czwartek, 21 listopada 2013

Wymiana zderzaka w oświacie i nauce


Premier rządu Donald Tusk postanowił wreszcie dokonać wymiany zderzaków, a więc tak określanych przez niego na początku tej kadencji ministrów m.in. edukacji oraz nauki i szkolnictwa wyższego. No i dobrze, bo były już tak poobijane, porysowane, że każdy, kto koło nich przechodził mógł sobie uświadomić, jak wygląda obity i zniszczony zderzak. Najbardziej poobijany był zderzak ministry K. Szumilas. To rzeczywiście była już rozpacz, jak człowiek spoglądał na zniszczone w nim zawiasy prawne i haki mocujące w części przedniej wraku.

Nie tylko ze względu na swoje umiejscowienie zderzak przedni oraz tylny przejmują na siebie energię w trakcie uderzenia, ale także na toczącą go korozję i częste uczestniczenie w stłuczkach (ze społeczeństwem), z winy zresztą nieudolnego kierowcy, zderzaki musiały być wymienione. Mówienie zatem o rekonstrukcji władzy jest wyjątkowym nieporozumieniem, bowiem wspomniane zderzaki zostały osadzone ponownie w tym samym wraku. Wprawdzie, być może wygląda on nieco lepiej, bo zderzaki są malowane antykorozyjną farbą, ale nie tworzą nowej całości, gdyż w platformerskim "karawanie" zniszczony jest silnik, szwankuje system zasilania elektrycznego a kanapy są w nim mocno zabrudzone aferami i skandalami. Co z tego, że na ekranie tablicy rozdzielczej wyświetlają się obietnice kierowcy, skoro wszystkie zostały dużo wcześniej zresetowane, a próba zainstalowania nowego oprogramowania i uruchomienie pojazdu kończą się niepowodzeniem: Invalid / Non System Disk error Issue.

Nieustannie ktoś mnie pyta, co sądzę o nowym zderzaku w MEN? To samo, co o poprzednim. W tej koalicji jest to już trzeci zderzak, a co kolejny, to gorszy. Ten jest już mocno zużyty, bowiem jest po raz trzeci malowany, a rdza niekompetencji z niego i tak wychodzi (najpierw był malowany w PiS, potem PJN, a ostatnio w PO), a poza tym jest to zderzak od innego modelu. Jak może wyglądać zderzak od starego „Trabanta” na „karawanie” polskiej oświaty? Premier osiągnął to, co chciał, czyli niszcząc polską pedagogikę wczesnoszkolną, zapewnił reformie emerytur dłużej pracujących płatników ZUS. Gorzej, jak oni wyjadą na Zachód, bo – jak wykazują dane statystyczne przeżywamy w III RP kolejną falę masowej emigracji młodych i najlepiej wykształconych Polaków w wyniku braku perspektyw. Dobrze, że Premier zapewnił te perspektywy chociaż członkom swojej formacji. Może oni zapracują na ZUS. Oburzające jest kpienie sobie w czasie konferencji prasowej z sześciolatków per analogiam do wymiany sześciu ministrów. To świadczy o tym, jak szybko zsuwa się jego maska obłudy i cynizmu.

W oświacie nic się nie zmieni, a jeśli cokolwiek, to na pewno nie na lepsze. Za dużo jest w MEN konfitur, by władza z nich zrezygnowała. Siebie zatem nie zmieni. Wizji i strategii rozwoju edukacji polskiej ten rząd nie posiadał i nie posiada, więc tym bardziej musi dalej udawać, jak bardzo jest nam potrzebna, jak troszczy się o nasze dzieci i młodzież oraz jak docenia „dobre praktyki” służalstwa. Właśnie o tym była mowa na Ogólnopolskiej Konferencji z okazji Jubileuszu 40-lecia Wydziału Pedagogiki i Psychologii UMCS w Lublinie.

