czwartek, 17 października 2013

"Wiadomo, że polityka jest zajęciem dla bandytów", także ta w pseudonauce


Kiedy czytam u jednego z badaczy, że światowej sławy socjolog humanistyczny Jan Szczepański wyrządził w okresie PRL wiele szkód dla jakości życia akademickiego, to zastanawiam się nad tym, jakie są granice takiego "pisarstwa"? Czy wolno nam w tak zgeneralizowany sposób oceniać człowieka, nie znając go, jego dzieł, nie mając wglądu w dokumenty, nie weryfikując własnych hipotez badaniami terenowymi?

Piszę o tym nie dlatego, by publicznie spierać się z jego autorem, bo ta osoba zna mój pogląd w tej kwestii, ale by wskazać na pewien szerszy problem, z którym będziemy spotykać się coraz częściej w polskiej humanistyce. Im dalej jest od początku i końca PRL, tym coraz chętniej, także tzw. "młode wilki" podejmują próby aroganckich rozliczeń ówczesnych i współczesnych elit, w tym postaci, które już nie żyją i nie mają możliwości zabrania głosu w swojej sprawie. Ktoś musi być zatem adwokatem ich biografii, dokonań, życia, ludzkich postaw, skoro tak łatwo pojawiają się ich oskarżyciele. Nie jestem prawnikiem, ale każdy humanista, także pedagog ma obowiązek przywoływania źródeł, które coś potwierdzają lub zaprzeczają takim insynuacjom, pomówieniom czy wprost naruszającym czyjąś godność opiniom. Jak ktoś chce wydawać tak kategoryczne sądy o innym, to niech najpierw dobrze zbada źródła wiedzy o jego życiu, twórczości, postawach. Są prace, publikacje, ale i żyją jeszcze na całe szczęście świadkowie. Jak i oni odejdą z tego świata, to pozostaną już tylko milczące dokumenty, a inni będą starali się je przeinaczyć, coś z nich wydobyć dla własnych celów, które z nauką nie mają nic wspólnego, bo nauka musi być siłą prawdy, a nie zakłamania.

Z każdym kwartałem ostatnich lat ukazują się różne tomy ku czci, jubileuszowe wspomnienia, dedykacje, tomy pamięci. Z jednej strony można powiedzieć, że to piękna tradycja w akademickim świecie, bowiem uczniowie, przyjaciele, czytelnicy Jubilata kierują do niego swoje myśli, wyrazy pamięci, wdzięczności, uznania czy formalnego szacunku. Jedni mogą i czynią to z własnej woli, inni, być może bez zrozumienia istoty tego typu publikacji, wpisują się w powierzchowną apologetykę. I jedni i drudzy wzbudzają emocje: od nienawiści po zawiść. Tak to już jest. Niby ktoś cieszy się, że obcował z KIMŚ, ale z drugiej strony nie chce być w cieniu. Co jednak uczynił, by z niego wyjść?

Może byłoby lepiej, gdyby przerwać tę passę dedykowanych tomów, prac zbiorowych, by nie budziły takich emocji, by nie stały na półkach pamięci tych, którzy szczerze chcieli podzielić się swoją myślą, poglądem, wspomnieniem czy emocją? Kto to czyta? Kto przywiązuje do tego wagę? Komu to służy? A jednak, okazuje się, że dla samej nauki właśnie tego typu publikacje są także ważnym źródłem wiedzy o określonej postaci, nawet jeśli ma ona częściowo apologetyczny charakter. Zawarte w tych tomach rozprawy, listy, wspomnienia wiele też mówią o ich autorach, o ich relacjach z jubilatem czy akademickim światem. Można też sobaczyć, kto jest w nich obecny, a kogo w nich nie ma, a przecież wydawałoby się, że być powinien? Ciekawe, czy ktoś pomyślał o przeprowadzeniu takich socjometrycznych badań środowiska naukowego na podstawie jubileuszowych tomów?

Dla mnie jednak kluczową rolę w badaniach biograficznych odgrywają dzienniki, pamiętniki, pozostawione notatki, żyjący członkowie rodzin i przyjaciele, znajomi i współpracownicy oraz zapiski nieżyjącego już naukowca, których z różnych powodów nigdy nie ujawniał, nie publikował. Akademickie małolaty nie wiedzą, bo i skąd, skoro przyszły na świat w wolnej Rzeczypospolitej a w szkole lekceważyły współczesną historię, że w czasach totalitarnych, a do takich należał bezwzględnie okres PRL - była cenzura: polityczna, ideologiczna, kulturowa, naukowa w swoich najskrajniejszych formach i środkach. Na szczęście mogliśmy spotykać się bezpośrednio z profesorami i rozmawiać z nimi, pytać, dyskutować, wyjaśniać interesujące nas kwestie. Mój profesor Karol Kotłowski mógł i mówił tyle, ile nigdy nie ujrzałoby światła dziennego, gdyż cenzura usuwała niepożądane treści, bo sprzeczne z marksizmem-leninizmem i bolszewicką doktryną zniewalania podporządkowanych ZSRR państw i narodów. Pisałem o tym w tomie już pośmiertnym, ale poświęconym jego życiu i twórczości. To nie ma - jak się okazuje - żadnego znaczenia, bowiem dla pseudo badaczy liczy się tylko i wyłącznie to, co zostało opublikowane. Oni wypreparują, wysupłają wszystko to, co posłuży do ich ideologicznych celów, a więc de facto nie mających nic wspólnego z nauką. To, że ktoś ma przed nazwiskiem "dr" w takich przypadkach nie oznacza, że jest "doktorem", tylko "durniem" (to cytat z K. Kotłowskiego).




