piątek, 6 grudnia 2013

Jak kręci się punktacyjny pseudo-akademicki biznesik w Polsce




Już doktorzy zabierają się za pseudo-akademicki biznesik oferując wydawanie w języku angielskim książki, w której za odpowiednią opłatą może znaleźć się przesłany przez nas artykuł. Oferta brzmi zachęcająco dla durnowatych, którzy dadzą się nabrać na napuszony tytuł. Oczywiście muszą znaleźć się w nim takie słowa kluczowe, jak: "intercultural", "education", "global world”, "philosophy", "psychology", "postmodern", "ecology" , "gender" itp., itd.

Jak zapewnia oferent:

Publikacja ukaże się w pierwszej połowie 2014 roku. WOW! Szybciutko!

-
- Przygotowywana publikacja będzie spełniać cechy monografii w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 13 lipca 2012 r. w sprawie kryteriów i trybu przyznawania kategorii naukowej jednostkom naukowym.

- Uczestnictwo w niniejszej publikacji jest podstawą przyznania jednostce naukowej, przy której afiliowany jest Autor, punktów w Kompleksowej karcie oceny jednostki naukowej.

- Publikacja w formie e-booka zapewnia NIEOGRANICZONĄ wielkość nakładu i NIEOGRANICZONĄ w czasie dystrybucję, co daje większe szanse Autora na cytowania jego utworu , niż w przypadku analogicznych publikacji konferencyjnych w formie drukowanej, która dociera tylko do wąskiego grona uczestników konferencji.

- Ponadto poszczególne rozdziały monografii zostaną nieodpłatnie wydane również w formie odrębnych e-booków (bez standardowej opłaty 100 zł za publikację indywidualną), co zwiększa szanse na cytowanie jego utworu.

- Wydawca zobowiązuje się udostępniać wydaną monografię nieodpłatnie przez co najmniej 30 dni od dnia jej wydania, co umożliwia Autorowi polecenie jej bardzo szerokiemu gronu odbiorców (innym naukowcom, studentom, rodzinie) bez narażania ich na ponoszenie kosztów. Taka forma dystrybucji pozwala dotrzeć publikowanym treściom do znacznie szerszego grona niż w przypadku materiałów konferencyjnych.


W przesłanym do wydawcy tekście może być bełkocik, bo przecież gwarantuje jego wydanie. Nie są tu ważne fachowe recenzje, bo musiałby się podzielić swoim zyskiem z ewentualnym recenzentem wydawniczym, a po co, jak to i tak nie ma znaczenia. Co jest wymagane? Proszę bardzo:

Wymagania:

Objętość rozdziałów – minimum 0,5 arkusza wydawniczego, maksimum 1,5 arkusza wydawniczego (arkusz wydawniczy = 40 000 znaków liczone ze spacjami). W przypadku woli opracowania przez jednego Autora materiału o większej objętości sugerujemy podzielenie tego materiału na 2 lub więcej rozdziałów.

- Przyjmowane są wyłącznie rozdziały napisane przez jednego Autora;

- Koszt publikacji jednego rozdziału wynosi 300 zł - opłatę należy wnieść w terminie do 31 grudnia 2013.

- Terminowe zgłoszenie udziału w publikacji - jak dokonać zgłoszenia tytułu i abstraktu rozdziału.

- Podpisanie umowy wydawniczej przenoszącej prawa autorskie na wydawnictwo naukowe ... .

- Terminowe dostarczenie rozdziału. Rozdział napisany w formacie zgodnym z szablonem należy przesłać na adres...


Tak urządziła polską naukę prof. Barbara Kudrycka. Może właśnie o to chodziło, by zmniejszyć współczynnik bezrobocia. Niech powstają takie krzakowate firmy, których biznesmeni będą produkować buble, oczywiście na koszt autorów, a nie tych firm. Sądzę, że szara strefa powinna tu się szybko i dynamicznie rozwijać. Mafie pseudo-akademickie mogą podzielić sobie Polskę na strefy wpływów, a w ich ramach na poszczególne dyscypliny, subdyscypliny, a nawet wydawanie rozpraw interdyscyplinarnych. Czy 300 zł za 11 stron byle jakiego tekstu, to drogo? Im więcej będzie takich oferentów, tym szybciej spadnie cena tej usługi. Może zatem się nie spieszcie i poczekajcie. W końcu mamy świetnie zapowiadaną przez ministrę konkurencję w nauce. Im więcej będziemy musieli wyprodukować dla MNiSW punkcików, tym więcej zarobi ta strefa, ale i zaczną spadać ceny. Pani minister B. Kudrycka odeszła z resortu. Ciekawe, czy też będzie wydawać swoje publikacje w takich "wydawnictwach"? Chyba, że nie wróci do szkolnictwa wyższego jako podwładna, która powinna rocznie wyprodukować określoną liczbę punktów... Dziękujemy! Nareszcie rozumiemy, po co była ta reforma. Ciekawe, jak poradzi sobie z tak wieloma patologiami szkolnictwa wyższego nowa minister?