Gdyby to, o czym mówili referujący w Lublinie na temat patologii i pozorów w oświacie, miało miejsce w polskiej gospodarce, to już dawno mielibyśmy do czynienia z bankructwem państwa. A że jest to tylko oświata i szkolnictwo wyższe, to nikogo nie wzrusza, bo to tylko sfera publiczna, a więc niczyja. Chaos prawny, bałagan organizacyjny, kolesiostwo partyjne, nepotyzm, pasożytnicze wydatkowanie środków unijnych na nic nie znaczące dla lepszej jakości kształcenia i wychowania projekty, papierologia redukująca działania, lekceważenie negatywnych skutków centralistycznych regulacji w oświacie i szkolnictwie wyższym itp. zmuszają rządzących do montowania kolejnych zderzaków, by eksperci od PR ubrali je w odpowiednie opakowanie. Czekamy zatem na propagandę sukcesów i kolejnych obietnic. Może uda się przykryć hipokryzję polityków, którzy polskiej młodzieży będą służyć wzorem cyklicznych zdrad po... władzę.

W przypadku resortu finansów chwalono Premiera za to, że sięgnął po ekonomistę. Dziennikarze nie zostawiają jednak suchej nitki na kandydaturze nowej ministry edukacji, bo doskonale zdają sobie sprawę z tego, że będzie tą, która ten rząd dobije, a zderzak odpadnie. Jeszcze dziennikarki śledczej w tym resorcie nie mieliśmy. Może uda się Kandydatce wytropić w gmachu na al. Szucha 25 pozorantów, ignorantów, cwaniaczków, no i zgodnie ze swoimi lewackimi poglądami pomoże przewodniczącemu Sejmowej Komisji Edukacji tropić pedofilów w szkołach. Obecna jeszcze ministra K. Szumilas grzecznie przyjęła zlecenie polityczne dra P. Baucia i zobowiązała nadzór pedagogiczny do sprawdzenia, czy w podległych szkołach odnotowują przypadki zachowań o charakterze molestowania seksualnego i pedofilii wśród nauczycieli. Ministra in spe powinna dokończyć tego dzieła, a zderzaki odpadną w całym rządzie. Może jest nawet szansa na to, że w ramach reformy pani J. Kluzik-Rostkowska dokona przeglądu wszystkich pracowników MEN, bo niby dlaczego wśród nich nie mieliby być wyżej wymienieni?

Doprawdy, zapowiada się sensacyjny warsztat edukacyjny. Jeszcze w sobotę ZNP poobija odchodzącą ministrę, by zapamiętała, komu w tym kraju (nie-)służyła.

32 komentarze:

  1. Każdy następny minister edukacji był gorszy od poprzednika. - Tradycji stało się zadość.

    Gienek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Giertych to klasa średnia? Nie żartujmy ...

      Usuń
    2. Niezależnie od braku sympatii dla LPR/PiS/endecji oraz agnostycyzmu uważam, że intelektualnie o 3 klasy ponad kolejne ministerki i, co ważne, chciał(!) coś pozytywnego zrobić, a nie tylko zostać posłem czy europosłem i coś tam pod stołem "zarobić". Miał kiepskich doradców i wyjątkowo nieprzychylne media, ale gdyby dziś chciał tym ministrem, bez bagażu LPR, być wymianę JKR na niego przyjąłbym brawami!!!

      Usuń
    3. Pewnie, wtedy w koncu z religii mozna byloby zdawac mature. A moze nawet tylko z niej - wtedy nawet "amnestia" nie bylaby konieczna :).

      Usuń
    4. Ja pisałem o Giertychu bez bagażu LPR/PiS, którego on dziś nie ma. Więc co do jego poglądów na maturę z religii, to to są tylko przypuszczenia. W końcu pani Kluzik była w tym samym rządzie co on i wtedy, jak rząd, za tą religią była, a dziś ... ;-)

      Usuń
  2. Kiedyś ministrem zostawała osoba, która przeszła wszystkie szczeble kariery w danej specjalności. W przypadku ministra oświaty trzeba było być nauczycielem o dość sporym dorobku, dyrektorem szkoły, pracownikiem kuratorium, może kuratorem lub szefem jakiejś oświaty. Dopiero dokonania na tych szczeblach dawały możliwość zostania ministrem, bo minister powinien mieć wiedzę i kompetencje. Jeśli zostaje osoba bez takich doświadczeń, to najnormalniej nie zna się na tym co robi, tylko "pełni" polityczny urząd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Kluzik-Rostkowska została nagrodzona za nielojalność oraz postawy konformizmu i oportunizmu w polityce. Nie ma najmniejszego pojęcia o tym, co się dzieje w polskiej oświacie.