A teraz kilka cytatów z "Dzienników Jana Szczepańskiego z lat 1945-1968", myśli, których żadna cenzura nie przepuściłaby do publicznej wiadomości, a dzisiaj staraniem władz miasta Ustroń, szefostwa powiatu cieszyńskiego, Polskiego Towarzystwa Socjologicznego oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mamy do nich dostęp:








* Każdy człowiek podporządkowujący się systemowi może stać się "komendantem Oświęcimia" bez własnej woli i intencji;

*Są systemy przekształcające ludzi w automaty zbrodni w imię wysokich ideałów;

* Trudna jest sytuacja moralna człowieka bezwzględnie prawego;

* Każdy, kto się w jakikolwiek sposób wychyli, będzie kiedyś usunięty;

* Obojętność jest grzechem;

* Polacy nie mogą zmienić swojego położenia geograficznego. Nie mają wpływu na to, co się dzieje w ZSRR i Niemczech. Mają wpływ na siebie. Budowę swojej międzynarodowej pozycji powinni rozpocząć od siebie;

* Jeżeli w Polsce i dla Polski można coś zrobić, trzeba to zrobić bez obecnej ekipy rządzącej; próba porozumiewania się z nimi jest beznadzieja i nie przyniesie żadnych możliwości działania;

* Koła rządzące, gdy chodzi o politykę wobec Kościoła, postępują tak, jakby miały do czynienia z narodem analfabetów;

* Rząd PZPR stoi na zasadzie pustki lub na zasadzie tłoku. W każdym razie rząd ten stoi nie dlatego, że umie stać, lecz dlatego, że nie może upaść;

* Jak można bronić ustroju, który w imię jakichś nikomu nawet nieznanych zasad i nieujawnianych interesów zwalcza brutalnie swoją najlepszą młodzież, prowadzi kampanię zakłamania itp.:

*Komunizm może się utrzymać tylko jako dyktatura. Nie może stać się demokratyczny, tak samo, jak nie może się stać demokratyczny feudalizm. Oba te ustroje mają wiele cech wspólnych - absolutnego władcę, ścisłą hierarchię władzy itp.;

* Wiadomo, że polityka jest zajęciem dla bandytów;

*Być bojownikiem systemu socjalistycznego oznacza być trochę komiczną figurą;

* Socjalizm może mieć tylko model sowieckiej dyktatury policyjnej. Każda inna postać jest zagrożeniem dla KPZR i jej naśladowców i musi być zniszczona;

*Amerykanów poza Ameryką interesuje tylko to, co może im zagrozić;

*I wśród socjologów są ludzie, którzy na żądanie władz są zdolni zeznać pod przysięgą, że wczoraj o północy świeciło słońce.



Prawda, że te myśli i spojrzenie na świat są nadal aktualne?





33 komentarze:

  1. Przepraszam, ale nie widzę w przytoczonych przez Autora wpisu treści, które mogłyby zachwycać tym uczonym. Panie Profesorze, paradoksalnie zamieszczone cytaty z J. Szczepańskiego uwydatniły w całym wymiarze hipokryzję autora pamiętników z lat 45-68. Nie trzeba być "młodym wilkiem" w dodatku aroganckim, jak Pan Profesor pisze, żeby to zauważyć. Przywołany polski socjolog, był głęboko uwikłanego we władzę w czasach PRL-u. i wbrew przywołanym cytatom, nie walczył, z systemem totalitarnym, sądząc po funkcjach, które przez wiele lat sprawował. Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkrety??? I cóż to za określenie " głęboko uwikłany..."? Zna Pani fakty świadczące o krzywdach z tego nawet tytułu?

      Usuń
    2. Ja nie napisałam ani słowa o "krzywdach" lecz o hipokryzji. Panie Profesorze przez głębokie a nawet wieloletnie uwikłanie rozumiem usankcjonowaną funkcjami aktywność polityczną socjologa. Wystarczy prześledzić te lata w sejmie, członkostwo w komisjach. Czy taka aktywność polityczna świadczy o walce z systemem totalitarnym ? Nie. Dlatego z mojego punktu widzenia zamieszczone we wpisie cytaty to dodatkowy gwóźdź do... hmmm...biografii socjologa. Intencje Pana Profesora były zupełnie inne - wiem. Iga

      Usuń
  2. Sam fakt pełnienia takich czy innych ról, funkcji jeszcze o niczym nie świadczy, żeby pozbawiać Profesora dobrej pamięci. Proszę sobie wyobrazić, że być może dzięki temu, że On je pełnił było więcej człowieczeństwa i pozadoktrynalnego podejścia do innych, niż gdyby to był ktoś inny np. tow. K......... z uniwersytetu X. Nie przypuszczam, by Osoba z takimi poglądami i systemem wartości uznawanych a nie tylko deklarowanych mogła postępować niegodziwie. Nie pomyślała Pani o tym? Wśród ludzi tzw. podziemia było wiele łajdactwa. I na odwrót. Nie jestem historykiem,by oceniać tak jednoznacznie, jak Pani. A tu zacytowane poglądy były poza obiegiem a zatem musiały funkcjonować w relacjach międzyludzkich. Taka "walka" z reżimem też zasługuje na szacunek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, że właśnie "sam fakt pełnienia takich czy innych ról, funkcji" socjologa właśnie o czymś świadczy, np. o akceptacji środowiska partyjnego, danych czasów, oraz przynajmniej o pozytywnym rentgenie służb. Nadal uważam, że ta dwoistość (funkcji i treści w cytatach) nie jest chwalebna, a raczej dziwna. Przyznaję rację - odnośnie pogłębionej oceny zjawisk najbardziej kompetentni są historycy. Ja nie jestem historykiem, co najwyżej mogę amatorsko analizować zjawiska i treści. Trudno mi się jednak zgodzić z tezą, że wskazane cytaty (wyrwane z kontekstu) budują przyzwoity obraz. Pan Profesor dostrzega w tej dwoistej postawie heroizm. Gdyby poddać analizie np. dowolny cytat np.: "Jak można bronić ustroju, który w imię jakichś nikomu nawet nieznanych zasad i nieujawnianych interesów zwalcza brutalnie swoją najlepszą młodzież, prowadzi kampanię zakłamania itp." - bez kontekstu - ta treść jest czymś innym, niż w kontekście pełnionych funkcji i kadencji w sejmie przez socjologa, w czasach zależności od Moskwy. Dwoisty system wartości socjologa mnie zaintrygował, ale nie dostrzegam tu "walki" z reżimem. Iga