18 komentarzy:

  1. Nie bardzo rozumiem to zdziwienie i bulwersacje. Od zawsze płacimy za konferencje,często kwoty bardzo wysokie i zawsze jest to argumentowane tym,że będzie publikacja. Podobnie wtedy przenosimy prawa autorskie. Chcąc wydać książkę, najczęściej płacimy krocie z własnej kieszeni. Chyba,że mamy szczęście i Uczelnia chce nam w tym pomoc. Niech Pan rozważy placenie kilkunastu tysięcy za książkę, do której oddaje się prawa. I na którą wydawnictwo dostaje prawdopodobnie kolejne dofinansowanie z mkidn. Taki biznes kreci się juz od dawna, od dawna praca naukowca była trochę -za przeproszeniem-frajerska,jak to określił mój znajomy, słysząc ile place za udział w konferencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Koszt konferencji w granicach 300 - 600, których to pieniędzy często placówka macierzysta nie zwraca, bo nie ma pieniędzy. A potem artykuł pokonferencyjny za marne parę punktów, które z definicji uznaje się za gorsze. Ciekawe.. jakby na konferencjach można było wygłaszać byle co. Tak brzmi ostateczne przesłanie.

      Usuń
    2. Anonimowy 08:32
      Profesor nie pisze o opłatach za udział w konferencjach, a wraz z nimi za wydanie publikacji, tylko o spółdzielni wydawniczej samych publikacji, bez konferencji. Doktor redaktorem wydania? Rewelka. Poziom biało-ruski

      Usuń
    3. Wypadałoby się dowiedzieć, że białoruski doktor to nasz habilitowany. Doktorowi odpowiada stopień kandydata nauk... A wiara w to, że tomy zbiorowe mogą recenzować wyłącznie samodzielni, bo poniżej to tylko ruja i poróbstwo, jest akurat bardzo biało-ruska.

      Usuń
  2. Nie wiem jakie pseudo-interesy interesy może proponować cytowana przez Autora wpisu grupa doktorów ? Być może chcą założyć wydawnictwo i tak jak inni mieć autorów ? Owszem mogą być konkurencją dla uznanych oligarchów wydawniczych. Mnie kilka lat temu (ok. 3-4) oszukała pewna najprawdopodobniej ukraińska "firma naukowa" z lokalizacją w południowo-wschodniej Polsce, która "pośredniczyła" w rzekomym wydaniu mojego artykułu w czasopiśmie naukowym w Dniepropietrowsku na Ukrainie. Pod e-mailami podpisywała się Pani dr Y. Po zapłaceniu przeze mnie z prywatnych środków przelewu i przesłaniu skanu faktury za wydrukowanie rozdziału, nie mogłam odnaleźć takiej "fimy" jako istniejącej. Przestano odpowiadać na e-maile etc. Wyłudzono zatem ode mnie ok. 400 (lub więcej) złotych. Do tej pory nie mam żadnych wieści z Uniwersytetu w Dniepropietrowsku odnośnie potwierdzenia otrzymania mojej faktury, ani odnośnie losów artykułu w języku angielskim, który przesłałam. Piszę o tym ku przestrodze, ponieważ przypuszczam, że mogło być więcej osób w podobnej sytuacji do mojej. Iga

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale co proponuje Pan w zamian?

    Pokonferencyjniaki z recenzentami, którzy wiadomo, że nie czytają prac?

