża wogóle, promile jadą do polskich kurortów (zdominowanych wtedy przez przybyszów ze Wschodu!), a większość wjeżdżających jedzie albo do rodzin(co rotacyjne ferie utrudniają, albo, na narty, na Słowację,do Austrii i Niemiec. Za to zniknęła najtańsza kiedyś baza zimowego wypoczynku internaty i szkoły na południu Polski (ferie są w różnych terminach, więc są zajęte!), które kiedyś były pełne choćby harcerskich zimowisk!!!

      Usuń
  2. To jest bardzo poważny a lekceważony przez MEN problem coraz większego odsetka rodziców zatrudnianych na umowach śmieciowych, którzy nie mają urlopów czy możliwości nawet skorzystania z bezpłatnych urlopów, by opiekować się dziećmi w czasie ferii szkolnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego wynika, że nie ma szans i nie ma ratunku. Znaleźliśmy się na równi pochyłej, może być tylko gorzej.
    Należałoby zlikwidować MEN. Nich więcej nie szkodzą

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.