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałem dzienniki z lat 1945-68 (podobnie jak pierwszy tom) dokładnie. To prawda wiele w nich informacji o relacjach z politykami (często dzisiaj ocenianymi negatywnie), ale też sporo w nich buntu i negacji ówczesnej rzeczywistości. Wnikliwa ich lektura ukazuje też obawy, lęki i wątpliwości dotyczące podejmowanych działań i wyborów życiowych. W moim przekonaniu świadczą one o wrażliwości i poczuciu odpowiedzialności Profesora. Czy można było wówczas zachowywać się inaczej? Pewnie tak - ale czy dzisiaj byłoby aż tylu ludzi wspominających Profesora z życzliwością? Nie koniecznie. To dzięki swojej otwartej postawie życiowej i umiejętności unikania jawnych konfliktów mógł wspierać wielu. Cieszę się, że ciągle jest tyle osób, które o tym pamiętają. Przy okazji promocji Pamiętników (wcześniej także innych Jego prac) miałem okazję wysłuchać sesji poświęconej pracy naukowej (i nie tylko) Profesora. Cieszy, że do Ustronia przyjeżdżają osoby z odległych miejscowości by opowiedzieć o wsparciu, które od Niego otrzymali. Zenon Gajdzica

    OdpowiedzUsuń
  5. Uważam, że rozliczać mogą jedynie ci, którzy przeżyli tamten czas. "Młodym wilczkom" tylko się zdaje, że są tacy odważni, bo "ujawniają" "prawdziwe oblicza" autorytetów. Są butni teraz, ale historia kołem się toczy. Być może kiedyś ich ktoś tak brutalnie i nieobiektywnie rozliczy.
    Jak łatwo robić karierę publikując takie teksty. I na tym się wiozą od awansu do awansu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, Panów ale nawet najlepsza, wrażliwa narracja pamiętnikarska nie usprawiedliwia służby reżimowi w kilku kadencjach post-pamiętnikarskich. To tak jakby autor pamiętników napisał pamiętniki a potem wszystkie własne dylematy wyrzucił do kosza i "zaciągnął się " do sejmu. To komu i czemu służył ? Czy tylko ja to widzę ? Iga

    OdpowiedzUsuń
  7. Profesor Jan Szczepański był uczonym, socjologiem o niekwestionowanej międzynarodowej renomie, a jego wkład w rozwój nauk humanistycznych i społecznych jest bezdyskusyjny. Profesor Jan Szczepański służył ówczesnej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdyż innej Polski wówczas nie było.Zastanawiam się, co obecne młode wilki w nauce polskiej prezentują sobą? Jakie mają osiągnięcia? Stopnie naukowe, tytuł naukowy zupełnie nie świadczy(ą), iż dana jednostka jest wybitna, ale to inne zagadnienie.Młode wilczki niech zajmą się pracą naukową, a nie moralizatorstwem.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekaw jestem jak i na jakiej podstawie Iga może pisać: "Ja nie napisałam ani słowa o "krzywdach" lecz o hipokryzji." Poproszę o wskaźniki tej hipokryzji, bo stwierdzenie, że Profesor pełnił określone funkcje publiczne, instytucjonalne jest wysoce zdumiewające jak na standardy tego typu ocen.
    Rozumiem, ze każdy dyrektor szkoły, przedszkola, wszyscy urzędnicy wszelkich urzędów, a nawet bufetowa w gmachu PZPR byli hipokrytami? To ciekawie rozwija nam się wątek rozliczeniowy z PRL-owskimi elitami? Ciekawe, kto Igę kształcił? Pewnie nowonarodzeni w III RP, bo chyba powinna brzydzić się tymi z okresu PRL, a można by wymienić tu całą paletę profesorów, doktorów, magistrów itd. Oni też są na śmietnik historii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Argumenty na taka hipokryzję podałam w niemal każdym wpisie. Te "określone funkcje publiczne" to nie funkcja portiera lub poborcy podatkowego tylko posła na sejm w czasach komunizmu. Anonimowy zrobił nadmierną (aczkolwiek dowcipną - "bufetowa") generalizację i źle zrozumiał, że "każdy". Jak można coś takiego napisać. Kto mnie kształcił ? Anonimowy myśli wąsko. A może Iga kształciła się poza Polską ? Proszę nie uciekać w sentymentalizm i nie robić nadmiernych generalizacji. Zrobiłam prostą analizę wobec jednego socjologa, popartą argumentami. Anonimowy ma prawo do innego zdania, tak jak i ja. Iga

      Usuń
    2. Szanowna Pani;
      Obecny system to pseudo-neoliberalizm oparty na kłamstwie. Michel Fize francuski filozof twierdzi, że żyjemy w "kulturze kłamstwa". Czy wszyscy posłowie w sejmie są kłamcami?
      Zapewne byłaby to generalizacja, jednakże dlaczego akurat obecnego posła na sejm "Kowalskiego" uważa się za kłamcę? Jak widać proste analizy nie sprawdzają się w tego typu poważnych kwestiach. Dobrze, że każdy ma własne zdanie, warto zadbać o to by było ono odpowiednio wyważone względem otaczającego nas świata. Trudno mówić o ludziach "żyjących" w naszych czasach i wydawać na ich temat sensowne oceny - z tymi, którzy należą do historii łatwiej zapewne nie jest. Ponadto warto koncentrować się na poruszanych "problemach" a nie na tych, którzy je poruszają - bowiem z tego typu dyskusji nic dobrego dla nikogo nie wynika :)
      Jeszcze jedno - cóż można by było powiedzieć o naszym systemie, by nie okazało się to gwoździem (w Pani mniemaniu) do naszej biografii? Jestem przekonany, że myśli prof. Szczepańskiego tu przytoczone nawet wyrwane z kontekstu wypowiedziane publicznie w czasach socjalizmu z pewnością dotkliwie zaszkodziłby temu uczonemu.
      Pozdrawiam ciepło - Andrzej