    A może czasopisma z journala z JCR, gdzie autor sam siebie recenzuje? Mechanizm opisany na wielu blogach. Czasopismo wraz z artykułem oczekuje listy 3 recenzentów z kontaktami do nich. Autor zakłada 3 konta na darmowych portalach, podaje te konta jako konta "recenzentów", czasopismo pisze do "recenzentów", "recenzenci" piszą recenzje - pozytywne - artykuł w czasopiśmie ukazuje się w pełnej krasie, kilkadziesiąt punktów zarobione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę tak jest? Pytam, bo nie słyszałam o tej praktyce. Dramat!

      Usuń
    2. Tak, tak, jest jeszcze gorzej, jak popatrzymy, z jakim dorobkiem i gdzie publikowanym otwierają nasi przewody na docenturę na Słowacji. Pisał o tym profesor już wielokrotnie.

      Usuń
    3. No proszę, a zatem mamy dalszy ciąg tego kryminału... tylko w wersji soft international...

      Usuń
    4. Zartownis :). Takie rzeczy to tylko w pedagogice ... . Nie spotkalem sie jeszcze z taka praktyka ani o niej nie slyszalem w mojej "dzialce". Ciekaw jestem ile prac w czasopismach posiadajacych IF opublikowal sadio - 0? :) Ktos kto uwaza, ze podajac liste proponowanych recenzentow faktycznie ich wyznacza nie ma pojecia o czym pisze albo ... . Poza tym naprawde tacy sa redaktorzy-pedagodzy? Wysylaja prace do takiego "slupa" nie sprawdzajac kim jest ta osoba, jaki ma dorobek, czy nie jest zwiazana z autorem i czy jest specjalista?! Wyrazy wspolczucia ...

      Usuń
    5. "Optics & Laser Technology" to nie pedagogika.
      "Journal of Mathematical Analysis and Applications" to również nie pedagogika - oba z JCR, wysoko na ministerialnych listach, OPTICS AND LASER TECHNOLOGY issn 0030-3992, punktów na liście A: 25
      JOURNAL OF MATHEMATICAL ANALYSIS AND APPLICATIONS issn 0022-247X, punktów na liście ministerstwa 40,
      opis masz tu:
      http://retractionwatch.com/2012/12/11/elsevier-editorial-system-hacked-reviews-faked-11-retractions-follow/

      a ile nie wykryto? nadal są na JCR i nadal za 25 i 40 punktów.

      PHARMACEUTICAL BIOLOGY issn 1388-0209 za 20 punktów, to też nie pedagogika
      INTERNATIONAL JOURNAL OF FOOD SCIENCES AND NUTRITION issn 0963-7486 za 25 punktów to też nie pedagogika
      JOURNAL OF ENZYME INHIBITION AND MEDICINAL CHEMISTRY 1475-6366 za 20 punktów, to też nie pedagogika
      IMMUNOPHARMACOLOGY AND IMMUNOTOXICOLOGY 0892-3973 za 15 punktów to też nie pedagogika
      FEBS LETTERS 0014-5793 za 30 punktów to też nie pedagogika
      PHYTOTHERAPY RESEARCH 0951-418X za 25 punktów to też nie pedagogika
      a opis do scamu w tych JCR owych czasopismach jest tu:
      http://retractionwatch.com/2012/08/24/korean-plant-compound-researcher-faked-email-addresses-so-he-could-review-his-own-studies/

      przepraszam, że nie przytaczam wszystkich kilkudziesięciu czasopism - ale mam za mało czasu.
      Generalnie proceder opisany przez sadio jest dość popularny. Edytorzy JCR czasopism mają poważne kłopoty ze znalezieniem recenzentów - dlatego jeśli autor sam dostarczy proponowanych recenzentów, to jest to duże uproszczenie i przyśpieszenie procesu.

      Usuń
  4. Sadio, czy masz jakiekolwiek pojęcie o tym, jak funkcjonują dobre czasopisma z peer review, czy po prostu snujesz teorie spiskowe? Wydaje mi się, że to ta druga możliwość, więc krótko wyjaśniam - autor przesyła artykuł do redakcji, edytor szuka odpowiednich recenzentów, autor nie może sugerować recenzentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesto autorzy MUSZA zaproponowac recenzentow, co jednak wcale nie oznacza, ze redakcja z nich korzysta ...

      Usuń
    2. Nie wiem, jak to jest w pedagogice możliwe. Przecież ludzie przyjmujący tekst do druku w czasopiśmie naukowym znają doskonale większość specjalistów w kraju, osób uprawnionych do recenzowania, a więc ze znacznym dorobkiem. Zresztą większość czasopism przecież samodzielnie wyznacza recenzentów, którzy w danym roku/latach współpracują z pismem. Czy opisany problem naprawdę może dotyczyć pedagogiki?