      Gienek

      Usuń
  3. Traci Pan klasę Panie Profesorze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wręcz przeciwnie - rozgrywany w filmowej konwencji "Wszystko na sprzedaż" życiorys polityczno - zawodowy nowej "ministry" i jej, mimo obecnie dorabianych przez nią legend, zerowe kompetencje zostały i tak potraktowane wyjątkowo(!!!) łagodnie ... ;-)

      Usuń
    2. To nie utrata klasy, tylko żal, że samemu nie dostało się tego na co z pewnością się (zdaniem Autora) zasługuje ... :)

      Usuń
    3. To Komentator jest w błędzie prawdopodobnie projektując własne aspiracje na moją osobę. Nie aspirowałem i nie aspiruję ani też nie jest to moim marzeniem do kierowania resortem edukacji. Jestem pracownikiem naukowym a nie lalką w teatrze politycznych marionetek. Tak więc mój żal co do polityki każdego rządu nie ma podłoża osobistego, tylko wynika z jej diagnozy. Warto to zrozumieć.

      Usuń
    4. No ale gdyby zaproponowali, to pewnie by Pan nie odmowil. Oczywiscie nie z proznosci czy ambicji, ale dla Ojczyzny ratowania ... :)

      Usuń
    5. Odmówiłbym , gdyż kieruję się konsekwentnie zasadą rozdziału polityki od nauki. Jako naukowiec mogę dociekać prawdy, jako minister musiałbym ją głosić.
      Czy to jest klarowne? Jeśli nie, to zachęcam do poczytania dzieł Sergiusza Hessena czy Hannah Arendt.

      Usuń
    6. W takiej konstrukcji rządu i realiach parlamentu (dyscypliny partyjnej) minister bez poparcia premiera nic nie znaczy.A to POparcie ma swoją cenę ... ;-)

      Usuń
  4. Oj tak, jak widzę i słyszę o rekonstrukcji rządu, to tracę. Ciekawe, co zyskała Jaskółka?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaskółka nie ma poczucia humoru. Pewnie chciałaby oficjalnych i nadymanych zachwytów. Ma prawo. Traci jednak klasę.

    OdpowiedzUsuń
  6. ostro, świetnie i niestety prawdziwie napisane

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaskółka nic nie straciła, bo sama wyszła z gry, uznając, że takie przepychanki, to, co się dzieje na uczelniach, to nie dla niej. Jako niezależny człowiek, kontynuuje pracę na swój rachunek, a nie na rachunek, chwałę i mnożenie zasług innych. Nie ma w zawiązku z tym żalów i kompleksów.
    Tym razem rozczarowałam się postem Pana Profesora. jakoś ten język, niezależnie od zawartych w poście racji, do niego nie pasuje.
    Anonimowy z 21.04. poczucie humoru to ja mam, ale do tego postu nie przystaje. I na pewno moje poczucie nie ma tu nic do znaczenia.
    Pozdrawiam wszystkich komentujących z ogromnym uśmiechem:):)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj Premier ogłosi, jak będzie pod pozorem modernizacji kraju troszczyć się z panią minister edukacji o kasę unijną. A nauczyciele, rodzice - milczeć, nie protestować, chwalić rząd i dziękować, że jeszcze pozwala wam na egzystencję. Kiedy obywatele obudzą się i przestaną godzić się na tak przedmiotowe traktowanie?

    OdpowiedzUsuń

  9. No i na konwencji PO w Warszawie KLUZIK błysnęła geniuszem i fachowością - podręczniki są drogie i co rok zmieniane... ;-) Z winy nauczycieli, co podkreśliła!To podstawowy pomysł na edukację najgorszego po Pawłowicz posła w roku 2012. Nie ma POjęcia, że szkoła może zmieniać podręczniki najczęściej raz na 3 lata! No chyba, że jest "reforma" programowa, jak ta, którą wprowadziły jej POprzedniczki Hall i Szumilas... ;-) Wtedy "znika" też rynek wtórny ... ;-)
    Innych pomysłów nie miała... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdyby nauczyciele zastosowali strajk włoski i z nowym rokiem odmówili pracy z jakimkolwiek podręcznikiem, bo nie mają takiego obowiązku, to problem zostałby rozwiązany . Tylko że im się nie chce, bo podręcznik zwalnia ich z wysiłku. Łatwiej jest prowadzić lekcje i zadawać z podręcznikiem... ot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy Pan na pewno wie na czym polega strajk wloski? :)

      Usuń
    2. Skoro łatwiej, to chyba normalne, że tak postępują. No chyba, że ma Pan o nich aż tak złą opinię ...