      Usuń
    3. Szanowny Panie,
      Nawet jeżeli zdaniem filozofa żyjemy w "kulturze kłamstwa", proszę zauważyć, że nadal jest to "zdaniem M. Fize", który najbliższy punkt odniesienia ma we własnej kulturze. Potem we wpisie zastosował Pan zbyt duży (moim zdaniem) kwantyfikator, a następnie przedstawił dla mnie rady. Jednej z nich nie rozumiem i myślę, ze jest przerysowana - cyt. "Ponadto warto koncentrować się na poruszanych "problemach" a nie na tych, którzy je poruszają - bowiem z tego typu dyskusji nic dobrego dla nikogo nie wynika :)" Mam wrażenie, że z Pana strony to nadinterpretacja, ponieważ nie zauważam tego faktu w moich wypowiedziach, w żadnym momencie. Pisząc o zjawisku hipokryzji socjologa w pewnej dwoistości (treści i późniejszych funkcji) argumentując i mając różnych Adwersarzy - nadal koncentrowałam się na problemie. Iga

      Usuń
    4. chyba coś nie tak kliknąłem, bowiem komentarz się nie ukazał jeszcze. W każdym razie mam zapisany więc wklejam (z drobną zmianą);
      Szanowna Pani;
      Przytaczając słowa tego filozofa ogólnie szło mi o pewną tendencje jaka we współczesnej rzeczywistości społecznej jest dostrzegalna, spory o to jak jest faktycznie, naruszałyby zasadę tzw. brzytwy Ockhama. To jest nie istotne (w tych rozważaniach), bowiem rzeczywistość socjalistyczna (zdaniem niektórych komunizmu nigdy nie było) też nie była "jednokolorowa". Po za tym można by się także spierać o to czy pożegnaliśmy się z socjalizmem? Czy może przybrał on jedynie inną twarz? Jeśli tak to jaką? itp.
      Miałem na uwadze jedynie logiczne wskazanie na różnorodność życia społecznego i wielość zależności jakim ono podlega - trudnych do jednoznacznej interpretacji i oceny. W tworzącą się sieć układów możliwości i ograniczeń uwikłany jest każdy z nas, bez względu na to czy tego chce czy nie (oceny zarówno obecnych jak i minionych czasów są z reguły redukcjonistyczne) . Jak Pani zauważyła każdy ocenia poprzez pryzmat własnej osoby, a zatem pamiętając o tym warto zachować moim skromnym zdaniem dystans zarówno do świata jak i samego siebie.
      Proszę wybaczyć - przykro mi, że odebrała Pani mój wpis moralizatorsko, chciałem jedynie podkreślić swoje stanowisko w poruszanych tu kwestiach - Pani ma prawo mieć swoje zdanie, natomiast ja nie zwykłem nikomu niczego narzucać.
      Pisząc to co Pani przytoczyła miałem na uwadze użyte przez Panią sformułowanie (choć pisałem ogólnie w odniesieniu także do komentarzy innych osób wypowiadających się) np.; "Anonimowy myśli wąsko".
      Osobiście nie wartościuje Pani stanowiska i ocen - cieszę się, że są tacy ludzie jak Pani mający własne zdanie, które otwarcie wyrażają i są gotowi bronić.
      Pozdrawiam serdecznie - Andrzej

      Usuń
    5. Argumenty, które Pan wskazał, jako uwarunkowania konstruowania ocen, w złożoności życia społecznego zaciemniają obraz a to dlatego, że relatywizuje Pan same konstrukty społeczne (ustrój), dymensje i czas ich trwania. Gdyby jednak wrócić do mojej roboczej tezy o hipokryzji socjologa, odrzucając relatywizowanie problemu w kontekstach ustroju (w domyśle - jest wielu innych tak samo uwikłanych historycznie w PRL), czasu (to dzieje się teraz) nie da się relatywizować roli - czyli służby reżimowi. Reżimu nie ma. Tu, moim zdaniem, znajduje się próg usprawiedliwiania. Powiem więcej "jak zachwyca - kiedy nie zachwyca" socjolog J.S. Pozdrawiam, Iga

      Usuń
    6. Szanowna Pani;
      Wskazywanie na aktualność problematyki nie jest jeszcze w moim przekonaniu "zbrodnią". Jestem zdania, że w polityce czy to komunistycznej, czy też kapitalistycznej obowiązują te same reguły. Nie warto łudzić się, że struktury naszej władzy zostały opuszczone przez wywiady obcych państw np.: radziecki, izraelski, czy niemiecki.
      Jednakże, chce podkreślić, że system tworzą ludzie (komunizm, kapitalizm nie jest sam w sobie ani „dobry” ani „zły” oba te ustroje powołują się na wzniosłe idee). System mówiąc ściślej znajduje się w ludzkich „umysłach” i to zawsze od człowieka i jego wyborów (często trudnych) zależy czy jego służba jest godna i chwalebna, czy może haniebna i zdradliwa.
      Obarczanie winą kogoś jedynie dlatego, że pełnił funkcje w danym ustroju – jest krzywdzące. To może wszyscy zdaniem Pani winni przenieść się do lasu i tworzyć partyzantkę? Ktoś te funkcje pełnić musiał tak czy inaczej, i dobrze, że czynił to J. Szczepański nasz rodak i zarazem wielki humanista.
      Warto też przytoczyć Senekę, który powiadał, że „mędrzec czyni także rzeczy których nie pochwala”, natomiast mając na uwadze siebie i innych filozofów zaznaczał:
      „Wszyscy ci bowiem mówili nie o tym, jak sami żyją, ale jak sami żyć winni. Ja mówię o cnocie, nie o sobie, i kiedy piętnuje występki, przede wszystkim piętnuje swoje własne, a skoro tylko potrafię, żyć będę, jak żyć należy”.
      Szczepański pisał, że „polityka jest zajęciem dla bandytów”, ale zapewne pełniąc funkcje polityczne nie uważał siebie za bandytę.
      Pozdrawiam - Andrzej