      Usuń
  5. Zgodnie z informacją, to było opisane na wielu blogach [poczatek cytatu sadio] Mechanizm opisany na wielu blogach. Czasopismo wraz z artykułem oczekuje listy 3 recenzentów z kontaktami do nich. Autor zakłada 3 konta na darmowych portalach, podaje te konta jako konta "recenzentów", czasopismo pisze do "recenzentów", "recenzenci" piszą recenzje - pozytywne - artykuł w czasopiśmie ukazuje się w pełnej krasie, kilkadziesiąt punktów zarobione.[koniec cytatu sadio]
    Podam kilka linków znalezionych przez innych - ale sama już wiele razy o tym czytałam w tym nie na blogach ale w oficjalnych plikach pdf podwieszanych przez różne uczelnie lub instytucje kontrolne.
    Podane przez PFG
    http://retractionwatch.com/2012/08/24/korean-plant-compound-researcher-faked-email-addresses-so-he-could-review-his-own-studies/
    http://retractionwatch.com/2012/12/11/elsevier-editorial-system-hacked-reviews-faked-11-retractions-follow/
    Podane przez PIGWA_POLSKA
    Cytat za: http://scholarlyoa.com/2012/01/15/the-continuing-story-of-the-african-journal-of-business-management
    Kolejne świadectwo:
    http://metadata.posterous.com/description-of-an-open-access-scam
    oraz kolejne świadectwo: http://www.dawn.com/news/683152/publishing-scam

    Na forum DNU jest więcej: http://forum.gazeta.pl/forum/w,87574,147741165,148431649,Re_poziom_nonsensu_siega_zenitu.html?wv.x=2

    OdpowiedzUsuń
  6. cytat z: "20 more retractions for scientist who made up email addresses so he could review his own papers"
    LINKA: http://goo.gl/5PcN0K

    http://informahealthcare.com/doi/full/10.3109/08923973.2012.710052

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mam nadzieję, że będzie kontynuowana polityka konkurencyjności. Wielu profesorów ( włączając dr hab.) po prostu nic nie robi, albo autoplagiatuje i spokojnie trwa w zabetonowanych (umowach na wiele lat) swoich posadkach lekceważąc wszystkich niższych od siebie. Wiele też powstaje bubli profesorskich i jest wspaniale zrecenzowanych przez kolegów i koleżanki. Problem oceny jakości powienien być może ulec zmianie, ale sama idea jest słuszna. Śmiać mi się chcę jak betonuje się habilitację by czasem nowe pokolenia aktywnych naukowców nie zagroziły bezpiecznym leniom. Oby konkurencja się wzmogła, oby zlikwidowano profesurę zwyczajną, oby wprowadzono profesury na wzór amerykański, dla faktycznie pracujących, a odsunięto odcinających kupony trutni.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety, ale to racjonalne przystosowanie do stworzonych ram naszej akademickiej rzeczywistości. Zaraz powinny pojawić się też firmy piszące na zlecenie sylabusy itp. mądrości. Zwłaszcza, że mogą oferować od razu coraz częściej wymagane prace zaliczeniowe, dokumentujące "efekty kształcenia". Zgodzę się, że wielu samodzielnych pracowników naukowych nic nie robi, ani dla nauki, ani dla dydaktyki, tylko odcina kupony od zaliczonegom etapu kariert, ale jeśli zupełnie wyeliminujemy zapotrezbowanie na profesora-mistrza przez biurokratyczną intelektualną kastrację, ta zarówno takie maszynki to tworzenia punktów za publikacje, jak i maszynki do uczenia (nie nazwę tego studiami), będą miały znakomity rynek. Dodajmy do tego rynek cytowań - i jakoś świat się będzie kręcił.

    Demistyfikacja pozorów nauki (patrz np. wpis na tym blogu), jak i pozorów kształcenia (patrz np.: http://24kurier.pl/Blogi/Janusz-Lawrynowicz/Grudzien-2013/Profesor-Bartyzel---ostatni-Mohikanin-) są jak najbardziej wskazane, ale najważniejsza jest zmiana kretyńskich ram, w które się w imię nowowczesności bezmyślnie wciskamy, zapominając o najlepszych tradycjach polskiej akademickości.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.