      Usuń
    3. Anonimowy sam sobie udzielił komentarza.

      Usuń
    4. Jest rozporządzenie MEN, że szkoła do 15 czerwca ma dokonać wyboru podręczników!!! Egzekwowane nawet wtedy, kiedy, jak to w dobie "reformy", podręczników jeszcze fizycznie nie ma!!! Oczywiście można nie korzystać ... potem!!! Co do strajku włoskiego - nasza (polska) jest zarządzana (polecam klasyka od organizacji Croziera!) metodą "przesterowania" organizacyjnego. Czyli formalnie mają prawo od ciebie wymagać tylu kwitów, że na braku czy "niewłaściwej" jakości któregoś cię w końcu dopadną ... ;-)

      Usuń
    5. Rozporządzenie dotyczy sytuacji, gdy nauczyciele chcą korzystać z podręczników. Nie muszą!!! Wystarczy poczytać Ustawę Karta Nauczyciela.

      Usuń
    6. Polecam Croziera i opis metody "przesterowania organizacyjnego" - władza nie będzie ze mną dyskutowała o Karcie i jej interpretacji tylko zacznie mi wszystkie (liczne ogromnie - sam pan podawał listę!) papiery przeglądać licząc na haka, a jak się ze mną nie uda to dyrekcji ... ;-)

      Usuń
    7. Nie wiem, czy współczuć - poczucia zniewolenia czy radości nadadaptacji?

      Usuń
  11. Stosowanie zapisu Karty Nauczyciela o tym, że to nauczyciel decyduje o stosowanych metodach i środkach kształcenia odpowiada możliwości strajku włoskiego. Wystarczyłoby z tego prawa skorzystać. Nie ma przymusu korzystania z podręczników szkolnych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyciel ma obecnie "duszę niewolnika". Przyjmuje z pokorą wszystko, co polecają mu władze oświatowe, a z bliska przełożeni. Aparat kierując się interesem lobby wydawców podręczników, narzuca zatwierdzanie przez rady pedagogiczne tzw. szkolnych wykazów podręczników (ogłaszanych co roku na nowo). Przed końcem roku szkolnego dyrektor szkoły podaje do publicznej wiadomości wykaz podręczników, które będą obowiązywać od początku następnego roku szkolnego. Nauczycielowi zniewolonemu, czy jak to ujmuje prof. Henryka Kwiatkowska, osaczonemu biurokratycznym gąszczem tego wszystkiego, co obowiązuje, pozostaje trzymać się wszelkich uregulowań odgórnych w zgodzie z poczuciem nauczycielskiej powinności i obowiązku (zob. H. Kwiatkowska, Tożsamość nauczycieli. Między anomią a autonomią, GWP, Gdańsk 2005, s. 230-231).

      Gienek

      Usuń
  12. Ależ Pan wymyślił ... . Z takimi możliwościami twórczego interpretowania znaczenia pojęć nadaje się Pan nie tylko na ministra edukacji ale i rzecznika rządu - wówczas nawet klęski będą przedstawiane jako sukcesy :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż, nie używam podręczników od początku mojej pracy (od 1991), ale moi uczniowie je oczywiście mają, gdyż nie ma niestety możliwości przekonania dyrekcji, że może ich nie być. A pracuję już w trzeciej szkole............. uczniowie w drugim miesiącu nauki orientują się, że tak jest, bardziej dociekliwym tłumaczę, iż jak sama nazwa wskazuje, jest to pod-ręcznik, czyli mogą zawsze zajrzeć do niego w domu. Chociaż na szczęście tego nie robią, już wikipedia jest lepsza od nowych podręczników, które są coraz piękniejsze i coraz bardziej infantylne. Piszę o podręcznikach do języka polskiego w liceum.
    AT.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.