      Usuń
    7. Szanowny Panie,
      Dziękuję za tę "partyzantkę" to naprawdę wesołe, roześmiałam się głośno. Gdybym miała powiedzieć więcej to znowu musiałabym połowę Pana wywodów skrytykować, lecz w zamian za to, życzę miłego wieczoru. Iga

      Usuń
    8. Szanowna Pani;
      Myślę, że to nie miejsce na obszerne dociekania prawdy. Było mi bardzo miło prowadzić z Panią dialog.Postawa jaką się Pani wykazała świadczy o Pani wysokiej kulturze osobistej tak przynajmniej mi się zdaje, której często ludzie w sieci sieci są pozbawieni. Budowę nowego społeczeństwa warto zatem moim zdaniem (jestem tylko amatorem) zacząć od wyposażania go w umiejętności współpracy i komunikowania się.
      Wzajemnie z poważaniem - Andrzej

      Usuń
  9. Po in­for­ma­cji o tym, że war­szaw­scy urzęd­ni­cy do­sta­li do­dat­ko­we wy­na­gro­dze­nia, za­wrza­ło. Ra­tusz od­po­wia­da - pre­mie były, ale inne niż zwy­kle. Hanna Gron­kie­wicz-Waltz wy­pła­ci­ła urzęd­ni­kom 850 ty­się­cy zło­tych na­gród. Wcze­śniej za­pew­nia­ła, że pre­mii nie bę­dzie.

    - Mu­si­my oszczę­dzać na ad­mi­ni­stra­cji pu­blicz­nej, nie ma pla­nów przy­zna­wa­nia pre­mii - mówił 10 lipca rzecz­nik Ra­tu­sza, Bar­tosz Mil­czar­czyk. Pie­nią­dze na na­gro­dy jed­nak się zna­la­zły. Zda­niem rad­ne­go PiS Ja­ro­sła­wa Kra­jew­skie­go, ozna­cza to, że Hanna Gron­kie­wicz-Waltz oszu­ka­ła miesz­kań­ców War­sza­wy.

    TO JEST HIPOKRYTKA!

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumiem Panią Igę i uważam, że nie jest do końca w porządku stwierdzać, że oceny zachowań ludzi w dawnym ustroju mogą tylko ci, którzy go przeżyli. Reszta ma milczeć tak? Nie oceniajmy w takim razie czasów okupacji, udawajmy, że wszystkie wybory były wtedy tak samo słuszne. Tylko jak wyciągnąć naukę na przyszłość, kiedy tak się boimy oceny? Zło trzeba nazywać złem, a nie udawać, że go nie ma. Nie mówię teraz o prof. Szczepańskim. Chcę jednak powiedzieć, że wiele osób w czasach okupacji czy PRL trzymało się z daleka od wszystkiego, co miało związek z ideologią, która wtedy dominowała (czyli oczywiście np. nie wspępowało do PZPR). Ludzie tracili prace, domy, kariery, mogli przypuszczać, że nawet przyszłość. Godzili się jednak na to, bo uważali, że jest to słuszne. Wielu oddało w tamtym czasie życie w obronie wartości. I proszę nie nazywać całej młodzieży naukowej "młodymi wilczkami" - są wśród nas ludzie, którzy szczerze poszukują prawdy, zarówno w pracy naukowej, jak i w życiu. Ocena cudzego postępowania nie powinna wiązać się ze "skreślaniem" człowieka. Nie możemy jednak odbierać sobie wzajemnie prawa do oceny czynów.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ode mnie słowa szacunku i dla Autora Blogu i Pani Igi, za odwagę podejmowania dyskusji i asertywnego, nie agresywnego, wyrażania zdania w tak trudnych kwestiach. Podoba mi się ta dyskusja i obojga Państwa dostrzegam ważne i przekonujące argumenty.

    Gdy natomiast czytam słowa:
    "Sam fakt pełnienia takich czy innych ról, funkcji jeszcze o niczym nie świadczy, żeby pozbawiać Profesora dobrej pamięci. Proszę sobie wyobrazić, że być może dzięki temu, że On je pełnił było więcej człowieczeństwa i pozadoktrynalnego podejścia do innych, niż gdyby to był ktoś inny."
    ..., a więc, gdy czytam te słowa, nie znajduję podobnie rozumiejącej refleksji w wielu atakujących, bezkompromisowych wypowiedziach w innych wpisach na tym blogu. Fakt, Profesor podejmuje misję tropienia nieprawidłowości, absurdów, nieuczciwości w naszym obecnym systemie oświaty, szkolnictwie wyższym i obszarach przyległych. Jednak trudno znaleźć tu kategorię "uwarunkowania" jako okoliczność łagodzącą. Czasy podzielone zostały na "tamte" i "obecne", z naiwnym przekonaniem, że upadek komunizmu wyzwolił nas raz na zawsze i że teraz człowiek może już wszystko. Mamy prawo - i obowiązek - oceniać "tamte" czasy, nawet gdy dotyczy to bardziej naszych rodziców, niż nas samych. Choćby dlatego, że ówczesne wybory rodziców bezpośrednio kształtowały nas i warunki naszego wzrastania (nie myślę tu o warunkach materialnych czy tylko o warunkach materialnych). Natomiast tak naprawdę pod wieloma względami życie i wybory w dzisiejszych czasach wcale nie są łatwiejsze. Przy pozornym dobrobycie, zmniejszył się chociażby zakres minimalnego bezpieczeństwa socjalnego. Kiedyś można było narazić się na utratę pracy za niewygodne poglądy, dzisiaj politycy mają w nosie nasze poglądy, a pracę można stracić bez powodu. Tylko kiedyś człowiek bez pracy nie szedł tak łatwo na ulicę. A człowiek mówiący "nie" nie staje się tak łatwo bohaterem, jak kiedyś. To też byl jakiś ekwiwalent "narażenia się" władzom. To wszystko razem - przy znacznie większych niż kiedyś realnych obawach o podstawy bytu własne i własnych rodzin - wyzwala postawy kompromisowe i uległe na znacznie większą skalę niż kiedyś. Nie znajduję w klimacie blogu i zawartych tu komentarzy, podobnego do prezentowanego zrozumienia dla obecnych "uwarunkowań". Problem jest poważny, istotny, dotyczy trudnych kwestii etycznych, czego nie kwestionuję, natomiast zauważam postępującą stereotypizację "tamtych" i "obecnych" czasów. Proszę mi nie mówić, że tego nie da się porównywać.

    OdpowiedzUsuń
  12. >Chcę jednak powiedzieć, że wiele osób w czasach okupacji czy PRL trzymało się z daleka od wszystkiego, co miało związek z ideologią, która wtedy dominowała (czyli oczywiście np. nie wspępowało do PZPR). Ludzie tracili prace, domy, kariery, mogli przypuszczać, że nawet przyszłość. Godzili się jednak na to, bo uważali, że jest to słuszne.<
    Za dużo obecnej telewizji i filmów z IPN oglądasz ... ;-) Żyłem w tych czasach - takich w latach 60-70 była garstka. Strajki były raczej o niższe ceny i wyższe płace niż o "wolność" cokolwiek by to słowo znaczyło ... Jak dobrze poszperać w życiorysach obecnych piewców wolności, to wtedy np.taki Balcerowicz był pracownikiem naukowym Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR (naprawdę nie było przymusu pracy tam, tylko kasa lepsza niż na UW!), a Buzek też gdzieś tym profesorem został. Macierewicz obrzucał z innymi lewicowcami ambasadę USA w proteście przeciw wojnie wietnamskiej, Kaczyńscy pisali politycznie (na PRL) poprawne doktoraty z "obowiąkowym" odwołaniem się do Lenina itp.itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie,
      nie oglądam filmów z IPN, natomiast telewizji - nie oglądam z zasady. Miał Pan zataem szczęście, że żyjąc w tamtych czasach, nie musiał Pan podejmować tak radykalnych wyborów.

      Usuń
    2. To może coś o Pani wyborach - kulka albo lojalka czy partia albo Sybir ... ;-) Wybory wiązały się co najwyżej z trochę lepiej vs trochę gorzej a i to nie zawsze ... ;-)

      Usuń
  13. Po instytucjonalnym/formalnym upadku komunizmu na Zachodzie rozgorzała dyskusja między socjologami, historykami idei i filozofami o to, kto z nich, kiedy i dlaczego „prześlepił” to, co się stało w państwach komunistycznych. Dlaczego mędrcy(a więc także prof. Jan Szczepański) nie przewidzieli ani powstania „Solidarności”, ani końca Związku Radzieckiego? Dlaczego tak wielu zachodnich badaczy propagowało idee komunizmu i zamykało oczy na wszechobecne kłamstwo, czyli istnienie GUŁAG-u, cenzury i tajnej policji? Czy nie należało wcześniej odrzucić, lub co najmniej zmienić dotychczasową metodologię nauk humanistycznych i społecznych, skoro nie prowadziła do rzetelnej oceny rzeczywistości? Jak na tym tle w obszarze tych nauk zachowywali się i nadal zachowują nasi rodzimi mędrcy i ich totumfaccy każdy - kto tylko chce - widzi ..Ukłony od .niewyemancypowanego teoretyka wychowania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy prof. Jan Szczepański kogoś skrzywdził? – pyta gospodarz blogu i prosi o ewentualne przykłady. Myślę, że tak. W jaki sposób skrzywdził? Ano propagując tzw. błąd antropologiczny. U podstaw błędu antropologicznego – przypomnę - leży błąd ontologiczny, czyli błędna koncepcja bytu. Jej ścisłe powiązanie z rozumieniem człowieka potwierdza cała historia filozofii. Jak, za Arystotelesem, przypominał św. Tomasz, mały błąd na początku, okazuje się wielkim i brzemiennym w konsekwencje na końcu, co szczególnie uwidacznia się w rozumieniu człowieka. To, jak człowiek angażuje się w budowę swojej przyszłości, zależy od jego pojmowania siebie, swojego przeznaczenia i człowieczeństwa w ogóle. I właśnie przykładem błędnego odczytania prawdy o człowieczeństwie może być definicja człowieczeństwa, sformułowana przez autora podręczników socjologii okresu PRL Jana Szczepańskiego, który pisał: Ogół cech społecznych – zarówno w ujęciu socjologicznym i polityki społecznej – nazywa się człowieczeństwem. (zob.J. Szczepański, Konsumpcja a rozwój człowieka. Wstęp do antropologicznej teorii konsumpcji, s. 51 PWE, Warszawa 1981.) Zauważmy, że jest to pojmowanie człowieka, który własne człowieczeństwo preparuje używając do tego zabiegów socjotechnicznych, ideologicznych, odpowiedniej polityki społecznej i psychotechniki. Wisława Szymborska- z tej samej formacji ideowej co J. Szczepański- uznała swego czasu Lenina za „nowego człowieczeństwa Adama”. W przywołanej ‘definicji’ człowieczeństwa odrzucono Boga jako Stwórcę, a przez to odrzucono źródło stanowienia o tym co dobre a co złe. Odrzucono to co najgłębiej stanowi o człowieczeństwie, czyli pojęcie „natury ludzkiej” jako ‘rzeczywistości’, zastępując ją ‘wytworem myślenia’ dowolnie kształtowanym i dowolnie zmienianym według okoliczności. Pod płaszczykiem troski o tak zwany wszechstronny wymiar człowieczeństwa toczy się powszechna walka dobra ze złem. A wszystko w imię niczym nieograniczonego „prawa do samorealizacji” oraz „indywidualnego kreowania wartości”. W ten to sposób społeczeństwu próbuje się narzucić pozornie potrzebny, jednolity dyskurs który ma na celu egzekwowanie zapisanego w prawie równego traktowania oraz walkę z dyskryminacją. Ale za tym kryje się w rzeczywistości radykalny przełom: zmiana pojęcia człowieczeństwa i rozumienie go w dowolny sposób.(zob. G. Kuby, Przyszłość należy do nas, „Nasz Dziennik” 21 stycznia 2013).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy z 19:57 - to samo sedno filozoficznych (antropologicznych) konstruktów zła ciekawie zilustrowane. Iga

      Usuń
    2. Bezrefleksyjnie oswajających i banalizujących zło komunizmu (" po czynach ich poznacie!") było - niestety - wielu wybitnych ludzi. Należał do nich ( obok wzmiankowanego prof. Jana Szczepańskiego) Jarosław Iwaszkiewicz. Sam siebie uważający za największego pisarza katolickiego na świecie pisał do szuflady pamiętnik czy dziennik (pierwszy tom obejmujący lata 19911-1955 ukazał się w 2007 roku) programowo szczery, niepoddany koniunkturalizmom i autocenzurze. I co się okazało? Nie ma w tych dziennikach właściwie żadnej refleksji na temat komunizmu, jego ideologii i praktyki. Są wtrącone tu i ówdzie stwierdzenia typu „nie można być nawet sobą” lub „po co żyć, dla kogo żyć?”. Żadnego buntu ani estetycznego, ani moralnego. Iwaszkiewicz – zauważmy - albo nie rozumie, albo nie chce rozumieć rzeczywistości. A był w niej jako osoba publiczna i pisarz dworski mocno osadzony: obrońca pokoju, uczestnik europejskiego i światowego życia artystycznego, którego los i historia skazały na funkcjonowanie w komunizmie w jego najgorszym okresie-stalinowskim Upokorzenie, o którym Iwaszkiewicz nie pisze wprost, niezliczone obowiązki reprezentacyjne powodowały, że coraz mniej czuł się pisarzem. Władza potrafiła być za taką postawę „wdzięczna”. Podobni do Iwaszkiewicza (niekoniecznie tak wybitni!). otrzymywali darmowe luksusowe mieszkania, stypendia, zniżkowe, a komfortowe domy pracy twórczej, nagrody państwowe, przede wszystkim zaś nieograniczone możliwości rozpowszechniania dzieł i ciągnięcia z nich pokaźnych zysków . Za te korzyści „środowisko intelektualne” płaciło rozmaitymi formami posłuszeństwa, niekiedy nadgorliwym zgadywaniem życzeń władzy, niekiedy ich niechętnym spełnianiem, niekiedy jedynie bezpiecznym milczeniem w obliczu przestępstw „władzy ludowej” . Iwaszkiewiczowi władza ludowa pozostawiła Stawisko, dawała rzecz niebywałą – możliwość wyjazdów .Nic się pod tym względem nie zmieniło.

      Usuń
  15. Aż dziw bierze, że zwolennicy gender (idei płci kulturowej) skupieni często w owianych legendą ośrodkach akademickich w Polsce (ostatnio w DSW we Wrocławiu) zajmujący się właśnie zmienianiem pojmowania pojęcia człowieczeństwo - nabrali wody w usta? Niepokoi mnie, że swoim zaniedbaniem, brakiem merytorycznej , zdecydowanej reakcji na nieodpowiedzialne harce "niewyemancypowanego " teoretyka wychowania pozwalają siać zwątpienie w swoje racje...Czyżby sami nie byli pewni swego? Nie mają argumentów ? Nie, tak źle chyba nie jest. Słowem: myślę, że jednak wypada dać należny odpór niewyemancypowanemu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Co się dzieje? to zaczyna źle wyglądać. Aż nie chce się wierzyć, że nie ma chętnych, którzy daliby stosowną nauczkę niewyemancypowanemu. Oficjalni patroni VIII Zjazdu Pedagogicznego w Gdańsku (A.Gramsci, P.Freire, J.Ranciere itd.) zdają się wskazywać , że ster akademickiej pedagogiki dzierży u nas właściwa, wyemancypowana, postępowa profesura. Na sercu, której musi przecież leżeć troska o poszerzanie, zmianę pojmowania człowieczeństwa. Mam więc kłopot ze zrozumieniem bezkarnego zobojętnienia na staromodne harce niewyemancypowanego.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czas leci i wciąż nie znalazł się nikt, kto utarł by nosa niewyemancypowanemu. Zastanawiam się nawet czy ta abnegacja może mieć jakiś związek z tym co można było zobaczyć w programie Ewy Drzyzgi? Swego czasu wystąpił w nim niejaki pan Łukasz - wyemancypowany eksperymentator w dziedzinie kulinarnej. Czyżby abnegaci zauważyli, że owa troska naszej postępowej profesury o zmianę, a zwłaszcza poszerzanie pojmowania człowieczeństwa przypominała troszeczkę poszukiwania tego samego przez p. Łukasza - tyle, że w pojmowaniu artykułów spożywczych ? Ściślej zaś ich zmianie i poszerzaniu asortymentu ? Otóż rzeczony smakosz Łukasz ubolewał , że tylko raz jadł jeża. Marzył o tym, żeby zjeść kota i psa. Ma z tym jednak - utyskiwał - pewne problemy. Odczuwa istnienie pewnego tabu społecznego. Na pytanie: Czy jakieś pasożyty ludzkie jadasz? – odpowiedział, że jada tylko pasożyty zewnętrzne, tzn. wszy. Zapewnił, że są bardzo smaczne i że to go otwiera na nowe możliwości...Konkludując to, że "niewyemancypowany teoretyk wychowania - przecież pasożyt na szeroko pojętym postępie " - jak dotąd - nie został jeszcze "zjedzony", przez smakoszy eksperymentów społecznych/pedagogicznych (a przecież powinien ) - dowodzi niestety żywotności znanej, szkodliwej prawidłowości .Mam tu na myśli żywotność tabu i trudność w jego przełamywaniu w zakresie pojmowania zarówno człowieczeństwa jak i artykułów spożywczych. Jest więc kłopot i kto wie czy to dlatego niewyemancypowanemu włos z głowy wciąż nie spada i kto wie czy mu się nawet nie upiecze? Co Państwo na to?, czy bardzo błądzę?

    OdpowiedzUsuń
  18. Panie Anonimowy (wpis z 27 października 2013 08:17) niech się Pan nie zamartwia bezkarnością niewyemancypowanego. Nikt z nim nie polemizuje, bo jego przeciwnicy nie mają sensownych argumentów. To oczywiste i nie wymaga dalszego dowodzenia. Dlatego tylko w tym blogu "mu się upiekło" i nie spadł mu włos z głowy. Słowem: sytuacja nie jest jednak beznadziejna. O ile dobrze wiem niewyemancypowany teoretyk wychowania został niedawno wyrzucony z pracy. Przez Kogo? Ano przez następców/kontynuatorów elity będącej na usługach każdej aktualnej władzy. Przypomnijmy parę faktów z najnowszej historii, gdyż nic się pod tym względem nie zmieniło. O czym świadczy, fakt, że nieodpowiedzialne harce niewyemancypowanego były jednak pod kontrolą. I spotkało go to na co sobie zasłużył... Otóż pewna liczba ludzi (po 1945 r.) literatury i sztuki, aktorów, dziennikarzy, prawników i przedstawicieli nauk, głównie humanistycznych, została kupiona i poczęła gorliwie służyć władzy ludowej. Przykładowo: Bogdan Suchodolski – pisze Stefan Kisielewski –„(…) za sanacji był senatorem, po drodze endekiem , potem chciał być katolikiem… szybko się wyrzekł, bo do „Znaku” raz napisał. Jak go zaatakowali, to on przeprosił, że nie wiedział, co to jest za pismo. Miałem z nim ( z Suchodolskim- podkreślenie moje) śmieszne spotkanie w roku 1957 nad morzem. On był redaktorem encyklopedii. I w tej encyklopedii było napisane: „Ponomarienko, sekretarz PZPR”- zamiast KPZR. A pod hasłem „Katyń” było napisane „Zbrodnia niemiecka…” i tak dalej. Spotkałem Suchodolskiego, i on mówi: „Wie Pan, ten błąd z tym Ponomarienko, ludzie mi wypominają… no tak, przykrość, rzeczywiście…” Ja mówię: „Panie profesorze, to jest kara za Katyń”. (Zob.: Stefan Kisielewski, Abecadło Kisiela, Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1990, str.109).Ale ta władza powoływała do życia – za pomocą tzw. awansu społeczneg - również nowe elity. Swoje własne elity, będące produktem nowego ustroju. Dla wielu były to niedostępne wcześniej możliwości zrobienia matury, zdobycie wyższego wykształcenia. Wielu stało się pośpiesznie urzędnikami, działaczami partyjnymi, sędziami i profesorami. W reportażu Zdzisława Uniszewskiego „Sędzia” Igor Andriejew – prawnik, który wprowadzał w Polsce stalinowskie prawodawstwo i był jednym z sędziów (skazując go na śmierć) w sprawie „Nila” Fieldorfa – powiada: Wie pan, to wstyd się przyznać, ale ja myślałem wtedy, że to był jakiś Niemiec. Niech Pan zważy na jego imię (Emil August ), na nazwisko Fieldorf. Wstyd , ale ja tak myślałem. (Zob. K. Mętrak, Fragmenty „Dziennika’ ( tom III), „Życie”, 21-22 i 28-29.02.2004.) To zapewnienie ludziom awansu społecznego miało dla nowej władzy ogromne znaczenie, bo w ten sposób władza pozyskiwała zwolenników, bądź chociażby bierne poparcie. To wszystko trwa do dziś.

    OdpowiedzUsuń
  19. W kontekście przywołanych/przypomnianych postaw i zachowań (J. Szczepański, Iwaszkiewicz, Andrejew)warto zauważyć, że recepty na życie w stalinizmie nigdy nie było. Pytany ongiś o to, jak powinien się zachować intelektualista w czasie stalinowskim, odpowiadał Aleksander Wat: "Powinien umrzeć". A Ci, co przeżyli w pół-oporze, pół-sprzeciwie i pół-milczeniu powinni mieć pełną świadomość i pamiętać, iż półprzysiad nie jest pozą wzniosłą i bohaterską. Dlatego myślę, że sensownie by było, aby zajmujący się dziś delikatną operacją zdejmowania odpowiedzialności z tych intelektualistów (czyli fachowców od wychowania socjalistycznego za ich niegodziwości i intelektualne skundlenie) powinni się sobie od czasu do czasu przyglądać. Choćby w czasie krótkich przerw jakie mają przed napisaniem, kolejnej , n-tej już książki .I wtedy być może zobaczą, że są w PÓŁPRZYSIADZIE. A może warto jednak spróbować się wyprostować ?
    Deliberował: Niewyemancypowany teoretyk wychowania.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.